Świat kolejek wąskotorowych

FORA KOLEJOWE => Infrastruktura => Wątek zaczęty przez: statek on 02 Czerwiec 2009, 18:30:18



Tytuł: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: statek on 02 Czerwiec 2009, 18:30:18
Witam

W związku z tym, że na kolejce obecnie nie jest prowadzony ruch, to i roślinność daje się powoli we znaki. W najbliższych dniach mamy zamiar wykonać pryskanie odcinka Opole W. - Wąwolnica i Karczmiska - Karczmiska Polana. Mam tutaj do kolegów z innych kolejek kilka pytań:
1. Jakiego środka używacie najczęściej i jaki się sprawdza.
2. Na jak długo działa Roundup i w jakiej dawce stosujecie go na pryskanie szlaku

Ponowne rozpoczęcie działalności NKD planowane jest na miesiąc lipiec, co prawda późno ale lepsze to niż w ogóle, dlatego też chcemy zabieg odchwaszczania wykonać teraz by mieć po czym jeździć.
Poszukujemy także chętnych do pomocy przy pracach na NKD, między innymi odkrzaczanie, koszenie zielska, doprowadzenie przejazdów do stanu używalności itp itd

Pozdrawiam serdecznie
Michał


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 02 Czerwiec 2009, 20:51:11
Cytat: "statek"
w jakiej dawce stosujecie go na pryskanie szlaku

Wszystko zależy którego użyjesz. Są co najmniej 3 rodzaje. Ilość na ha jest podana na opakowaniu.
1ha = 100x100m
Przy szerokości oprysku 2,5m 1 ha będzie na odcinku 4 km.
Nie oszczędzajcie 50 zł na 1 litr mniej środka. Lepiej dać więcej niż za mało.


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: statek on 02 Czerwiec 2009, 23:14:10
Generalnie liczyłem na 30km szlaku o pasie 2m (wydaje mi się że powinnno wystarczyć) daje nam ok 6ha, interesuje mnie jeszcze fakt na jak długi okres wystarczy działanie Roundupa, 2 czy 5 miesięcy (etc)

Pozdrawiam
Michał


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 03 Czerwiec 2009, 09:32:59
Jak dasz większą dawkę powinien efekt być dłuższy. Wszystko tez zależy od pogody. Jak będzie deszczowo to nowe chwasty szybciej się pojawią. Te 5 miesięcy powinno się utrzymać w miarę czysto. Czyli do jesieni wystarczy.


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: Michał Z on 03 Czerwiec 2009, 13:39:06
Roundup lub jego tańsze zamienniki (ta sama substancja aktywna) mają jedną zaletę - są tanie (relatywnie - 20 ltr ok 650 pln) ale mają wadę - działają TYLKO na to, co rośnie w chwili pryskania. Dlatego oprysk jest skuteczny na ok pół roku.

warunkiem skuteczności oprysku jest brak deszczu, bo inaczej deszcz zmyje z trawy Roundup i po wszystkim.

W Rogowie stosujemy roztwór zgodnie z informacją na ulotce, tj. na 1000 ltr wody ok. 25 ltr Roundupu, oprysk jest robiony na szer ok 2m, drezyna jedzie z prędkością ok 15 km/h i te 1000 ltr starcza nam na ok 25 km toru.

Kiedyś udało nam się załatwić Arsenal - oprysk starczył na 2 lata, teraz kupiliśmy trochę Herbitoru. Jeszcze nie pryskany, więc nie wiem, jak z jego skutecznością (powinien starczyć tez na 2 lata), ale jest dużo droższy od Roundupu

pozdr M


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: lisiogonek on 03 Czerwiec 2009, 17:19:43
w zeszłym roku uczestniczyłem w oprysku i na nasz czynny odcinek Nieżychowo-Białośliwie zużyliśmy ok 900l roztworu. jakie było stężenie juz teraz nie pamietam dokładnie, ale dosyć dużo tego wlaliśmy; ponadto właściciel dosypywał jeszcze jakiegoś nawozu, bodaj siarczanu amonu (gość zna się na rzeczy bo prowadzi sklep ze srodkami ochrony w Białośliwiu) . Do oprysku użyty został opryskiwacz ogrodniczy 1000l z traktorem. Oprysk ustawiony był mniej więcej na skrajnię czyli około 1,5m. Pozostałe 100l wykorzystane zostało na stacji. Na jesień oprysk był powtórzony i muszę przyznać że jeszcze 10 maja (robiłem przejazd drezynią) było czysto. teraz (tzn 31 maja) jechałem drezynką i miejscami już roślinność brała przewagę nad chemią...a jak to robiliśmy widać tu : http://www.wkp600mm.fora.pl/wydarzenia-aktualne,2/oprysk-torowiska-10_05_2008,50.html


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 03 Czerwiec 2009, 19:53:04
O siarczanie chyba pisze na opakowaniu. Wystarczy poczytać instrukcje. Wiem bo czasem pryszcze randapem na polu.


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 03 Czerwiec 2009, 20:05:40
Witam szanownych Kolegów!

Jako, że widzę tu mój ulubiony (oprócz aspektów tematu prawnych) wątek, czyli kolejarz vs przyroda, więc postanowiłem podspamować ów temacik kilkoma swoimi spostrzeżeniami. Od 7 lat kilka razy w roku prowadzę eksterminację roślinności na GrKD, zatem coś o tym wiem...


Najpierw kwestia sosu, czyli czym zamierzamy niszczyć zielicho.

Panowie, czemu w umysłach większości wąskotorowców zagnieździł się ten RoundUp? To jakiś taki powtarzany slogan, który robi tylko zamieszanie i obniża level money in the pocket. Tu muszę przyznać punkt za czujność Koledze Michałowi Z, który zasygnalizował istnienie tańszych zamienników owego sosu, ale muszę też punkt ujemny przyznać, bo nie podał żadnych nazw.
RoundUp jest drogi, bo płaci się za firmę. To samo ścierwo, tylko inaczej się nazywające, jest tańsze o 150zł na bańce 20L. Zamienniki drogiego Roundup'u: Glifogan 360 SL, Rodeo 360 SL, Agrofarm Glyfosat 360 SL, Glyfos 360 SL, Tajfun 360 SL, Atut 360 SL, Madrigal 360 SL, Kosmik 360 SL i wiele innych. Zwróciliście pewnie uwagę że każda nazwa sosu kończy się na "360" – oznacza to 360g glifosatu w 1L herbicydu. I to jest ważne, bo jak widać te chemikalia zawierają dokładnie tyle samo składnika czynnego. Cena np. Kosmik'a na dziś wynosi 522zł za 20L.
Dygresja do Rounup'u 450SL Energy. To tylko chwyt reklamowy, że niby jest "mocniejszy". Daje się jego mniej, bo jest bardziej stężony, ale z racji jakiejś kosmicznej ceny totalnie nie opłaca się go stosować, bo cena w stosunku do zawartości substancji czynnej jest nie adekwatna i tylko kasy więcej się wydaje.


Teraz kwestia działania glifosatu na chwasty i skuteczności oprysku.

Glifosaty działają wyłącznie na zielone części roślin na które spadną (punkt dla Michała Z) i na nic więcej. Bzdurą jest twierdzenie, że jak się da bardziej stężony sos, to na dłużej starczy. Starczy tylko na tyle, ile będzie trwał wzrost nowych roślinek kiełkujących z nasion na które sos nie działa. Opryski wykonuję na początku maja, pod koniec czerwca i we wrześniu, i wtedy jest jakiś efekt. Żadne pół roku, żadne 5 miesięcy. Może max 2, ale to i tak nie będzie dokładne odchwaszczenie. Aby naprawdę odchwaścić tor a nie tylko spowodować, ze będzie się miało czyste sumienie że się to robiło, i w sierpniu trawę po pas, trzeba kilkakrotnie spryskać drogę żelazną, bo chwasty sukcesywnie kiełkują i wyrastają. Dawniej stosowałem środki doglebowe z grupy triazyn np.: Simazin, czy Atrazin 90 WG, które zostawały w glebie uniemożliwiając kiełkowanie nasion. Wtedy rzeczywiście wystarczał jeden, wiosenny, solidny oprysk na rok, ale odkąd EU zabroniła dyrektywą ich stosowania, pozostały wyłącznie glifosaty.


A czemu po roku jeszcze widać, gdzie było pryskane - czyli riposta na myśl Phinka.

Bo na pasie opryskanym rozwijają się inne gatunki zielska, które są odporne na działanie glifosatu – np. skrzyp i wypierają jakieś perze co tu zwykle rosły, co nie oznacza nic dobrego, bo z nimi się walki chemią obecnie dostępną nie wygra. Po prostu chemia na nie nie działa.


Teraz kwestia szerokości oprysku.

Kolego Statek, 2m to stanowczo za mało. Ja pryskam belką długości 3,1m, co daje pas zroszony o szerokości 3,5m i nie jestem z tego zadowolony, bo boki ławy torowiska i kolejowe rowy odwadniające trzeba poprawiać z Karchera, co zajmuje dużo czasu. Jakbym mógł (ale nie mogę, bo znaki drogowe, reklamy, słupki hektometrowe, barierki na wiadukcie mi nie pozwalają) to bym dał cztero-, a nawet pięciometrową belkę, bo trzeba pamiętać, że nawet najdroższe chemiczne zwalczanie roślinności, jest tańsze i szybsze od ręcznej pielunki.
Myślę, że 3 metrowy pas, to takie minimum przyzwoitości, bo trzeba pamiętać, że nie tylko trawę ale i zamierzające wyrosnąć krzaki i drzewka przy okazji zniszczymy. Na tym się nie oszczędza, no, chyba, że ktoś lubi mieć podrapane wagony (krzaki nie rosną wyłącznie do góry...) i później zębami wyrywać drzewka z ławy.


Obliczanie ilości sosu.

Glifosaty o stężeniu 360 stosujemy w ilościach 5L/ha. Zatem przy dwumetrowej wersji D* (objaśnienia na końcu posta) na 30km pójdzie 30L bo:
2m szerokości*3(tu dajemy dziesiątki kilometrów do odchwaszczenia)*5L/ha tyle właśnie daje.
Wersja N 3m – 45L, wersja O 4m – 60L.
Dawanie większych stężeń jest wskazane, gdy musimy koniecznie wydać pieniądze, zaś mniejszych, gdy kochamy przyrodę i nie lubimy mieć całkiem łysego toru bez zieloności.


Obliczanie ilości cieczy.

Zakładamy, że aby oprysk był skuteczny roślinki muszą zostać dokładnie zwilżone cieczą roboczą, zatem jazda opryskatora nie powinna przypominać walki finałowej Kubicy. Ja odchwaszczam z V=10km/h, w tym celu podnoszę lekko w WueMCecie obroty biegu jałowego tak, aby na dwójce płynnie, powoli, bez gazu się toczyła. Teraz sprawdzam wydajność belki przez nalanie do jakiegoś zbiornika wody na full, włączenie pompy i puszczenie w ruch maszynerii. Po np. 10min wyłączam układ i dopełniam wodą przez wodomierz zbiornik do pełna. Powiedzmy że przez te 10 minut poszło 50L, zatem przez godzinę pójdzie 50*6=300L. Mamy 30km, które z prędkością 10km/h przejedziemy w 3 godziny, zatem potrzeba nam 300*3=900L cieczy, ale zawsze należy jej zrobić deko więcej.
Więc do dzieła: zbiornik 1000L już stoi na drezynie, wlewamy trochę wody na dno, do tego odpowiednią ilość sosu i dopełniamy wodą na full bacząc aby wszystko się dobrze wybełtało. Do tego na każdą tonę cieczy roboczej dajemy 0,5-1L adiuwantu – środka zwiększającego przyczepność cieczy opryskowej do roślin np. Superamu 10AL (8zł). Efekt oprysku z zastosowaniem tego dodatku jest o niebo lepszy niż bez niego. Co do dodatku siarczanu amonu, to stosuje się go w rolnictwie, bo jest on nawozem wspomagającym działanie glifosatów, i nawożącym roślinki, które mają wyrosnąć po kojfnięciu chwastów, zatem do totalnego niszczenia chwastów się absolutnie nie nadaje, bo będzie sprzyjał szybkiemu wzrostowi tego, co za niedługi czas wykiełkuje.

I można jechać, pamiętając, że jeśli zanosi się na deszcz, to oprysk nam nie wyjdzie bo deszcz zmyje glifosat zanim roślinka go wchłonie (drugi punkt dla Michała Z), zaś przy silnym wietrze możemy odchwaścić komuś ogródek.
 

Kończąc tradycyjny, jednozdaniowy post, podam jeszcze oznaczenia wersji oprysków:

D – dziadowska;
N – najtańsza;
O – o, i o to chodzi!

Pozdrawiam. Janusz.


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 03 Czerwiec 2009, 21:15:03
Cytat: "Kucyk"
Jakbym mógł (ale nie mogę, bo znaki drogowe, reklamy, słupki hektometrowe, barierki na wiadukcie mi nie pozwalają) to bym dał cztero-, a nawet pięciometrową belkę, bo trzeba pamiętać, że nawet najdroższe chemiczne zwalczanie roślinności, jest tańsze i szybsze od ręcznej pielunki.

Jest na to rozwiązanie. Na końcu trzeba zamocować jeszcze inne dysze. Tu widać jak działają http://img205.imageshack.us/img205/6029/dsc01242tz7.jpg wystarczy je zamontować tak aby pryskały w bok. Wtedy znaki ani inne przeszkody nie będą przeszkadzać bo belka pozostanie tej szerokości co jest a oprysk będzie szerszy. Te dysze można podłączyć tak aby można było w razie potrzeby je wyłączyć. Wystarczy zmontować zawór na wężu doprowadzającym ciecz do nich.


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: Waldi7 on 04 Czerwiec 2009, 21:50:04
Na marginesie - na skrzyp podobno nie ma jeszcze żadnych chemikaliów. Toto było w czasach dinozaurów, jest teraz, ... długo po nas pewnie też będzie.

Można skrzyp nieco "przysuszyć" Chwastox-em Extra, dodając go do glifosatów. Na jakiś czas (z obserwacji, zależnie od pogody, max. 2 miesiące) przynajmniej zmarnieje część nadziemna ... (może obyłoby się bez żyłki zbrojonej?)

Ale pozostaje kwestia kosztów - czy można sobie na to pozwolić?


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 04 Czerwiec 2009, 22:26:29
Cytat: "Waldi7"
Ale pozostaje kwestia kosztów - czy można sobie na to pozwolić?

Gajger z Mławskiej KD odchwaszczał kozami w myśl zasady:
Lecz gdy jesteś ekologiem, lub funduszy ilość niska
Wtedy wykorzystaj kozę do pielenia torowiska.
Gdy zaś się na miłość zbierze - przytul kozę bardzo czule.
Bo to pożyteczne zwierzę. I na torach i w ogóle...


Tytuł: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: Waldi7 on 05 Czerwiec 2009, 00:15:52
Żeby wyjaśnić wątpliwości: osobiście preferuję Chwastox zamiast żyłki, więc zgadzam się z argumentacją Kucyka.


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 01 Wrzesień 2009, 21:18:28
Z uwagi na to, że czasem trzeba zrobić coś innego od wykonania pociągu rocznicowego czy wydania folderka, zakładam ten temat, aby pokazać, że nawierzchnia kolejowa - o której się zazwyczaj nie pamięta (wszak pociąg to maszynista i kierownik zdaniem niektórych "znawców") - to twardy orzech do zgryzienia. Chciałbym zaprezentować trochę doświadczenia PTKW w owej walce o przetrwanie. Może przydadzą się komuś owe wiadomości...

Dziś opiszę zwalczanie roślinności a właściwie odchwaszczane, czyli najupierdliwszy epizod z życia drogowców kolei.

W Piasecznie polecamy do niszczenia roślinności na torowisku WueMCetę z "opryskatorem".

Co do technologii prowadzenia samego oprysku, to opis zamieściłem już dawniej w poście http://750mm.pl/viewtopic.php?p=27818#27818

Dziś chciałem przedstawić "patenty" opryskatora.

(http://farm3.static.flickr.com/2500/3877803635_eb93ce489a_b.jpg)

Na pace znajduje się zbiornik 1000l z "sosem", hydrofor, a właściwie sama pompa (zbiornik z membraną stanowi tylko "ramę" i nie bierze udziału w oprysku), agregat prądotwórczy 230V, falownik robiący z 230V trzy fazy, zawór stabilizacji ciśnienia, zawór odcinający dopływ sosu do belki, belka opryskliwa i węże różnorakie. Ale po kolei:

Zbiornik "mauzer" jest pochylony w kierunku pompy, aby podczas low level sosu mógł oddać pompie, co kryje w sobie. Pochylenie zapewnia kantówka 8X8 podłożona pod jego zad. Połączenie z pompą za pomocą typowych połączeń dla rur wodociągowych PP.

(http://farm3.static.flickr.com/2668/3878585160_1abfa6de4f_b.jpg)


Zasilanie napędu poprzez falownik

(http://farm3.static.flickr.com/2566/3878591118_3052d8803d_b.jpg)


Zawór doprowadzający sos do belki jest sterowany z kabiny za pomocą gustownego drążka leszczynowego i zaopatrzony w filtr siatkowy.

(http://farm3.static.flickr.com/2472/3878603524_3fc7c8e732_b.jpg)


Belka opryskliwa wyposażona w 7 dysz wykonana jest z profilu zamkniętego. Dysze pracują średniokropliście dzięki malutkiej modyfikacji.

(http://farm3.static.flickr.com/2582/3877830189_c1b7c39751_b.jpg)


Co jednak nie zapobiega unoszeniu aerozolu w przypadku wiatru...

(http://farm3.static.flickr.com/2462/3877897195_5c7f716fc8_b.jpg)


c.d.n.


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: buczek_pkp on 01 Wrzesień 2009, 21:30:31
Oczywiście jadąc należy pamiętać aby nie skosić jakiegoś rowerzysty lub pieszego przy torach :mrgreen:


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 01 Wrzesień 2009, 21:37:19
Odnośnei znoszenia przez wiatr. W tym przypadku można by zrobić osłonę która by chroniła ciecz przed wiatrem. W normalnym opryskiwaczu było by to zbyt uciążliwe (szerokość belki zaczyna się od 10m a kończy na bodajże 36)


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 02 Wrzesień 2009, 21:15:30
Cytat: "andrzej2110"
Odnośnie znoszenia przez wiatr. W tym przypadku można by zrobić osłonę która by chroniła ciecz przed wiatrem. W normalnym opryskiwaczu było by to zbyt uciążliwe.

W kolejowym też, ze względu, że często nie jedzie się po łączce, ale po krzaczorach a tam osłona mogła by być przeszkodą. Z resztą ilość znoszonej cieczy jest dopiero problemem przy silnym wietrze, ale przecież oprysk można prowadzić kiedy nie duje.

Dziś szczegóły belki opryskliwej podam. Oto belka w całej okazałości:

(http://farm3.static.flickr.com/2597/3881251015_a9af401b19_b.jpg)

Wykonana z profilu stalowego zamkniętego 100X100. Dlaczego aż z tak mocnego? Proszę zwrócić uwagę na szczegóły poniższej fotografii. Oprócz zamocowania końcówki widać na niej rysy na metalu, które wskazują, że czasem coś nieco twardszego niż trawka się prześliznęło (raz auto, ale to z drugiego końca - widać to na powyższej fotografii). Belka ma chronić kruche końcówki przed uszkodzeniem przez zdrewniałą roślinność i nie tylko. Od początku - znaczy trzech sezonów - nie uległa uszkodzeniu żadna końcówka, co świadczy o słuszności zastosowanego profilu.

(http://farm3.static.flickr.com/2637/3881239149_94c03b52df_b.jpg)

Jeszcze szczegóły mocowania końcówek.

(http://farm3.static.flickr.com/2518/3882031132_d8a27ed127_b.jpg)

(http://farm4.static.flickr.com/3440/3881243271_9a873de77d_b.jpg)

Do podłączenia zasilania sosem wykorzystano typową końcówkę do pryskania, jednak zamiast "dropsów" rozpylających do jej wnętrza wprowadzono rurkę miedzianą uszczelnioną o-ringiem dociskanym przez typową zakrętkę. Co ważne, pomimo pęknięcia zakrętki układ trzyma szczelność co dowodzi słuszności zastosowania o-ringu.

(http://farm3.static.flickr.com/2439/3882060608_76d33c99f4_b.jpg)

Teraz kwestia samych końcówek rozpylających. Na zdjęciu przedstawiono korpusy: przelotowy i krańcowy. Poniżej, po lewej
zakrętka, dalej wiertełko 2,5mm do rozwiercania dropsów i zestaw do załadowania do zakrętki: przekładka zawirowująca, o-ring regulacyjny i dropsy rozpylające. Lewy z oryginalnym otworem 1,5mm, prawy po rozwierceniu do 2,5mm.

(http://farm3.static.flickr.com/2554/3882080108_3a8e04f3b9_b.jpg)

Teraz kilka uwag o "ładunku" zakrętki. Jako pierwszy, patrząc od kadłuba, idzie zawirowywacz, koniecznie tymi spiralnymi kanałkami w kierunku wylotu. Dalej o-ring, który reguluje kąt i kroplistość zraszania, na koniec drop z dziurwą. Ów o-ring nie wchodzi w standardowy zestaw końcówki opryskiwacza. To patent Kuca. Dzięki niemu można regulować kąt i grubość strumienia przez przykręcenie zakrętki. Im mocniej, tym drobniejszy i o większym kącie oprysk mamy. Dzięki temu można dostosować działanie końcówek do wysokości zamocowania belki i rozstawu dysz, przez co zapewnić równomierność zraszania.

(http://farm3.static.flickr.com/2633/3882073702_06d4c1f257_b.jpg)

Mocowanie do ramy drezynki Wmc to z jednej strony zaczep chwytający ce-ową belkę ramy, a z drugiej skobel robiący to samo, ale z drugiej strony drezyny. Umożliwia to jednoosobową obsługę belki.

(http://farm3.static.flickr.com/2468/3882054868_36f7a94209_b.jpg)

(http://farm3.static.flickr.com/2502/3881269747_d1bd1cb01c_b.jpg)


Miłego pryskania życzy Kuc.

(http://farm3.static.flickr.com/2451/3877817613_2f46698a70_b.jpg)


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 02 Wrzesień 2009, 21:50:46
Pomysłowa belka :)


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: konrad on 02 Wrzesień 2009, 23:57:12
Cytat: "Kucyk"


 Dalej o-ring, który reguluje kąt i kroplistość zraszania, na koniec drop z dziurwą. Ów o-ring nie wchodzi w standardowy zestaw końcówki opryskiwacza. To patent Kuca. Dzięki niemu można regulować kąt i grubość strumienia przez przykręcenie zakrętki. Im mocniej, tym drobniejszy i o większym kącie oprysk mamy. Dzięki temu można dostosować działanie końcówek do wysokości zamocowania belki i rozstawu dysz, przez co zapewnić równomierność zraszania.



To wysokość zamocowania belki jest zmienna? jak się mocuje na innej wysokości belkę? i czy rozstaw dysz jest zmienny? a jeśli jest zmienny, to jak odcinasz dopływ do "nieaktywnych" końcówek? bo zdaje się, że tam jest jeden wężyk wspólny na wszystkie końcówki.
ciekawy opryskator :)
pozdrawiam


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 03 Wrzesień 2009, 20:03:12
Cytat: "konrad"
To wysokość zamocowania belki jest zmienna? jak się mocuje na innej wysokości belkę? i czy rozstaw dysz jest zmienny? a jeśli jest zmienny, to jak odcinasz dopływ do "nieaktywnych" końcówek? bo zdaje się, że tam jest jeden wężyk wspólny na wszystkie końcówki.


Ha! Wiedziałem że takowe tendencyjne pytania nastąpią! :twisted:

Regulację dysz za pomocą ściskanego wewnątrz o-ringu zastosowałem gdyż:
- fabrycznie dysza daje oprysk drobnokroplisty - taką mgiełkę i to do tego pod kątem 120*, ja zaś potrzebowałem czegoś średniokroplistego, czyli strumienia jak z psiukacza do szyb,
- fabrycznie dysza 1,5mm miała wydajność taką, że sobie kwiatki w skrzynkach na balkonie mógłbym pryskać a nie 10ha torowiska. Samo rozwiercenie dropsa nic nie dawało poza tym, że dysza przestawała rozpylać a zaczynała lać, bo kanałki w zawirowywaczu dławiły strumień cieczy.
- kiedy budowałem belkę nie do końca wiedziałem jak będzie trzeba ustawić dysze aby pokrycie sosem ławy torowiska było równomierne, więc wolałem zostawić sobie furtkę w możliwości zmiany kąta rozpylania.

A jak działa ta regulacja? Jeśli poluzujemy nakrętkę tak, że o-ring nie będzie ściskany, to dysza wali punktowo. Jednak skręcanie gwintu powoduje coraz drobniejsze krople rozpylania przy powiększaniu się kąta strumienia. Kąt rośnie do ok 90*przy zachowaniu żądanej przeze mnie kroplistości. Akurat tak utrafiłem, że wtedy stożki drobin cieczy lekko zachodzą na siebie zapewniając tym samym równe zroszenie powierzchni, co najłatwiej stwierdzić na asfaltowej nawierzchni przejazdu. Zatem rozstaw dysz nie musi być zmieniany jeśli zachodziła by potrzeba korekty zraszania.

Odpowiadając jednak na pytanie Konrada o wysokość zamocowania belki, to w przypadku omawianego tutaj opryskatora wysokość ta jest stała, bo mocuje się ją w jednym miejscu. Jednak chciałem zrobić belkę na tyle uniwersalną, aby móc ją zamontować na innej derzynce, jeśli była by taka konieczność. Myślałem tu o pomocy np. bratniej Kolei Rogowskiej...

Jeszcze na zakończenie dodam, że całą konstrukcję opryskatora starałem się tak wykoncypować, aby obsługa (oprócz oczywiście załadowania gratów na pakę) była możliwa jednoosobowo, co kilka razy okazało się zbawienne.

Kuc


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: konrad on 03 Wrzesień 2009, 21:04:55
okej, teraz wszystko jasne :)
jeszcze jedno pytanie
gdy przejeżdżasz przez przejazdy to zakręcasz zawór za pomocą le'szczyno-drąga, czy wychodzisz z założenia że asfaltowi też należy się coś od życia i dostaje swoją porcje oprysku?
pytam się o to, bo ciekawy jestem jak reaguje hydrofor, gdy musi pompować na zamkniętym zaworku? nic się nie dzieje?

dobra, przyznaje się, poprzednie pytanie było troszeczkę złośliwe,ale teraz jestem naprawdę ciekawy :)


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 03 Wrzesień 2009, 21:57:29
Żeby bezpiecznie zamknąć zawór a pompa ma pracować należało by założyć zawór przeciążeniowy i powrót cieczy do zbiornika.


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: buczek_pkp on 03 Wrzesień 2009, 23:03:10
Jak zamykamy zawór do belki to sos przelewa się do zbiornika i powstaje taki "obwód zamknięty".


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: E583.002 on 04 Wrzesień 2009, 16:19:40
Janek! Zmniejszaj zdjęcia, wrzucanie obrazków w JPG po 500 KB jest karygodne... :P


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 04 Wrzesień 2009, 21:48:45
@ Fidler
Karygodne, to jest picie Goolman'a! Zerknij tu: http://750mm.pl/viewtopic.php?p=30631#30631

@ Buczek_PKP
Gdzieś dzwoni, ale nie wiadomo na którym cylindrze...

@Andrzej2110
Jak zwykle jesteś mistrzem! (http://smileys.on-my-web.com/repository/Respect/number-one-043.gif)


Wracając do kwestii poruszonych przez Kolegę Konrada:

- Czy zakręcam dopływ sosu do belki na przejazdach?
Jak byłem mały to zakręcałem, ale teraz jestem duży (i to nie od mleka) i mi się nie chce. Nie ma to sensu po prostu, bo stosunek szerokości przejazdów do całej długości szlaku jest tak minimalny, że szkoda roboty aby ten litr sosu zaoszczędzić. Poza tym, na przejazdach obserwuję, czy oprysk odbywa się równomiernie bo sos na asfalcie się pięknie odznacza i gdyby się dysza przypchała, od razu będzie widać.
NATOMIAST BEZWZGLĘDNIE ZAMYKAM ZAWÓR PODCZAS PRZEJAZDÓW PRZEZ MOSTY NAD CIEKAMI WODNYMI, GDZIE MOŻLIWE JEST DOSTANIE SIĘ HERBICYDÓW DO WÓD POWIERZCHNIOWYCH!

- Jak na odcięcie dopływu sosu do belki reaguje hydrofor?
Nie reaguje, bo działa tu zawór stabilizacji ciśnienia.

I o tym zaworze dziś ponudzi Kuc.

Układ ogólny przewodów przedstawia poniższe zdjęcie.

(http://farm3.static.flickr.com/2490/3886967811_e85ce0cff8_b.jpg)


Środkowy wąż (ten grubszy) doprowadza sos bezpośrednio z pompy do trójnika, gdzie może on popłynąć:
- przy otwartym zaworze z czerwoną rączką poprzez filtr do belki wężykiem na dole,
- przez zawór stabilizacji ciśnienia z powrotem do zbiornika sosu wężoidem i rurką na górze zdjęcia.

A cóż tam takiego na górze powyższego zdjęcia jest?
To stary zestaw od naczynia wzbiorczego przeponowego od C.O. Użyłem jego, bo go po prostu miałem.

(http://farm3.static.flickr.com/2628/3887752746_1191d58321_b.jpg)


Składa się on z korpusu wraz z mocowaniem, zaworu bezpieczeństwa - który pełni tu najważniejszą rolę, manometru który też jest przydatny i odpowietrznika kompletnie bezcelowego dla naszych niecnych działań wobec zielska.

Jak to zestroić?
Zawór bezpieczeństwa powinien być na zakres 3bar, no chyba że się chce mieć inne ciśnienie w dyszach. Podłączyć go należy tak, aby ciśnienie idące z pompy było podawane z właściwej strony, bo inaczej nie ma bata, aby zadziałał. Ciśnienie cieczy tłoczonej przez pompę po przekroczeniu 3bar otwiera zawór i powoduje przepływ sosu do baniaka, dając gwarancje, że ciśnienie nie wzrośnie więcej. Po napełnieniu i przepłukaniu układu obroty silnika pompy regulujemy falownikiem tak, aby przy otwarciu zaworu na belkę nie było spadku ciśnienia na manometrze, a jednocześnie ilość powracającej cieczy do zbiornika nie była zbyt duża (spokojny, stabilny strumień). Po wlaniu herbicydów silnik można dać na full aby całość w zbiorniku się dobrze wybełtała.

Jeszcze szczegóły zaworu bezpieczeństwa,

(http://farm3.static.flickr.com/2558/3887780374_02c3270201_b.jpg)


tabliczki z określeniem ciśnienia otwarcia,

(http://farm4.static.flickr.com/3168/3886960725_06fe7406f8_b.jpg)


i zaworu odcinającego belkę z filtrem i trójnikiem.

(http://farm3.static.flickr.com/2526/3886964169_c87de5c28c_b.jpg)

To było by na tyle...


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: Michał Z on 22 Wrzesień 2009, 09:34:56
Choć wydawać by się mogło, że teraz to nie czas myśleć o opryskach, ja podzielę się swoimi uwagami:

1. Jak się przekonaliśmy, herbicydy mają bardzo zróżnicowane ceny ze względu na porę zakupów. Na wiosnę 20ltr Taifunu kosztowało ok 500pln a teraz 290 pln. Jest więc to najlepsza lokata kapitału do przyszłej wiosny ;)

2. Prawdę mówiąc nie mam przekonania, kiedy dokładnie na wiosnę najlepiej pryskać takimi herbicydami. Środek działa na części zielone, więc wtedy, gdy już coś rośne. Ale na ile wyrośnięte ma być? Z przyczyn niezależnych od nas w tym roku pryskaliśmy późno-trawsko było już wybujałe-i to było zdecydowanie zbyt późno. Z drugiej strony, gdy opryskiwaliśmy miejscowo pieńki krzaków po wycince naprawdę wczesną wiosną (marzec/kwiecień) to w tych miejscach potem (do dziś) nie wyrosło absolutnie nic. A przecież w kwietniu traw jeszcze nie było. Może więc lepiej, pryskać, jak tylko wzejdą pierwsze wiosenne kiełki?

3. Stosowanie Roundupu i pochodnych (subst. czynna: glifosat, łatwo poznać po symbolu 360SL) ma niestety jedną wadę- na torze pozostają te chwasty, które są na niego odporne z zasady (np. skrzyp polny) i te, które się już na niego uodporniły. Polecane jest zrobienie jednego oprysku czymś innym, tylko czym? Inne herbicydy (z inną subst. czynną) zazwyczaj są mniej totalne, ale można je łączyć (np. przeznaczony na jednoliścienne i na dwuliścienne) Rozglądamy się, ale na razie nie mamy konkretnych pomysłów... Może ktoś już coś wymyślił?

4. W tym roku późną wiosną pryskaliśmy część linii środkiem Herbitor, który wg producenta miał działać równie skutecznie, jak niegdyś Arsenal (2 lata bez traw). Niestety nie do końca się to sprawdziło, a jego cena...


Tytuł: Opryskatory
Wiadomość wysłana przez: AC6000 on 25 Październik 2009, 17:54:46
Witam,

jako ze to moj pierwszy post na tym forum to sie przedstawie - mam na imie Henryk, mieszkam w okolicy Piaseczna i lubie koleje pod kazda postacia :). A teraz na temat...

Cytat: "Michał Z"
Choć wydawać by się mogło, że teraz to nie czas myśleć o opryskach, ja podzielę się swoimi uwagami:
3. Stosowanie Roundupu i pochodnych (subst. czynna: glifosat, łatwo poznać po symbolu 360SL) ma niestety jedną wadę- na torze pozostają te chwasty, które są na niego odporne z zasady (np. skrzyp polny) i te, które się już na niego uodporniły. Polecane jest zrobienie jednego oprysku czymś innym, tylko czym? Inne herbicydy (z inną subst. czynną) zazwyczaj są mniej totalne, ale można je łączyć (np. przeznaczony na jednoliścienne i na dwuliścienne) Rozglądamy się, ale na razie nie mamy konkretnych pomysłów... Może ktoś już coś wymyślił?


Na skrzyp nalezy zastosowac Chwastox Extra - jest w miare tani, dziala na wiele chwastow (choc nie wszystkie). Bardzo skutecznie zwalcza skrzyp (przetestowane w ogrodku). Jego dodatkowe zalety to mozliwosc mieszania z Roundapem, cena i fakt ze mozna kupic w dowolnym sklepie ogrodniczym.

pozdrawiam
AC6000


Tytuł: Odp: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 27 Czerwiec 2011, 19:02:47
Dziś, zgodnie z tradycją - wszak zbliża się koniec czerwca - dokonano na GrKD drugiego oprysku odzielszczającego. Tym razem jednak postanowiono wziąć się za ów nietykalny skrzyp polny. Mądra książka podaje że skutecznym środkiem na wyrwanie chwasta jest MCPA. Z zakamarków magazynku został zatem wygrzebany Agroxone 500SL o zawartości, jak nazwa wskazuje, 500g MCPA w litrze sosu. W połączeniu z Rofosatem 360SL i dodatkiem Superamu ma rzekomo rozprawić się ze skrzypkiem na torach.
Dawki tradycyjne: glifosat 5l/ha, Agroxone 2l/ha. Zobaczymy co wyjdzie...

Słowo o wymienionym przez Waldi'ego Chwastoxie. Ta nazwa produktu z Sarzyny obejmuje całą gamę herbicydów różniących się od siebie składem i zastosowaniem.
I teraz uwaga: producent w instrukcji stosowania środka ochrony roślin wyraźnie podaje że skrzyp polny jest średnio wrażliwy na Chwastox Ekstra 300SL, Chwastox 750SL. Natomiast nie jest wrażliwy na Chwastox Turbo 340SL, czy Chwastox Trio 540SL. Zatem należy mieć to na uwadze.

A tak naprawdę, to poczekajmy ze dwa tygodnie. Zobaczymy czy to, co przeżyło dinozaury, w ogóle zareaguje na owe MCPA. ;D


Tytuł: Odp: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: vutik on 29 Czerwiec 2011, 15:50:14
Mądra książka podaje że skutecznym środkiem na wyrwanie chwasta jest MCPA. Z zakamarków magazynku został zatem wygrzebany Agroxone 500SL(...)
producent w instrukcji stosowania środka ochrony roślin wyraźnie podaje że skrzyp polny jest średnio wrażliwy na Chwastox Ekstra 300SL, Chwastox 750SL

Instrukcja stosowania Agroxone 500 SL też wymienia skrzyp jako średnio wrażliwy na ten środek ???


Tytuł: Odp: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 30 Czerwiec 2011, 12:34:56
Wieści z torów: po tym jak zrobiliśmy z Buczkiem w zbiorniku opryskatora kociołek Panoramixa i pomieszaliśmy herbicydy efekt w postaci więdnięcia, i żółknięcia zielska widoczny był... już po 24h!  Wyższe roślinki sflaczały i zgięły się ku ziemi. Po 48h skrzypy sczerniały. Czyżby to był sposób na tego chwasta?

A teraz dowcip wymyślony wraz z Kolegą Phinkiem.
Jedzie opryskator i rozpyla herbicydy zwalczające skrzyp polny. Tuż za opryskatorem jeden krzaczek skrzypu pokazuje "gest Kozakiewicza" mówiąc: - G...o mi zrobisz herbicydzie - ja jestem skrzyp torowy!


Tytuł: Odp: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: OczeQ on 30 Czerwiec 2011, 13:00:51
a jak; tyle nawożony olejami z faurów, a ty go chcesz zwykłym herbicydem uwalić? :P


Tytuł: Odp: Pryskanie szlaku
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 09 Lipiec 2011, 17:03:53
Tak, proszę Państwa. Skrzyp został zlikwidowany.
Jednak MCPA w formie soli dimetyloaminowej to jest to! Koszt odchwaszczania z dodatkiem owego sosu jest większy niż zwykłymi glifostami tylko o 36zł/ha. Ale efekt jest niewspółmierny!
MCPA - wróg skrzypów polnych i torowych! (http://smileys.on-my-web.com/repository/Nature/garden-013.gif)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: SMKZnin on 11 Lipiec 2011, 19:59:20
Szkoda że nie widziałem tego tematu wcześniej, dowiedziałbym się jakie mieszanki stosuje się u nas, wspomniany szyp u nas na ŻKP ginie niczym dotknięty laczkiem komar. ;)

Od 1:00
Gałką oczną kierownika pociągu nr 7 | Biskupin Odcinek (http://www.youtube.com/watch?v=EWMv4J9uwgs#)

Skrzyp ginie!


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 11 Lipiec 2011, 22:00:32
A tak się zapytam. Czy ktoś kiedyś próbował pryskać torowisko wczesną wiosną środkami doglebowymi??


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 11 Lipiec 2011, 22:09:06
Pomijając Twoje nieróbstwo w http://750mm.pl/index.php?topic=2878.2140 (http://750mm.pl/index.php?topic=2878.2140)) zapytam: jakie Andrzeju znasz obecnie dostępne w legalnym handlu herbicydy doglebowe? 8)
 


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 11 Lipiec 2011, 22:40:47
Są herbicydy doglebowe stosowane w uprawie rzepaku, kukurydzy buraków, ziemniaków a nawet i zbóż.
Roundap (lub jego odpowiedniki) działają tylko na te chwasty które już wyrosły ale  po oprysku wyrosną następne. Doglebowe blokuje wschody chwastów przez dłuższy czas. Tylko nie wiem który był by taki co by wyeliminował wszystkie chwasty torowe.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 05 Maj 2012, 12:24:50
No i mamy wreszcie dopuszczony herbicyd o działaniu doglebowym Chikara 25WG (http://doradztwosadownicze.pl/?p=2210) przeznaczony do niszczenia roślinności na terenach nierolniczych. Myślę że w przeciągu miesiąca zostaną w Piasecznie przeprowadzone jego testy. Z mocnych stron producent wymienia długotrwałe działanie, ze słabych odporność na sos perzu, malin i jeżyn oraz skrzypu polnego i torowego, co powoduje jednak konieczność stosowania dodatkowo glifostaów i MCPA.

Korzystając z okazji pragnę przypomnieć że nie należy przekraczać zalecanych dawek herbicydów. Poniższe zdjęcia pokazują niezamierzony efekt przyrządzenia zbyt mocnego sosu przez Kolegę Buczka. Na szczęście w porę zauważono błąd, stąd tylko 9 mb toru zostało odszynione chemicznie.

(http://farm8.staticflickr.com/7247/7136628611_d18c41c84a_b.jpg)

(http://farm9.staticflickr.com/8024/7136628921_b17bce82e1_b.jpg)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 05 Maj 2012, 20:42:29
Mam zło wiadomość dla wszystkich którzy opryskują tory.  Trwają prace nad nową ustawą w której ma być obowiązek przeprowadzania badań atestowych na opryskiwacze którymi wykonuje się opryski torowiska (obecnie takie badania są wymagane tylko or rolników a badanie ważne jest 3 lata). Dodatkowo osoba wykonująca opryski musi posiadać ważne szkolenie na stosowanie środków ochrony roślin (szkolenie ważne 5 lat). Oczywiście nic nie jest za darmo. Szkolenie kosztuje około 150 zł. a ceny przeglądu nie znam.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 07 Maj 2012, 20:03:29
Mam niestety niezbyt dobre wieści: wyliczyłem że stosowanie Chikary nie jest konkurencyjne dla obecnych, tradycyjnych odchwaszczań.
Herbicyd Chikara 25 WG stosuje się w dawce 0,2 kg/ha. Cena takiego oprysku wynosi ok. 700 zł/ha. Jednakże aby uzyskać naprawdę długotrwały (całoroczny) efekt, należy najpierw przeprowadzić "zwykły" zabieg z użyciem glifosatów i MCPA, co zapewni: po pierwsze pozbycie się jeżyn, perzu i skrzypu, po drugie zredukuje ilość Chikary która pozostając na roślinach nie dotrze do gleby, gdzie właśnie ma zapobiegać rozwojowi następnych chwastów w dalszej części sezonu wegetacji.
Koszt takiego wstępnego oprysku (glifosat 36% 5l/ha + MCPA 50% 2L/ha) wynosi przeciętnie 115 zł/ha. Zatem roczny koszt konkretnego stosowania Chikary kształtuje się na poziomie 700 + 115 = 815 zł/ha.
Gdyby zaś wykonywać trzy opryski zwykłe, koszt odchwaszczania wyniesie 3 X 115 = 345 zł/ha, zatem mamy oszczędność 460 zł/ha.
Niestety: liczby mówią same za siebie. 1 ha torowiska to, w zależności od szerokości odchwaszczanego pasa, od 5 do 2,8 km linii. Stąd wydatki na herbicydy stanowią jednak znaczącą pozycję w kosztach utrzymania infrastruktury. I chyba nowoczesne, inteligentne środki chwastobójcze nie są póki co na kolejową, wąską, kieszeń.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Marcin117 on 07 Maj 2012, 20:19:38
A jak kształtują się koszty paliwa i obsługi takiego pociągu "opryskowego"? Zważywszy że nasza WMC ma dosyć paliwożerny silnik to koszta paliwa też pewnie są niemałe.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 07 Maj 2012, 20:58:02
Fakt! Nie wspomniałem o kosztach pociągu. Załóżmy że na odchwaszczenie 20 km szlaku Wmc (wraz z agregatem prądotwórczym) zużyje 20l benzynki, a koszt obsługi weźmiemy jako 100 zł. Wyjdzie kosztów nam 200 zł za jeden oprysk i to niezależnie co w baniaku mamy.
Zatem liczymy koszty roczne usuwania zielska z 20 km szlaku przy szerokości pasa 3 m -> 6 ha:
- Odchwaszczanie z Chikarą (dwie jazdy drezyną, pierwsza z glifo i MCPA) 2 X 200 zł + 6 X 815 zł = 5290 zł
- Tradycyjne odchwaszczanie trzy razy do roku z "bogatym" sosem: 3 X 200 zł + 6 X 345 zł = 2670 zł
- Jak wyżej, tylko biedniej - raz z MCPA, a potem samymi glifo: 3 X 200 zł + 6 X 115 zł + 2 X 6 X 70zł = 2130 zł
- I wersja dziadowska, czyli dwa razy samo glifo: 2 X 200 zł + 2 X 6 X 70zł = 1240 zł

Jak widać nowoczesność kosztuje dwa razy tyle co tradycja przy tym samym efekcie...


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 07 Maj 2012, 21:07:07
Kucyk czy faktycznie trzeba 3 razy w roku opryskiwać??


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 10 Maj 2012, 14:38:34
Jeśli chcemy mieć nawierzchnię naprawdę pozbawioną roślinności to niestety dostępnymi obecnie środkami nie da się tego uzyskać bez trzykrotnego zabiegu. Po prostu sosy będące obecnie dopuszczonymi działają wyłącznie na rośliny na które upadną zaś w glebie nie tylko nie zalegają, ale są bardzo szybko biodegradowane, gdyż takie są wymogi UE by chronić wody podziemne przed zanieczyszczeniami. Zabiegi przeprowadza się w takcie około dwumiesięcznym: na przełomie kwietnia i maja, na koniec czerwca i na początku września. Po pierwszym oprysku niestety przyczajone chwasty z podwójną siłą kiełkują, stać często w czerwcu mamy o wiele gęstszy busz na torach niż przy majowym oprysku. Oprysk wrześniowy jest najmniej ważny, ale zapewnia on jednak czystość torów zimą i wiosną pozbawiając nawierzchnię sterczących różnych traw i badyli, co ułatwia diagnostykę i naprawy infrastruktury. Ten oprysk można wykonać nieco cieńszym sosem złożonym tylko z glifo (4l/ha) i zwilżacza.
Oczywiście można oprysk zrobić tylko raz w roku, jak już nie będzie widać szyn i nie będzie w ogóle dawało jeździć, ale niesie to ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Nie zapominajmy o tym, że herbicydy niszczą rośliny, ale nie powodują fizycznego zniknięcia suchego zielska. Takie kłęby siana na torze, pomijając aspekt estetyczny, wkręcają cię we wszystko co ruchome docierając w każdy zakamar i potem całe podwozie wagonu czy lokomotywy jest pełne łatwopalnego materiału, najczęściej dodatkowo podlanego olejem. Wystarczy wtedy tylko trochę iskier z hamulców i mamy włączone ogrzewanie podłogowe wagonu. Niestety wyłączenie jego jest dość trudne zazwyczaj...


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Leśny Dziadek on 10 Maj 2012, 20:37:20
Po prostu sosy będące obecnie dopuszczonymi działają wyłącznie na rośliny na które upadną zaś w glebie nie tylko nie zalegają, ale są bardzo szybko biodegradowane, gdyż takie są wymogi UE 

Jak byłem mały (jakieś 30 lat temu), na poligonie w Łochowicach potraktowano napalmem jakieś pół hektara. No chyba nie tylko napalmem, bo wojsko wtedy "utylizowało" gazmaski, pochłaniacze, i inne średnio palne przedmioty nieużyteczne. Fajczyło się przez 3 dni, i wybuchało przy tym, jak to na poniemieckim poligonie. Odwiedziłem to miejsce dwa tygodnie temu  - goła ziemia !! rosną tam jakieś rachityczne traweczki nic poza tym.

Komuno wróć  ;D


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: buczek_pkp on 11 Maj 2012, 02:11:17
Niestety wyłączenie jego jest dość trudne zazwyczaj...


Piaseczno 998, Skolimów 26, zgłaszam wyjazd, Głosków, wyłączenie ogrzewania podłogowego w wagonie.

Piaseczno 998, Skolimów 26 na miejscu. Całe podwozie w ogniu, siły i środki wystarczające.

Piaseczno 998, Skolimów 26, działania zakończone, zwijam sprzęt i wracam do koszar.


Tak się wyłącza ogrzewanie!!!


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 27 Czerwiec 2012, 18:48:46
UWAGA! Miałem kontrolę PIORiN po tym jak Wściekła Ekologiczna Menda się wściekła że pryskałem zarzucając że wytrułem pszczoły w całej okolicy. Widać jestem miszcz gdyż wytruć pszczoły pestycydami IV klasy nie toksycznymi dla pszczół to trzeba umieć. Jednakże ktoś zadzwonił i kontrolerzy przyjechali.
Uprawnień czy szkoleń nie trzeba (póki co) mieć - mówi o tym art. 74 ustawy o ochronie roślin (http://prawo.legeo.pl/prawo/ustawa-z-dnia-18-grudnia-2003-r-o-ochronie-roslin/), opryskator nie musi posiadać przeglądu ani atestów (art. 76 ust. 2), jednakże trzeba posiadać i prowadzić ewidencję wykonywanych zabiegów (art. 71). Zatem robimy tabelkę i kolejno w kolumnach piszemy: datę wykonania zabiegu odchwaszczania, nazwisko odchwaszczacza, zastosowane środki i ich ilość, powierzchnia opryskana w ha, lokalizacja wykonywanych zabiegów. I nikt już się nie doczepi.

P.S.
Info dla wszystkich Zielonych: Pojutrze jadę truć na szlak wszystko co ma chlorofil.(http://smileys.on-my-web.com/repository/Nature/garden-013.gif)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 27 Czerwiec 2012, 18:52:40
Owszem na dzień dzisiejszy nie potrzebujesz uprawnień ale jeśli wejdzie w życie ten projekt o którym pisałem wcześniej to już tak. Ja na takowe muszę mieć i mam.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Harry Potter on 17 Lipiec 2012, 10:28:35
...a co do sprzętu to w zeszłym tygodniu na E20 w Mińsku widziane było takie maleństwo w akcji...
Jak byś Kucu jechał takowym po Grójeckiej to by się ekologi zagotowały aż para uszami by leciała jak z czajnika.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: tomasz11 on 17 Lipiec 2012, 11:37:07
Widziałem takowe cudo w akcji,na drugi dzień całe zielsko wyschło a co do zdjęcia to zwróćcie uwagę jak skrajnie wysokości są powyginane ;D


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Harry Potter on 17 Lipiec 2012, 20:35:16
Co prawda to prawda...
Ograniczniki wjazdu pod wiadukt ( zakładam, że to masz na myśli) są mocno pokiereszowane, ale były montowane fabrycznie (wraz z przebudową wiaduktu kolejowego).
Co i rusz przejeżdżające samochody typu VW Transporter lub inne osobówki z batem od CB łomoczą o nie, nie mówiąc o blokowaniu skrzyżowania jak jakiś ponad gabarytowy samochód próbuje ominąć zamknięty przejazd. Wtedy klops ;D


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: gajos on 11 Październik 2012, 00:54:01
Tymczasem, tak pół żartem pół serio ciekawy pomysł
Iron Sheep (http://www.youtube.com/watch?v=foqyeUwi1LI#ws)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Adam W on 11 Październik 2012, 07:46:19
Wygląda jak detektor podkładów :)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: 102N on 11 Październik 2012, 09:07:19
Widziałem  jak wygląda szlak po używaniu tego. Najgorzej wycięte miejsce wygląda jak najlepiej wycięty kawałek toru na gnieźnieńskim torze. Przede wszystkim myślę, że jest to wygodniejsze od chodzenia z kosą spalinową...


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 29 Kwiecień 2013, 21:09:10
Kolega Andrzej 2110 wykrakał: od dwóch dni każdy, kto chce pryskać (nie piszę o odpryskaniu się) na tory musi posiadać świadectwo szkolenia w zakresie stosowania środków ochrony roślin. Mówi o tym art. 41. ustawy o środkach ochrony roślin (http://piorin.gov.pl/cms/upload/D2013000045501.pdf).
Poprzednia ustawa regulująca pryskanie umożliwiała nam to, jako nie-rolnikom i nie-leśnikom (omawiałem to tu (http://750mm.pl/index.php?topic=2486.msg55222#msg55222)) bez konieczności zdobycia glejtu.
Teraz nie ma już kogoś takiego kto pryska nieużytki czy terany przemysłowe. Jest za to użytkownik profesjonalnyosoba fizyczna, która stosuje środki ochrony roślin w celach innych niż własne niezarobkowe potrzeby, w szczególności w ramach działalności gospodarczej lub zawodowej.
Oczywiście można się od tego wykręcić powierzając wykonanie oprysku hobbystom, którzy zastosują je w celach własnych, niezarobkowych potrzeb. Ot, choćby potrzeby delektowania się widokiem gołych podkładów i szyn.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Hal9 on 29 Kwiecień 2013, 21:43:25
Jak powszechnie wiadomo każdy Polak jest:
- lekarzem - bo służba zdrowia od niepamiętnych czasów jest do bani;
- prawnikiem - bo prawo jest do d***y;
- znawcą samochodów i ogólnie złota rączką mechanikiem - bo za komuny nie było ani samochodów ani mechaników  :-*
- świetnym ułanem - to tak tradycyjnie historycznie;
- najlepszym kochankiem - to żeby sobie podnieść morale  :-\
- najlepszym zawodnikiem przy stole - choć statystycznie inni piją więcej, i się nie upijają.
Cóż teraz każdy będzie rolnikiem.

A w sumie to z nas wszystkich Unia i inne głupie ustawy i przepisy robią kaleki intelektualne, frustratów, samobójców itd.

Jeszcze tylko ze 100-200 zł za durną nalepkę na opryskiwacz musisz wykupić. Sprzedaje je facet co tytułuje się serwisantem sprzętu do ochrony roślin. Farsa, ostatnio sprzedawał mi gość legalizacje gaśnic za 5 zł. Miał całą aktówkę podpisanych naklejek.

Przepraszam za off, ale coś mi się zrobiło źle .... idę się napić herbaty !


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 29 Kwiecień 2013, 21:55:07
Na szczęście Unia zapomniała o badaniach technicznych opryskiwaczy kolejowych. Jak na razie (!) wymagają tych od opryskiwaczy polowych i sadowniczych.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 29 Kwiecień 2013, 22:39:10
Tak na szybko spojrzałem na ustawę i w rozdziale 5 nie widzę podziału na typ opryskiwacza a jest powiedziane
Cytuj
2. Sprzęt przeznaczony do stosowania środków ochrony roślin, będący w użytkowaniu przez użytkowników profesjonalnych,
który w przypadku braku sprawności technicznej może stwarzać szczególne zagrożenie dla zdrowia ludzi, zwierząt
lub dla środowiska, poddaje się okresowym badaniom w celu potwierdzenia tej sprawności.
Według mnie KAŻDY opryskiwacz musi mieć ważne badanie techniczne (atest). Ostatnio musiałem robić na swój opryskiwacz i koszt to 120 zł. Cena zależy od typu opryskiwacza wiec za kolejowy będzie inaczej.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 30 Kwiecień 2013, 07:56:28
Jednakże rozporządzenie (http://g.ekspert.infor.pl/p/_dane/akty_pdf/DZU/2013/62/416.pdf#zoom=90) dotyczące badań sprawności technicznej omawia jedynie opryskiwacze polowe oraz sadownicze...


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 30 Kwiecień 2013, 10:29:03
hmmm Tylko czy opryskiwacza do torów nie dało by się zaliczyć do polowego?? Sposób oprysku jest taki sam tylko krótka belka robocza. Jakoś trudno mi uwierzyć że skoro trzeba mieć uprawnienia to sprzęt może być bez badania. Kuc chyba musisz zadzwonić do PIORiN i się dokładnie dopytać.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: kanalarz on 30 Kwiecień 2013, 13:59:38
A ja tak na szybko w ramach króciutkiej przerwy w robocie, zapytam...

Tak na szybko spojrzałem na ustawę i w rozdziale 5 nie widzę podziału na typ opryskiwacza a jest powiedziane
Cytuj
2. Sprzęt przeznaczony do stosowania środków ochrony roślin, będący w użytkowaniu przez użytkowników profesjonalnych, który w przypadku braku sprawności technicznej może stwarzać szczególne zagrożenie dla zdrowia ludzi, zwierząt lub dla środowiska, poddaje się okresowym badaniom w celu potwierdzenia tej sprawności.
...

Czy tor jest roślinnością, aby ją chronić? Czy aby idą w kierunku tego, że "nasze" rozpylacze nie są opryskiwaczami w sensie sprzętu rolniczego, a są jedynie urządzeniem służącym do dystrybucji środków do niszczenia roślinności (a nie ochrony).

Wszak popadając w skrajną nadgorliwość powinniśmy zastanowić się, nad tym jakim typem rozpylacza jest aerograf czy inny pistolet lakierniczy  ;D


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 30 Kwiecień 2013, 15:37:08
Tak ale przez niszczenie zielska chronimy roślinę uprawianą. W przypadku torowiska stosujemy środki totalne które niszczą wszystkie chwasty. W rolnictwie też się takie środki stosuje. Wiem do czego Jacku zmierzasz ale to raczej nie przejdzie.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: emibe on 30 Kwiecień 2013, 20:01:46
Ustawa pisząc o środkach OCHRONY roślin się powołuje na rozporządzenie Parlamentu Europejskiego, a tam w przywołanym artykule stoi:

Cytuj
1. Niniejsze rozporządzenie stosuje się do środków w postaci, w jakiej są one dostarczane użytkownikowi, składających się z substancji czynnych, sejfnerów lub synergetyków lub zawierających te składniki, i przeznaczonych do jednego z następujących zastosowań:

a) ochrona roślin lub produktów roślinnych przed wszelkimi organizmami szkodliwymi lub zapobieganie działaniu takich organizmów, chyba że głównym przeznaczeniem takich produktów jest utrzymanie higieny, a nie ochrona roślin lub produktów roślinnych;

b) wpływanie na procesy życiowe roślin, na przykład poprzez substancje działające jako regulatory wzrostu, inne niż substancje odżywcze;

c) zabezpieczanie produktów roślinnych w zakresie, w jakim takie substancje lub środki nie podlegają szczególnym przepisom wspólnotowym dotyczącym środków konserwujących;

d) niszczenie niepożądanych roślin lub części roślin z wyjątkiem glonów, chyba że dane środki są stosowane na glebę lub wodę w celu ochrony roślin;

e) hamowanie lub zapobieganie niepożądanemu wzrostowi roślin z wyjątkiem glonów, chyba że dane środki są stosowane na glebę lub wodę w celu ochrony roślin.

Środki te są dalej zwane "środkami ochrony roślin".


Pozostaje kwetia udowodnienia, że na torach rosną nie chwasty a glony (skoro ślimaka ponoć UE zakwalifikowała jako rybę lądową)

tu są te rozporządzenia jak ktoś chce niech się wczytuje (coś piszą o zezwoleniach m.in. dla kolei)
http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2009:309:0001:01:PL:HTML (http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2009:309:0001:01:PL:HTML)
http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2012:081:0043:01_REG_2009_1107_47:PL:HTML (http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2012:081:0043:01_REG_2009_1107_47:PL:HTML)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: kanalarz on 30 Kwiecień 2013, 22:33:41
Próbowałem... a właściwie zastanawiałem się nad kwestią użycia odpowiedniej "gry słów", ale aby wejść na tą drogę, to musielibyśmy przeanalizować przede wszystkim definicje zarówno te przywołane wprost, jak i pośrednio - może się na koniec dnia okazać, że "nasze sosy" też są środkami ochrony roślin.

Zatem chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby zasięgnąć języka w PLK i załapać się na jakiś kurs. (Kuc już coś zaczyna kombinować).


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Harry Potter on 18 Lipiec 2013, 22:00:50
Taki mały of top normalnotorowy:18.07.13,wjazd do Mińska Maz. od strony Siedlec ok 13:40


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: dimekk on 19 Lipiec 2013, 17:38:37
O proszę, CHOT :) A w IZ Tarnowskie Góry ganiają z małym opryskiwaczem zamontowanym na drezynie...


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: pawel.adamczyk on 19 Lipiec 2013, 19:11:06
O proszę, CHOT :) A w IZ Tarnowskie Góry ganiają z małym opryskiwaczem zamontowanym na drezynie...
[/quote

Albo na własnych plecach. :D


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 19 Lipiec 2013, 22:31:09
Zwykły rolniczy opryskiwacz po skróceniu lanc.
Drezyna kolejowa - spryskiwanie trawy (http://www.youtube.com/watch?v=8GgymsOvESw#)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Paweł Niemczuk on 04 Wrzesień 2013, 01:14:42
No dobra, od zaklasyfikowania "sosów" jako środków ochrony roślin się nie wywiniemy. Ale co do "opryskiwacza polowego", to potrzebna by była jego definicja, żeby mieć pewność, czy aby na pewno "opryskiwacz kolejowy" się do takowych zalicza. Adres do stosownego rozporządzenia z definicjami opryskiwaczy można prosić?

A teraz mały żart. Poniekąd o sytuacji odwrotnej do tej, którą w wątku o stacji przeładunkowej w Piasecznie opisywał Kucyk (w skrócie - przez lata przeładowywano tam nawozy, nawozy się wysypywały przez lata, a teraz od lat rośnie tam niebywale bujny dżungiel, no chyba, że akurat się sfajczy). Otóż przez wiele lat wszyscy "wąskotorowi" goście odwiedzający kolej górnośląska zazdrościli nam niezarośniętego szlaku i zachodzili w głowę, jak my to robimy, że on jest tak elegancko wolny od zielska. Dopytywali, czym pryskamy, jaką techniką, jak często i ile nas to kosztuje. Odpowiedź była prosta i dla rozmówców zaskakująca: nie stosujemy żadnych technik, niczym nie pryskamy i kosztuje nas to zero złotych. Po prostu kolej przez 150 lat woziła blendę cynkową, rudy ołowiu, bogate w kadm odpady pohutnicze i inne pyszności. No i przez te 150 lat z każdego wagonu w każdym pociągu trochę tych pyszności się usypywał. A to górą, a to bokiem, a to dołem. I to one załatwiają sprawę.
Sądziliśmy, że załatwią ją na kolejne 150 lat - tym czasem okazuje się, że niekoniecznie, Albo zielsko zmutowało, albo skażenie gleby metalami ciężkimi nie jest tak trwałe, jak się mówi... Zielsko co raz śmielej porasta szlak. Dalej nie ma go aż tyle, co na innych kolejach (zasadniczo widać u nas szyny, nie trzeba rozgarniać trawy nogą, żeby je znaleźć), ale z roku na rok jest co raz bardziej bezczelne i obfite...

A teraz, że tak powiem, "mam pomysła". W zasadzie na każdy prześwit można znaleźć wagony samowyładowcze systemu Ziehla. Jak wiadomo - nie były one zbyt szczelne (dzielona, uchylna podłoga, uchylne burty) - wiele się z nich po drodze wysypywało. Do dziś też na Górnym Śląsku zostało wiele hałd po hutach cynku i ołowiu. Ba, nawet takie huty istnieją (np. Miasteczko Śląskie), istnieje nadal kopalnia cynku i ołowiu (ZGH "Bolesław", kopalnia Pomorzany). Może by tak nabyć kawałek hałdy albo nieco rudy, nasypać do Ziehla (ewentualnie trochę mu "pomóc" żeby był jeszcze nieco mniej szczelny, hehe), podkuć zestawy, żeby się trząsł bardziej, jak jedzie i... tadam! Mamy sprzęt do odchwaszczania!
Nie jest opryskiwaczem, nie stosujemy środków ochrony roślin. Po prostu wykonujemy przewozy!


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: MichałŁ on 04 Wrzesień 2013, 07:45:00
Skoro wątek się ruszył ja też mam pytanie.
Najpierw nakreślimy problem.
Mamy takową motopompę http://grizli.pl/grafika/budowlane/sst50_strzalki.gif (http://grizli.pl/grafika/budowlane/sst50_strzalki.gif) oraz zwykły ciągnikowy opryskiwacz zawieszany taki jak tu
http://www.kwas.com.pl/galeria/400a.jpg (http://www.kwas.com.pl/galeria/400a.jpg)

Pytanie moje brzmi: czy można zastąpić orginalną pompę z opryskiwacza tą motopompą którą posiadamy? czy te chemikalia nie zaszkodzą bebechom pompy? Czy może jest konieczne rozbebeszenie tej motopompy i kombinowanie odpowiedniej przekładni żeby napędzać orginalną membranową pompę z opryskiwacza


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 04 Wrzesień 2013, 18:17:50
Garść informacji po dzisiejszej wizycie w miejscowym oddziale PIORiN:
Wewnętrzne instrukcje dla inspektorów PIORiNu jasno określają: kolej to użytkownik profesjonalny, zatem Pan Opryskiwaczowy szkolenie musi mieć oraz prowadzić dokumentację (ewidencję) zabiegów.
Rozporządzenie (http://prawo.legeo.pl/prawo/rozporzadzenie-ministra-rolnictwa-i-rozwoju-wsi-z-dnia-7-marca-2013-r-w-sprawie-badania-sprawnosci-technicznej-opryskiwaczy/) obejmuje swą literą opryskiwacze ciągnikowe i samobieżne polowe lub sadownicze, zaś PIORiN działa w oparciu o ustawę i wynikające z niej rozporządzenia i nie zamierza rozszerzać swych kontroli na opryskiwacze kolejowe nie ujęte w przepisach.
Ogólnie nie ma odgórnego nacisku na gnębienie kolejarzy, ale jeśli jakaś menda ekologiczna złoży doniesienie że trujecie ludzkość, to kontrola będzie.

Teraz MichałŁ: to jest pompa do wypompowywania wody z piwnicy o wydajności kilkunastu ton na godzinę. Jeśli da ciśnienie 0,3MPa to będzie opryskiwacz działał, ale nie wiem czy pompa przeżyje - opryskiwacz siedmiodyszowy ma wydatek, w zależności od zastosowanych dysz, 300-600l/h.
Pestycydy mają zazwyczaj odczyn kwaśny i nie są jakoś specjalnie agresywne więc nie obawiał bym się zeżarcia uszczelek. Co najwyżej korozji siluminowego kadłuba jeśli by w nim zostawiać sos po oprysku. Natomiast uszczelnienia gumowe są niewrażliwe.
Stąd jeśli jest możliwość to radził bym albo zastosować pompę hydroforową, lub, najlepiej, napędzić silnikiem oryginalną opryskatorową.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 04 Wrzesień 2013, 21:27:29
Michał ja bym nie kombinował ze zmiano pompy. Będą problemy z atestem na opryskiwacz. Dodatkowo nie wiem jak długa ta pompa wytrzyma w chemikaliach. Lepiej będzie założyć jakiś silnik i przekładnie. Pompa powinna otrzymywać 540 obr/min.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: MichałŁ on 05 Wrzesień 2013, 07:38:54
No właśnie też się obawiam o ten kadłub z chińskiego gównolitu bo on śniedzieje nawet od kontaktu z wilgocią.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Cordylus on 11 Luty 2015, 13:07:20
Zastanawia mnie ostatnio jedno. Czy eksploatacja parowozu na kolejce ma wpływ na zachwaszczenie torowiska? Teoretycznie sypiący się na międzytorze gorący popiół powinien w jakiś sposób zielsko ograniczyć. Czy może nie mam racji?


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Ptr on 11 Luty 2015, 13:18:34
Z tego co wiem to czasem popioły bywają używane jako nawozy, chociaż chyba akurat nie ten z węgla a raczej z drewna :D

Druga sprawa że popiół chyba nie sypie się non stop z parowozu podczas jazdy tak dużym strumieniem, aby w jakiś znaczący sposób mógł wpłynąć na funkcjonowanie roślin.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Adam W on 11 Luty 2015, 16:41:33
Z parowozu to pomóc może chyba tylko wyparzanie roślinności parą :)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 11 Luty 2015, 18:20:19
Popiołem z parowozu to powinien sobie maszynista łeb posypać za brak nadzoru nad stanem technicznym maszyny. Parowóz nie ma prawa być używany jeśli zasuwy spustowe i urządzenia odiskierne popielnika są niesprawne. Ich nieszczelność stanowi bowiem istotne zagrożenie pożarowe które, oprócz możliwości spowodowania strat w sąsiedztwie torów, znakomicie pomaga w eliminacji podkładów które uległy znacznemu biologicznemu zużyciu czyli spróchniały.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 11 Luty 2015, 20:14:10
Odnośnie uprawnień do wykonywania oprysków torowiska oraz uprawnień do ich obsługi sprawa jest jasna. Opryskiwacz musi mieć atest a osoba wykonująca oprysk odpowiednie zaświadczenie o ukończeniu szkolenia.
http://www.infor.pl/akt-prawny/DZU.2013.088.0000554,rozporzadzenie-ministra-rolnictwa-i-rozwoju-wsi-w-sprawie-szkolen-w-zakresie-srodkow-ochrony-roslin.html (http://www.infor.pl/akt-prawny/DZU.2013.088.0000554,rozporzadzenie-ministra-rolnictwa-i-rozwoju-wsi-w-sprawie-szkolen-w-zakresie-srodkow-ochrony-roslin.html)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: AK on 12 Luty 2015, 00:47:54
Zastanawia mnie ostatnio jedno. Czy eksploatacja parowozu na kolejce ma wpływ na zachwaszczenie torowiska? Teoretycznie sypiący się na międzytorze gorący popiół powinien w jakiś sposób zielsko ograniczyć. Czy może nie mam racji?

Witam, pomijając już aspekty prawne jak i techniczne, to coś jednak jest na rzeczy. Po tym, jak wycofano parowóz na kolejce w Środzie, zachwaszczenie na trasie znacznie się zwiększyło, a największe zaobserwowano w Zaniemyślu. Dodatkowo pojawiły się gatunki chwastów, które nie występowały na średzkim szlaku więc można przypuszczać, że przywlekła je spalinówka z Gniezna  :)

Pozdrawiam AK


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: dobrzyn on 12 Luty 2015, 06:29:26
A to akurat całkiem możliwe. ziarna mogły leżeć gdzieś na wózkach i tylko czekać żeby zaatakować


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Jacek on 14 Luty 2015, 00:54:56
Z tego co wiem to czasem popioły bywają używane jako nawozy
"Własności popiołu z parowozów dadzą się zebrać w następujących punktach:
[...]
d) Jest nieprzyjacielem życia roślinnego. Okazałe pnie drzewne, otoczone popiołem z parowozów, zamierają po jakimś czasie, roślinność nie jest w stanie w nich się rozwijać."


Zamiast więc podlewać niechciane drzewo resztkami skitranego w dawnych czasach Arsenalu...
 ;D


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 12 Kwiecień 2015, 15:25:43
Miło mi poinformować, że z dniem wczorajszym rozpoczęliśmy kolejny sezon ChwastoHolocaustu na wąskich torach. Znaczy kto zaczął, ten zaczął - na Grójeckiej KD pierwszy oprysk został uskuteczniony. Tak wczesna pora związana jest z eksperymentem polegającym na zastosowaniu sosu reklamowanego jako rewelacyjny, jedyny obecnie dostępny nieselektywny herbicyd doglebowy o długotrwałym działaniu który swoją wysoką efektywność wykazuje nawet kilka miesięcy po zabiegu a wyniki stosowania niejednokrotnie przerastają oczekiwania, bla, bla, bla...

Chikara 25 WG - test.

Zadaniem eksperymentu będzie potwierdzenie, bądź obalenie, tego czym chwali się producent, czyli legendy że Chikarą pryska się raz i jest spokój na cały rok.

Jesienią rozpoczęły się przygotowania do testu - mianowicie pod koniec września został wykonany oprysk torów mieszanką Glifo+MCPA celem totalnego zniszczenia flory. Tu dygresja - niektórych dziwić może po co pryskać tak późną jesienią, skoro i tak wszystka zieloność zamiera sama? – Gdyż jeśli chce się mieć naprawdę czyste tory, to ten wrześniowy zabieg jest niezbędny aby w następnym sezonie wegetacyjnym mieć mniej do zwalczania, bo wspaniale eliminuje rośliny które nie dość że giną od chemii, to jeszcze zima zabija w ich korzeniach wolę przetrwania, zatem rosnąć będą tylko nowe formy które z racji swej natury są nowe i nie znające dobrze życia, zatem są podatniejsze do zwalczenia.

Poniżej fotografia z dnia dzisiejszego, na której wyraźnie widać gdzie był prowadzony jesienią oprysk, a gdzie go nie było.

(https://farm9.staticflickr.com/8795/16913558337_0a41712ffa_b.jpg)

Wracając do tematu: mając już dziewiczo łyse torowiska na których nieśmiało zaczynały pojawiać się właśnie pojedyncze znaki życia w postaci kiełków chwastów, zasadniczym problemem jaki pozostał było równomierne rozprowadzenie herbicydu dokładnie na 16km torów (14,8km szlaku i 1,2km torów dodatkowych) gdyż aby eksperyment miał sens, niezbędna była iście aptekarska precyzja. Brało się to również z samej ilości środka, która jest mikroskopijna jak na dawkowanie zwyczajnych herbicydów liczone w dziesiątkach litrów. Chikarę dawkuje się w ilości 200g (tak, gramów!) na hektar, czyli przy szerokości odchwaszczanego pasa wynoszącej 3,5 m do badania potrzeba jej było 1120g. Ze względu na możliwe znoszenie cieczy użytkowej (zastosowałem w opryskiwaczu zwykłe dysze do herbicydów nalistnych) ilość Chikary została zwiększona o 10%, czyli cała dawka przeznaczona na odchwaszczanie 5,6ha szlaku Piaseczno Miasto – Tarczyn Wąsk. wyniosła 1225g.

Aby sporządzić dokładnie tyle cieczy roboczej, ile potrzeba, jak również aby zachować przepisowe natężenie nanoszenia cieczy wynoszące 200l/ha zastosowałem dwukrotne nanoszenie herbicydu:

1.   Przed pierwszym przejazdem napełniłem zbiornik opryskiwacza lejąc grubo powyżej zazwyczaj zużywanej ilości (900l) – taki nadmiar wody dawał całkowitą pewność iż wystarczy cieczy na całą założoną powierzchnię. Dosypałem 2/3 dawki Chikary, po czym pryskałem tym sosem jadąc drezynką powoli (9km/h), acz jak najrówniej, a to poprzez odpowiednią regulację wolnych obrotów silnika na gaźniku.

2.   Teraz, wiedząc na podstawie różnicy odczytów ze skali na zbiorniku ile dokładnie zużyłem towaru (550l), dosypałem do bani resztę herbicydu i dopełniłem wodą do kreski 550. Miałem zatem ilość sosu idealnie dobraną na drugą jazdę przy takim samym ustawieniu gaźnika.

Ten trochę skomplikowany sposób zagwarantował takie warunki, jakie podaje w instrukcji producent Chikary, choć przyznam szczerze, że nawet nie chodziło o dokładność doświadczenia, a o to, że miałem rozpylić środek o kosmicznej, jak na polskie wąskotorowe herbicydowe realia wartości 4,5 tys. PLN (czyli 10 RAZY drożej niż konserwatywne Glifo+MCPA), zatem – sami rozumiecie – prosiło się, aby nie zmarnować ani kropelki.

Teraz czekam na rezultaty o których nie omieszkam informować, choć osobiście wątpię, czy nawet jeśli by tor przez cały rok pozostawał jak głowa porucznika Theo Kojak’a, stosowanie Chikary będzie miało jakiekolwiek ekonomiczne uzasadnienie w naszym piszczącym biedą wąskim świecie, ale skoro gmina Piaseczno herbicyd ten zasponsorowała, to czemu miałbym nie poeksperymentować?... No, kto bogatemu zabroni?


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 12 Kwiecień 2015, 15:48:23
200 gram to mało?? A co powiesz na 13,6 g /ha?? Co prawda nie jest to środek totalny tylko selektywny.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: mastif on 12 Kwiecień 2015, 22:36:00
Miło mi poinformować, że z dniem wczorajszym rozpoczęliśmy kolejny sezon ChwastoHolocaustu na wąskich torach. .....
A nieśmiało zapytam ,zwykłym Roundapem też można zacząć anihilacje 8) - czy lepiej jeszcze poczekać na więcej zielonego???


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andy on 12 Kwiecień 2015, 23:05:15
Lepiej poczekać - roundup wchłania się przez liście.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 13 Kwiecień 2015, 08:37:57
Nawet nie tyle "lepiej", ile "należy" - tak jak &y napisał - jak nie ma liścia, to nie ma skuteczności glifosatu. Szerzej temat rozwinięty został na pierwszej stronie wątku choćby TU (http://750mm.pl/index.php?topic=2486.msg27818#msg27818).


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: E583.002 on 13 Kwiecień 2015, 17:34:08
Zacznijmy od tego, że lanie samego glifo jest troszeczkę bez sensu.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andy on 26 Czerwiec 2015, 19:11:39
A jak usunąć takie? (https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/cb/Heracl_sosn_railway_kz.jpg/1280px-Heracl_sosn_railway_kz.jpg)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 26 Czerwiec 2015, 19:29:48
To barszcz sosnowskiego - bardzo niebezpieczna dla człowieka, a ponadto inwazyjna i trudna do likwidacji roślina. Ale i tu mieszanka glifo+MCPA da rade.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 26 Czerwiec 2015, 21:07:31
W przypadku tego zdjęcia na oprysk jest już za późno. Roślina wydała nasiona i sama już zamiera. Oprysk trzeba wykonać  czasie wegetacji.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andy on 26 Czerwiec 2015, 22:40:50
I pomyśleć, że tam jechałem rok temu ;)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 01 Listopad 2015, 15:51:42
Jak niektórzy pamiętają w poście z poprzedniej strony (http://750mm.pl/index.php?topic=2486.msg72652#msg72652) ogłosiłem test flazasulfuronu - środka chwastobójczego o nazwie handlowej Chikara 25WG - mającego mieć magiczne właściwości. Dziś, pół roku po publikacji, z okazji Święta Zmarłych, opiszę co umarło, a co przeżyło.

Chikara 25 WG - wyniki testu 2015.

Przypomnę: jesienią 2014r. została przeprowadzona całkowita eksterminacja roślinności na torze Piaseczno – Tarczyn w pasie o szerokości 3,5m. Na początku kwietnia 2015r. położono na ten teren testowany herbicyd w pełnej zalecanej dawce, który to zabieg, w słowach producenta, miał gwarantować powstrzymanie wyrastania większości zielska przez cały sezon wegetacyjny. Czy tak się stało? - zapraszam do lektury!

Kiedy kończył się kwiecień tory były wyraźnie mniej umajone niż okolica, co jednak mogło być skutkiem późnojesiennego zabiegu MCPA+Glifo. W sumie to szlak prezentował się naprawdę zacnie:

(https://c2.staticflickr.com/6/5670/22051902633_458b6f7bbd_b.jpg)

Jednak już wtedy pojedyncze rośliny wychodziły z miejsc, które żadną chemią zostać zroszone nie mogły, mianowicie z pod stop szyn, co jednak nie było związane z testowanym środkiem.

(https://c1.staticflickr.com/1/565/22050278344_888eae9ddc_b.jpg)

Czerwiec przyniósł suszę i nowe formy chlorofilowego życia na torach.

(https://c1.staticflickr.com/1/683/22051907703_ba71af5bf4_b.jpg)

Roślinność w całej rozpiętości gatunków, choć o wiele słabiej niż w sąsiedztwie, jednak pięła się ku słońcu bezlitośnie.

(https://c1.staticflickr.com/1/725/22051907233_f2a677f4f2_b.jpg)

Ogólnie rzecz biorąc, na torach można było zobaczyć coraz to nowe chwasty.

(https://c2.staticflickr.com/6/5800/22684220301_92a3fd06ff_b.jpg)

Tu jednak dało się zauważyć pewną zasadę: otóż nowe rośliny wyrastały, po czym wystarczył jeden deszczowy dzień i zamierały. Na ich miejscu natychmiast pojawiały się nowe, nawet tego samego gatunku, które, jak ich poprzedniczki, kończyły żywot po opadach.

(https://c1.staticflickr.com/1/698/22051906313_f0371ddbcb_b.jpg)

Sytuacja stała się nieciekawa w lipcu gdzie opady ustały całkowicie.

(https://c1.staticflickr.com/1/638/22647032226_28c3be13d3_b.jpg)

Na różnych odcinkach widać było odmienne gatunki, oczywiście o wiele słabiej rosnące niż ich kuzyni na nieskażonej ziemi...

(https://c2.staticflickr.com/6/5797/22647033086_47af026c5e_b.jpg)

...co nie zmieniało jednak faktu, że powoli sytuacja stawała się krytyczna.

(https://c1.staticflickr.com/1/637/22659501692_98fbfb9023_b.jpg)

Znów jednak wystarczyło kilka dni opadów i rośliny padały, lecz natura nie znosi próżni.

(https://c1.staticflickr.com/1/687/22051903473_79526a4c45_b.jpg)

Do ofensywy przeszły nieobecne dotąd dwuliścienne z gatunku większych które, mające głębszy system korzeniowy, miały w d...olnej części łodygi jakąś Chikarę. Różne wiesiołki, skrzypy, dziewanny, nawłocie, robinie, mlecze, jaskółcze ziela, napierdziszki, kutaśce a nawet mak polny śmigały aż miło.

(https://c2.staticflickr.com/6/5748/22673048965_464ffb9ee2_b.jpg)

Jednakże były też na szlaku zacienione miejsca gdzie utrzymywała się wilgoć i tam nic nie rosło przez cały rok, jednak nawet radość z takich, nielicznych miejsc nie była w stanie przyćmić całokształtu.

(https://c2.staticflickr.com/6/5715/22051901583_c488bb1bce_b.jpg)

W sierpniu, pomimo cierpliwości i szczerych chęci, kolejarska tolerancja dla zielonego się definitywnie zakończyła, jednak aby nie przerywać czikarowego eksperymentu poprzez zlanie torów MCPA+Glifo, zastosowano mechaniczne metody zwalczania roślinności o których napiszę osobny artykuł, gdyż okazały się wyjątkowo dobroczynne dla ogółu utrzymania infrastruktury i ładu na terenie kolejowym o czym świadczy poniższy widok.

(https://c2.staticflickr.com/6/5728/22485093480_a033382ff9_b.jpg)


Podsumowanie.

1.   Flazasulfuron nawet działa, szczególnie na jednoliścienne, ale nie jest to jakaś siekiera. W każdym razie stosunek cena/skuteczność wypadać będzie, z dużą dozą prawdopodobieństwa, bardzo źle.
2.   Rok 2015 był do bani, jeśli chodzi o testy Chikary, gdyż susza uniemożliwiała pobieranie przez rośliny towaru który zalega w bardzo płytkiej, powierzchniowej warstwie gleby.
3.   Rośliny mające głębsze systemy korzeniowe są na ten sos odporne, bo go zwyczajnie nie zaciągają.
4.   Na torach pojawiały się w większości wszystkie chwasty, które były tam przed zastosowaniem flazasulfuronu, jednak duża część nie napierała z rozwojem jak w poprzednich latach.

Co dalej?

Pierwszego października znów została naniesiona zabójcza mieszanka MCPA i Glifo na 15 kilometrach torów między Piasecznem a Tarczynem. Po co? Bo test nie przyniósł jednoznacznej odpowiedzi, zatem trzeba będzie kontynuować eksperyment w roku 2016! Z resztą porcjówa flazasulfuronu też jest już zakupiona, gdyż inaczej nigdy się świat nie dowie czy to, co o preparacie Chikara pisał producent naprawdę jest prawdziwą prawdą, czy jednak z tym flazasulfuronem będzie jak z przysłowiową Baśką, która może i miała fajny biust, jednak jak się potem okazało, niestety jej genitalia były złe.

Pozdrawiam, zwłaszcza tych, którzy się niezachwaścili podczas lektury.

Kuc.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Vincent on 01 Listopad 2015, 19:36:33
jestem ciekawy tych mechanicznych metod - coście Towarzyszu ciekawego wymyślili?


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 22 Listopad 2015, 20:13:14
Też jestem ciekawy skutków mechanicznej metody.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Ptr on 23 Listopad 2015, 09:08:31
No toć na ostatnim obrazku dwa posty wyżej widać skutki.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 29 Listopad 2015, 20:34:49


„Jeśli od godziny szarpiesz za klamkę od kibla, a drzwi nie chcą ustąpić
– sprawdź, czy nie otwierają się do wewnątrz.”
Sedes z Bakelitu

Chciałbym dziś rozpocząć cykl opowieści o pewnym „pomyśle racjonalizatorskim” w dziedzinie utrzymania terenów kolejowych, który powstał trochę przez przypadek, a trochę w wyniku analiz moich doświadczeń z obserwacji akcji odchwaszczająco - estetyzacyjnych.
Pomyśle, w który na początku nikt, łącznie ze mną, nie wierzył, że może być skuteczny.
Pomyśle, który wdrożony spowodował na GrKD rewolucję i sprawił, że nic nie będzie już takie jak przedtem.
Pomyśle, który stał się tym nie-mainstreamowym pchnięciem drzwi, które do tej pory każdy z całej siły ciągnął.
Pomyśle, który wzbudzi, jak mniemam, kontrowersje.
I w związku z tym dziś ogłaszam: Ja, Kucyk, uważam, że najskuteczniejszym i najlepszym sposobem zwalczania wszelakiej roślinności jest... nie, nie chemiczna, ale mechaniczna eksterminacja. Wprawdzie napisałem kiedyś: „nawet najdroższe chemiczne zwalczanie roślinności, jest tańsze i szybsze od ręcznej pielunki”, ale dziś wypowiedź rozwijam: Tańsze, i szybsze? – tak, i tak. Ale niestety nijak ma się do skuteczności mechanicznego niszczenia zielska.

Już widzę zdziwienie na twarzach Czytelników. Już słyszę jak padają pierwsze: „Co ten Kucyk 3,14er-oli? Nachlał się w niedzielę czy ki diabeł?”. I bardzo dobrze: ma być jak w poprawnym scenariuszu filmowym – początek ma tak zaciekawić, aby widz miał nieodpartą chęć obejrzeć całość.

(https://c1.staticflickr.com/1/588/23033380049_fecc4b3807_b.jpg)

62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 1.

Dotychczas niszczyłem roślinność stosując:
- opryski torowisk herbicydami totalnymi na szerokości potrzebnej do prowadzenia ruchu,
- metodę pośrednią, czyli oprysk na dwuliścienne boków torowiska, aby chemia pozostawiając przyjacielską, niszczyła przeszkadzającą roślinność poza pasem niezbędnym dla utrzymania ruchu pociągów, oraz
- koszenie zarośli i wycinanie krzaków na pozostałym terenie.
Jednak lata mijały a sytuacja się nie zmieniała: tory i okolica tonęły w chwastach i badylach pomimo stosowania chemii i sekatorów. Ponadto zabiegi wymagały systematyczności i odpowiedniej ilości kadry, zaś każde „odpuszczenie tematu” skutkowało syfem w postaci zielska po pas, w którym to zielsku natychmiast wyrastały hałdy worków ze śmieciami. Tu wspominać mi przyszło o pomijanych czasem względach estetycznych, wszak drzewiej granicę obszaru klejowego można było wyznaczyć patrząc gdzie kończy się porządek, a zaczyna bajzel, ale z drugiej strony: jak Cię widzą, tak Cię piszą, więc sprawa czystości czasem może być bardzo ważną.

Chemia – nie taki znowu lek na całe zło.

Opryski torowisk, gdzie zależy nam na całkowitej eksterminacji roślinności, były już w tym wątku dokładnie omówione zarówno pod względem sprzętu, techniki, terminów jak i stosowanych herbicydów. Te zabiegi są oczywiście niezbędne, ale pragnę jednak zwrócić uwagę na pewien szczegół, który jeszcze się przewinie w naszych rozmowach: coś z tą chemią jest nie tak – mianowicie lejemy, sypiemy, pryskamy, i to 3 razy do roku, a zielsko tak rośnie, jak rosło. I to właściwie takie same gatunki.

Ktoś może powiedzieć: przecież wiatr nawiewa nasiona, one kiełkują i dlatego mamy zarośnięty tor! No to niech ten ktoś wytłumaczy, czemu na torach rosną całkowicie inne gatunki niż 10 m dalej? I mało tego – rosną gatunki, które tępimy zanim wyprodukują te nasiona! Zatem skąd one miały by się brać, bo domniemanie, że tak jak onegdaj Amerykanie nas posypywali stonką, teraz Państwo Islamskie zrzuca nam zarodniki dziewanny i skrzypu dokładnie na tory pachnie trochę macierewiczyzmem. Z resztą jakby ISIS coś zrzucało, to raczej byłby to mocny środek radykalnego odchwaszczania.

Moim zdaniem obecnie dostępne herbicydy nie niszczą roślin całkowicie. Owszem, część nadziemna zamiera, ale nie uszkadzają one części partyzanckiej – podziemnej. Ten niewidoczny, ale mający zgromadzone w sobie i wokół siebie składniki pokarmowe oraz zakodowaną w genach wolę przetrwania korzeń odpowiada za szybkie odrodzenie się zielonego wroga. I to sunącemu ku niebu z iście islamskim fanatyzmem.

Poniżej: typowy wygląd systematycznie odchwaszczanych chemicznie torów.

(https://c1.staticflickr.com/1/748/23033377979_48a4523cc1_b.jpg)

Słyszę jak ktoś krzyknął: To czemu nie zastosujesz totalnego, doglebowego środka jakim onegdaj się tory pryskało i po nim nic 3 lata nie rosło?
Odpowiem: bo obecnie Unia brukselska, ta nierządnica europejska zakazała Arsenalu i symazyny! Nie można dziś legalnie dostać tych kolejowych herbicydów, zatem nie ma sensu rozmowa o ich stosowaniu.

Boki robią boki.

Teraz wróćmy do sprawy utrzymania boków drogi kolejowej. Wiadomo: na torze nie ma być żadnego zielonego, ale po bokach musimy pamiętać że ma być trawa. Nie dwuliścienne zielsko, krzaki, chwasty, drzewka, tylko TRAWA. Jest to warunek konieczny, aby istniała zwarta okrywa terenu na którym przecież są skarpy kolejowych rowów, nasypów czy przekopów. Bez darni podczas ulewy tor nam popłynie, jak stało się kiedyś pod Głoskowem, a podczas suszy skarpy się obsypią choćby dlatego, że ludzie i zwierzaki łażą po nich. Dlatego opryski boków muszą być dokonywane środkami nieniszczącymi jednoliściennych (MCPA).
Jednak znów wracam do kwestii, że pryskamy sosem na te dwuliścienne, a one padają a następne rosną dalej tak szybko, że po 6-7 tygodniach, przy kolejnym zabiegu trudno utrzymać ramię opryskiwacza gdyż zielsko haczy o belkę. Tu jeszcze dochodzi kwestia, iż te lebiody rosną szybciej i wyżej niż przyjazne skarpom trawsko zagłuszając je, co w sposób oczywisty nie sprzyja jakościowemu zadarnieniu.

Poniżej: pryskamy boki, pryskamy, a chwasty nic sobie z tego nie robią.

(https://c1.staticflickr.com/1/690/23033381319_4d24e52fd4_b.jpg)

Ogólnie pisząc, pomimo stosowania przez 4 lata oprysków boków sprzętem przedstawionym poniżej wygląd terenu kolejowego pozostawiał wiele do życzenia z trzech powodów:
- zielsko, aby zadziałał herbicyd, musiało być wyrośnięte, stąd gdy zdychało, to teren pokrywał się suszonymi badylami,
- ze względu na ograniczoną długość belki nie można było odchwaścić całości obszaru kolejowego,
- opryski można było prowadzić jedynie gdy nie było ruchu pociągów, co stanowiło największą przeszkodę w systematyczności zabiegów,
i najważniejsze:
- stan zachwaszczenia przestał się poprawiać – przez pierwsze dwa lata zabiegów wprawdzie udało się całkowicie zwalczyć maliny/jeżyny, ale większość gatunków chwastów pozostała, a i nowe czasem przybywały.

Poniżej: belka do boków na drezynie i belka w akcji.

(https://c1.staticflickr.com/1/564/23375184326_beb9ea83fb_b.jpg)

(https://c1.staticflickr.com/1/582/23401341265_25f3bf147b_b.jpg)

To tyle na dziś. W następnym odcinku opowiem jak rozpoczęła się ewolucja, która była początkiem rewolucji i jakie zmiany musiały nastąpić aby nabrała rozsądnych kształtów.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 29 Listopad 2015, 22:20:52
NA boki nie musi być tylko MCPA. Możesz zastosować jakiś inny środek działający na dwuliścienne. Najlepiej aby działał nalistnie oraz doglebową.  Druga sprawa to gęstość trawy na rowach. Im trawa gęściejsza tym chwasty mają mniej mniejsza na rozwój dlatego może warto zainwestować w nasiona trawy i podsiew?? Tylko jakoś trawę co nie rośnie wysoka a tworzy zwartą darń.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 08 Styczeń 2016, 18:18:37
Cały obszar kolejowy pozbawiony zbędnej roślinności to marzenie wielu zarządców. Każdy stara się jak może, a czasem jak mu się chce, aby zielonego było jak najmniej, bo choć te działania nie mają wpływu bezpośrednio na fakt toczenia się pociągu czy frekwencję w nim, jednak, no cóż, nie ukrywajmy - są niezbędne.
Im więcej krzaków, tym więcej śmieci. Im więcej zielska, tym trudniej utrzymać odpływ wody rowami. Im więcej zarośli, tym ciężej naprawiać tory. Im więcej... tym gorzej.
Chcę dziś przedstawić drugą część moich przemyśleń popartych praktyką i eksperymentami w kwestii zwalczania roślinności na terenie kolejowym – może przydadzą się komuś, aby nie musiał „odkrywać prochu”.

62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 2.

Jak już wspomniałem poprzednio lanie chemią ma zasadniczą wadę będącą paradoksem: żeby towar zadziałał, trzeba poczekać aż rośliny wyrosną, gdyż herbicydy obecnie dozwolone działają wyłącznie na... wyrośnięte rośliny! Czyli najpierw musimy zachwaścić szlak, aby go móc odchwaścić. Gdzie sens? Gdzie logika?

Początki ewolucji.

Na kolejce były dwie kosy spalinowe, którymi czasem kosiło się to i owo. Głównie były to tereny stacji Piaseczno, Złotkłos i Tarczyn, a także odcinek wzdłuż ulicy Lipowej w Zalesinku. I od tego właśnie, półtorakilometrowego odcinka rozpoczęła się kariera mechanicznego zwalczania roślinności.

Dawno temu zostało ustalone z gminą Piaseczno, że teren kolejki biegnący wzdłuż reprezentacyjnej ulicy Sienkiewicza będzie utrzymywany w czystości przez samorządowe służby oczyszczania, zaś zarządca infrastruktury ma dbać o obszar kolejowy wzdłuż ulicy Lipowej łączącej Zalesie Dolne z Gołkowem.
Najpierw, oczywiście, skończyło się na deklaracjach, jednak po kilku ostrzeżeniach od Straży Wiejskiej zaczęto kosić ów odcinek, ale następowało to jedynie raz na rok, gdy syf przekraczał cierpliwość mieszkańców a w rękach strażnika pojawiał się bloczek mandatowy. Nic więc dziwnego, że tor wyglądał jak na fotografii poniżej.

(https://c2.staticflickr.com/2/1519/23626256283_db01b8fdae_b.jpg)

Trzy lata temu jednak zmieniło się podejście zarządcy do tego biegnącego pomiędzy willami reprezentacyjnego poniekąd odcinka. Zwłaszcza, że jezdnię Lipowej wyasfaltowano, przez co stała się ważnym i uczęszczanym ciągiem komunikacyjnym, generując zwiększoną ilość (słusznych poniekąd) komentarzy iż na terenie kolejki panuje syf. Początkowo zamierzano do zwalczenia zielska użyć chemii pryskanej belką boczną o której pisałem poprzednio, jednak  po pierwszych próbach, gdy okazało się że nie da rady tą metodą utrzymać czystości na właściwym poziomie do łask wróciły owe dwie wysłużone kosy spalinowe.

Najpierw koszono teren gdy zielone sięgało pasa, czyli dwa razy w sezonie. Po jednym roku stan tego odcinka wyraźnie się poprawił – nie było na nim aż tyle nawłoci i innych badyli co wcześniej, nadal jednak daleko było tej powierzchni Ziemi wyglądem do sąsiadujących z koleją wypielęgnowanych działek, czy nawet gminnych poboczy drogi.

Kiedyś, po wypiciu odpowiedniej ilości rozszerzacza horyzontów myślowych, przypomniałem sobie że na terenie łąki w Runowie, która jest systematycznie (przynajmniej raz na 3 tygodnie) golona trawnikową kosiarką na kółkach – wszak gęsta, zielona murawa to dobrego wypoczynku podstawa - nie rośnie nic poza trawą i koniczyną. Nawet dzikie poziomki, turzyce czy nawłocie które rosły na obszarze gdzie dziś ludzie piknikują i masowo występujące tuż za granicą dokąd się kosi, zwyczajnie nie wyrastają tam, gdzie co pewien czas ścina się rośliny. Dodam, że corocznie łąka dostaje pełną zalecaną dawkę nawozów sztucznych, zatem jeśli nie ma suszy, chlorofile na niej szaleją. Ale tylko te dwa gatunki, a reszty zwyczajnie nie uświadczy się. Tak powstał pomysł aby taką technikę częstego cięcia zastosować wzdłuż Lipowej. Na początku spróbowałem kosić teren co dwa miesiące.

Poniżej: łąka w Runowie. Widoczna zarówno skoszona trawa jak i ta przed pokosem. Chwasty w głębi wskazanej czubkiem „strzałki” – rosną dopiero poza granicą koszenia.

(https://c2.staticflickr.com/2/1507/23625210534_109ce56033_b.jpg)

Na efekty nie trzeba było długo czekać – pojawiły się od razu w postaci w miarę zadbanego pobocza linii kolejowej. Jednak powstawały też pewne problemy: po pierwsze, stosunkowo niska była prędkość koszenia ze względu na dość wysoką, ponad półmetrową okrywę z którą kosy średniej mocy niezbyt sprawnie sobie radziły, po wtóre, zaistniała konieczność grabienia angażującą dodatkowe siły, gdyż ilość powstającej biomasy była za duża aby pozostawić ją bez skutków ubocznych w postaci komentarzy o których było powyżej. Na szczęście gmina zobowiązała się zabierać kupy siana, bo jakby trzeba było je drezyną wywozić, to pewnie zapał klejarzy by całkowicie opadł. W każdym razie skoszenie 1,5 km zajmowało 4 ludziom (dwóch kosiło, dwóch grabiło i śmieci zbierało) minimum 6 dniówek. W prawdzie było to działanie pracochłonne, ale efekt był godny tego potu.

Między ewolucją a rewolucją.

- A gdyby tak kosić nie czekając na to aż trawa urośnie po kolana, tylko ciąć ją gdy ma 25 cm? – Pomyślałem po kolejnym seansie spożycia rozszerzacza horyzontów myślowych. – I jeszcze zamiast niewielkich kos zastosować maszyny przeznaczone do pielęgnacji terenów publicznych z mocnymi silnikami?

Aby sprawdzić ten pomysł na próbę nabyta została jedna mocna kosa.
Okazało się to, co się miało okazać: niska trawa i mocna maszyna daje efekt iż praca idzie znacznie wydajniej. Druga korzyść jaka wyszła, to fakt, że gdy zielsko nie jest zbyt wysokie, wtedy odpadała konieczność grabienia, zatem... nie trzeba jednego misia z grabiami który znajduje zatrudnienie do obsługi dodatkowej kosy.

Tutaj taka dygresja, bo widzę, że niektórzy krzywią się na sugestie o konieczności zgrabienia ściętej roślinności. Otóż, jeśli chce się naprawdę posprzątać teren, to zostawienie grubego pokosu pokrywającego całość jest ściemnianiem, bo albo jest porządek, albo udajemy że jest prządek, usprawiedliwiając się tym że „i tak dużo robimy” twierdząc że król wcale nie jest nagi. Z resztą o tym temacie sprzątania wieńczącego dzieło będzie jeszcze w dalszej części opowieści.

Czyli tak: mamy 3 kosy (różnej kondycji), 4 ludzi i niską trawę. Na skoszenie odcinka Zalesie – Gołków potrzeba 3 dni. Zatem wydajność procesu wynosi tyle, co poprzednio, z tym że teren jest sprzątany dwa razy częściej i wygląda zwyczajnie lepiej. Zamiast dużych dwuliściennych, które nie są w stanie wytrzymać takiego niszczenia, zaczyna dominować trawa, dlatego koszenie przebiega coraz łatwiej. I właśnie w tym częstym pokosie, działającym na większe zielsko destrukcyjnie, źródło miało rozpoczęcie kolejnego doświadczenia.

W 2015 roku przeprowadziłem eksperyment, który być może spowoduje rewolucję w sposobie utrzymania obszaru klejowego na GrKD.
Wobec braku możliwości prowadzenia prac torowych (brygadzista był na dłuższym zwolnieniu lekarskim plus ciągły ruch pociągów) nie było co zrobić z ludźmi zatrudnionymi przy wymianie podkładów. Aby się nie nudzili dostali prikaz by uprzątnęli z roślinności cały obszar kolejowy – od lewej granicy do prawej granicy. Od Piaseczna do Tarczyna. W sumie 19 ha. Panowie mieli usunąć wszelką roślinność miękką i zdrewniałą oprócz drzew nie-owcowych w wieku powyżej 10 lat. Zamysł był taki, aby przygotować cały teren kolei do tego, by móc go utrzymywać przez koszenie jedynie przy użyciu głowic żyłkowych, lecz czy się to udało i z jakimi problemami przyszło walczyć, opiszę w kolejnej części moich forumowych stękań.

Zgodnie z tradycją pozdrawiam tych, co nie usnęli! (http://smileys.on-my-web.com/repository/Sleepy/sleep-001.gif)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Harry Potter on 08 Styczeń 2016, 23:57:01
Nie usnąłem, więc dzięki i wzajemnie ;D


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 10 Styczeń 2016, 20:39:35
Jeśli człowiek robi coś dziesiąty raz, i wciąż nie uzyskuje zamierzonego efektu – znaczy, że albo źle robi, albo źle myśli. Zapytam Cię retorycznie Czytelniku znający wąskotorowe realia: ileż to razy, na znanych Tobie kolejkach, wycinane były zarośla przy torze, a mimo to wciąż tam były? Ile potu i paliwa zostało przelane, a nadal gałęzie drapały wagony? Ileż to bitew ze zdrewniałą roślinnością, i to zdawałoby się zwycięskich bitew, odbyło się, a wciąż wojnę wygrywał generał Krzak? Wiele, wiele i jeszcze raz wiele. Czyli gdzieś musi tkwić błąd.

W poprzednim odcinku opowiedziałem o wdrożeniu na GrKD pewnej zasady w utrzymaniu boków linii kolejowej, która powstała na podstawie obserwacji koszonej często łąki, na której w wyniku częstego cięcia z gleby nie wyrastało nic, poza ładną trawą. Zatem powstał pomysł, aby poeksperymentować z zastosowaniem koszenia na większą skalę.

Aby jednak móc wprowadzać nową technologię, czytaj: sprawnie operować kosami, trzeba było pokonać te jawnie wrogie postępowi, zdrewniałe umysłowo i zakorzenione w moralnym bagnie zarośla, co okazało się nie takie straszne jak się na początku wydawało. Znaczy teraz, będąc mądrzejszym o te 10 lat tak twierdzę, co nie oznacza, że ktokolwiek wierzył dekadę temu, że może się to w ogóle udać.

62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 3.

Muszę cofnąć się w czasie do początków moich działań na wąskich torach. Z resztą chyba każdy z nas pamięta ten sposób spędzenia weekendów, gdy jeżdżąc drezynką, w pajac-kamizelce, z sekatorem w jednej, piwkiem w drugiej i aparatem w trzeciej ręce, coś tam wycinaliśmy i było zajebiście. Chlastało się bez ładu i składu co większe drzewka pół metra nad ziemią i gdy, ku zadowoleniu wycinającego, przewracały się do kolejowego rowu, miłośnicze serca przepełniała duma z dobrze wykonanej roboty, zaś bystry wzrok, z lekka tylko zamglony Warką Strąg, poszukiwał kolejnej ofiary której, przerośniętej zielonymi następcami, przyjdzie w spokoju spróchnieć na poboczu drogi żelaznej.

„Cut and drop”

Niestety to nie żart, ani zakamuflowany przytyk do mikolskich działań – tak bardzo często wyglądało na GrKD odkrzaczanie, i to zwłaszcza, gdy wykonywali je pracownicy etatowi – owe prace prowadzone były metodą by było efektownie, a niekoniecznie efektywnie. Ot na szybciora wyciąć, wrzucić byle jak w rów, zepchnąć kopem z toru, ewentualnie odciągnąć na sąsiednie (czyjeś) pole, i ognia Wuemcecie!

Skutek tego był porażający: sąsiedztwo toru wypełnione zostało suchymi charmęziami przemieszanymi z poszarpanymi reklamówkami i umajanym chwastem wszelkim dobrem odpadowym wyrzucanym przez miejscowych, którzy, bądźmy szczerzy, traktowali z takim szacunkiem zasyfiały teren kolei, z jakim podchodzi się do brudnego menela-śmieciarza.

Doszło do paradoksalnej sytuacji, że aby ukryć syf (choć upatruję tu raczej wytłumaczenia czemu nie należało poświęcać czasu na prace porządkowe) nie cięło się zarośli aby chroniły bałagan przed okiem postronnego turysty, wszak z okien pociągu nie wszystko widać.

Sytuacja stała się jednak nieprzyjemna nie tylko ze względu na nieład, ale również bezpieczeństwo podróży. Krzaki dosłownie ryły burty wagonów, zaś prowadzenie lokomotyw to było ciągłe narażenie japy maszynisty na przeryskę. Podstawowym hasłem ostrzegawczym był okrzyk „kryj ryj!” wydawany, gdy w kabinie zbliżającej się do krzaków przebywały osoby, które mogły nie zdawać sobie sprawy co za chwilę nastąpi.

Poniżej: Skutki nieusuwania ściętych zarośli. Warto zwrócić uwagę nie tylko na bałagan w prawej dolnej części kadru gdzie stare ksztole plączą się wzajemnie, ale i na blachy budki maszynisty po lewej stronie ujęcia. Te jasne, faliste linie to świeże rysy na farbie po przejeździe przez zakrzaczone miejsca.

(https://c2.staticflickr.com/2/1605/24214836411_a298755abf_b.jpg)

W końcu stało się jasne, iż formuła „zetnij i upuść” przynosi więcej szkody niż pożytku. Trzeba zatem było przystąpić do modyfikacji polegającej na pozbywaniu się ściętych krzaków.

Nie wszędzie można było stosować starą metodę podrzucania drapaków na sąsiednie działki, z resztą raz taka operacja skończyła się obiciem karczownika przez wyjątkowo masywnego gospodarza który nie do końca był zachwycony z otrzymanej rózgi, zaś pracownicy nie mieli zapędów wojowników, więc trzeba było eliminować drewno inaczej. Najpierw wprowadzono tradycyjne palenie na stosach.

Płonie ognisko i szumią krzaki.

Spalanie krzaków na kupkach odbywać się może nie wszędzie i nie zawsze.
Po pierwsze, są miejsca w których hajcowanie będzie dla sąsiadów zwyczajnie uciążliwe, a wiadomo, że z ludźmi trzeba żyć w zgodzie (vide opisany przed chwilą „mikołaj”). Zatem z części terenów trzeba było wywozić ścięte krzaki. Przeprowadzało się takie operacje zazwyczaj późną wiosną. Od jesieni cięte krzaczory układano koło toru, a potem organizowało się pociąg z platformami do zwózki.

Poniżej: Przykład krzakobrania pociągowego.

(http://farm5.static.flickr.com/4057/4479116917_a0b90d0797_o.jpg)

Metoda ta była jednak droga, pracochłonna oraz mało wydajna. I oczywiście bardzo często zdarzało się że charmęzi nie było czasu zwieźć, więc hałdy pozostawały na miejscu jeszcze przez następny rok. Sam sposób załadunku też pozostawiał wiele do życzenia, gdyż platformy woziły głównie powietrze. O jego modyfikacji napiszę później.
Drugim powodem konieczności organizowania transportu stało się występowanie miejsc, w których krzaków zwyczajnie było za mało aby solidny hajc urządzić bo, jak niektórzy wiedzą, a inni się za parę akapitów dowiedzą, mokre drewno słabo się pali gdy jest go za mało w jednym miejscu.
Trzecim, właściwie zasadniczym powodem dla którego od 5 lat trzeba było wozić wycięte patyki stało się... wprowadzenie całkowitego zakazu palenia ognisk na terenie gminy Piaseczno. Przepis – jak przepis, może nieżyciowy w wiejskiej gminie, zatem na takie do pieczenia kiełbasy Straż Wiejska nie reaguje, jednak trudno uznać za wytwarzanie ciepła technologicznego do potrzeb gastronomicznych coś takiego widocznego poniżej, zwłaszcza że konfidentów strzegących poszanowania prawa i sprawiedliwości na ziemi piaseczyńskiej jest dostatek.

Poniżej: Moment startu ognicha za pomocą starej kanapy z mercedesa. Od tej chwili trzeba będzie bezustannie dorzucać gałęzie, aby proces utylizacji trwał.

(http://farm8.staticflickr.com/7401/8724089832_ed35b9c9ec_b.jpg)

Przejdźmy teraz do samego systemu palenia. Po zebraniu porcji startowej zielska  podstawowym sposobem rozruchu stosu jest opona samochodowa. Zapala się w niej tłustą szmatę i szybko przykrywa jak największą ilością zarośli. Opona się jara i temperatura wzrasta, co suszy badyle które stopniowo się zapalają. W pewnym momencie ilość energii w stosie jest tak duża, że zaczyna się on gwałtownie sam palić bez udziału gumy. I teraz trzeba podtrzymać burzę ogniową ciągle dokładając nowe rośliny, bo gdy tylko na chwilę przerwany zostanie hajc, wszystko tak gwałtownie jak się zapaliło – gaśnie i znów trzeba iść do wulkanizacji. Palenie takiego ognia wymaga nie tylko wprawy, wytrzymałości i odwagi, wszak żar jest potężny i kurtki ortalionowe potrafią się topić, ale również minimum trzech ludzi, którzy będą ciągle dorzucać bez robienia sobie „przerw na papierosa”, nie wspominając już o konieczności wcześniejszego zgromadzenia wystarczającej ilości paliwa.

Kto palił tak krzaki, wie, że jest to ogromna mordęga. Jeszcze dochodzi konieczność dopalenia wystających z ogniska gałęzi, których ostoja ogniowa nie spaliła, co wymaga wyciągania splątanych, palących się kijów i przebywania w bezpośredniej strefie ognia i jest zwyczajnie niebezpieczne.

Sieczkarnia.

To miał być strzał w dziesiątkę. Co tam – w jedenastkę! Którejś zimy na teren kolejki przyjechał zakupiony nowy, śliczny, lśniący rębak do gałęzi.

(https://c2.staticflickr.com/2/1482/24271209106_8bd02c0997_o.jpg)

Maszyna miała być, w założeniu, jak słynna wódka mająca takie sami imię jak kombajn Vistula: "co to, panie, kosi młóci i chłopa przewróci". Jednakże z jakichś tam pobudek zakupiono rębak „o numer za mały”.

Po pierwsze, ktoś stwierdził, że ma być możliwość załadowania sieczkarni ręcznie na drezynę, zatem jej waga nie może być zbyt duża. Duża waga – duża wydajność, mała masa – sami sobie dopowiedzcie. Jednak nawet „lekka” maszyna to prawie pół tony, zatem we dwóch się jej na Wmc nie wrzuci.
Po drugie, ktoś stwierdził, że nie ma co wydawać dodatkowych iluś-tam tysięcy, bo nie trzeba kupować urządzenia wyposażonego w samoczynny podajnik gałęzi. To był zasadniczy błąd technologiczny, który zdyskwalifikował heblarkę, ale o nim później.
Trzecią skuchą, niezwiązaną już z samą rębarką, było roztaczanie wizji, jakie oszczędności, a nawet zyski, będzie można poczynić wykorzystując zrębki do opalania stacyjnych kotłowni. Wizje owe płynęły na tej wiórowej tratwie przez ocean absurdu tak daleko, że żeglując w stronę wysp opalania kotła parowozu trocinami ocierały się o rafy śmieszności.

Ale wróćmy do rębaka. Pamiętam ten wczesnozimowy dzień, gdy maszyna przybyła do Piaseczna. Na placu, przy hałdzie specjalnie dzień wcześniej zwiezionych pociągiem (!) ze szlaku gałęzi, zebrała się „komisja” mająca ocenić skuteczność nowego nabytku. Już pierwszy pokaz wykonany przez przedstawiciela sprzedawcy wprawił co-poniektórych w mało entuzjastyczny nastrój. Otóż wydajność głośno warczącej maszyny była wyjątkowo mała, wszak, jak powiedział instruktor, została ona dedykowana dla pielęgnacji sadów bądź ogrodów i dziwił się, że zamierzamy tym czyścić kolejową dzicz. Dodatkowo, jako że ustrojstwo samo nie wciągało rosochatych gałęzi, trzeba było przed wrzuceniem przycinać sekatorami odrosty, a nawet mimo to niezbędnym okazywało się zatrudnienie kolejnego człowieka do ciągłego popychania kijem towaresu w leju.

Na deser próby palenia zrębkami wykazały, że przy mrozie, nie dosyć że palacz ciągle musiał wióry sypać w kotły których komory paleniskowe nie były do takiego paliwa przystosowane, to jeszcze aby właściwą temperaturę utrzymać koniecznym było i tak dodawanie węgla na ruszty. Smaczkiem był na wiosnę samozapłon hałdy leżących na placu pozostawionych zrębków, ale to już miało marginalne znaczenie bo rębak i tak stał wtedy odstawiony.

Rębarka została kilka razy użyta na szlaku, jednak tam też jej zalet nie sposób było zauważyć wobec wad. Oprócz niezadowalającej samej wydajności rozdrabniania, nieporównywalnej z szybkością tradycyjnego palenia, gdy sieczkarnia stała na drezynie, wysokie umieszczenie pionowego leja powodowało, że załadunek był niewygodny (gdyby na wyposażeniu znajdował się hydrauliczny podajnik, lej ułożony byłby poziomo, i wtedy było by wygodniej). Ludzie noszący krzaki bezczynnie oczekiwali długo w kolejce aż operator odbierze od nich wiecheć i wrzuci w gardziel, bo wrzucenie kilku na raz skutkowało koniecznością wyciągnięcia krzewiastego splotu. Co do zdjęcia ważącej 400 kg landary w miejscu wycinki powiem, że było bardzo kłopotliwe, zatem zwyczajnie niepraktykowane.
Po kilku więc próbach terenowych maszynę odstawiono na halę, gdzie przestała bezużytecznie ponad 3 lata. I dzięki Ci, święta Katarzyno, że znalazł się na nią jakiś nabywca!

Jakiś czas później przeprowadziłem eksperyment z profesjonalną, ogromną sieczkarnią, którą ma mój kolega, bo wciąż w głowie miałem myśl, że będzie to dobry sposób utylizacji zdrewniałej roślinności. Okazało się jednak w międzyczasie, że wystarczy trochę inwencji i nieszablonowego myślenia a znajdą się o wiele lepsze, tańsze a przede wszystkim wydajniejsze sposoby destrukcji, ale o nich opowiem w następnym odcinku gawęd przy wzmocnionej herbatce.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 10 Styczeń 2016, 21:19:48
Ile kosztował ten rębak??
Najtańszym i zarazem najtańszym sposobem jest znalezienie osoby/osób/firmy która wytnie i zabierze dla siebie owe krzaki.

Co do palenia gałęzi to mam pewne doświadczenie i to w paleniu prawie świeżo ściętych. Co jakiś czas czyszczę u siebie rowy na polach z krzaków. Czyszczenie takie robię tuż po żniwach czyli w sierpniu. Po wycięciu drzew/krzaków na pole wybieram wszystko co grubsze i będzie się palić w domowym piecu. Gałęzie zostają na polu. z racji braku czasu aby cały czas przy tym robić to lezą one 3-4 tygodnie. Jak wiadomo jest wtedy ciepło wiec trochę podeschną ale nie wyschną całkowicie ale za to liście tak. Oczywiście wypalanie nie polega na podpaleniu ich lezących wzdłuż rowy na polu lecz przy użyciu tura z krokodylem stopniowo są zwożone i palone w jednym miejscu. Do podpalenia wcale nie potrzeba starej opony opony (ich miejsce jest na pryzmie kiszonki), wystarczy kostka słomy (ta mała prostokątna nie duża i okrągła). Wypalałem gałęzie nawet następnego dnia po deszczu i tak samo się wypaliły.

Edit
Chwila na Olx i mamy 2 firmy które sprzedają zrębki
http://olx.pl/oferta/zrebki-zrebki-pozostalosci-z-rebaka-sprzedaz-zrebkow-uslugi-rebaki-CID628-IDdeYyX.htm (http://olx.pl/oferta/zrebki-zrebki-pozostalosci-z-rebaka-sprzedaz-zrebkow-uslugi-rebaki-CID628-IDdeYyX.htm)
http://olx.pl/oferta/sprzedam-zrebki-CID628-IDad9GX.html (http://olx.pl/oferta/sprzedam-zrebki-CID628-IDad9GX.html)
Prawdopodobnie odebrali by za damo krzaki z torowiska


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 17 Styczeń 2016, 22:59:31
Dzisiejszy odcinek poświęcę niby prozaicznej, ale jednak sprawiającej najwięcej problemów kwestii: jak sprawnie pozbyć się wyciętych już krzaków, choć oczywiście mógłbym się wesprzeć na radach naszego Teoretyka Spraw Trudnych Andrzeja2110, że jakby tylko pozwolić, to ludzie z głodu sami krzaki zjedzą. Ach, Andrzejku, ja wierzę że byłbyś w stanie zarabiać nawet prowadząc hurtownię śniegu na Biegunie, ale do pełni zachwytu nad Twą błyskotliwością na przeszkodzie staje fakt, że jakoś te Twoje teorie nijak się mają do życia.

W poprzednim odcinku opowiedziałem o tym, iż aby dokładnie, solidnie, a przede wszystkim uczciwie oczyścić teren kolejowy istnieje konieczność spalenia krzaczorów – wszak jest to jedyna słuszna metoda utylizacji. Opowiedziałem też o masowo stosowanej technologii palenia krzaków na stosie wraz z omówieniem związanych z nią problemów: że trzeba rozpalić, palić, dopalić i się umordować. Dziś zaś przedstawić chcę patent, który zrewolucjonizował proces spopielania i powstał trochę przez przypadek, ale to dzięki temu, o czym pisał cytowany Sedes z Bakelitu – próbie nieszablonowego działania oraz optymalizacji. I o tym będzie ten odcinek gawędy przy herbatce z destylatora.

62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 4.

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Następnego dnia ziemię zapełnił roślinnością wszelaką. Trzeciego dnia pracownicy utrzymania infrastruktury rozpoczęli niszczenie tej roślinności. Koniec czytania na dzisiaj.

Teoria masowej metody eksterminacji.

Kiedyś, oczywiście po wypiciu odpowiedniej ilości rozszerzacza horyzontów myślowych, przypomniałem sobie że istnieją takie paleniska kotłów w których ruszt w formie jakby szerokiej gąsienicy czołgowej się przesuwa przez komorę spalania razem z paliwem które jara się podczas owego przejazdu. Nie ma tam palacza wrzucającego węgiel, który sam zsuwa się z leja na gąsienicę i zapala z czoła od gorąca, zaś prędkość posuwania rusztu jest tak uregulowana, że jest równa prędkości spalania. A gdyby tak zrobić to na odwrót? Nie poruszać paliwa (tu krzaków) tylko uformować z nich długi na kilkadziesiąt metrów wał i podpalić z jednej stron, aby strefa ognia przesuwała się wzdłuż i towar się spalił niczym papieros?

Tak też postanowiłem zrobić, na przeszkodzie stał jednak jeden szczegół – otóż mokre gałęzie, niezależnie od opcji politycznej rządzącej aktualnie, nie chcą się tak palić. Ale gdyby tak je odpowiednio podsuszyć?...

Trzeba było zatem znaleźć miejsce gdzie zwiezione krzaki mogłyby spokojnie oczekiwać parę tygodni, a czasem miesięcy na odparowanie z nich wody. Nie mgło to być na terenie zurbanizowanym bo syf widać, ani w lesie, bo jak palić w lesie? Nie mgło to być przy drodze, aby patyki nie przeszkadzały w ruchu pojazdów, dodatkowo nie mogło być to gdzieś daleko, co w przypadku całej linii kolejowej oznacza jeden właściwy punkt – gdzieś po środku.
Wybór padł na leżący niedaleko przystanku Runów fragment toru między podmokłym olsem a polem ornym. Tam, gdzie nikt mający zapędy szeryfa nie zagląda a i nawet jakby co to Straż Wiejska i tak nie dojedzie. Kawałek toru na zadupiu idący na lekkim nasypie. I tu kryje się kolejny klucz do sukcesu, ale o tym kiedy indziej.

No to zaczynamy ciąć i układać zwiezione krzaki w jedną warstwę. Niech ma ona powiedzmy półtora metra wysokości. Trwa to jeden, drugi, trzeci tydzień... Jak już na wstępie napisałem warunkiem sprawnego spalania w wale jest suchość materiału. Nie mam tu na myśli zewnętrznej wilgoci (jak deszcz pada na ten przykład) ale stan drewna. Aby pozbyć się wody z badyli potrzeba latem co najmniej 2 tygodni, a poza upalnym okresem 2-3 miesięcy. I to cały ułożony balas, od początku do końca, musi wyschnąć, bo inaczej ogień zagaśnie, gdy dotrze do strefy drewna zbyt mokrego i żadne krzyki, żadne płacze go nie przekonają by dalej się palił. Zatem cięte zielsko we wrześniu będzie na wiosnę w sam raz do fajczenia. A te z wczesnej wiosny –latem. Zaraz, zaraz, a gdyby zastosować metodę warstwową?

Tort.

Zróbmy tak: układamy od punktu A do B krzaki. Punkty oddalone są od siebie powiedzmy o 50m (choć można oczywiście mniej, ale zwłaszcza polecam więcej). Tniemy codziennie, systematycznie, ale bez napierki. Kładziemy metrową, równą warstwę. Jeśli zaczęliśmy kłaść w A dziś, w końcu stycznia, to do B dojdziemy na końcu marca. Teraz druga warstwa. Ale nie zaczynamy znów od A, lecz od d...rugiej strony. Z B do A kładziemy następną, metrową, górną warstwę.
Nastał koniec maja a myśmy dojechali drugą warstwą do punktu A. I jak to wygląda pod względem suchości? Otóż średnia suchość w grubości stosu jest podobna: w A na górze mamy świeże krzaki a pod nimi suche – czteromiesięczne, a w B mamy dwie warstwy po dwumiesięcznym schnięciu. Czyli śmiem twierdzić że statystycznie wał się spali.

Poniżej: Schnący w jesiennym słońcu wał z krzaków.

(https://c2.staticflickr.com/2/1535/24418866366_8d41a56352_b.jpg)

Finał.

To nastał czas zahajcować wała! A z której strony? Zawsze od zawietrznej.
Tak, palimy pod wiatr, bo inaczej strefowe jaranie w połączeniu z niekontrolowanym podmuchem może się wymsknąć z pod kontroli i przerodzić w stresujący pożar. Start najlepiej wykonać za pomocą popryskania z góry końca sterty brudną ropą na całej szerokości i długości 3 m (3-4 litry) i podłożeniu pod spód starej palety, a pod nią andrzejowej słomy, liści, igliwia czy szmat również skropionych ropką. Opona w tym przypadku to zdecydowanie za mocny starter. Za to benzyną jak się poleje, to nie dość że jebnie, to jeszcze ta substancja się spala za szybko i nie wytworzy  odpowiednio długo temperatury w stosie niezbędnej do zapoczątkowania procesu samodestrukcji.

Jaka korzyść jest z takiego palenia w balasie w stosunku do tradycyjnych ognisk? Bo jest ono cholernie wydajne. Tak wydajne, że nie ma porównania z żadnym innym sposobem. Spalenie układanego miesiącami stosu o długości 30, 50 a nawet 100 m to JEDEN dzień pracy JEDNEGO człowieka. Nie ma ciągłego dorzucania do ognia, wyciągania gałęzi, przekładania płonących żagwi, gaśnięcia sterty. Koleś raz podpala, potem tylko kontroluje ogień zgrabiając niedopalone smętne resztki, gdy strefa ognia oddala się. Ewentualnie trzeba na drugi dzień podjechać i coś tam doporządkować, ale warstwa popiołu jest równa i cienka, zatem sprzątanie jej staje się zbędne. To właśnie jest pokrycie wszelkich niedogodności związanych z transportem krzaczorów na miejsce wałowania – kto raz spróbował, ten nigdy już nie zmieni systemu utylizacji, bo efektywniejszego zwyczajnie nie ma.

Poniżej: I po wal(c)e.

(https://c2.staticflickr.com/2/1672/24362621621_9f7eafdc4f_b.jpg)

W następnym odcinku pojawi się temat o optymalizacji sposobu wożenia zielnego tak by zrobić to wydajnie i jednocześnie dobrze zwalić aby sformować solidnego wała, ale zastrzegam, że jak znów mój artykuł tylko trzy plusy dostanie, to mogę ukryć przed światem kilka tajemnic wszechświata...


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Vincent on 18 Styczeń 2016, 10:41:02
Cytuj
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Następnego dnia ziemię zapełnił roślinnością wszelaką. Trzeciego dnia pracownicy utrzymania infrastruktury rozpoczęli niszczenie tej roślinności. Koniec czytania na dzisiaj.

Nie wiem jaką Szanowny Kolega "herbatkę"  pije, ale też bym się jej napił. Ta herbatka to rewolucja która pozwali nam spojrzeć  na wiele innych tematów przez inną optykę.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Zgroza on 19 Styczeń 2016, 15:38:19
Ja rozumiem, że to nie Puszcza Białowieska i nie da rady pozwolić takiemu wałowi się skompostować. Ale czy w takiej stercie kolejarz nadzorujący nie ma zaserwowane gratis pieczonych jeży, jaszczurek et consortes? Bierzecie to pod uwagę?


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 23 Styczeń 2016, 22:09:48
Na wstępie kolejnej biesiady infrastrukturalnej odpowiem na kilka pytań Czytelników:

Kolega Vincent pyta: Jaka to herbatka, ta którą pijam?
- Dębowa, mocna, długo parzona.

Kolega Zgroza pyta: Co z jeżem?
- Lenin zawsze powtarzał, że każda rewolucja wymaga ofiar.

Kolega Ptr pyta: Czy będzie wojna między SKKW a TPKKD?
- Wojna nie, ale będzie taka walka o KrKD, że kamień na kamieniu nie zostanie.


Ad rem. Ten, kto z uwagą czytał poprzednią część sagi pochwalnej o ostatecznym rozwiązaniu kwestii zakrzaczeń wie, a kto nie czytał – się dowie zaraz, że najszybszą metodą pozbycia się ściętych krzaków jest ich zgrupowanie, poczekanie aż przeschną i utylizacja termiczna. Sam proces kremacji został już omówiony i ze względu na swą prostotę nie wymaga dodatkowych komentarzy. Dziś jednak zajmiemy się o równie istotnym zagadnieniem, mianowicie jak ekonomicznie i sprawnie transportować krzaki.

(https://c2.staticflickr.com/2/1695/24565294655_27b76a78b6_b.jpg)


62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 5.

Zniechęcenie – to uczucie występujące, gdy wydaje nam się że ciężar przedsięwzięcia nas przerasta. Najczęściej jest tak gdy nie wierzymy we własne możliwości. Walczymy z krzakami mając ograniczone siły i mało czasu. Tniemy, tniemy, tniemy i już ręce nas bolą, a wciąż końca nie widać, choć łan położonych krzaków sięga horyzontu. I wtedy wdaje się w nas zwątpienie: nie damy rady tego wywieźć, nie mamy na to czasu, paliwa, sił... I tu poddajemy się najczęściej i usprawiedliwiamy przez wmówienie sobie, a zwłaszcza innym uczestnikom batalii, że nie trzeba wywozić tego szajsu. O destrukcyjnych skutkach takiego myślenia przy czyszczeniu terenu na GrKD już informowałem. Lecz znów powtórzę: wystarczy trochę zmodyfikować tradycyjne sposoby działania eliminując elementy, które w jakiś niewidoczny sposób absorbują ogromną część energii. Ale, przede wszystkim, uwierzyć że się da...

Wygrana wojna, to przede wszystkim kwestia transportu.

Najczęściej stosowaną metodą, gdy zachodzi potrzeba przewiezienia badziewia, jest, o czym wcześniej wspominałem, ładowanie go na platformy kolejowe w ramach wiosennego zrywu estetyzacyjnego. To, że taki zryw jest kłopotliwy gdyż wymaga angażowania paliwożernej lokomotywy, oraz o fakcie że nigdy na niego nie ma wystarczająco czasu, wszak ważniejsze sprawy są na głowie przed rozpoczęciem sezonu, tego wyjaśniać nie muszę. Zajmę się techniczną kwestią ładowania/rozładowywania krzaków.

Wersja tradycyjna: podjeżdża pociąg z platformą, ludzie gramolą się z kabiny i zaczynają wrzucać ksztole. Oczywiście wrzucają jak popadnie. I z jednej, i z drugiej strony lory. Jedne wzdłuż osi wagonu, inne w poprzek nie bacząc oczywiście, w którą stronę skierowane są końce (pisząc o „końcu” będę miał na myśli miejsce ucięcia). Platforma jest wysoka, warstwa charmęzi szybko rośnie osiągając ponad dwa metry od powierzchni gruntu, zatem, skoro nie jesteśmy w stanie kłaść towaru na wierzch, nastaje czas radosnego rzucania drapakami na górę licząc, że jakoś z tej sterty nie spadną. Wagon w mig zostaje załadowany powietrzem, wszak rosochate odrosty mają ogromną kubaturę. Pociąg rusza, gubiąc po drodze towar, który częściowo sam spada, bądź, gdy zahaczy o cokolwiek, jest ściągany.

Pociąg dojechał na miejsce i teraz następuje rozładunek. Znów każdą z gałęzi trzeba zdjąć i odrzucić. Zmieszane na platformie ścierwo plącze się, spada. Ktoś musi wejść na górę, nogi grzęzną mu w cierniach, ktoś inny odebrać i odciągnąć – Którą stroną podajesz debilu!? Połowa ludzi stara się robić, druga część kręci się robiąc zamieszanie, jakiś gość po ryju witką dostał... Armagedon.
Ale nie zaprzeczysz Czytelniku, że przecież tak wygląda każde zwożenie? Nic zatem dziwnego że żaden z zarządców nie go lubi.

Poniżej: Przykład niewykorzystania platformy. Krzaki rzucone są luźno, byle jak i pod kątem w górę, tak wysoko jak stojąc na ziemi dało się narzucić. Część z nich nie dojedzie na miejsce – w trakcie jazdy pospadają.

(http://farm3.static.flickr.com/2682/4479744050_16a45f6562_o.jpg)

Drogi Czytelniku, widzę że zauważyłeś w powyższym akapicie nie jeden, a dwa problemy. Jeden to sama technika załadunku, a drugi to konieczność organizowania całej indywidualnej akcji. Postaram się wyjaśnić na czym zamysł racjonalizatorski mający na celu zmniejszenie strat energii może polegać. Ale dziś się skupimy tylko na kwestii technologicznej, bo istnieje jeszcze jedna, o wiele trudniejsza i niewygodna, ale o niej kiedy indziej.

Korona cierniowa.

Zostałem ostatnio posądzony przez jednego z Kolegów o naigrywanie się z Biblii. Jak ktoś nie rozumie różnicy między żartem a celową obrazą, to niech się obraża. Ja Biblię czytam, bo jest tam wiele mądrości. Ot choćby, jeśli chodzi o przewijającą się we wątku herbatkę pobudzającą horyzonty, to powiem Wam, że Pismo Święte dwa razy wspomina o piciu: raz o winie które rozwesela serce człowieka, drugi raz o wodzie gaszącej pragnienie osła.

We fragmencie Ewangelii o męce Pańskiej jest opis jak żołnierze Piłata wkładają na głowę Chrystusa „koronę” z cierni. W odzwierciedlających Pasję obrazach czy rzeźbach korona cierniowa przedstawiana jest jako gustowny, rzekł bym twarzowy, wianek z podwójnego, bądź potrójnego splotu równych, cienkich gałązek z kolcami. W rzeczywistości nakładanie cierni na głowę, jako sposób humiliacji i zadania delikwentowi dodatkowego cierpienia było stosowane dość powszechnie w różnych innych, poza opisanym w Biblii, przypadkach, zaś trudno domniemywać że komuś by się chciało produkować specjalnie, nawet dla tzw. beki, takie fajne o-ringi na głowy skazańców.

Technologia maltretowania była dość prosta: na dyńce koleszki przytrzymywano wiązkę gałęzi, bądź krzak jakieś tarniny a następnie napierdzielano kijami od góry weń odpowiednio, że gałązki zbijały się i wzajemnie przeplatały, zaś ciernie stabilizowały położenie kasku wbijając się w skórę koronowanego. Zatem podstawą konstrukcji czapy były, można powiedzieć, sfilcowane patyki.
A gdyby tak skorzystać w działaniach infrastrukturalnych z mądrości Pisma Świętego?...

Pochwała Wmc/d-ty.

Ustaliliśmy już, że zwożenie platformą jest nienajlepsze gdyż: potrzeba lokomotywy, maszynistów, platforma jest wysoka, co utrudnia załadunek, wyładunek jest mozolny, ale czemu upierać się przy platformie, skoro mamy o wiele lepszy pojazd?

Najczęściej używanym na kolejach wąskotorowych środkiem transportu szynowego jest drezyna, a dokładniej wózek motorowy made by WMD Koronowo. I to z jej zalet takich jak nieduża wysokość podłogi paki, tylna burta, czy mobilność należy korzystać. Opiszę poniżej jak efektywnie wykorzystać te cechy.

Drezynę do wożenia ksztoli trzeba przygotować. Mianowicie paka musi być całkowicie pusta. Jeśli w podłodze są jakieś dziury lub wyrwane deski to trzeba by je zabić blachą, aby powierzchnia ładunkowa była jak najbardziej gładka – ma to kolosalne znaczenie przy rozładunku. Taka ogólna dygresja: wuemcety mają oryginalnie podłogi z calowych desek dębowych najczęściej mocno już zużytych. Ja polecam, jeśli jest taka możliwość, aby zastanowić się czy nie pokryć dna skrzyni sklejką wodoodporną.  Wymiana całości to wydatek 500 zł, a jakość użytkowania jest nieporównywalna.

Gdy mamy sprzątniętą część ładunkową boczne burty boczne opuszczamy, ale tylną zastawkę zostawiamy.
Załadunek przebiega w ten sposób, że ustalamy najpierw na którą stronę będziemy cały towar zrzucać. Piszę zrzucać całość, gdyż trzeba mieć świadomość, że nie będzie możliwości rozczepienia krzaków po załadunku wykonanym wedle poniższej instrukcji. Słowem cała wywieziona porcja będzie zwalana na bok jako jedna kostka. I z tej strony mają się znaleźć końce drzewek.

Teraz narzucamy około metrową warstwę krzaków i na górę wchodzi gość, którego zadaniem będzie ciągłe deptanie i ewentualnie układanie dalej podawanych roślin.
Ważna sprawa dotycząca bezpieczeństwa: aby nie zrobić zarówno preserowi jak i podającym krzywdy należy kłaść krzaki jedynie od strony na którą będzie się towar zrzucało. Jeśli ścięte zielsko znajduje się po drugiej stronie drezyny, to niestety trzeba je przenosić naokoło pojazdu, gdyż rzucenie nim jak oszczepem przez pakę może zranić podawacza stojącego z drugiej strony. Piszę tak na wszelki wypadek, gdyż sam odchorowałem skutki takiego pomysłu racjonalizatorskiego.

Gałęzie nakładamy równymi warstwami tak, aby człowiek na górze nadążał je udeptywać. Zaręczam, że kto spróbuje tak robić zdziwi się, że jeśli dobrze, systematycznie rusza się girami sprężając gałązki to można zielska doładowywać, doładowywać, doładowywać a poziom towaru się prawie nie podnosi.

Granicą ściśnięcia będzie utwardzenie się na tyle splecionego chrustu, że przestaje się on uginać pod ciężarem deptacza, zatem oprócz tego, aby zabieg prasowania wykonywany był maksymalnie gęsto i na całej powierzchni paki, a nie tylko na środku, ważnym jest, aby nie dawać do tej roboty jakiegoś czterdziestokilogramowego chuchra. Od razu zaznaczę też, że do tego działania trzeba mieć naprawdę dobrą kondycję.

Poniżej: Kto czytał tekst powyżej, ten wie, co zdjęcie ma przedstawiać.

(https://c2.staticflickr.com/2/1609/23938472073_f922a5753c_b.jpg)

Ile krzak ma wystawać w bok? Jeśli chodzi o stronę końcową, na którą będziemy starali się zwalić – niech będzie ona maksymalnie wysunięta – na tyle, na ile przeszkody pozwalają. Metr, półtora. Chodzi tu o to, aby z jednocześnie nie zaczepić konstrukcją krzakową o coś stojącego przy torze, ale mieć też ułatwiony rozładunek.
Ze strony szczytów swobodnie można przyjąć, że i na dwa metry może wiecheć wystawać, wszak kłąb krzaków trzyma się naprawdę mocno, a cienkie gałązki będą się poddawać. Ta uwaga nie dotyczy dzikich gruszek i starych gałęzi olch, które się łatwo kruszą i których z tego powodu nie należy mocno wysuwać.

Ile ładować? Warstwa sprasowanych krzaków powinna być możliwe wysoka, wszak zwiększając jednostkowe porcje, będziemy mieli oszczędność na transporcie, jednak należy się w tym działaniu liczyć też z naszymi możliwościami, jeśli chodzi o siły do zrzucenia.

Unloading.

Pierwszy krok: Po ustawieniu drezyny w miejscu właściwym i jej zahamowaniu pracownicy równomiernie rozstawiają się po stronie zrzutu i łapią za końce, po czym indywidualnie upewniają się czy nie będą ciągnąć za coś, co zaraz wyskoczy, czyli sprawdzają że krzak pociągowy jest pewnie zakotwiony w kłębie. Od razu mówię: jak się robotę załadunku olewało i słabo dolne warstwy ubijało, to badyle będą wychodzić.
Teraz trzeba się naprawdę ostro zaprzeć – najlepiej zatańczyć kankana opierając się jedną nogą o otwartą burtę.

(https://c2.staticflickr.com/2/1616/24269761940_05e610c32f_b.jpg)

Dwa: Jeden z pracowników zaśpiewuje rytmicznie „eeej..., rup!” celem koordynacji ciągnięcia. Przesunięcie półtonowej korony cierniowej wymaga dużej siły i równomiernych pociągnięć. Zwykle pierwsze dwie-trzy próby powodują tylko lekkie poruszenie stosu, szczególnie jak podłoga na pace jest nierówna. Nie należy się tym zrażać, tylko rytmicznie i silnie działać dalej. W pewnym momencie ładunek zaczyna się przesuwać. Im bardziej środek ciężkości przybliża się do krawędzi paki, tym łatwiej porcja zielska sunie. Trzeba tak umiejętnie przerwać pociąganie, aby całość ksztoli zatrzymała się balansując na krawędzi. Pracownicy środkowi teraz ustawić się muszą w pozycji gotowej do ewakuacji.

(https://c2.staticflickr.com/2/1656/24269762400_66df6b3ca1_b.jpg)

No i wszystko, jak sukces starań porządnej ladacznicy, zależy od jednego, równomiernego, ale zdecydowanego i stanowczego pociągnięcia. Gdy całość zaczyna lecieć, ciągną tylko ci stojący po bokach kostki, a środkowi spier...

(https://c2.staticflickr.com/2/1526/24456968372_04db866888_b.jpg)

Trzy: Wszyscy ustawiają się za wiechciem i spychają opartą końcami o grunt koronę, aby się wywróciła „na plecy” (czy paczka krzaków może mieć plecy?). Dobrze, aby część zrzucaczy pchała również górę stojąc na pace drezyny, wszak pamiętajmy, że to kilkaset kilo drewna, zaś góra, pomimo że wiotka, to jednak dłuższa dźwignia. Finalnie jednak rozpęd przewracającemu się snopkowi nadają ci operujący z dołu.

(https://c2.staticflickr.com/2/1515/24565292605_a1f1bca94f_b.jpg)

Mamy zatem towar rozładowany na wywrotnicy bocznej. Tu widać jak korzystnie wpływa położenie toru na nasypie, o którym onegdaj pisałem. Za pewien czas pryzma oklapnie (jak nie, to się ją przydepcze) i będzie można dokładnie tym samym sposobem drugą wierzchnią warstwę dorzucić, choć będzie wymagało to trochę więcej zręczności, ale od czego jest trening?

(https://c2.staticflickr.com/2/1550/24269763560_17674c7f78_b.jpg)

Cztery: Ostatnią czynnością wieńczącą dzieło transportowe jest podepchnięcie końców krzaków tak, aby nie przeszkadzały ludziom przemieszczającym się przy torze. Ja wiem, że przy torze nie wolno poruszać się postronnym, ale nie bądźmy tacy prawi i sprawiedliwi, bo zwyczajnie wiadomo, że sami byśmy nie chcieli, ot choćby wracając z jakiejś herbatki, nadziać się na taką atrakcję. Korektę skrajni też najłatwiej przeprowadzić kolektywnie na sygnał głosowy „eeej..., rup!”.

(https://c2.staticflickr.com/2/1493/24197530989_c1fba530f9_b.jpg)

I takeśmy rozładowali drezynkę.
Może ten odcinek nie jest jakiś specjalnie emocjonujący, bo co tu gadać – co w wożeniu krzaków może rajcować, ale zdradzę tajemnicę że w następnym odcinku (spokojnie, jeszcze tylko trzy i będzie koniec wykładów – zaczniemy zajęcia praktyczne) opowiem coś o przełamaniu kolejnych zakorzenionych, niczym tematyczny krzak, przyzwyczajeń które powodują niepotrzebne zwiększenie nakładów pracy. Porozmawiamy o sprzęcie właściwym do wycinki, bo nie o to chodzi, aby się narobić, ale by zrobić.

Czyli będzie o ostrym rżnięciu!


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Hal9 on 24 Styczeń 2016, 19:58:08
Nie wymądrzając się, ale mam pewną radę:

http://allegro.pl/kosiarka-bijakowa-rozdrabniacz-na-wysiegniku-raty-i5923540263.html (http://allegro.pl/kosiarka-bijakowa-rozdrabniacz-na-wysiegniku-raty-i5923540263.html)
http://allegro.pl/kosiarka-do-poboczy-bijakowa-ducker-unimog-i5945196579.html (http://allegro.pl/kosiarka-do-poboczy-bijakowa-ducker-unimog-i5945196579.html)
http://allegro.pl/kosiarka-bijakowa-wysiegnikowa-ozamet-de480-i5931248960.html (http://allegro.pl/kosiarka-bijakowa-wysiegnikowa-ozamet-de480-i5931248960.html)

Skoro już usunięto krzaki, a na pewno odrosną to trzeba by pomyśleć by temu zapobiec.
Takie ustrojstwo lub lepiej z napędem hydraulicznym z łatwością można zamocować na drezynie.
Skosi krzaki, krzaczki, badyle, trawę.
Kiedyś w mojej okolicy kosiła drogi "normalna" firma. Dawałem chłopakom 100 + zgrzewka piw i takim ustrojstwem  kosili mi nieużytek oraz drogę która notorycznie zarastała tarnina (zabieg 2 razy w roku i spokój). Po jakim czasie sami wiedzieli gdzie skosić i podjeżdżali po dom po wypłatę. Niestety teraz przetarg wygrała inna firma ....
Wracając do meritum to by wam załatwiło sprawę, przynajmniej tak myślę.

Drezyna + kosiarka ze cztery przejazdy (po dwa na każdą stronę) a co zostanie zgnije ekologicznie.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 24 Styczeń 2016, 21:21:54
Musiał by to być taka z ostatniego linku na wysięgniku. Poza tym drezyna raczej jej nie utrzyma a już na pewno nie da mocy do napędu noży. Musiała by być zamontowana na Lxd2 lub Lyd2.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Vincent on 24 Styczeń 2016, 22:59:25
Cytuj
Poza tym drezyna raczej jej nie utrzyma a już na pewno nie da mocy do napędu noży.

A może konkretniej - podaj mi proszę masę własna drezyny i ciągnika to porównamy?
A co do mocy to minimalna moc ostatniej z linku to 60KM. Dlaczego twierdzisz, że drezyna nie pociągnie?


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 24 Styczeń 2016, 23:19:22
Koszą u mnie rowy takimi na wysięgniku. Chodzi w tym ciągnik ponad 100km. Przy ruchach wysięgnika buja ciągnikiem a masa i rozstaw kół jest większy w ciągniku niż w drezynie.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Vincent on 25 Styczeń 2016, 08:51:54
Cytuj
a masa i rozstaw kół jest większy w ciągniku niż w drezynie.

a ja chciałbym się dowiedzieć od Ciebie jaka jest masa własna drezyny?


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: lisiogonek on 25 Styczeń 2016, 17:25:26
Masa drezyny Wmc to jest na pewno ponad 5 ton . Andrzej uważa że rozwiązanie napędu tej kosiarki powinno być rozwiązane na modłę agregatów traktorowych, ale z pewnością nie tędy droga. Taki agregat musi mieć własny silnik niezależny od napędu jezdnego drezyny.  Co do zawieszenia tego urządzenia : z całą pewnością  trzeba zawiesić poniżej środka ciężkości, być może dobrym rozwiązaniem byłaby dodatkowa rama pod ramą nośną?


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: aronek on 26 Styczeń 2016, 15:11:39
Można też zrobić przeciwwagę wysuwaną w momencie kiedy ramie jest wysunięte daleko.
można również zamocować silnik z przesunięciem od osi drezyny, i swoją masą będzie choćby częściowo kompensował masę ramienia. + przeciwwaga. tylko w tym wariancie ramie mogłoby pracować tylko na jedną stronę, a zmiana strony roboczej wymagałaby przesunięcia silnika, lub obrócenia drezyny.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 26 Styczeń 2016, 17:08:58
Kosiarka ma i tak przeciwwagę ale i tak buja ciągnikiem. Amorek zwróciłeś uwagę na jedno rzecz o której zapomnieliśmy. Te kosiarki koszą tylko z jednej strony. Drezynę trzeba by było obracać.
Co do masy drezyny to nie znam jej ale nawet przy tej samej masie drezyna ma o połowę mniejszy rozstaw niż ciągnik.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: janeczek on 26 Styczeń 2016, 22:11:21
Amorek zwróciłeś uwagę .....
.... no, no ..... zachciewa się.  ;)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 06 Marzec 2016, 17:53:41
Jedną z cech odróżniających człowieka od pozostałych przedstawicieli królestwa zwierząt jest zdolność wytwarzania i wykorzystywania narzędzi. To bardzo ważna umiejętność, o której, niestety, często zapominamy stawiając na pierwszym miejscu możliwości samych rąk.

Jak ścięte wywozić – o tym był poprzedni odcinek. Dziś skupimy się na tym czym to ściąć, ale najpierw listy od Czytelników.
Powyżej jeden Kolega zasugerował że trzeba użyć hydraulicznej kosiarki bijakowej na wysięgniku. A ja napiszę szczerze: ten pomysł z kosiarką to Fa albo Biały Jeleń. Mydło, piana, bąble. Służy jedynie mydleniu oczu. Bo jak kogoś nie stać na dwóch pracowników z kosami, każda za 2,5 tysia, to jakim cudem stać będzie go na dwóch pracowników z kosiarką za 50 tysięcy? Dodam, że zielsko tak samo szybko odrośnie czy się je skosi taką kosiarką czy też kosą. Tak więc moim zdaniem sprawa z kosiarką prowadzi raczej do tego, że skoro nie mamy tych 50.000, to mamy usprawiedliwienie przed całym światem dlaczego może nam zielsko rosnąć po pas.

Inny Kolega pisze: „Twoje wypracowanie na temat krzaków jest fajne, ale odnosi się do sytuacji kiedy masz pracowników i dbasz o ich maksymalną wydajność”. Oczywiście, że tak jest gdyż: po pierwsze, jak się nie ma pracowników to się roboty nie zrobi – same, to krzaki jedynie rosną. Po drugie, to chyba jasne dla każdego, że w interesie pracodawcy jest to by pracownicy najemni czy wolontariusze pracowali wydajnie. A zwłaszcza, gdy nie ma ich za wiele, nad wydajnością pracy należy się szczególnie skupiać.
I właśnie o narzędziach i technikach zwiększających skuteczność działania pisać dziś zamierzam.

62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 6.

Teoria szczupłego zarządzania którą przywołał Kolega Zgroza mówi jasno: organizuj tak pracę, aby uniknąć jakichkolwiek niepotrzebnych działań pracownika i zmniejsz do minimum wysiłek fizyczny potrzebny do wykonania czynności przez zastosowanie właściwych narzędzi.

Tak, Koledzy – najwięcej problemów sprawia personel, najmniej – maszyny, dlatego nimi zastępuje się coraz częściej ludzi. Im wyższy stopień zmechanizowania pracy i im lepiej dobrany pod względem właściwości jest sprzęt, tym szybciej i łatwiej praca idzie. Szybciej i łatwiej, znaczy taniej. Czas jest pieniądzem – to znane i bardzo ważne przykazanie.

Niestety, jak historia pokazuje, często woli się zatrudnić więcej osób niewyposażając ich w wydajne narzędzia, niż te pieniądze ulokować w maszynach zastępujących ludzki wysiłek. Najlepszym przykładem jest budowa piramidy Cheopsa. Ze względu na skąpstwo faraona, który powiedział że nie wynajmie dźwigu bo dźwig jest drogi, a on przecież ma ludzi którzy na plecach te klocki pownoszą, budowano ją 20 lat.

Przebrzmiałe tango: sekator.

Dawno, dawno temu na GrKD podstawowym sprzętem do usuwania krzaków był sekator – bo niewiele kosztuje. Kupowano zatem po kilka co roku, oczywiście takich dużych, ale najtańszych i co roku wściekłość ogarniała księgową że trzeba kupować nowe bo stare się połamały. Potem postawiono na sekatory profesjonalne, które częściowo dotrwały do dziś z racji że są przeznaczone do pracy a nie do zabawy.

Poniżej: przykład niewłaściwego jakościowo narzędzia. Sekator posiada jedną rękojeść z rurki hydraulicznej bo oryginalna się połamała, jest pokrzywiony od nadmiernych sił potrzebnych do pracy. Takie narzędzie jedynie zwiększa wysiłek pracownika.

(https://c2.staticflickr.com/2/1648/25261617680_68611f10ac_b.jpg)

Sekator ma oprócz taniości ma jeszcze zaletę: może go obsługiwać nawet małpa – taka myśl dawniej panowała, zatem wyposażano krasnali w owe szczypce wciąż dziwiąc się że krzaki rosną jako w niebie, tak i na ziemi. Niestety nikt nie pomyślał o wadach sekatorów, które to plusy ujemne przyćmiewają te dodatnie. Są to, przede wszystkim, konieczność użycia znacznej siły i relatywnie wąski zakres stosowania.

Pierwsza wada zwyczajnie męczy człowieka. Druga sprawa jest znacznie poważniejsza, bo powoduje robotę „do połowy”. Najlepsze sekatory profesjonalne dadzą sobie radę z wałkiem o średnicy 45mm. Większa gałąź zwyczajnie nie wejdzie, a nawet jakby weszła, to siła potrzebna do przecięcia jest gigantyczna. Co więc pracownik robi? Po prostu unika cięcia takich średnic chlastając krzak nie przy samej ziemi a pół metra nad nią, tym bardziej, że nie potrzeba się wtedy schylać. I zostają takie pale po kolana. Oczywiście można powiedzieć, że ktoś inny przyjdzie później z piłą i obetnie kikuty, ale nie oszukujmy się: to „później” zazwyczaj jest zaplanowane na następny dzień po zamilknięciu orkiestry z Tytanica.
W drugą stronę, jeśli mowa o średnicach, też to działa – otóż każdy robol wie, że szkoda schylać się do takiego cieniasa jak palec, zatem mniejsze pędy również zostają.

Jest jeszcze jedna kwestia związana z bezpieczeństwem. Tnąc drzewko pracownik nie układa sekatora równolegle do powierzchni ziemi, tylko tnie stojąc, zatem ścina łodygę pod kątem ostrym tworząc jednocześnie wietnamską pułapkę w postaci wystającego z ziemi ostro zakończonego kołka, który gdy ktoś na niego stanie lub fiknie, z pewnością zadziała.

Podsumowując – dawno już zaprzestano na GrKD używania sekatorów do dużych czyszczeń, ze względu na małą wydajność i brak możliwości usunięcia wszystkich zarośli. Doświadczenia dowiodły, że są o wiele lepsze i szybsze sposoby, i o nich teraz będzie.

Kosa, co na kamień trafiła.

Pierwszym pomysłem na mechaniczne wycinanie krzaków było zastosowanie tarczy pilarskiej do kosy spalinowej. Już pierwsze użycia wykazały jak bardzo niebezpieczny jest to sprzęt gdy się pracuje w grupie, co jest przecież nieodłącznym standardem.

Otóż przy cięciu nisko nad ziemią, jeśli w zasięgu pracy tarczy pojawi się kamień lub szklana butla, a wiadomo, że zarośnięte pobocza kolejowe pełne są bachicznych pamiątek, następuje zarzucenie całej okolicy ostrymi odłamkami kaleczącymi innych pracujących. Niebezpieczeństwo czaiło się także w ogromnej bezwładności wirującego dysku, którego nie można szybko zatrzymać, zaś gdy pomocnik operującego kosą podczas odbioru krzaków nie zsynchronizował się z operatorem potrafiła się polać krew.

Słowo o owym pomocniku – bez odbierania wiechci nie ma możliwości prowadzenia prac, to tylko na reklamach pilarz sam wycina hektary młodych osik, w rzeczywistości jak się tnie robinie, ałycze czy tarniny cały czas ktoś musi materiał usuwać z pola pracy. Często operator stara się odepchnąć splątane gałęzie pracującym narzędziem, co przy dużej długości sztycy powoduje niekontrolowane zamachy wirującego ostrza i trącenie pomagiera jest murowane.

Bardzo szybko, może po miesiącu prób, właśnie ze względu na urazy i zagrożenie bezpieczeństwa cięcie tymi tarczami zostało zarzucone na GrKD.

Poniżej: jak ktoś uważnie czytał powyższy fragment, to wie co zdjęcie przedstawia.

(https://c2.staticflickr.com/2/1688/25189669689_d2f96a0c70_b.jpg)

Ktoś krzyknie: - To nie można było przeszkolić pracowników, aby nie stwarzali zagrożenia przez swe nieodpowiedzialne zachowania? Odpowiem: - Niestety, życie pokazało że nie.
Pracownikami do sprzątania terenu są najczęściej osoby sprawiające wrażenie brakującego ogniwa w ewolucji między małpami a ludźmi, którym długo można mówić o BHP, a one i tak po swojemu robić będą. Dlatego, skoro nie można było zmienić ludzi, dla bezpieczeństwa należało przejść na maszyny o mniejszym zasięgu rażenia, czyli pilarki łańcuchowe.

Niefunkcjonalna drwalska piła.

Mechanizacja piłowania zawitała na GrKD niby wcześnie, ale jednocześnie w sposób który ją na starcie źle zaprezentował. Taka mała dygresja – jeśli wprowadza się nowe, należy zadbać aby wjazd był efektowny i stwarzał długo mocne wrażenie że zmiana jest korzystna, bo inaczej przez długi czas będzie się za autorem racjonalizacji ciągnąć smrodek złośliwych komentarzy o chybionym pomyśle.

Została zakupiona piła spalinowa. Tradycyjna, dwuręczna, nawet dobra, duża, drwalska piła, tylko że... no właśnie, miała ona sobie radzić jedynie z dużymi drzewami, zaś do reszty nadal był przeznaczony sekator. Ponadto ktoś stwierdził, że w odróżnieniu od nożyc, piłą mogą pracować tylko niektórzy, a jak ich nie ma, to użycie jest zabronione. Tak więc tą piłą cięto jedynie sporadycznie, zaś sama praca wymagająca zaangażowania obu rąk pilarza, zatem powodująca konieczność dodawania drugiej osoby do przytrzymywania drzewek, też nie powalała wydajnością, co miało dowodzić że kupno kolejnych warczących sprzętów jest bezsensowne.

Jak zwykle w takich ewolucjach o zmianie zadecydował przypadek a dokładniej wypadek. Podczas ścinania gałęzi z drabiny pracownik, który pracując oburącz ciężką piłą zatem nie mając możliwości przytrzymywania się pnia, stracił równowagę i spadł dość mocno się turbując. Piła po tym wydarzeniu również posiadała poważne uszkodzenia, zatem zaszła konieczność zakupu nowej. Tutaj jednak rozsądek praktyków zasugerował, aby nabyć sprzęt lżejszy i przeznaczony do obsługi jedną ręką. Nabyta została pierwsza pilarka specjalistyczna do pracy w koronach drzew tzw. gałęziówka.

Terminator.

Już pierwsze użycia tego wynalazku wykazały że ten typ narzędzia to strzał w 10. W założeniach pilarka miała być używaną do cięcia gałęzi na wysokości, ale natychmiast okazała się równie przydatna jako w niebie, tak i na ziemi.

Lekka, zwinna, poręczna. Zajmuje tylko jedną dłoń, zatem operator drugą może popchnąć, podnieść, odrzucić cięty badyl. Słowem gałęziówka oszczędzała pracę pomocnika, a zatem nie było konieczności, aby kręcił się w pobliżu czyli zwiększało się bezpieczeństwo. Krótka prowadnica umożliwiająca precyzyjne operowanie – więc przycinanie pniaków przy samej ziemi. Maszyna leży wygodnie w dłoni, zatem operator, co jest bardzo ważne, śmiało może pracować w kuckach.

Z czasem okazało się że właściwie każdy średnio-myślący krasnal jest w stanie nauczyć się obsługiwać takie pilarki, zatem ich ilość w sześcioosobowej brygadzie wzrosła do trzech sztuk – stosunek jedna piła na dwóch pracowników jest to optimum i nie ma sensu go przekraczać, gdyż nie zapominajmy że jednak krzaki trzeba zebrać, załadować na drezynę, wywieźć etc. a do tego też rąk potrzeba.

(https://c2.staticflickr.com/2/1526/24926703324_9b49890e30_b.jpg)

Tak, szanowny Czytelniku, to właśnie ta niepozorna piłka zrobiła prawdziwą rewolucję na GrKD. To również dzięki niej wycinka ksztoli zwiększyła prędkość dwu, a nieraz nawet trzykrotnie. Człowiek wyposażony w ten sprzęt i zmotywowany przez brygadzistę porannym opierdolem stawał się cyborgiem – terminatorem z piłą zamiast jednej ręki którego misją była wyłącznie rzeź. Wiedziony prymitywnymi instynktami z mózgiem nastrojonym wyłącznie na chlastanie z przerażającą siłą parł nieustępliwie naprzód w swym śmiertelnym transie niszcząc wszystko co było rośliną na swej drodze i pozostawiając jedynie posypaną trocinami łysą ziemię. Jęk silnika pracującego na najwyższych obrotach wił się wśród lamentów ścinanych kłączy, chrzęst powalanych łodyg wtórował temu krwawemu rytuałowi niczym szczęk oręża w morderczej walce rycerzy, piana ściekająca z operatorskich kącików ust mieszająca się z fontannami drzewnej tkanki dopełniały całości sceny armagedonicznego spektaklu w teatrze eksterminacji. A gdy zamilkły motory i opadł tartaczny kurz na pobojowisku śród skapujących sokiem brzozowym kikutów drzew sparaliżowana strachem ludzkość ujrzała sylwetki 3 jeźdźców śmierci i ich drezynę.
Uch, ale się nakręciłem!...

Panowie! Taka jest prawda, że sukces zależy od optymalizacji metod by do wytworzenia produktu końcowego pracownik musiał zużyć jak najmniej czasu i energii. Ja się przekonałem, i pragnę przekonać Was, że inwestycja w właściwie dobrane narzędzia zwraca się bardzo szybko i jest inwestycją pewną.
Zaś, niestety, z inwestycjami w zasoby ludzkie różnie to bywa, ale zazwyczaj efekt oscyluje w widełkach między: źle i bardzo źle.

I o gospodarowaniu tymi zasobami będzie następny, ostatni odcinek serii o 62. tajemnicy wszechświata.

Pozdrawiam tych, którzy nie zwątpili i wytrwali w czytaniu do końca!


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Hal9 on 07 Marzec 2016, 21:18:06
To ja pisałem o kosiarce hydraulicznej. Nadal podtrzymuję swoją wizje że by się sprawdziła. Jednak jak wykazał Kucyk się nie sprawdzi bo nie ma miedzi ....

Sam w pracy zmagam się z krzaczorami, trawą i innym zielskiem. Znam problem niedostatku pieniędzy, nieodpowiedzialności załogi i niefrasobliwości naczelstwa. Do ogarnięcia jest kilka hektarów terenu.
Co roku kupujemy 1-2 kosy marki DEMON. Zakup porządnej maszyny w sferze marzeń bo droga .... Uratowałem od złomowania i naprawiłem C-360 więc sporo ręcznego koszenia odpadnie. Problemem jest kto nim będzie jeździł. Mam do dyspozycji pracowników przysyłanych z robót interwencyjnych itp. Niestety nie mogę im dać do ręki żadnego sprzętu bo strach. Moi pracownicy zwykle mają swoje obowiązki i nie mogę ich odrywać od tych prac. W zeszły tygodniu umyślałem sobie robić porządki na grobli. Efekt trzeba ruszyć dupcię zza biurka, ubrać robocze łachy wziąć pilarkę iść wyciąć, a interwencyjni posprzątali.

Wniosek ogólne dziadostwo i brak pieniędzy powoduje jeszcze większe dziadostwo i większe wydatki....

PS. Taka pilarka jest rewelacyjna do "machania" miałem McCollucha z USA:
http://olx.pl/oferta/pila-mcculloch-o-mocy-2-0-km-galeziowka-super-stan-CID628-IDcztY3.html (http://olx.pl/oferta/pila-mcculloch-o-mocy-2-0-km-galeziowka-super-stan-CID628-IDcztY3.html)
idealna do takich prac.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Vincent on 07 Marzec 2016, 21:32:34
Co roku kupujemy 1-2 kosy marki DEMON.

bogata firma, nas nie stać na kupowanie tanich rzeczy :-)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 12 Marzec 2016, 23:13:00
„Sprawne zarządzanie jest warunkiem powodzenia masowej eksterminacji.”

Te słowa Reinharda Heydricha były mottem zorganizowanej konferencji w Wannsee na której przedstawiciele wszystkich głównych resortów nazistowskich Niemiec zebrali się aby ustalić szczegóły techniczne ludobójstwa które miało doprowadzić do całkowitej eliminacji europejskiej ludności żydowskiej. Efektem tej iście niemieckiej solidności w planowaniu i szczegółowym opracowaniu logistyki było przeistoczenie się nieskoordynowanego mordowania związanego z aktualnymi działaniami wojsk w zorganizowany przemysł śmierci o gigantycznej wydajności który sprawnie, systematycznie i, co najważniejsze, planowo - zgodnie z założeniami zgładził 6 milionów Żydów.

Sprzęt i ludzie to narzędzia do wykonania przez zarządcę misji zwalczenia roślinności. O sprzęcie była mowa poprzednio – dobrze dobrany pod kątem zadań które ma się nim wykonać i optymalny pod względem właściwości zwiększa kilku czy kilkunastokrotnie wydajność pracy zmniejszając jednocześnie wysiłek pracowników. Niestety, to właśnie od tych ostatnich najwięcej zależy, bo ludzie są tylko ludźmi, a zatem istotami grzesznymi...

62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 7. Ostatnia.

W działaniach prowadzonych dawniej na GrKD termin „zarządzanie pracą” nie istniał. Pisałem w poprzednich odcinkach, że robiło się akcje odkrzaczania chaotycznie, przy użyciu przypadkowego sprzętu i w nieskoordynowany sposób, zatem przynosiły one chaos w funkcjonowaniu kolei, oraz przypadkowy i mierny efekt. Próby wprowadzania konsekwentnych sposobów działania, a co ważniejsze eliminowania nieefektywnego wykorzystania czasu pracy spowodowały duży postęp, jednak tak naprawdę sukces zależał od przekonania ludzi do stosowania odpowiednich metod aby wprowadzanie zmian stało się nie nowością, a standardem.

Mówiąc wprost: jeśli zarządca chce mieć porządnie utrzymaną kolej, a dysponuje szczupłymi środkami finansowymi, musi wprowadzać metody mające na celu zapewnić dużą prędkość pracy i unikanie zbędnych ruchów. Czyli znów wracamy do Zgrozowego lean management’u – zasad szczupłego zarządzania.

Henry Ford a sprawa zielska.

Usuwanie roślinności to zawsze praca zespołowa. Jeśli człowiek w takiej drużynie wykonuje pracę samodzielnie, to pracuje swoim tempem. Porównam taką sytuację do rodziny kaczej pływającej swobodnie po stawie. Kręcą się to tu, to tam, różne ruchy wykonują, tu się ktoś zaduma, tam usiądzie, etc. Pracy takiego swobodnego pracownika nie można łatwo kontrolować, bo ktoś musiałby stać nad każdym z zawodników aby się nie zadumał, nie usiadł i by zagęszczał ruchy.

Praca taśmowa, to tak jakby małe kaczki na kwaknięcie kaczki-prezesa ustawiły się gęsiego i zaczęły płynąć. Płyną wszystkie równo, sprawnie i sprawiedliwnie, jednym tempem i w jedynie właściwym kierunku narzuconym przez lidera. A te które nie nadążają, bądź się wyłamują, zjada szczupak Antoni. To właśnie zauważył Ford że aby produkować wydajnie należy ludzi ustawić w łańcuch gdzie prędkość każdego ogniwa jest związana z szybkością pracy całego zespołu, co daje możliwość narzucenia każdemu tej prędkości. Patrząc z drugiej strony to linia będzie tak szybka jak jej najwolniejsze ogniwo, czyli łatwo stwierdzić kto opóźnia i nie potrzeba do tego nadzoru, gdyż sami pracownicy to widzą i sami nie będą dopuszczać do zastojów odpowiednio poganiając marudera.

Już słyszę te głosy jakoby Kucyk – krwiopijca niczym dawny burżuj chce eksploatować biedny lud pracujący wyzyskując ich ponad siły. W sumie tak jest bo skoro płacę, to mam prawo wymagać, ale przy okazji wrócę znów do pana F.
Wiecie czemu komuniści nienawidzili Henry’ego Forda? Bo wybił im z ręki argument. Otóż komunizm u swych podstaw miał doktrynę wedle której szczęście na Ziemi zapanuje gdy biedny robotnik powstanie z kolan i zdepcze bogaczy. Symbolem gnębienia robociarzy miał być powóz utożsamiany z jaśniepaństwem. A Ford sprawił że zwykły robotnik mógł kupić sobie samobieżny powóz – słynny model T. A czemu tak się stało? Bo Ford dążył do doskonałości w produkcji, by żaden wysiłek robotnika nie marnował się, co pozwalało generować zyski, temu robolowi dobrze płacić i produkować tanie samochody. Tak podwaliny komunizmu trafił szlag. I ja wychodzę z założenia, że za dobrą pracę można więcej płacić, bo firma zmniejszyć może nakłady, co generuje zwiększenie zysku, które to zwiększenie pracownicy mogą odczuć w postaci premii jeśli, oczywiście, zasłużą.

Niedbały robi dwa razy.

Proponuję w ramach gimnastyki o przeprowadzenie takiego ćwiczenia z zakresu logistyki, mianowicie przeanalizujmy pod kątem wykorzystania zasobów 2 scenariusze krzakobrania. Dla uproszczenia załóżmy, że będziemy krzaki na miejsce walenia w wał zwozić tym samym pojazdem jaki używany jest do transportu (eks)terminatorów, czyli Wuemcetą w dizlu.

Rozpatrzmy dwie wersje: 1. tradycyjną, z rozdziałem państwa od kościoła, czyli wycinki od zwożenia; i 2. zmodyfikowaną przez połączenie czynności.

Wersja 1. oddzielna:

1.   Ludzie się zbierają;
2.   Drezynka jedzie na miejsce, ludzie wysiadają i zaczynają robotę;
3.   Krzaki zostają ścięte;
4.   Drezynka wraca, fajrant;
5.   Ludzie się zbierają;
6.   Drezynka wyjeżdża, dojeżdża, ludzie wysiadają i zaczynają robotę;
7.   Pracownicy odrzucone wcześniej krzaki ładują i zwożą;
8.   Drezynka wraca, fajrant.

Wersja 2. sprzężona:

1.   Ludzie się zbierają;
2.   Drezynka jedzie na miejsce, ludzie wysiadają i zaczynają robotę;
3.   Krzaki zaczynają być cięte;
4.   Część pracowników ładuje krzaki i zwozi, reszta tnie dalej / szykuje towar pod załadunek;
5.   Drezynka wraca, fajrant.

O czasie dojazdu i paliwie nie ma co dywagować – wersja nr 2 jest oszczędniejsza, zwłaszcza dla dużych dystansów. Oczywiście oszczędność ta jest częściowo niwelowana spadającą wydajnością, bo jednak wywózka spowalnia samą wycinkę absorbując część siły roboczej, ale jest to niewielki spadek. Zaraz opowiem, dlaczego.

Czemu akurat kładę nacisk na „ludzie się zbierają”, „ludzie zaczynają robotę”? Bo każdy, kto zna ten moment z autopsji wie, że potrafi minąć godzina zanim się całe towarzystwo zmobilizuje, obudzi, popali... A to ktoś sobie przypomniał że jeszcze paliwo trzeba naszykować, piłę zatankować, łańcuch poostrzyć, znów ktoś wczorajszy niedojedzony pasztecik podlaski dupskiem po siedzeniu drezyny rozsmarował, a ktoś weń siadł, więc kręci się afera, któryś zapomniał reklamówki ze śniadaniem i musiał się wrócić, jakiś mundry marudzi że trzeba inaczej robić i on nie będzie w taką pogodę pracował... Tak, Panowie, start pracy to jeden z krytycznych momentów gdzie niepostrzeżenie traci się najważniejszą broń w tej walce – czas.

Druga sprawa to sam akt ścinania i ładowania. Jeśli gość ucina krzak i łapie go w rękę by odrzucić – wszak jest to konieczne, aby uzyskać dostęp do następnych, to jeśli go przekaże ładującemu, zaoszczędzi czas na odrzucenie, co w szczególności jest trudne w gąszczu. Nawet jak się badyle odrzuca, to pomocnik ma zabierać wiechcie natychmiast aby uniknąć pryzmowania i późniejszego szarpania ze splątanymi kłączami.

Jest jeszcze jedna słaba strona oddzielnego ścinania i wożenia: chwilowe nadmiary pracowników, wszak 6-iu nie będzie cały czas cięło dwoma piłami, a jak zwożenie jest, to po co sześciu do rozładunku? Zazwyczaj płowa robi jak się patrzy, a reszta patrzy jak się robi.

Kolejna zasada podstawowa dobrego ustawienia pracy: pracownik ma wykonywać tylko jedną czynność. Niech jeden tnie, drugi ładuje. Potem mogą się zmienić, ale np. w przeciągu godziny ten, który tnie – niech tylko tnie. Ten, który odbiera, niech wciąż tylko to robi. Ten, który nosi, niech drepcze cały czas – w te i na zad. Wtedy każde ogniwo wie, że jeśli spowolni, to cały łańcuch straci na prędkości. Ma to kolosalne znaczenie dla niezbyt zdyscyplinowanych pracowników, których pozostali sami opier... gdy tamci będą się spóźniać. Jak Henry Ford – taśma to podstawa.

Wykonywać wciąż te same czynności – to nawet największy głąb będzie mógł się nauczyć prostego działania. Tempo pracy narzucone przez lidera, tutaj pilarza - utrudniona jest bumelka. I tu znów powracam do bardzo ważnej, aczkolwiek drażliwej kwestii. Aby uzyskać dużą wydajność w tak nieskomplikowanych i powtarzalnych czynnościach jak cięcie zarośli ludzi należy ustawić tak, aby: 1. nie musieli myśleć zbyt wiele, 2. każdy musiał współpracować z innymi.

Perpetuum mobile.

Chciałbym teraz przybliżyć Czytelnikom optymalny, moim zdaniem, schemat pracy przy koszeniu terenu kolejowego aby poprzeć powyższe tezy.
W części 2 (http://750mm.pl/index.php?topic=2486.msg75171#msg75171) sagi o eksterminacji mechanicznej pisałem że aby łatwo i szybko kosić potrzeba czynić to na tyle często by nie było konieczności stosowania tarcz tnących do twardych badyli oraz by nie trzeba było grabić skoszonej rośliny.
Jeśli już mamy taką możliwość to proponuję taki sprawdzony wariant: Brygada składa się z pięciu ludzi i ma do dyspozycji 4 kosy, piłę gałęziówkę, samochód i poniżej opisany system pracy.

Zacznę od tyłu. Dlaczego samochód? Bo dojazd nim na miejsce sprzątania, zakładając oczywiście, że istnieje taka fizyczna możliwość, jest zawsze szybszy od bujania się drezyną. Szybszy, znaczy tańszy. O paliwie które żre Wmc/d już nie wspominam.
Dwa: drezyna jest niezastąpiona do prac torowych, zatem nie należy jej drogowcom zabierać, bo będą mieli pretekst aby zająć się czymś mniej ważnym (czytaj: poopierdalać), chyba że ten sprzęt jest niezbędny do dojazdu na miejsce cięcia, a i w tym przypadku należy się zastanowić czy w okolicy nie ma przypadkiem kilkunastu szpał do wymiany bądź rowu do odtworzenia.

Dlaczego gałęziówka? Bo może się trafić badyl do wycięcia czy gałąź do przycięcia, a założeniem jest że wszystkie prace porządkowe wykonujemy do końca aby się nie musieć wracać by poprawiać – vide ścinanie i zwożenie.

Dlaczego 4 kosy? Żeby 4 miało ciągle robotę, bo brak sprzętu to standardowa przyczyna wytłumaczenia bezczynności.

Dlaczego pięciu? Tutaj odpowiedź zmierza właśnie do sedna sensu właściwej organizacji.
Wyobraźmy sobie, że jest poranek i ekipa właśnie przyjechała na miejsce. Mamy czterech kosiarzy i jeszcze jedną osobę nazwijmy go „śmieciowym” – jest ona odpowiedzialna w pierwszej fazie za sprzątanie terenu przed koszącymi aby nie natrafiali głowicami na fajans. Oczywiście kosiarzami są najczęściej pracownicy, którzy stoją najwyżej w nieoficjalnej hierarchii, zatem łatwo wyobrazić sobie co się dzieje po przyjeździe: operatorzy spokojnie tankują kosy, nawijają żyłkę, zakładają i regulują uprzęże, czyszczą przyłbice, a w międzyczasie ślą joby popędzając śmieciowego aby wartko czyścił im przedpole.
Sam śmieciowy też ma świadomość że zanim zawarczą silniki musi zebrać syf z przynajmniej 10-20 metrów wzdłuż toru, zatem pracuje w podskokach.

Kosiarze przystępują do pracy rozstawiając się parami po obu stronach toru. Pozwala to na wykaszanie za jednym przejściem pasów o szerokości ok. 4m z każdej strony toru, jeśli powstaje taka konieczność że trzeba ciąć szerzej, to operatorzy odpowiednio dostosowują konfigurację cofając część zespołu aby kosić cały teren od granicy do granicy.

A śmieciowy jest już daleko w przodzie i napełnia kolejne worki które ustawia przy drodze. Gdy oczyści teren na długości powiedzmy 100m wraca śródtorzem wyrywając chwasty rosnące między szynami i pozostałe po zewnętrznej szyn stronie. Dla zdziwionych takim działaniem tłumaczę: próby koszenia w bezpośredniej bliskości przytwierdzeń szyn bardzo spowalniają pracę kosiarzy i powodują straty kilometrów żyłki tnącej.
Śmieciowy wracać musi również szybko, bo jeszcze musi pozbierać wory ze śmieciami, załadować je na auto które trzeba przeparkować „w przód” i znów udać się czyścić przedpole kosynierom.

Sami operatorzy pracują zazwyczaj bez zastrzeżeń, wszak prędkość koszenia jest u każdego podobna a właściwie zależy od jego umiejętności, a wiadomo że jakiś kalek się nie daje do takich prac. Straty czasu mogą powstać jedynie w przypadku przedłużających się odpoczynków, ale to trzeba wliczyć w koszty.
Po co to wszystko? Gdyż tak ustawiona robota sama się pilnuje. Taki jest mój pogląd na sprawę.

Szanowni Czytelnicy!

Na tym będę kończył moją pisaninę o pochwale mechanicznego zwalczania roślinności. Mam świadomość że bardzo wiele osób odbiera moje słowa sceptycznie – jeśli by to w czymś mogło pomóc, to te osoby serdecznie zapraszam do Piaseczna by osobiście przewieźć je po linii i zaprezentować efekty zmian, a następnie wyjaśnić wszelkie wątpliwości przy szklaneczce śliwowicy. Oczywiście, również tych którzy mają jakieś pytania do zadania z odległości gorąco zachęcam do rozmów, dyskusji i polemik na łamach tego zacnego - z przyjemnością będę starał się na nie odpowiedzieć.

Tak na koniec chciałem powiedzieć, że motywem do napisania tego cyklu było to, że z dzisiejszej perspektywy widzę, iż sam przez wiele lat szarpałem pozornie zamknięte drzwi podczas gdy życie pokazało, że otwierają się one do środka, zaś gdyby ktoś uświadomił by mnie że można inaczej, zaoszczędził bym wiele pracy. Cóż, człowiek uczy się na błędach.

Gorąco dziękuję wszystkim, którzy stracili dużą część swego życia na czytaniu moich postów o zielsku i piłach. I życzę Wam wszystkim: do zobaczenia gdzieś na wąskim, ale, oczywiście, szeroko (niczym na normalnym) wykoszonym torze!

(https://c2.staticflickr.com/2/1650/25735648635_e6a2275a13_b.jpg)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Vincent on 14 Marzec 2016, 09:40:27
Metoda przedstawiona przez Kolegę sprawdzona w praktyce więc dyskutować ciężko - osobiście uważam ją w obecnej sytuacji geopolitycznej za jedyną słuszną do czasu powrotu starej dobrej chemii doglebowej.
Jedyny problem z wprowadzeniem tego w życie to ...życie. Zachowanie wysokiej organizacji pracy i systematyczności będzie trudne na większości kolei, a wręcz niemożliwe, gdyż zrywy wolontariackie cechuje spontaniczność, entuzjazm (gasnący w miarę upływu godzin przy krzakobraniu), i praktycznie brak organizacji i dyscypliny (czytaj "zrobię albo nie zrobię, nikt mi nie może kazać bo pójdę do domu").
Reasumując - przyjemnie mądrego praktyka posłuchać :-). Bo "mądrych" teorii to chyba każdy się już nasłuchał.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 17 Kwiecień 2016, 14:58:11
Wiosna przyszła do nas z dala.
Chwast na torze zap... rośnie szybko.


Tak w skrócie można określić to, co się dzieje zazwyczaj w drugiej połowie kwietnia na terenie kolejowym każdej wąskotorówki. Skoro zatem nadeszła pora na szykowanie oręża dla zwalczania chwasta, pomyślałem że napiszę kilka dodatkowych słów zarówno o chemii jak i o sprzęcie.

81. Gawęda infrastrukturalna, czyli test herbicydów doglebowych 2016.

Jak kiedyś już było to na tym zacnym opisywane, obecnie na potrzeby walki z zielskiem na torach mamy do dyspozycji prawie wyłącznie herbicydy nalistne. Co to oznacza?
Po pierwsze: żeby zadziałały należy najpierw pozwolić wyrosnąć roślinie,
po drugie: każda kropla która nie trafi na żywe zielsko tylko spadnie na ziemię jest stracona - nie zadziała.
O wiele lepsze były by substancje, które utrzymywałyby się w warstwie gleby i niszczyły kiełkujące badyle, lecz z różnych względów, o których będzie mowa później, bardzo trudno dziś zdobyć takie siuwaxy.

Chikara 25 WG

W roku 2015 testowany był na GrKD herbicyd doglebowy flazasulfuron – pochodna sulfonylomocznika o nazwie handlowej Chikara 25 WG. Swoją drogą to właśnie w podobnych związkach (np. tifensulfuronie czy metsulfuronie) upatruję ewentualną przyszłość walki z roślinnością na obszarach kolejowych, ale o tym napiszę za rok. Jak niektórzy pamiętają wyniki testu Chikary z 2015 r. trudno uznać za miarodajne w związku z suszą jaka panowała w sezonie wegetacyjnym, zatem aby móc odpowiedzieć na pytanie: czy ten sos jest skuteczny? znów dokonano naniesienia herbicydu na tor w pasie o szerokości 3,5m. Jednak teraz trochę zmieniono sposób aplikacji: mianowicie zastosowano właściwy dla preparatów doglebowych oprysk grubokroplisty, a dawkę standardową zwiększono o 1/3 do 265g/ha. Ogólnie na 15 km torów (5,25ha) zapodano 1400g Chikary rozrobionej w 950l H2O.
Aby mieć pogląd na to na co się prysnęło podaję niżej trochę ilustracji i kilka słów o formach życia na torze w chwili kładzenia herbicydu.

Poniżej: Dokładnie widać gdzie w zeszłym roku był aplikowane: wiosną flazasulfuron a jesienią MCPA i glifo.

(https://c2.staticflickr.com/2/1686/26454051276_38896b2cee_b.jpg)

Jednak obserwując teren dokładniej, widać że chwast zna twórczość Horacego – „nie wszystek umrę”.

(https://c2.staticflickr.com/2/1483/26413846101_9b75f4d3ac_b.jpg)

Oczywiście na pierwszym miejscu coś skrzypi.

(https://c2.staticflickr.com/2/1653/26207113460_4687cd5f1d_b.jpg)

Mamy też kiełkujący pochuj...

(https://c2.staticflickr.com/2/1703/25875095974_75173a8dac_b.jpg)

...końowalię trzepną...

(https://c2.staticflickr.com/2/1665/25875096464_42ce3e51b3_b.jpg)

...i niezapierdalajkę.

(https://c2.staticflickr.com/2/1545/26454052736_b961af2359_b.jpg)

Trudno jednak się dziwić – nawet producent Chikary nie twierdzi że nic nie wyrośnie przez rok. Zatem na te wschodzące zielsko zapodana została mikstura i teraz pozostaje czekać co będzie się działo.

Zeagran/Prewenter 340 SE

Dodatkowo rozpoczęto test terbutylazyny – kuzynki symazyny stosowanej niegdyś masowo na kolei a obecnie zakazanej przez Unię.

Dla tych którzy nie pamiętają o co chodziło kilka słów wyjaśnienia. Herbicydy triazynowe miały służyć zasadniczo do ochrony kukurydzy przed chwastem, jednak szybko okazało się że posiadają wspaniałe właściwości gdy trzeba pozbywać się zielonego także w innych przypadkach: działały nalistnie i doglebowo, zatem niszczyły i już rosnące, jak i kiełkujące chwasty, długo (atrazyna powyżej jednego, a symazyna trzech miesięcy) zalegały w glebie, a przede wszystkim miały wyjątkowo niską cenę. Przeto nie należy się dziwić iż zyskały ogromne zastosowanie pozarolnicze i były stosowane jako w niebie tak i na ziemi.
Nie wszystko jest jednak takie piękne. Do istotnych wad triazyn zaliczają się: podatność na wypłukiwanie ich z gleby powodująca poważne skażanie wód gruntowych i uodpornianie się na herbicyd zwalczanych gatunków, co z kolei powodowało że dopuszczalne dawki były indywidualnie przekraczane nawet kilkakrotnie, co znów dawało większe zasyfienie wód, lecz że ta chemia była tania, więc każdy miał to w głębokim poważaniu, znów sypał w baniak grubsze kreski, i tak w kółko Macieju.

Poniżej: Triazyny u część chwastów stymulują wzmacnianie odporności na truciznę.

(https://c2.staticflickr.com/2/1682/25877128963_387a740681_b.jpg)

W końcu się ekologi wściekły i zakazano triazyn bodajże w 2007. Jednak powstał problem: czym jednak qqrydzę chronić, wszak trzeba to robić?
Dopuszczono zatem nowy preparat triazynowy – terbutylazynę, dodatkowo ograniczając zawartość składnika aktywnego do 250g/l. Cenę również ustalono na poziomie zaporowym - zniechęcającym do chlapania na prawo i lewo zawiesiną, ale skoro Gmina Piaseczno wyraziła chęć sponsorowania doświadczenia, zaś inżynier-doradca gwarantował skuteczność, nie pozostało nic innego jak wypróbować na GrKD czy ten sos będzie dawał długotrwały efekt zahamowania wyrastania zielska jak to onegdaj symazyna czyniła.

Aby mieć porównanie naniesiono towares na prawe (i sprawiedliwe) pobocze linii kolejowej na długości całkowitej 12 km. Lewa strona pozostała niespryskana triazyną celem kontroli. Użyto produktu o nazwach handlowych Zeagran/Prewenter 340 SE - podaje dwie nazwy, bo na baniakach z przodu były naklejki z jedną, a z tyłu drugą.  Dawka została po kolejowemu wzmocniona i wyniosła 3 i 1/3 stężania rolniczego, czyli 6,67l/ha. Oprysk wykonano, podobnie jak przy Chikarze, grubą kroplą kładzioną na chwasty w początkowej fazie wzrostu. Teraz znów trzeba będzie poczekać do jesieni na rezultaty o których poinformuję.

(https://c2.staticflickr.com/2/1568/26454050716_0d31e641db_b.jpg)

W następnym odcinku gawędy opryskliwej opowiem o małym, niepozornym i często pomijanym elemencie, ale niesamowicie ważnym, gdy chce się zabiegi chemicznego zwalczania roślinności wykonywać sprawnie, skutecznie i bezpiecznie. Będzie to opowieść o rozpylaczach zwanych dyszami.

Wszystkich, którzy się odważyli doczytać do końca serdecznie pozdrawiam!


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Harry Potter on 17 Kwiecień 2016, 16:19:14
Dałem radę ;D ;D ;D także pozdrawiam :) :) :)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Piottr_tt on 17 Kwiecień 2016, 19:59:46
Herbicydowe gawędy Kucyka czytam zawsze z ogromną przyjemnością. Może by warto to jako książkę poskładać?
Albo choćby artykuł do Rynku Kolejowego?


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: E583.002 on 17 Kwiecień 2016, 22:05:56
Jako społeczny i samozwańczy ambasador Kucyka z zaniepokojeniem czytam o propozycji pisaniu w kolejowym "Fakcie" tudzież "Super Ekspresie bo taki poziom ostatnio prezentuje "RK" :)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Mamut on 18 Kwiecień 2016, 09:36:42
Cytat: Kucyk
Słowo o owym pomocniku – bez odbierania wiechci nie ma możliwości prowadzenia prac, to tylko na reklamach pilarz sam wycina hektary młodych osik, w rzeczywistości jak się tnie robinie, ałycze czy tarniny cały czas ktoś musi materiał usuwać z pola pracy. Często operator stara się odepchnąć splątane gałęzie pracującym narzędziem, co przy dużej długości sztycy powoduje niekontrolowane zamachy wirującego ostrza i trącenie pomagiera jest murowane.

Na początku chciałbym wszystkich serdecznie przywitać z racji, że to mój pierwszy post.

Z zaciekawieniem śledzę całą historię Kucykowej krucjaty przeciw wegeteroryzmowi i jestem pod wrażeniem profesjonalnego podejścia. W jednym się tylko nie zgodzę: nie tylko w reklamie pilarz sam radzi sobie z wyrośniętymi osikami i resztą napierającego badziewia. Pracowałem przez rok w Szwecji jako pilarz i naszym głównym narzędziem pracy była właśnie wykaszarka z tarczą tnącą. Odpowiednie operowanie tym sprzętem gwarantuje wysoką wydajność i nie wymaga pomocy dodatkowych osób do odgarniania padłych drzewek, ale wymaga to sporej wprawy i umiejętności, co przy pracy po 6 dni w tygodniu po 10h dziennie osiąga się w okolicy końca pierwszego kwartału. I tu Kucyk ma rację, że potrzebny jest sprzęt idiotoodporny, nie wymagający myślenia ani specjalnych umiejętności. Piszę to tylko w ramach dygresji, że jednak da się a Szwecja przypomina bardziej Tatry niż Mazowsze i bez odpowiednich umiejętności można tylko usiąść i płakać.

Pozdrawiam.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 23 Kwiecień 2016, 11:24:59
Dwa dni temu Prince wyciągnął kopyta i pewnie już diabli na widłach transportują jego duszę, zatem dziś krótko o dyszach.

82. Gawęda infrastrukturalna, czyli o rozpylaczach słów parę.

Do nanoszenia chemii stosujemy najczęściej dysze o strumieniu płaskim, które tworzą mniej mgły i dają równomierne pokrycie powierzchni, jednak leją prawie wyłącznie centralnie z góry, zatem w przypadku gęstego zielska nie zwilżają dokładnie roślin przez co skuteczność zabiegu jest mniejsza.

Dysze do zadań specjalnych.

Do mocno zarośniętych np. udrażnianych szlaków, do zwalczania wysokich i gęstych chwastów za pomocą środków nalistnych można stosować opisane w tym wątku (http://750mm.pl/index.php?topic=2486.msg30578#msg30578) rozpylacze stożkowe.
Mają one tę zaletę że dają napylenie w każdym kierunku w stosunku do jazdy uderzając cieczą zarówno pionowo z góry jak i pod kątem, zwilżając ze wszystkich stron nawet najbardziej trudne i zawiłe rośliny. Wadą tych opryskiwaczy jest duże tworzenie mgły która znosi nasz cenny towar.

(http://farm3.static.flickr.com/2462/3877897195_5c7f716fc8_b.jpg)

Dodam, że obecnie coraz bardziej popularne stają się dysze dwustrumieniowe łączące dobre cechy obu rozpylaczy, czyli produkujące mało aerozolu i zlewające zielicho z każdej strony, ale o nich może kiedy indziej.

Typowe dysze do herbicydów.

Każda dysza ma określoną wydajność, którą, niezależnie od konstrukcji, określa kolor. Wydajność jest to ilość wody która przy danym ciśnieniu wychodzi przez rozpylacz.

(http://c2.staticflickr.com/2/1524/26419402921_171691b179_b.jpg)

Na zdjęciu widać najpopularniejsze dysze nr 02, 03 i 04. Co do numerów to warto zapamiętać że podają one ilość wody wypływającej przy takim samym ciśnieniu z każdej z dysz, a mianowicie 04 leje dwa razy więcej od 02, zaś wydatek dyszy 03 jest pośredni między 02 i 04 (150% dyszy 02).

(http://c2.staticflickr.com/2/1558/26393214382_9931064d30_b.jpg)

Dysze zwykłe dzielą się na standardowe (oznaczenie RS) i antyznoszeniowe (AZ). Różnią się one grubością wytwarzanych kropli: RS daje drobniejszą mgiełkę, która wprawdzie lepiej maluje zielsko, ale wiatr ją łatwiej zdmuchuje na bok. Przeciwdryfowe dają ciut grubsze rozpylenie.
Oznaczenia mogą być różne u poszczególnych producentów, ale zwróćcie uwagę na pewien istotny szczegół. Niby od przodu końcówki niczym się nie różnią, ale wystarczy obrócić je i widać od razu że te pierwsze nie mają kryzy obniżającej ciśnienie.

(http://c2.staticflickr.com/2/1673/25882690173_fba4053d85_b.jpg)

Teraz ważna uwaga – pomimo zewnętrznego podobieństwa, jeśli ktoś by chciał wyjąć tą zwężkę z dyszy AZ, aby „otrzymać” dyszę standard, lub wsadzić kryzę do RS aby mieć antydryf to niech się nie zdziwi że rozpylacz pryska źle.

Dysze standardowe teoretycznie powinny być używane gdy wiatr wieje z prędkością do 3m/s (10km/h) czyli właściwie gdy nie ma wiatru, zaś antyznoszeniowe przy podmuchach do 5m/s (18km/h). Piszę teoretycznie, gdyż w praktyce pomimo znacznie mniejszej tendencji dysz AZ do znoszenia zdmuchiwanie mgły, czyli strata towaru, następuje nawet przy słabym wietrze.

Kolejna uwaga – w dobrze dysz należy uwzględniać nie tylko prędkość ruchu powietrza wywołaną wiatrem, ale również będącą skutkiem ruchu drezyny. Jeśli zastosujemy dysze RS i będziemy jechać z opryskiem 15km/h to nie należy się dziwić że za pojazdem kłębić będzie się tuman oparów.

Ceny dysz zwykłych w gieesie to ok. 2 zł/szt., AZ – 2,5zł.

Istnieje jeszcze jeden rodzaj dysz o strumieniu płaskim, które polecam jak bardzo właściwe do zwalczania chwastów na torach. Są to dysze eżektorowe EŻK.

(http://c2.staticflickr.com/2/1711/26419401681_d956241ca1_b.jpg)

Mają one specjalną konstrukcję, którą widać po rozebraniu - w środku rozpylacza dodany jest taki fiflak napowietrzający strumień przez co drobniejsze krople cieczy zlepiają się ze sobą eliminując występowanie niekorzystnego aerozolu.
Dysze te można stosować do prędkości wiatru 8m/s (30km/h) co jest już bardzo dobrym parametrem.
Ze względu na dość grubą kroplę która uderza z dużą siłą szczególnie dobre są one do zabiegów herbicydami doglebowymi ale i nalistne sosy też można nimi rozpylać.

Jedna dysza EŻK kosztuje ok. 9zł.

Podsumowując - osobiście uważam, że profesjonalista narzędzia dobiera dokładnie i indywidualnie pod kątem zadania które ma wykonywać, zatem na wyposażeniu każdego opryskatora powinny znaleźć się:
- zestaw dysz antyznoszeniowych do aplikacji herbicydów nalistnych w warunkach dobrej, bezwietrznej pogody;
- zestaw dysz eżektorowych do pryskania doglebówkami i w sytuacji gdy wieje, a jednak trzeba działać.

W następnym odcinku opowiadań o morderstwach zielnych omówiony zostanie trzeci, równie ważny (jak chemia i sprzęt rozpylający) element eksterminacyjnej układanki jakim jest... woda.

Żegnam opryskliwie. (http://smileys.on-my-web.com/repository/Nature/garden-013.gif)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: E583.002 on 27 Kwiecień 2016, 20:03:56
Panowie niewiele brakowało, a do odchwaszczania szlaku pozostały by nam sprytne ukraińskie ręce do pracy po 10 zł/h. No ale jakoś się udało:

http://www.agropolska.pl/aktualnosci/europa/zgoda-na-herbicydy-z-glifosatem,498.html (http://www.agropolska.pl/aktualnosci/europa/zgoda-na-herbicydy-z-glifosatem,498.html)

Ja postaram się niedługo przybliżyć jak onegdaj na PKP pryskano, i dlaczego niektóre linie zarastają dopiero teraz po 10-20 latach :)



Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 02 Maj 2016, 21:09:16
Dziś będzie ostatnia część gawędy łopryskliwej, ale najpierw listy od Czytelników:

Czy wytępienie roślinności było raczej wieloletnią akcją czy jednorazowym rewolucyjnym zrywem?
Zwalczenie zdrewniałej roślinności na GrKD było jednorazowym rewolucyjnym, skoncentrwanym zrywem poprzedzonym wieloma próbami, które miały miejsce na przestrzeni ponad 10-iu lat i na ich podstawie (czytaj: na podstawie analizy popełnionych błędów) podjęto się znalezienia najoptymalniejszej drogi głównie poprzez eliminowanie słowa „JAKOŚ” na rzecz „JAKOŚĆ”.
Była to ponadto praca u podstaw, jeśli chodzi o ukształtowanie przyzwyczajeń załogi, aby wszelkie zadania wykonywała od początku do końca bez stosowania półśrodków i odkładania nawet drobnych czynności „na jutro”.
Oczywiście teraz problemem będzie utrzymanie standardu, czyli systematyczne koszenie tych 17ha.

Opisane metody wycinania krzaków wymagają odpowiednich ludzi zaś wolontariackie „zrobię, albo nie zrobię, nikt mi nie może kazać, bo pójdę do domu” nie pozwalają na taką organizację pracy.
Cóż, o tym można było by pisać równie dużo, co o samym odkrzaczaniu, ale w skrócie powiem, że moim zdaniem w każdej działalności zespołowej potrzebny jest dowódca. Ale rzeczywiście dobry dowódca, czyli taki, którego komenda do ataku brzmi „żołnierze za mną!”, a nie „żołnierze naprzód!”.

Jakie wyniki dało zastosowanie terbutylazyny i czy warto ją zaaplikować na tory?
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie przed końcem roku, gdyż eksperyment dopiero się rozpoczął. Wprawdzie dwuliścienne mocno zwiędły po oprysku, ale może to być działanie bromoksynilu zawartego w Zeagranie. Takie podsuszenie chwastów z powodzeniem można uzyskać o wiele tańszym MCPA który działa jednorazowo, zaś doświadczenie ma na celu sprawdzenie długotrwałości działania triazyny i jej opłacalności stosowania, więc bez długotrwałej obserwacji się nie obejdzie.

Dobra, czas na zasadniczy temat, ale najpierw krótkie podsumowanie dwóch poprzednich artykułów.

Herbicydy, pod względem pobierania przez roślinę, dzielą się na:

- nalistne, które jeśli nie trafią na zieloną część rośliny tylko np. na ziemię to nie zadziałają, bo tylko przez liście są wchłaniane. Ich zaletą jest dostępność i niska cena. Wadą - że działają tylko na roślinę na którą spadną, zatem nie dość że trzeba czekać aż flora nam na torze wyrośnie, to jeszcze padną tylko te zielska które rosły w chwili oprysku o ile zostaną odpowiednio sosem zwilżone.
Do nich należą najczęściej stosowane na kolejach: glifosat, MCPA, 2,4-D i podobne.

- doglebowe, które roślina zaciąga przez korzenie, ale jak padną na liście to też zostaną pobrane. Niestety są drogie. Charakteryzują się one znienawidzonym przez ekologów, ale kolejowo-cennym długotrwałym działaniem i zapobiegają wyrastaniu chwastów.
Do nich należą np. triazyny czy pochodne sulfonylomocznika.

Jak wynika z powyższego pierwsza grupa wymaga od aparatury rozpylającej, aby jak najwięcej towaru zwilżyło liście, a najmniej dotarło do ziemi, zaś druga wręcz odwrotnie.
Sosy nalistne muszą być dawkowane tak, aby jak najdokładniej pokrywać wszystkie chwasty – i małe na dole, i duże na górze, czyli najlepiej powinny być podane drobną kropelką w solidnej ilości, ale jednocześnie w nie za dużej, by mix nie ściekał na glebę, bo odczynniki (patrz wyżej) zostaną stracone.

Z doglebówkami problemu nie ma – tam, aby jak najwięcej zatruć ziemię, lejemy szczodrze grubą kroplą, tyle ile gleba przyjmie, bo co na chwast kapnie to go spali od zewnątrz, a co skapnie zeń na ziemię to go strawi od wewnątrz.
Tak na marginesie, z czasów gdy stosowano herbicydy doglebowe: chloran wapnia czy symazynę, pozostała zwyczajowa nazwa wagonów odchwaszczających – „polewaczki”, gdyż wtedy roztworem chwastobójczym po prostu zraszano tory za pomocą końcówek z konewkowymi sitkami. Inna sprawa że też nie żałowano towaru – zalecana dawka np. symazyny wynosiła 20kg/ha!

Niezależnie od rodzaju aplikacji, wszystkie jednak herbicydy muszą zostać zmieszane z pewnym niezastąpionym składnikiem.

83. Gawęda infrastrukturalna. Trzeci, niezastąpiony środek: Oksydan 100 SL.

Oksydan dostępny w handlu to niemal czysty (stąd liczba procentów 100) monotlenek diwodoru (dihydrogen monoxide) czasem nazywany skrótowo tlenkiem wodoru.

Poniżej: pobieranie do zbiornika opryskiwacza monotlenku diwodoru z hydrantowej sieci gminnej.

(https://c2.staticflickr.com/2/1484/26681765302_7e5eb32e31_b.jpg)

He, he, co takie oczy robicie!? Tak, ten dihydrogen monoxide zwany też oksydanem to nic innego jak „naukowa” nazwa zwykłej wody! Warto zapamiętać, że jest ona jedynie nośnikiem gdyż sama nie bierze udziału w reakcjach w roślinie zaś, podobnie jak rozpuszczalnik w farbie, po rozpryśnięciu bardzo szybko odparowuje pozostawiając właściwą chemię na powierzchni na którą upadła – ale tu wciąż zwracam uwagę, że ta powierzchnia musi być właściwą.

Onme trinum perfectum.

Aby idealnie wykonać zabieg odchwaszczania należy połączyć właściwie dobrane TRZY rzeczy: właściwy herbicyd, właściwą dyszę i właściwą ilość wody.

Ale jak dobrać ilość wody? Jest to dość proste działanie, a jednocześnie bez tego nie będziemy w stanie najlepiej wykorzystać siły chemii.
Otóż właściwa dawka cieczy roboczej w przypadku herbicydów nalistnych i standardowego zachwaszczenia torów (po kolana) powinna wynosić ok. 200l/ha z tolerancją +/- 10%.

Dlaczego 200? Bo tak producent zaleca i z praktyki wynika. Jak już kilkukrotnie sygnalizowałem, gdy rozpylonego towaru będzie za mało, choć roztwór jest wtedy bardziej „stężony”, to nie zwilży on dokładnie roślin.
Jak dawka będzie większa, to roztwór skapnie w dużej części na ziemię.

Ostrzegam - teraz będzie nudna, matematyczno-hydrauliczna część!

To, co poniżej będzie opisywane z pozoru wygląda groźnie, ale zaręczam – dla kogoś kto posiada podstawowe umiejętności wykonywania jeszcze podstawowszych działań matematycznych nie sprawi problemu, oprócz tego wystarczy kalibrację opryskatora zrobić raz, i jeśli nie zmieni się ilości dysz w belce, pompy, bądź prędkości pryskania, to te obliczenia będą właściwe dla każdego kolejnego zabiegu.

Pierwszą sprawą jest ustalenie prędkości oprysku. Tu uwaga - wskazane jest aby było to nie więcej niż 10km/h. Taką prędkość uzyskuje Wmc/d na nieco podwyższonych obrotach biegu jałowego na pierwszym biegu przy skrzyni trójce, bądź na drugim w czwórce. Obroty podwyższamy śrubą na gaźniku/pompie wtryskowej przed zabiegiem i po pryskaniu wracamy do ustawień standardowych. Muszą być one tak na stałe zablokowane, gdyż dążymy do stanu, aby opryskator poruszał się równomiernie czego nie będziemy mogli osiągnąć operując gejem gazu.

Tutaj kolejna rada – nie spieszmy się – można podkręcić prędkość do 15km/h, ale zaręczam: poświęcanie większej ilości czasu zrównoważą rezultaty, czyli lepsze zamieranie zielska. Z resztą czas samego oprysku w porównaniu do godzin przygotowywania sprzętu i jego rozbiórki po zabiegu jest mało istotny. Poza tym im większa prędkość, tym trudniej o równomierne nanoszenie.

Po ustawieniu silnika pojazdu tak, by równo i stabilnie jechał, należy zmierzyć prędkość ruchu za pomocą GPS bądź przez pomiar czasu przejazdu odcinka długości 1km.

Liczymy czas oprysku: załóżmy, że wyszło nam iż pojazd porusza się z V=10km/h a mamy 15km trasy (z uwzględnieniem torów bocznych), zatem czas opryskiwania wyniesie 15km / 10km/h = 1,5h. Mowa tu oczywiście o czasie działania rozpylaczy, a nie o całkowitym czasie operacji.

Teraz powierzchnia oprysku: załóżmy szerokości opryskiwania 3,5m. Nie jest to szerokość belki, ale powierzchni pokrywanej roztworem. Zatem mnożymy dziesiątki kilometrów długości trasy razy szerokość oprysku w metrach i mamy 1,5 X 3,5 = 5,25ha.

Potrzebna ilość roztworu: mając powyższe dane do opryskania potrzeba teoretycznie 5,25ha X 200l/ha = 1050l cieczy roboczej.
No i niby mamy problem – w „mauzerze”, z którego robi się zazwyczaj oprysk mieści się 1000l, ale przecież jeszcze nie skończyliśmy kalibracji, więc może sam się rozwiąże.

Jeszcze szybkie obliczenie zużycia godzinnego roztworu: 1050l/godz. / 1,5godz. = 700l/godz.

Teraz sprawdzamy nasz układ pompa-belka - do zbadania jego wydajnści niezbędny jest wodomierz.
Co to za spojrzenie? Że niby nie ma na to pieniędzy? Regenerowany licznik ¾” nabyć za całe 30 zł, do tego jakieś złączki - razem 50 zł.
Wodomiar montujemy na zasilaniu belki, a gdy nie ma takiej możliwości – na końcu węża do nalewania wody.
Na belce, do przepłukanych korpusów przykręcamy oczyszczone i sprawdzone dysze, po czym puszczamy na próbę pompę opryskiwacza obserwując wszystkie dysze czy równo leją bez deformacji strumieni świadczących o zanieczyszczeniu.
Teraz potrzebny nam będzie minutnik. Nastawiamy go na 5 minut, notujemy stan wodomierza i uruchamiamy całość. Po upływie czasu zamykamy dopływ wody i odczytujemy jej zużycie. Jeśli nie mamy możliwości założyć licznika na zasileniu belki, to napełniamy zbiornik wodą, robimy test 5 minut i dolewamy przez liczydło wody dokładnie do poprzedniego poziomu.

Załóżmy, że wyszło nam, iż na testowanych dyszach w przeciągu 5 minut belka leje 42l, zatem liczymy:
42l X 12 (bo tyle okresów pięciominutowych w godzinie) = 504l/godz., czyli mało, gdyż potrzeba 700.

Gdyby była szansa na zwiększenie ciśnienia, to nie było by problemu, lecz zazwyczaj opryskiwacze kolejowe nie mają takiej możliwości. Pozostaje wymiana dysz na większe.

Gdy można zmierzyć ciśnienie cieczy przy dyszach, znacznie ułatwi to dobór rozpylaczy – można skorzystać z tabeli (http://www.mmat.pl/images/rozpylacze/mmat_wydatki.jpg?757e0a64731b586cc0e87ca63efc6375=1d5bf88386e41720be66f40f8f7d9423), jednak najczęściej nie znamy dokładnej wartości i musimy postąpić inaczej.

Powiedzmy, że mieliśmy pierwotnie założone dysze niebieskie nr 03, a pamiętajmy, że:
- dysze tego samego koloru, bez względu na konstrukcję czy przeznaczenie, o ile nie są uszkodzone, mają ten sam wydatek;
- numer dyszy jest wprost proporcjonalny do wydatku.

No to policzmy, co się stanie gdy założymy dysze 04:
(Ilość wody ze sprawdzanej dyszy / numer sprawdzanej dyszy) X numer dyszy którą chcemy założyć = Ilość wody na nowych dyszach.
(504 / 3) X 4 = 672l/godz.
Ten wynik mieści się w granicach 10% tolerancji do założonych 700l/godz. i nie ma co dalej kombinować.

Teraz sprawdzamy czy nam starczy cieczy: 672l/godz. X 1,5godz. = 1008l
Czyli prawie starczy, ale nie ma się co przejmować ewentualnym niedoborem tych 8 litrów zaraz opowiem jak się zabezpieczyć.
Po zabudowaniu nowych dysz znów przeprowadzamy pomiar wodomierzem najlepiej dwukrotnie celem weryfikacji dokładności.

W zależności od ustawienia drezyny, wszak pryskać można jedynie jadąc kabiną naprzód, zabieg będziemy wykonywać „od” bądź „do” punktu początkowego kolei, i chodzi nam o to, aby jeśli ma zbraknąć sosiwa, to niech stanie się koło stacji stanowiącej zaplecze, a nie na samym końcu szlaku.

Jeśli zatem odchwaszczanie wykonujemy od najdalszego punktu linii, to nie ma kłopotu – jedziemy ku lokomotywowni i jak ma zbraknąć, to opryskiwacz zdechnie niedaleko przed nią.
Natomiast jak odchwaszczamy od bazy do końca, to przynajmniej za pierwszym razem należy pojechać luzem ze dwa kilometry do jakiegoś punktu charakterystycznego np. przejazdu i stamtąd zacząć zabieg. Wtedy ten początkowy odcinek dopryska się na fajrant ewentualnie dorabiając sosu gdyby był go mało.

Pamiętajmy: robienie cieczy roboczej w nadmiarze to marnotrawienie pieniędzy. W szczególności, gdy się leje 2 razy więcej wody by było „na zapas” – wtedy wychodzą siuśki, a nie trucizna na chwasty.

Jeszcze jeden akapit o ustawieniu dysz w belce i już koniec będzie.

Aby uzyskać równe pokrycie dysze rozpylające płasko o kącie strumienia 110* należy konstruując chwast-niszczyciela rozstawiać na belce dokładnie co 50cm, zaś wysokość rozpylaczy od ziemi powinna wynosić ok. 50cm, akurat tyle uzyskuje się doczepiając belkę pod podłużnicami typowej, koronowskiej WWM5. Ponadto dysze warto lekko skręcić w jedną stronę o niewielki kąt, aby szczeliny nie leżały w jednej linii, co zapobiegnie zderzaniu się nachodzących strumieni i wytrącaniu dużych kropel.

To było by na tyle w temacie jak moim zdaniem możliwie najlepiej wykonywać opryski. Teraz czas wrócić do rzeczywistości – wszak w niej
zachwaszczony szlak
każdy spryska tak:
lepiej lub gorzej
tak, jak może
i tym, czym może.

(https://c2.staticflickr.com/2/1465/26502830580_a1535b7fe4_b.jpg)

Dziękuję za czas poświęcony na lekturę – choć wątpię czy ktokolwiek, poza autorem, doczytał do tego momentu.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: andrzej2110 on 02 Maj 2016, 23:37:23
Co do wody to spodziewałem się ze napiszesz o pewnej rzeczy ale widzę ze tego nie stosujecie. Woda do oprysku nie powinna być prosto z wodociągu. Woda powinna odstać co najmniej 24 godziny oraz się ogrzać. Jak woda się odstoi to nie bierzemy wszystkiej wody tylko zostawiamy "dolną warstwę". Wy możecie nalać baniaka wcześniej i na drugi dzień upuścić wody zaworem w zbiorniku tak aby osad zleciał.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 04 Maj 2016, 21:11:35
Na poprzedniej stronie namawiałem do spalania krzaków we wale. Niektórzy Czytelnicy nie podzielali jednak mojego entuzjazmu do tej drogi anihilacji argumentując to w sposób różny, ale zasadniczo zmierzający do tego, że walenie nie jest to opłacalną metodą. W ramach kontry chcę pokazać dzisiejszy wyczyn Kolegi Marcina.

Drogowcy przez grudzień, styczeń, luty i marzec zwozili gałęzie i krzaczory cięte tu i tam w ramach kończenia akcji estetyzacji GrKD. Materiał drzewny zatem miał czas na przeschnięcie, co ważnym czynnikiem jest. Z tych charmęzi powstał wał o długości dokładnie 45m, wysokości średniej 2 i szerokości ok. 2,5m. W sumie ponad 200 metrów przestrzennych zarośli. Tak - nie 20, ale DWIEŚCIE!

Na miejsce zwalenia udał się dziś Kolega Marcin. Tuż przed godziną 10 pod krzakami podniecił podpałkę w postaci tłustych szmat. Minęły dwa kwadranse i wał (w prawdzie podpalony z obu stron) puszczał się z dymem jak trzeba.

(https://c2.staticflickr.com/8/7546/26817694625_f78619b0d6_b.jpg)

Już czuję jak ktoś kręci nosem że "taka tam mała kupka się pali" - to jedynie złudzenie wywołane odległością z jakiej zostało zrobione zdjęcie. Dajcie chwilę - minęło 3 i pół godziny po których to samo miejsce pozostało pokryte jedynie białymi śladami po tym co się wydażyło. Nawet zagrabiać nie trzeba:

(https://c2.staticflickr.com/8/7250/26213295633_ecf6b0a984_b.jpg)

Tak samo jak do walenia, gorąco zachęcam was do bicia. Rekordów.
Panowie: jeden człowiek, 200 kubików badyli, 210 minut. Parafrazując Wincentego Pstrowskiego rzucam wyzwanie: "Kto zjara więcej niż Marcin?".


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: AXEL on 05 Maj 2016, 08:40:57
Można i tak opryskiwać ...

(https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/12106867_615175071963270_2787250791503274089_n.jpg?oh=5a1ec83b9d767fc48fa320fa1067c800&oe=57B67279)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: gajos on 19 Maj 2016, 00:21:52
To temat o odchwaszczaniu a nie toromierzach!


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Dariusz on 30 Czerwiec 2016, 09:52:21
Komisja Europejska podjęła decyzję o przedłużeniu zgody na stosowanie glifosatu
http://tvn24bis.pl/prawo,82/ke-przedluza-zgode-na-stosowanie-glifosatu-do-2017-roku,657208.html (http://tvn24bis.pl/prawo,82/ke-przedluza-zgode-na-stosowanie-glifosatu-do-2017-roku,657208.html)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 13 Lipiec 2016, 09:16:49
Cytując Rynek Kolejowy (http://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/koniec-bezwzglednej-wycinki-drzew-przy-torach-77314.html):

Cytuj
Sejm przyjął poprawkę stanowiącą, że "w przypadkach szczególnie uzasadnionych dopuszcza się odstępstwo od odległości i warunków dopuszczających usytuowanie drzew i krzewów określonych w przepisach". Jak zaznacza ustawodawca, odstępstwo nie może powodować zagrożenia bezpieczeństwa ruchu kolejowego, ani zakłócać działania urządzeń służących do prowadzenia tego ruchu. Zgody na odstępstwo będzie udzielać starosta w drodze postanowienia, po uzgodnieniu właściwego zarządcy, mając na uwadze bezpieczeństwo ruchu kolejowego.

Dla niewtajemniczonych: do tej pory przepisy nakazywały bezwzględne wycięcie wszystkich drzew i krzewów w pasie po 15 metrów z każdej strony linii mierząc od osi skrajnego toru. Niby fajnie, bo kto by nie chciał mieć bezdrzewnego terenu kolejowego albo możliwości złośliwej zemsty na bliźnim mającym drzewa na sąsiedniej posesji, ale niestety - aby coś grubszego uchlastać trzeba było uzyskać decyzję pozwolenia na wycinkę każdego drzewa, co wiązało się z masą papierologii. Na gruntach prywatnych ten przepis był w ogóle martwy, bo praktycznie nie ma możliwości nakazać komuś ciapnięcia drzewa a wtargnięcie w ramach akcji estetyzacyjnej na czyjś teren, (choć się je stosowało) mogło skutkować awanturą.
Poza tym czasem się zdarzało że wycięcie było by bez sensu, bo drzewko w żaden sposób nie oddziaływało na linię - powiedzcie jak rosnąca z dala od przejazdu, 12m od toru trzymetrowa jabłonka może zagrażać? No chyba że owoce jej się podda fermentacji, a następnie destylacji i wprowadzi do organizmu... Obecnie nastąpiła dobra zmiana i w sytuacji gdy UTK będzie się nas czepiało ze coś za blisko rośnie, to możemy stwierdzić, jako zarządca, że nam to w żaden sposób nie przeszkadza.

Dla tych co się tą powyższą wiadomością zasmucili, że tradycyjnej, staropolskiej, bezinteresownej krzywdy sąsiadom robić nie będą mogli i zginie duch w Narodzie, przypominam: art. 99 Kodeksu Wykroczeń wciąż stanowi:
§ 1. Kto niszczy lub uszkadza drogę publiczną lub drogę w strefie zamieszkania, przynależności lub urządzenia drogowe, usuwa lub niszczy zasłony odśnieżne, podlega karze grzywny albo karze nagany.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto przy zadrzewianiu lub zakrzewianiu albo przy prowadzeniu robót ziemnych nie zachowuje przepisowej odległości od linii kolejowych.

Czyli zawsze będzie pretekst by pod-e-bać. I tą dobrą wiadomością kończę pisanie w ten środowy poranek. (http://smileys.on-my-web.com/repository/Happy/happy-144.gif)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: aronek on 08 Sierpień 2016, 09:06:19
Cytuj
Na gruntach prywatnych ten przepis był w ogóle martwy, bo praktycznie nie ma możliwości nakazać komuś ciapnięcia drzewa a wtargnięcie w ramach akcji estetyzacyjnej na czyjś teren, (choć się je stosowało) mogło skutkować awanturą
A ponieważ muszę swoje 3 grosze wsadzić.... to po części masz rację, ale i nie masz.
W zasadzie jest to dosyć proste. ta sama droga,która obowiązuje w przypadku linii energetycznych: występujesz do odpowiedniego samorządu o zgodę na wycinkę, powołując się na przepis. Ponieważ przepis nie przewidywał żadnego trybu odstępstwa, tak jak z liniami energetycznymi. Właściciela terenu informujesz o decyzji i mając decyzję wchodzisz na teren, a w przypadku problemów wzywasz policję. Kończy się to awanturą.
Choć oczywiście w przypadku kolei turystycznych, osadzonych w lokalnej społeczności jest to działanie zupełnie bez sensu - robienie sobie wrogów. Ale w przypadku molochów jak zakłady energetyczne czy PLK, jest to zupełnie bez znaczenia. I wycinanie/przycinanie drzew na prywatnej posesji przez zakłady energetyczne jest powszechnie stosowane.

Oczywiście każdy kto budował domek, lub przynajmniej otarł się lekko o temat, wie że energetyka to państwo w państwie i to co "oni" mogą, niekoniecznie może jakaś tam kolejka ;)

A ja osobiście przyklaskuje złagodzeniu przepisów o których mowa wyżej :)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: maciej96 on 14 Październik 2016, 13:54:14
Jeśli temat był w tym wątku to przepraszam, jeśli nie to zapraszam do przejrzenia ciekawej prezentacji co nam Unia szykuje, a może lobbyści z zachodu.

http://www.inhort.pl/files/program_wieloletni/wykaz_publikacji/obszar1/Badania%20opryskiwaczy%20kolejowych.pdf (http://www.inhort.pl/files/program_wieloletni/wykaz_publikacji/obszar1/Badania%20opryskiwaczy%20kolejowych.pdf)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: WIĆUŚ on 14 Październik 2016, 15:03:04
Cytuj
968 km czynnych linii wąskotorowych

To ciekawe, bo nawet jeśli doliczymy tramwaje wąskotorowe to nadal brakuje nam kilkuset kilometrów.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Zgroza on 14 Październik 2016, 18:25:51
W źdródłach jest rok 2011 i materiały PKP. Czyli wiele linii "do odchwaszczenia" typu Tarczyn-Nowe Miasto na pewno w to się wlicza.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 15 Kwiecień 2017, 18:05:32
No i się tak jakoś świątecznie zrobiło jak stację w Mławie pozamiataliśmy, zatem proponuję w następnej kolejności odchwaścić szlak. Do tego przyda nam się nowa belka.

Pamiętacie moją starą belkę która niejednego chwasta wyrwała?

(https://c1.staticflickr.com/3/2908/33648857170_94e980fca9_o.jpg)

A pamiętacie jak 8 lat temu napisałem:
chciałem zrobić belkę na tyle uniwersalną, aby móc ją zamontować na innej derzynce, jeśli była by taka konieczność. Myślałem tu o pomocy np. bratniej Kolei Rogowskiej...
I w zeszłym roku słowo stało się ciałem – belka teraz hula na Rogowskiej KD dzielnie łamiąc i niszcząc co na drodze stanie.
Tutaj np. widać ją w drodze do pracy.

(https://c1.staticflickr.com/3/2887/33995386766_da438fe73f_o.jpg)

W związku z tym, postanowiłem wybudować nową maczugę, i tu okazało się że trochę świat się zmienił, a dokładniej technika poszła naprzód, ale o tym za chwilę, bo już właśnie na stół wjeżdża nowy profil zamknięty z którego zrobimy nowe belczysko!

Nie ma litości dla roślinności, czyli budujemy nowoczesny opryskiwacz – cz. 1.

Na składzie nabywamy profil 80X80X3mm o długości 315 cm. Koszt ok. 90 zł. Proszę zwrócić uwagę, iż poprzednia belka miała o wiele większy przekrój 100X100. Wiązało się to z wysokością starego typu korpusów rozpylaczy które, aby być schowanymi a zatem chronionymi przed uszkodzeniami, wymagały tak wielkiego kwadratu.
Obecnie standardowe rozpylacze mają wysokość mniejszą, że nawet w 70X70 się zmieszczą, ale że my znów chcemy mieć uniwersalną belkę do wszystkich końcówek rozpylających – zwłaszcza tych długich, zatem dajemy ten centymetr więcej.

1. Pierwszą czynnością będzie wymycie profilu za pomocą szmaty i benzynki atrakcyjnej lub rozpuszczalnika nitro. Chodzi tu o usunięcie czarnego tłustego syfu pozostałego po walcowaniu, który będzie nas paprał i utrudniał trasowanie. Dwukrotnie przemywamy dokładnie powierzchnie, na koniec nasączone benzyną szmaty przepychamy kijem przez wnętrze.

2. Sprawdzamy który koniec profilu jest przycięty równo, pod kątem prostym. Jeśli oba są krzywe, to jeden tniemy by wyrównać – tutaj niezbędny jest tzw. winkiel, czyli kątownik. Teraz od równego końca odmierzamy dokładnie 312cm.
- Dlaczego zatem od razu nie kupić belki długości 312? – pyta ktoś.
- A jaką mamy gwarancję że będzie równa i do tego panu diaxowemu nie chlaśnie się centymetr krócej?
Po to bierzemy lekki nadmiar, aby mieć z czego przyciąć, wszak łatwiej kijek pocienkować, niż go potem pogrubasić.

3. Kładziemy profil zgrzewem do góry – jest to taki świecący prążek idący wzdłuż po środku jednej ze ścian. Wyznaczamy środek belki na 156cm. Dla pewności odległość sprawdzamy czy jest identyczna z drugiej strony. Jeśli wszystko gra, to zaznaczamy też środek na przeciwległej ściance niż ta ze zgrzewem.

4. Od środka odmierzamy i zaznaczamy krechy co 50cm. Będzie ich razem ze środkową 7 - tyle ile dysz ma mieć agregat. Ostatnie powinny znaleźć się 6cm od krańców belki. Teraz na prawo i lewo od każdego znaku odmierzamy po 3,5cm i stawiamy prostopadłą do krawędzi belki kreskę – tu znów ukłon w stronę winkla.
Poniżej: widać idący w poprzek zgrzew, niebieskawą kreskę na którymś z 50cm, i dwie pionowe krechy odległe od niebieskiej o 3,5cm.

(https://c1.staticflickr.com/3/2831/33220551493_8cfbc51e4d_o.jpg)

Nie ma potrzeby rysowania kresek do cięcia wzdłuż, gdyż we właściwej odległości 35mm od środka zaczyna się wyoblenie rogu profilu – widać to zwłaszcza na górze zdjęcia.

5. W odległości 4 mm od narożników punktujemy i przewiercamy otworki wiertłem małym (3-4mm) a następnie 8mm. Jeśli ktoś chce użyć innej średnicy wiertła, to trzeba zapunktować w odległości połowy jego średnicy – np. dla fi 10 punkt musi być oddalony po 5mm od każdej krawędzi cięcia. Te wiercenia mają zadanie zapewnić estetykę, bo nigdy nie wiadomo kto belkę będzie oglądał, a przecież chcemy by nas traktowano jako profesjonalistów?

6. Teraz chlastamy diaksem po liniach za pomocą cienkiej tarczy do kwasówki. Tu moja rada – najlepsza do tego jest tarcza zużyta w 30%.

(https://c1.staticflickr.com/3/2927/34032979715_edcb9fbc0a_o.jpg)

7. Wróćmy jeszcze na końce belki. Tam, zanim wytniemy kwadraty, trzeba zrobić mały manewr. W odległości 1,5cm od krawędzi projektowanego okienka (czyli 1cm od końca) rysujemy krechę, i po lekkim ścięciu narożników zaginamy na równi z kreską za pomocą klucza szwedzkiego i młotka rant profilu do środka o kąt ok. 60* i rogi zaspawujemy.
Ma to znaczenie nie tylko estetyczne – znów uwaga o tym, że jesteśmy profesjonalistami – ale również wzmacnia najbardziej narażone na uszkodzenia końce.

(https://c1.staticflickr.com/3/2863/34032976195_303c7e5527_o.jpg)

Biada temu, kto wpadnie na pomysł aby zaślepić końce kawałkami blachy, bo potem będzie miał trudności aby zestaw dysz zasadzić. Tak samo próba wyginania rantów po wycięciu kwadratów spowoduje pogięcie pozostałej na końcu poprzeczki.

Poniżej: tak powinien wyglądać koniec końców.

(https://c2.staticflickr.com/4/3951/33666006980_caef349d30_o.jpg)

8. Jak już wycięliśmy kwadraty, a ich krawędzie zewnątrz i wewnątrz zostały dokładnie opiłowane, zaokrąglone i wygładzone – wszak będzie się tam łapy wkładało przy montażu i serwisie końcówek, zatem robimy to nie tylko dla perfekcyjności, ale dla własnego bezpieczeństwa – to czas wywiercić otworki co 50cm o średnicy 6mm po drugiej stronie. Do tego przyda się nam zaznaczony w p. 3 środek belki po stronie bez zgrzewu. Oczywiście, jako profesjonaliści, krawędzie otworków fazujemy delikatnie wiertłem 8-10mm.

(https://c2.staticflickr.com/4/3929/34032979485_978b196226_o.jpg)

9. Teraz czas na przyspawanie mocowań za pomocą których belka chwyci się ramy drezyny. Najpierw mierzymy ramę wuemcety. Szerokość rozstawu krawędzi ceowników ostoi dla toru 1000mm wynosi 145cm, dla 750 – 120cm.
Czyli dla metrówki stawiamy dwie krechy w odległości po 72,5cm od środka belki, a na 3/4m po 60cm.

Od jednej strony przyspawujemy taki stały haczyk który będzie obejmował profil:

(https://c1.staticflickr.com/3/2904/33992095136_b37c4f6f9e_o.jpg)

Po drugiej trzeba wstawić śrubę którą będziemy zaciskać montowaną belkę. Najlepiej wykonać otwór i po nagwintowaniu wprowadzić od środka śrubę.

(https://c1.staticflickr.com/3/2806/34032978785_7990afaec4_o.jpg)

Dwa skrzydełka są położone trochę „naprzód” tak, że nie dopuszczają aby gwint opierał się o ramę drezyny.
Odległość o której była mowa na początku punktu zawarta jest między wewnętrzną powierzchnią haczyka (tam gdzie spaw) a skrzydełkami. Należy ją tak dopasować przez ewentualne spiłowanie skrzydełek, aby belka sztywno siedziała na ramie, a nie latała jak uchodźca na polu minowym.

Na koniec wyginamy np. taki wygibas którym będzie się belkę do ramy dociskało. Może to być kawałek kątownika lub nawet przycięta duża (tzw. powiększona) podkładka.

(https://c1.staticflickr.com/3/2812/33992095346_90f846be97_o.jpg)


Belka jako konstrukcja nośna jest już gotowa. To tyle robót ślusarskich – w następnym odcinku zabawimy się w hydraulików.

No to wesołego lewego jajka!

(https://c1.staticflickr.com/3/2832/34052029065_036d85e498_o.jpg)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: lisiogonek on 16 Kwiecień 2017, 00:22:05
Piękna ślusarska robota!
Sroga ta belka - nie sądziłem że to aż taka solidna konstrukcja!
Nasza belka jest trochę inna. Jest znacznie lżejsza, łamana w połowie (mniej więcej w połowie - nie mam jej pod ręką) i ma zawór odcinający część dysz. Ponadto ma podstawę umożliwiającą montaż na dowolnym typie taboru i otwór umożliwiający przekładanie belki na lewą i prawą stronę - czyli oprysk prowadzimy w jedną stronę od osi toru np. lewą a z powrotem prawą stronę. Zawór odcinający umożliwia oprysk z miejscach gdzie wymagane  jest zwężenie strefy oprysku (np. na przepustach ). Reszta zbliżona do tego co opisuje Kucyk ;)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Ptr on 16 Kwiecień 2017, 00:40:25
otwór umożliwiający przekładanie belki na lewą i prawą stronę - czyli oprysk prowadzimy w jedną stronę od osi toru np. lewą a z powrotem prawą stronę.

Ale to powoduje że operacja oprysku trwa dwa razy dłużej chyba? U nas i tak na oprysk trzeba poświecić 1,5 dnia żeby cały szlak i wszystkie używane tory na stacjach zrobić. Z taką konstrukcją to już by trzeba robotę na dwa kolejne podejścia rozkładać...


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: lisiogonek on 16 Kwiecień 2017, 21:47:40
Raczej nie wydłuża...Po pierwsze oprysk prowadzimy w odcinkach - co jest zrozumiałe - dostosowanych do wielkości zbiorników :) Wtóre : jedziesz w jedną stronę do określonego miejsca w którym osiągasz mniej więcej połowę objętości (na zbiornikach są miarki umożliwiające dość dokładne zorientowanie się ile litrów jeszcze zostało) i zmieniasz kierunek jazdy :D Po paru latach wiemy ile to mniej więcej wychodzi na poszczególne odcinki . Nie dysponujemy zbiornikami które umożliwiałyby jednorazowe opryskanie szlaku :) i myślę że koledzy z Rogowa mają podobnie :D bo długość szlaku ma znaczenie w opryskach. Ważne u nas jest aby kontrolować szerokość - należy dbać aby niepotrzebnie nie truć przyrody. Ponadto łamane ramię umożliwia bardziej skuteczne opryski skarp i niektórych chwastów. Resztę opisał Kucyk - i nie ma sensu powtarzać się :D


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 17 Kwiecień 2017, 11:26:42
Panowie przedpiścy, zaświadczam, iż odchwaszczenie całego 50-cio kilometrowego szlaku Rogowskiej KD to jeden dzień oprysków podczas którego sos naniesiony zostanie na 180 tys. m2. Proszę jednak zwrócić uwagę na słowo „oprysków”. Znaczy na 8.00 rano ma być naszykowana sprawna, zatankowana i sprzątnięta drezyna na której są załadowane zbiorniki, chemia i narzędzia.
Chodzi o to aby w przeciągu godziny całość ulokować, umocować, zalać wodą, połączyć, rozmieszać i jechać na szlak. A nie zastanawiać się ziewając i drapiąc po pisankach (taka odrobina świątecznej atmosfery) gdzie 3,14erdolnęło się w zeszłym roku lancę, której dysze w tym roku są z pewnością zaropiałe bo nikt nie umył jej, i nikomu nie chciało się wcześniej pompy przynieść z magazynku, poza tym nikt nie wie gdzie… etc. – św. Katarzyno spraw, żeby tylko znów się na wolontariacie dyskusja nie skupiła!

Jeszcze kwestia kierunku zabiegu - ja twardo stoję na stanowisku że rozpylacze powinny siać mgłą za pojazdem, bo jednak te sulfonylomoczniki, MCPA, czy inne 2,4D to nie perfuma, ani mikroelementy dla naszych organizmów

Wracamy do meritum!

Dla rozluźnienia, na początek, coś takiego dam. Pamiętacie taką zabawę słowną z przedszkola:
- Powtarzaj szybko słowo „belki”…
No, dalej, Towarzysze, powtarzajcie! Heheheh… śmieszne, nie? Ale skoro już się powiedziało „ki-bel”, to czas powiedzieć też B. B - jak hydraulika.


Nie ma litości dla roślinności, czyli budujemy nowoczesny opryskiwacz – cz. 2.


Pamiętacie stare końcówki opryskiwacza?

(https://c1.staticflickr.com/3/2924/33648858250_df7fe175d3_o.jpg)

Teraz już się takich nie stosuje. Są lepsze!

(https://c2.staticflickr.com/4/3940/33189938764_b52c7340d8_o.jpg)

Powyższa rozbierana fotografia przedstawia standardowy pojedynczy opryskiwacz. Są jeszcze takie w których zabudowane mamy trzy różne dysze, i za pomocą przekręcenia głowicy zmieniamy rodzaj rozpylenia, ale według mnie to byłby przerost formy nad treścią.
Pierwsza od lewej pozuje roznegliżowana na czynniki pierwsze końcowa końcówka z dyszą nr 03 (ta niebieska pestka) - ten rozpylacz płaskostrumieniowy dostaniemy standardowo w zestawie który kosztuje 9 zł i jest on najbardziej uniwersalnym do zwalczania zielonego syfu na torach, czyli cieszymy się.

Poniżej niebieskiego rozpylacza mamy uszczelkę gumianą którą rozpylacz dociska do korpusu. A sprzyja mu w tym kołpak (na prawo od niebieskiego) zapinany na korpusie przez obrót na „klik”.

Tutaj taka dygresja – konstrukcja starego rozpylacza wymagała aby po rozbiórce na nowo ustawiać końcówki pokręcając każdą z osobna, bo nie miały one żadnej blokady. Jak pisałem zadanie to było o tyle niewdzięczne, że wymagało raz precyzji, a dwa sprawdzenia potem wodą czy jednak ustawiane „na oko” szczeliny leją równo a strumienie nie zachodzą na siebie.
Zasada kołpaka jest taka, że utrzymuje dyszę w jedynym słusznym położeniu (foto będzie na końcu) co pozwala bez zastanowienia po umyciu złożyć opryskiwacz i być pewnym, że jest ok.

Teraz patrzymy nad leżący po lewej korpus krańcowy. Tuż nad nim nowość znajdująca się w zestawie – siteczko, zwane filterkiem. Zbawcza część, bo niestety podczas pracy nie widać czy jakaś dysza się nie zapchała i leje krzywo, a wiadomo że często stan czystości cieczy roboczej przypomina zarosły rzęsą staw, a nie górski strumień. Tutaj ryzyko wystąpienia paska na którym nie będzie herbicyd naniesiony jest praktycznie zerowe. W poprzedniej konstrukcji można było filterki dokupić jako część dodatkową, ale jako że inne, ważniejsze sprawy na głowie były…

Nad białym filterkiem kolejna nowość – czarny zaworek przeciwwypływowy.
- A co to? A po co? – dziwi się kolega.
W starej konstrukcji, po zakręceniu dopływu sosu z dysz szuwaks ciurkał aż wyciurkał. Jednymi dyszami belka zaciągała powietrze, z drugich kapało, w każdym razie gdy się chciało cokolwiek z opryskiwaczem uczynić, to oblanie siusiającą którąś końcówką było murowane.
Tutaj mamy taką prostą konstrukcję kulka + sprężynka. Na kulkę działa ciśnienie, sprężynka się ściska i zaworek otwiera przepływ do rozpylacza. Jak ciśnienie spadnie lub go nie ma, to kuleczka naciskana spiralką zamyka wypływ na amen, czyli rozpylacze albo pracują, albo nie. Nie ma ciurkania.

Po prawej stronie prezentuje się końcówka przelotowa z rozpylaczem eżektorowym nr 04. Znów mała dygresja. Jak pisałem zwykli ludzie używają zwykłych uniwersalnych rozpylaczy szczelinowych. Fachowcy – stosują wersje antyznoszeniowe. A profesjonalistom nie wypada się za coś uniwersalnego brać. Profesjonaliści pryskają dyszami dedykowanymi do konkretnych zastosowań. Będę właśnie takich rozpylaczy używał, gdyż przerzucam się na doglebówki, ale o tym kiedy indziej.

Teraz rzut oka na dół korpusów – w każdym jest fabrycznie wtopiona śruba z gwintem M6 co znacząco ułatwia montaż. Dawna wersja wymagała przykręcania dwoma dodatkowymi śrubkami.

Przebrnęliśmy przez zawiłości konstrukcji rozpylaczy, zatem czas na montaż! Belkę kładziemy kwadratami w dół, w otworki wywiercone wiertełkiem 6 wkładamy końcówki w takiej kolejności w jakiej będą one finalnie zamontowane, i rozpoczynamy odmierzanie węża fi 12 przeznaczonego do środków ochrony roślin. Podpowiem, że odcinki między rozpylaczami leżącymi co 50cm powinny mieć długość 47,5cm.

(https://c1.staticflickr.com/3/2917/34032979175_ecc2b119a1_o.jpg)

Słowo o montażu. Po pierwsze należy przygotować cybanty o wymiarze 12-20. Ich przygotowanie to nic innego jak posmarowanie gwintów 2 kroplami oliwy. Dodatkowo jedną kropelkę dajemy na styk łebka śruby i tej obudowy o którą się opiera. Te smarowanie zapobiegnie nadmiernym oporom, nierównomierności skręcania i zrywaniu się ścisków.
Jak już mamy je gotowe, to nie zapomnijmy ich założyć na węże przed nasunięciem szlauchów na końcówki. Aby sprawnie nam zakładanie wężoidów szło warto przynieść czajnik z wrzątkiem i maczać w ukropie ich końce co zaoszczędza nam sił na wpychanie dość sztywnych, z racji zbrojenia, rurek.
Uwaga! Cybanty montujemy tak, aby łby ich były skierowane do góry. Inaczej nie będziemy mieli możliwości ich dociągnięcia po zabudowaniu rozpylaczy jeśli by jakieś nieszczelności się ujawniły. Pamiętajmy – wszystko co robimy ma być profesjonalne zarówno w wyglądzie jak i w obsłudze.
Opaski można wstępnie skręcić śrubokrętem, ale zasada jest taka że dokręcamy je na fest kluczem oczkowym nr 7. Po pierwsze nie niszczy to nacięć w śrubach, po drugie kluczykiem łatwiej wyczuć czy już przestaje zacisk iść, czy jeszcze można deko dowalić.
Cybanciory przykręcamy na dwa razy do oporu. Raz, i za 5-10 minut gdy wąż się ułoży - powtórka.

Robiąc belkę nie należy zapomnieć o wykonaniu zarówno trójnika zasilającego na wężoidach, jak i otworu na wierzchu konstrukcji przez który ten trójnik wyprowadzimy. Na poniższej ilustracji widać na górze trójnik, a po prawej wąż częściowo przykrył dziurę przez którą zasilanie wyciągniemy na zewnątrz. Jeszcze jedna uwaga – w odróżnieniu od wszelakich innych połączeń, na wyprowadzone z trójnika zasilanie cybanty zakładamy po zainstalowaniu w belce, bo inaczej będzie trzeba wszystko rozkręcić.

(https://c1.staticflickr.com/3/2847/34090202195_ca5ac14f5b_o.jpg)

Mamy wszystko już skręcone, sprawdzone, opaski po dwakroć dociągnięte i równo ustawione, teraz całość ładujemy do belki przez boczne okno, śrubki od korpusów wystawiamy przez otworki fi 6 i można zakręcić nakrętki na końcówkach. Oczywiście stosujemy nakrętki samokontrujące.

(https://c2.staticflickr.com/4/3949/33992094796_8fd044d5d2_o.jpg)

A teraz wyjaśnienie czemu nalegałem, aby kwadraty w profilu wycinać od strony gdzie jest zgrzew? Bo jakby chcieć na odwrót, znaczy dysze montować na zgrzewie, to będą się one kolibotać/chlebotać na wystającej fali metalu. A tak powierzchnie spodnie korpusów mocno dociskane do gładkiej tafli belki stabilnie będą stać na straży naszych torów. Właściwie zwisać, bo przy pracy będą odwrócone.

Na koniec wrócę do kwestii ustawień dysz. Pisałem że strumienie muszą swe płaszczyzny mieć skręcone o niewielki kąt, aby nie zachodziły na siebie gdyż krople będą się zderzać i nierówno zraszać Matkę Ziemię. Tutaj dokładnie widać jak nowy tym rozpylacza automatycznie przytrzymuje końcówkę we właściwym położeniu, czego z okazji mijających świąt życzę Wam i sobie.

(https://c1.staticflickr.com/3/2868/33992094966_15e8be6432_o.jpg)

W następnym odcinku zajmiemy się jeszcze jedną ważną kwestią – jak nieźle namieszać, ale to za kilka dni.

Pozdrawiam wszystkich którzy się nie znudzili i odmeldowuję się gdyż czuję, że czas już na poranny o(d)prysk.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: E583.002 on 18 Kwiecień 2017, 06:10:29
Panowie przedpiścy, zaświadczam, iż odchwaszczenie całego 50-cio kilometrowego szlaku Rogowskiej KD to jeden dzień oprysków podczas którego sos naniesiony zostanie na 180 tys. m2. Proszę jednak zwrócić uwagę na słowo „oprysków”. Znaczy na 8.00 rano ma być naszykowana sprawna, zatankowana i sprzątnięta drezyna na której są załadowane zbiorniki, chemia i narzędzia.

50 kilometrów jednego dnia ? To może coś w ten deseń:

Rozmawiawia żólnierz amerykański z radzieckim
- Nasze racje żywnościowe wynoszą 6000 kcal/dzień
na co radziecki odpowiada
- Kłamstwo! Żaden człowiek nie zje dziennie 30 kilogramów ziemniaków


Otóż prawda jest taka, że jak się nie ma co robić to się robi oprysk trzy cztery dni. No bo jakoś dnióweczkę trzeba zająć. Dopóki opryskiem na RKD zajmowali się pracownicy którym nie chciało się cięzko było zrobić oprysk jednego dnia wiecznie był problem z nieopryskanymi jakimiś odcinkami. A bo nie można zabrać dwóch zbiorników, a bo Matki Boskiej Zielnej, a bo mamy pełnię księżyca itp. Dopiero wsparcie WDZ Piaseczno M. oraz Kucyka który przyjechał do Rogowa ze swoją belką mówiąć "my tą belką otwieramy oczy niedowiarkom!" sprawiło, że nawet wliczając wymianę agregatu udało opryskać się 50-kilometrów  jednego dnia.

Na koniec chciałbym Janusza prosić o nie naigrywanie sie z pracowników Fundacji, gdyż są oni bardzo zapracowani i widocznie nie mieli czasu na przygotowanie oprysku po za 3,14erdolnięciem mauzerów i agregatu na pakę. Sorry taki mamy klimat :)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 22 Kwiecień 2017, 10:09:20
No i nas rtał dzień oprysku ostatecznego. Ale najpierw odpowiem na wątpliwość Andrzeja2109 który stwierdził, iż nie rozumie jak tą belkę do drezyny mocować.
Po pierwsze pod słowem „drezyna” mam na myśli wózek motorowy Wmc/d made by Koronowo typu WWM5. Na nim belkę podwieszamy z tyłu tuż przed kasetkami na narzędzia. O właśnie tak:

(https://c1.staticflickr.com/3/2879/33798271730_b76e5a4209_o.jpg)

Skrzynki te będą pełniły rolę ogranicznika, blokady pozwalającej ustawić belkę prostopadle do osi toru, zaś w przypadku zahaczenia konstrukcją o coś, uniemożliwią jej zgubienie. Po prostu albo belka się wygnie, albo to coś się podda, albo drezyna wypadnie z toru, ale urządzenie nie zleci.

Belkę przed montażem kładziemy na szynach za drezyną, przesuwamy po nich pod pakę i unosimy od strony haczyka. Hakowe mocowanie zakładamy aby złapało za ramę. Tutaj widać już hak założony w czasie gdy belka jest podwieszona z drugiej strony:

(https://c1.staticflickr.com/3/2928/34051670591_a3a91bed4b_o.jpg)

Następnie chwytamy belkę z przeciwnego końca i ciągnąc do siebie majtamy nią prawo-lewo aby haczyk się dobrze na ramie zassał, zaś „skrzydełka” osłaniające śrubę wyszły poza ramę z drugiej strony.

(https://c1.staticflickr.com/3/2863/34051671221_4d49cb5fbf_o.jpg)

Teraz całość przytrzymujemy, zakładamy docisk i motylkiem skręcamy przy użyciu jedynie paluchów. Zaręczam, że cała procedura jest możliwą do dokonania całkowicie jednoosobowo.

Nie ma litości dla roślinności, czyli budujemy nowoczesny opryskiwacz – cz. 3. Ostatnia.

Nie samą belką opryskator żyje – musimy jeszcze mieć zasilanie i czymś towar w zbiorniku wymieszać. Pamiętacie taki zestaw wężyków i wężoidów?

(https://c1.staticflickr.com/3/2918/33648857560_8d8304f679_o.jpg)

Służył on zarówno dystrybucji sosu, jak i mieszaniu w kadzi. Dodatkowo wyposażony był w naczynie przeponowe stabilizujące ciśnienie. Na poniższym, znanym zdjęciu widać je smętnie zwisające, przywiązane sznurkiem do mauzera – to taka bordowa bańka.

(https://c1.staticflickr.com/3/2887/33995386766_da438fe73f_o.jpg)

Dziś, jako profesjonaliści nie możemy dopuścić aby układ wyglądał jak na konstrukcja rodem z jakiejś kolei wąskotorowej, czyli był krzywy, bylejaki i trzymający się na drutach. Oto jak należy rozwiązać zasilanie mieszadeł i powrót do zbiornika.

(https://c2.staticflickr.com/4/3936/33189937324_0cb807aa13_b.jpg)

Na ramę konstrukcji wykorzystujemy wspornik rurowy od poznanego wyżej wiszącego naczynia wzbiorczego do c.o. Tylko trochę końcówki poprzekładać trzeba. Rozdzielacz umocować warto do ramy klatki mauzera np. dwoma obejmami 32.
 
Od dołu po lewej wchodzi zasilanie z pompy. Wcześniej, na wężu zasilającym jest trójnik z zaworem którym otwiera się sos do belki. Do podłączenia zastosować warto szybkozłączkę ogrodniczą. Takie złączki powinny być jak najszerzej używane, bo są bardzo wygodne, zatem oszczędzają coś dla profesjonalisty najważniejszego – czas. Poza tym w czasie tankowania podpina się pod nie wąż ogrodowy i mamy nie tylko napełnianie zbiornika, ale jednocześnie działają mieszadła rozrabiające w nim wlany uprzednio towar, czyli po napełnieniu mamy od razu gotową ciecz roboczą – i znów oszczędność czasu.

Tuż koło zasilania, na trójniku jest zawór i filtr siatkowy zasilania owych mieszadeł hydraulicznych.

Centralnie nad głównym przyłączem zasilającym ustawiony jest przeponowy zbiornik wyrównawczy pełniący rolę amortyzatora uderzeń ciśnienia. Przy zabudowaniu naczynka „do góry nogami” mamy pewność, że zawsze (nawet gdy pęknie przepona, co się zdarza) zostanie opróżnione po otwarciu zaworów, czyli nie będzie w nim pozostały sos przez pół roku gnił.

Dalej na środku rozdzielacza jest zawór spustowy służący zasadniczo do przepłukania urządzenia i wypuszczenia zeń wody w sposób kulturalny (założyć można nań wężyk i całość odprowadzić poza drezynę) ale również, w przypadku użycia lancy bocznej, pobiera się bezpośrednio z niego ciecz opryskliwą.

Po prawej na górze mamy przelew wykonany z zaworu bezpieczeństwa. Niestety nie jest to najlepsze rozwiązanie, lecz wobec znacznych trudności w nabyciu (i cen) zaworów upustowych można z powodzeniem go zastosować. Zawór ten pracuje trochę agresywnie, zatem niezbędne jest zastosowanie owego naczynia przeponowego do stabilizacji ciśnienia. Z zaworu nadmiar cieczy wraca rurą do mauzera.
Tu ważna uwaga, że rura powrotu powinna być za pomocą kawałka szlauchu wydłużona, aby sięgała prawie do dna, inaczej w przypadku zastosowania pieniących się chemikaliów będziemy robić to, co zazwyczaj robią mikole w Internecie gdy jakąś kolejkę rozbierają – będziemy bić pianę.

Na samym końcu mamy zamontowany manometr. Połączenie jest profesjonalnie zasyfonowane tak, aby wskaźnik pracował poprzez poduszkę powietrzną, inaczej nam się od uderzeń hydraulicznych po kilku latach rozpadnie. Aby móc wypuścić po pracy z syfonu wodę zabudować należy oczywiście zawór spustowy.

Zaręczam, że tak wykonany i tak umocowany na stałe zespół rozdzielczy działa wyśmienicie, a przede wszystkim nie wala się po kątach hali i wspaniale, profesjonalnie wygląda.

Teraz wróćmy do mieszania. Jak pryskamy roztworami jednorodnymi (MCPA, glifo) czyli chemią rozpuszczającą się we wodzie jak cukier, to mieszanie potrzebne jest tylko aby dodany sos na początku wymieszać. Potem można sobie jakieś wykwintne bełtania odpuścić, bo wiadomym jest, że ciecz robocza od mieszania nie staje się skuteczniejszą.
Natomiast na wąskie tory szerokimi krokami nadciąga era herbicydów doglebowych będących zawiesinami, które trzeba cały czas utrzymywać w ruchu, aby w bańce równomierne stężenie substancji czynnej było, inaczej morderczy proszek osiada na dnie zbiornika.

Zainstalowałem w mauzerze dwa mieszadła hydrauliczne, tzw. – tu cieszą się parowoziarze – eżektory. Poniżej widać je z desperacko wykonanego zdjęcia z wnętrza zasobnika.

(https://c1.staticflickr.com/3/2915/34032977065_86d39837d9_o.jpg)

Są one dostępne w wersjach prostej (po prawej) i kątowej (z lewa). Ja zabudowałem je w takim układzie, aby jedno kręciło całą zawartością, a drugie gilało po dnie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak te niepozorne urządzonka przy ciśnieniu zasilania 3 bar potrafią rozrabiać. Eżektory zostały połączone za pomocą wężyków i trójnika z zaworem odcinającym rozdzielacza o którym już pisałem.

(https://c1.staticflickr.com/3/2871/33992094656_dd9ec42b85_o.jpg)

Dwie kwestie techniczne. Po pierwsze należy te eżektory montować jak najniżej. Ten prawy wymagał wycięcia w zbiorniki otworu fi 38mm i jest zamontowany prawidłowo, czyli niżej już się nie dało. Ten lewy (prosty) wymaja dziury tylko 18mm i mógł spokojnie znaleźć się 2cm niżej, ale jak się na szybciora robi coś trzęsącymi się łapkami, to potem taki efekt jest.

- Ale po co tak nisko montować te strumienice? – Pyta się Andrzej2109.
- Gdyż jak eżektor zaczyna wystawać nad poziom cieczy, to, analogicznie jak w przypadku chlupania płynem przez powrót, z mieszadła robi się ubijaczka piany.
- A po co jest ten zawór odcinający? Przecież można się obyć bez niego.
- No właśnie po to, że jak towaru w zbiorniku będzie mało, to się mieszadło zamknie. Wtedy ciecz pozostanie cieczą, a nie gąbczastą masą.
Ma to duże znaczenie dla wyrobienia szuwaksu do końca, bo piany pompy wirowe nie chcą zaciągać.
Poza tym w przypadku stosowania herbicydów nie będących zawiesinami, jak już pisałem, po wymieszaniu nie ma sensu dodatkowo obciążać agregatu przez pobór sosu na eżektory.

Koszt omówionej powyżej hydrauliki wyniósł ok. 300 zł, czyli dodając 300 za omówioną poprzednio belkę z rozpylaczami i osprzętem, otrzymujemy wynik 650 zł, jako ilość kasy którą trzeba posiadać na materiały, potem trochę potu, parę godzin zabawy i już jesteśmy właścicielem takiego sprzęta.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Panowie, to było by tyle gawęd o nowym opryskiwaczu. Pozostaje jedynie całość zmontować, rozrobić zacny towar, wajchę przełożyć, krzyknąć alleluja, i do przodu!
Bo pamiętajcie, że profesjonalny zarządca nie ma litości dla roślinności!

(https://c1.staticflickr.com/3/2811/34051671761_37ef52a37d_o.jpg)

Pozdrawiam serdecznie i opryskliwie tych, którzy do tej linijki doczytali!


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 23 Kwiecień 2017, 12:45:09
No i będzie post pod postem...

Pora na rozstrzygnięcie odwiecznego problemu: czym?, bo jak? już żeśmy rozstrzygnęli.
Czyli zapraszam na prezentację efektu testu herbicydów doglebowych 2016 (http://750mm.pl/index.php?topic=2486.msg76088#msg76088)!

Aby streszczać się, od razu powiem, że terbutylazyna (Zeagran/Prewenter 340 SE) nie jest warta kolejarskiego zainteresowania. Doświadczenie polegające na spryskaniu jednej strony ław torowiska stężeniem wynoszącym 333% normy zalecanej w rolnictwie nie przyniosło żadnych długotrwałych efektów, poza uschnięciem glistnika, pokrzyw i niektórych innych dwuliściennych, ale to samo można uzyskać 10 razy taniej dając MCPA.

Proszę: oto zdjęcie glistnika który dostał triazną. Sam marnieje, ale trawa na około śmiga jak trzeba.

(https://c1.staticflickr.com/3/2862/34084591801_156a88f8b7_o.jpg)

Tu z kolei widać jak w pasie naniesienia Zeagranu (na zdjęciu po lewej) wyrosły nowe, do tej pory niespotykane w tym miejscu gatunki – kwitnie kloacznik złoty.

(https://c1.staticflickr.com/3/2874/34084590781_7fb89085ae_o.jpg)

Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości że coś tam kręcę, to niech spojrzy na poniższe zdjęcie wykonane 28 sierpnia i określi z której strony toru było pryśnięte terbutylazyną.

(https://c1.staticflickr.com/3/2946/34084591501_3c43c0d1d9_o.jpg)

Natomiast zaskakujące na + były wyniki zastosowania flazasulfuronu. Jak pamiętamy w roku 2015 test wyszedł marnie, gdyż susza stała się permanentną cechą owego lata. W 2016 r. opady były „w normie” i wydaję mi się że to pozwoliło na zadziałanie mocy sulfonylomocznika.

107. Gawęda infrastrukturalna. Herbicyd – herbicud? Chikara 25 WG wyniki testu 2016.

Miesiąc po kwietniowym oprysku pas zaznaczony Chikarą prezentował się zacnie. Właściwie nic specjalnego tam na nim nie wyrastało. Widać to wyraźnie na zdjęciu poniżej.

(https://c1.staticflickr.com/3/2908/34174560786_4b911e5743_o.jpg)

Natomiast z początkiem czerwca pojawiły się skupiska roślin.

(https://c1.staticflickr.com/3/2826/34057949952_6fb8f2b7b2_o.jpg)

Proszę zauważyć, że nie było to zachwaszczenie mixem, ale punktowe wyrastanie gromad jednego gatunku – a to samosiejek lipy, a to konyzy kanadyjskiej, a to śmiałek darniowy czy przetacznik perski się zainstalował. Tu pragnę podziękować Koledze Tomaszowi z serwisu ZwalczamyChwasty.pl (http://zwalczamychwasty.pl/) za pomoc w identyfikacji gatunków.

(https://c1.staticflickr.com/3/2863/34084592301_6a61e36621_o.jpg)

(https://c1.staticflickr.com/3/2923/34084592041_5fb9bc6f87_o.jpg)

(https://c1.staticflickr.com/3/2920/34084590171_d214d1f24d_o.jpg)

Ale znów następowała szybka rotacja – po deszczach w przeciągu dwóch tygodni zielsko ginęło. A jeśli nie ginęło, to ekipa Pana Łukasza i tak robiła z nim porządek.

(https://c1.staticflickr.com/3/2858/34057949712_f7d4bcec9f_o.jpg)

Na koniec pragnę przedstawić dwa zdjęcia wykonane w odstępie roku w tym samym miejscu, które to fotografie są najlepszym streszczeniem moich wypocin. Pierwsze pokazuje działanie Chikary w suchym sezonie. Drugie – podczas mokrego lata.

(https://c1.staticflickr.com/1/683/22051907703_ba71af5bf4_z.jpg)

(https://c1.staticflickr.com/5/4155/34084591011_932b28e952_o.jpg)

Podsumowanie – chyba przyjdzie mi odszczekać słowa:
osobiście wątpię, czy nawet jeśli by tor przez cały rok pozostawał jak głowa porucznika Theo Kojak’a, stosowanie Chikary będzie miało jakiekolwiek ekonomiczne uzasadnienie w naszym piszczącym biedą wąskim świecie
Flazasulfuron nawet działa, szczególnie na jednoliścienne, ale nie jest to jakaś siekiera. W każdym razie stosunek cena/skuteczność wypadać będzie, z dużą dozą prawdopodobieństwa, bardzo źle.

- Jeśli zapoda się solidną dawkę, taką aby mieć 100% pewności że przepisowe 200g/ha wszędzie jest, oraz
- Jeśli lato jest normalne jeśli chodzi o opady, oraz
- Jeśli zabieg powtarza się corocznie
To flazasulfuron wykosi wszystko co żywe.

W tym roku także został przeprowadzony kolejny eksperyment dotyczący sulfonylomocznika. Tylko tym razem dawkę ustaliłem „po kolejowemu” na 300g/ha nanosząc 1600g Chikary na 15,250km torów. I znów za rok zobaczymy jaki tego będzie efekt.

Wiem, że drogo to wychodzi (5600zł z VAT), ale jednak chyba jest skuteczne i właściwe, bo pamiętajmy: profesjonalista powinien starać się działać tak, żeby nie trzeba było po nim poprawiać.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Cordylus on 23 Kwiecień 2017, 13:43:49
Szkoda że tego smacznego sosu w Polsce kupić nie można ;)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Agent_White


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Ptr on 24 Kwiecień 2017, 21:27:54

Otóż prawda jest taka, że jak się nie ma co robić to się robi oprysk trzy cztery dni. No bo jakoś dnióweczkę trzeba zająć. Dopóki opryskiem na RKD zajmowali się pracownicy którym nie chciało się cięzko było zrobić oprysk jednego dnia wiecznie był problem z nieopryskanymi jakimiś odcinkami. A bo nie można zabrać dwóch zbiorników, a bo Matki Boskiej Zielnej, a bo mamy pełnię księżyca itp. Dopiero wsparcie WDZ Piaseczno M. oraz Kucyka który przyjechał do Rogowa ze swoją belką mówiąć "my tą belką otwieramy oczy niedowiarkom!" sprawiło, że nawet wliczając wymianę agregatu udało opryskać się 50-kilometrów  jednego dnia.

Na koniec chciałbym Janusza prosić o nie naigrywanie sie z pracowników Fundacji, gdyż są oni bardzo zapracowani i widocznie nie mieli czasu na przygotowanie oprysku po za 3,14erdolnięciem mauzerów i agregatu na pakę. Sorry taki mamy klimat :)

Mijasz się z prawdą :D Zdarzało się wcześniej, przed przyjazdem opryskiwacza z Piaseczna, że przy użyciu dotychczas używanej aparatury udawało się z powodzeniem opryskać wszystko w jeden dzień. Faktem jest że pracownicy nie są w stanie tego jednak w takim czasie zrobić. Mimo to zawsze trzeba jednak poświęcić wcześniej połowę dnia na przygotowanie akcji.
Ogólnie stopień siermiężności aparatury używanej do oprysku nie wpływa znacząco na czas przeprowadzenia operacji - czy z tą, czy z tamta belką oprysk trwa mniej więcej tyle samo, bo prędkość jazdy pozostaje ta sama. Różnica jest jednak w pracochłonności i wygodzie obsługi urządzenia w czasie jego pracy, czasie jaki potrzeba na montaż i demontaż belki. oraz oczywiście dokładności nanoszenia roztworu (właściwy rozstaw dysz, właściwe ciśnienie w instalacji i i taka jak trzeba wydajność dysz), a przez to efektywności działania całego oprysku.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 30 Wrzesień 2017, 19:17:00
108. Gawęda infrastrukturalna. Herbicyd – chyba jednak nie herbicud. Chikara 25 WG wyniki testu 2017.

Pora podsumować obserwacje działania flazasulfuronu na torze GrKD w sezonie wegetacyjnym 2017. Jak pamiętacie pod koniec kwietnia naniosłem Chikarę w dawce 1,5-krotnej w stosunku do zalecanej, czyli sypnąłem 300g/ha. Wprawdzie tydzień po zabiegu przez kilka dni padały spore deszcze, ale instrukcja stosowania mówiła że nie mają one wpływu na aktywność preparatu.
W maju nic specjalnie się nie działo: trochę tu i trochę tam coś wyrastało w torze, czyli było jak to w maju bywa.

(https://c1.staticflickr.com/5/4495/23559950718_65f7cd480f_o.jpg)

Jednak w czerwcu nagle i wszędzie pojawiła się wyjątkowo ekspansywna roślina – konyza kanadyjska, zwana przymiotnem, gatunek inwazyjny, agresywny i niebezpieczny ze względu na wypieranie rodzimej flory. Coś jak imigranci we Francji. I niestety to stało się powodem stwierdzenia ze jednak Chikara, pomimo bardzo zachęcających początkowo wyników, nie sprawdza się na terenie GrKD. Mało tego – jej użycie spowodowało katastrofę chlorofilową - znów aluzja do imigrantów. Zamiast trawek i kwiatków na których bzykają się w szczęściu pszczółki i muszki, zaczęły wszędzie wschodzić chamskie kanadyjskie wiechcie po kolana.

(https://c1.staticflickr.com/5/4381/37381260292_f4d0c54e9e_o.jpg)

Pierwotnie chwast ten występował w trzech stanowiskach na piętnastokilometrowej trasie – popatrzcie na zdjęcia z poprzedniego testu. W tym roku nastąpiła jego eksplozja: wschodził niemalże wszędzie, a zwłaszcza tam gdzie go rok temu nie było. Miałem wrażenie że nasiona roznoszone na podwoziach wagonów po wielu latach przebywania w glebie w stanie letargu uaktywnione zostały właśnie przez flazasulfuron. Wrażenie te potęgował dający się zaobserwować niezaprzeczalny fakt, iż siewki wyrastały wyłącznie w pasie naniesienia Chikary!

(https://c1.staticflickr.com/5/4433/36702622804_55bf140efa_o.jpg)

Aby jednak nie paprać eksperymentu innym herbicydem, wszak mogłem nawłoć popalić choćby Chwastoxem, poleciłem skosić przymiotno na całej trasie. Panowie kosili je w sumie 4 razy.

(https://c1.staticflickr.com/5/4350/37381259882_29b5ff3a23_o.jpg)

Gdy przymiotno zostawało ścięte, tym momencie w pasie odchwaszczenia gwałtownie ukazał się inny chwast niewystępujący poza terenem kolejowym – pochuj polny.

(https://c1.staticflickr.com/5/4427/36702623374_6cabbcd59f_o.jpg)

Konyza odradzała się w tempie cykli koszenia czyli co trzy tygodnie. Czy rozumiecie? Ucinacie roślinę, a ona za 20 dni z powrotem kwitnie i chce się wysiewać. Nie na darmo przymiotno zaliczane jest go grupy superchwastów.

Nadchwasty.

Skoro już o superchwastach mowa, to ich cechą szczególną jest uodparnianie się na herbicydy, w szczególności glifosat. Najpierw cwane, stare rośliny nie chcą schnąć i zamierać, a potem potrafią także wydać nasiona tak zmodyfikowane, ze nowe siewki traktują chemiczne środki do zwalczania jak rześki deszczyk.

I tu Panowie kończą się żarty – bo jeśli pozwolicie na rozwijanie się tej patologii jaką są superchwasty (a konyza jest tylko jednym z nich) poprzez modyfikowanie ich odporności na herbicydy, a to następuje gdy stosuje się wyłącznie glifosaty, to za kilka lat będziecie mieli tor zarośnięty mutantami odpornymi na chemię które Was zeżrą. Rośliny się nauczą odporności, przekażą tę wiedzę w genach zawartych w nasionach, nasionka w części wykiełkują w strefie kolejowej, reszta poza zasięgiem naszych oprysków, potem te 'z poza' dadzą nasiona już wycwanione które wrócą także na tory i macie prze...chwaszczone po całości. Tu i tam. I Wy i okolica.

Metodą zapobieżenia rozprzestrzeniania superchwastów jest ich zwalczanie powodujące zamieranie całej rośliny, zwłaszcza części podziemnej jako mającej zmagazynowane zapasy składników pokarmowych. W tym celu należy połączyć siły człowieka, a dokładniej inżynierii chemicznej i siły natury.

Pisałem onegdaj że najważniejszym zabiegiem odchwaszczającym jest ten ostatni wykonywany na przełomie września i października. Tu widzę że znów Koledzy z innych kolejek kręcą głowami bo niby po co pryskać, skoro już nadciąga jesień i nic nie rośnie. A ja Wam odpowiem tak: czy nie widzicie tego że Wasze kolejki wciąż porośnięte są jak odłogi i wciąż macie te same problemy ze zwalczaniem zielska bo kończycie zabiegi odchwaszczania w sierpniu? Spróbujcie choć raz zastosować się do moich zaleceń, a będzie inaczej. Dzieje się tak dlatego że na uszkodzone chemią rośliny działa zimą mróz niszczący części podziemne w których zmagazynowana jest energia do ożywienia się i wzrostu wiosną.

Dziś właśnie wykonaliśmy ostatni zabieg mieszanką o składzie glifo + MCPA + 2,4-D. Poniżej: cała Polska dziś odchwaszcza.

(https://c1.staticflickr.com/5/4487/37381259042_7982fbcd1a_o.jpg)

Nowością jest zastosowanie w mieszance substancji będącej składnikiem środka Agent Orange (mieszanki pomarańczowej) stosowanej podczas wojny w Wietnamie do niszczenia dżungli i pól uprawnych – kwasu chlorofenoksyoctowego, czyli 2,4-D i z tym środkiem zamierzam eksperymentować w przyszłym roku.
Zamysłem moim w walce z superchwastami jest ich zniszczenie całkowite, aby nie mogły przekazać swych doświadczeń dalszym pokoleniom, a do tego potrzeba zastosowania niszczycielskiego „udaru” ze środków innych niż glifo.

Podsumowując powiem tak: flazasulfuron się nie sprawdził, bo chyba nie był do końca sprawdzony przed wprowadzeniem na rynek. Mało tego – źródła amerykańskie wskazują go jako skuteczny środek do zwalczania przymiotna kanadyjskiego. Cóż, nasze polskie przymiotno jak widać jest odporne na propagandę kapitalistycznej Ameryki i na przekór traktuje Chikarę jako nawóz rosnąc dzięki niej wspaniale. No, jak widać „dobra zmiana” potrafi odmieniać o 180o nie tylko poglądy polityków.

W przyszłym roku zapoznam me rodzime chwasty ze wspomnianym 2,4-D. Zamierzam zastosować dawki czynnika aktywnego wzorowane na dobrych praktykach wyniesionych z wojny w Wietnamie. Termin oprysku, aby całość dobrze się komponowała będzie pokrywał się z wiosennym wietnamskim świętem, którym jest Niedziela Napalmowa. A o tym co z tego wyjdzie - napiszę kiedy indziej.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy lubią sobie w październiku popryskać, czyli właściwie jedynie mnie i Marcina!  :P

(https://c1.staticflickr.com/5/4410/37381258602_7490fd91fd_o.jpg)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Paweł Niemczuk on 30 Wrzesień 2017, 20:10:37
Twoja opowieść o czymśtam kanadyjskim, co chwastobója poczytało sobie za nawóz żywo wywołała w mojej pamięci wspomnienie walki z pewną topolą na stacji Bytom Karb Wąskotorowy. Otóż na niewielkim kwadraciku ziemi pomiędzy biurowcem, halą parowozowni, a torami rosła sobie topola. Wielka. I na wysokość, i na obwód, i na rozłożystość korony. Wielka była także jako producent hurtowych ilości białej waty, która latając w powietrzu wprawiała w radosny humor wszystkich udzielających się na stacji alergików. Oraz operatorów mioteł. Topola, nie powiem, nadawała stacji klimat. Zapewniała w upalne dni ożywczy cień. Była jednak topolą. A topole, jak wiemy, są kruche, mimo solidnego wyglądu potrafią wyciąć numer i się wykoprytnąć albo albo złamać. Wizja topoli demolującej halę parowozowni trochę nas niepokoiła. Gdy jedna z jej rosnących w pobliżu koleżanek narobiła niezłego bigosu wywracając się na linię normalnotorową (całe szczęście nie na parowozownię - a mogła), postanowiliśmy naszą cieniodajną i watodajną koleżankę wyciąć. Przyjechały małpki z uprzężami i poplasterkowały ją od góry. Został się jeno solidnych rozmiarów pniak. A w pniaku, jak się wkrótce okazało, mieszkało sporo woli życia. Pniak zaczął wypuszczać bokami odrosty. Na początku nieliczne, z czasem jednak zaczął się z nich robić dżungiel. Wycinanie nic nie dawało - topoliszczę niezmordowanie odrastało. Jeden z naszych kolegów postanowił rozprawić się ze sprawą radykalnie. Konkretnie przeprowadzając leczenie kanałowe. Wziąwszy wiertarę, grube i długaśne wiertło nawiercił w pniaku słuszną liczbę dziurw i w owe dziurwy wlał jakieś 10 litrów walającego się po stacji starego kwasu akumulatorowego. I co się stało? Czy sądzicie, że topola dokonała żywota? Skądże! To najwyraźniej był jakiś śląski endemit, coś, co kadm, ołów i kwas siarkowy brało za najsmaczniejszy nawóz, sterydy i białko. Odrosty nie dość, że nie padły, to dostały turbo. Zaczęły rosnąć jak bambus. Dobowe przyrosty było widać gołym okiem. Topola oszalała.
Historia topoli skończyła się w ten sposób, że, trzymając się dalej metafory dentystycznej, przeprowadzono ekstrakcję Pniak został rozdrobniony, wydłubany z ziemi, a w jego miejscu powstało oczko wodne. A w oczku wodnym ozdobne rybki. A turystom opowiadamy, że to piranie, które karmimy złapanymi na gorącym uczynku złodziejami.

Wniosek - jeśli chcecie się pozbyć topoli, to nie próbujcie jej truć kwasem siarkowym. Bo topola tylko się obliże, zamlaska i poprosi o dokładkę.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 10 Październik 2017, 16:46:40
Miło mi się zrobiło, jak na powyższy artykuł o kłopotach z zastosowaniem flazasulforonu odpowiedział bardzo ciekawie Kolega Norbert – specjalista od testów herbicydów. Zatem prezentuję szacownemu gronu uwagi Pana Norberta.

------------------------------------------------

To, że niektóre chwasty wyrosły po zastosowaniu Chikary, to jeszcze jest wytłumaczalne gdyż podczas testów często można zaobserwować zajmowanie przestrzeni życiowej przez gatunki do tej pory nie mające warunków do wzrostu.
Natomiast warto zwrócić uwagę na pewien szczegół: mianowicie na etykiecie Chikary widnieje informacja że to środek nieselektywny, ale bardzo mało wypisanych chwastów - zarówno tych na które działa, a te które są odporne na tą substancje to trochę tak ujęte są ogólnie: siewki drzew, malin, niektóre trawy itp. a jest ich na pewno więcej. To daje do myślenia że być może nie do końca znane jest spektrum fitotoksyczności tego herbicydu, albo znacznie zmienia się w zależności od warunków miejscowych, na które może mieć wpływ kilka czynników.

Na przykład w pewnych miejscach na szlaku wierzchnie podłoże jest mocno przepuszczalne typu piach ze żwirem, wtedy byłoby wytłumaczone, że z górnych warstw po obfitym deszczu został środek przeniesiony głębiej i w wyjałowionej wierzchniej warstwie mogło wtedy nasiać świeżych chwastów.

Mogła też wystąpić sytuacja, iż stosuje Pan środek w kwietniu potem pada dużo deszczu substancja stopniowo przenosi się bardziej w głąb profilu torowiska, a w czerwcu dopiero zaczynają kiełkować pewne chwasty i rosną śmiało nie niepokojone przez Chikarę.

Inną sprawą może być także temperatura. Ten rok był bardzo chłodny wiosną mogło to spowodować znaczne opóźnienie we wschodach chwastów i akuratnie początek wegetacji nie trafiła w okienko kiedy substancja działała. Czyli siewki rosły już gdy Chikara nie była aktywną, bądź jej zmniejszona aktywność nie mogła zniszczyć danego gatunku mającego większą odporność na tę substancję.

Etykieta sugeruje także żeby stosować środek z glifo, co z góry wymusza na nas stosowanie zabiegu na świeżo rosnące chwasty, a nie na czystą glebę jaką Pan posiada głownie na odchwaszczanym szlaku. Czyli jakbyśmy mieli zarośnięty szlak 90% i młode chwasty być może środek zadziałał by dobrze.

Z naszego badania na Waszych torach w 2015 wynika taka sytuacja: chikara+glifo aplikowane w maju na zarośnięty szlak, dało skuteczności 95% przy jednej aplikacji na rok. Fakt, jesienią pojawił się skrzyp, ale on jest odporny na obie substancje i miał miejsce na rozrośnięcie się. Badanie wskazuje, że flazasulfuron bardziej działa nalistnie niż doglebowo.

Takie tylko mam przemyślenie, oczywiście nie wiem jak to w terenie wygląda bo  praktyka zawsze jest trochę inna od teorii.

------------------------------------------------

Na koniec podam jeszcze wspomniane w poprzednim moim poście wyniki zagranicznych badań publikowane przez portal Kolegi Tomasza zwalczamychwasty.pl (http://zwalczamychwasty.pl).

W  prezentacji firmy Belchim (http://doradztwosadownicze.pl/wp-content/uploads/2011/07/chikara_prezentacja_2.pdf) widać diagram z którego wynika, że gatunek konyza kanadyjska powinien być niszczony przez flazasulfuron na poziomie 85-94%. W materiałach przygotowanych dla rolników w USA jest informacja, że flazasufluron dobrze zwalcza konyze ale pod warunkiem, że jest stosowany po jej wykiełkowaniu (stosowanie nalistne).

W innym z badań zastosowanie mieszaniny flaza + glifo eliminowało nawłoć późną w 100% (ocena 8 tygodni po zabiegu), a odrastanie po 5 miesiącach oszacowano na 5%. Zastosowanie samego flazasulfuronu było znacznie mniej efektywne, skuteczność sięgała 65%, a odrastanie 100%. Jednak czytając opis nie do końca wiadomo czy za powstrzymanie odrastania odpowiadał duet herbicydów, czy połączenie działania chemii i zimy, gdyż tak jak pisałem zauważyłem że psiknięcie samym glifosatem w październiku przynosi efekty o wiele większe jeśli chodzi o trwałe zniszczenie roślinności, niż każdy inny zabieg prowadzony w porze letniej.

----------------------o----------------------

My tu sobie gadu-gadu, a przez okno widzę, że opisywany oprysk sprzed 10 dni całkiem fajnie już skutkuje i niech tak dalej będzie, a koncepcjami na przyszły sezon zajmę się gdy jeszcze trochę wiedzy o chwastobójczej broni zgromadzę, dokładnie przeanalizuje moje siły, zasoby sprzętowe i warunki bojowe. Bo wiecie, ta batalia jest o wiele bardziej skomplikowaną operacją niż się większości wydaje. Aby wygrać wojnę z chwastami działania trzeba planować taktycznie. Jak w czterdziestym czwartym w Normandii…

(https://c1.staticflickr.com/5/4447/36946072863_b147ed0e7e_o.jpg)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 05 Luty 2018, 15:58:51
Pan Norbert, z którym knujemy chytre plany ofensywy chwastobójczej A.D. 2018, przesłał mi dziś coś bardzo ciekawego. Mianowicie notatkę o odporności przymiotna kanadyjskiego na glifosat. Zapoznajcie się z nią proszę, bo raz, że zawiera dość wiarygodne wytłumaczenie czemu na GrKD przegrywam wojnę z konyzą, dwa - tak jak pisałem wydaję mi się że w niedługim czasie ten ekspansywny chwast będzie jednym z największych problemów na torach naszych kolei:

Pracownicy IOR-PIB, na torach kolejowych na przedmieściach Poznania, zlokalizowali egzemplarze przymiotna kanadyjskiego uodpornione na działanie glifosatu. W badaniu laboratoryjnym okazało się, że siewki kiełkujące z zebranych na torowisku nasion są w stanie przetrwać zabieg wykonany preparatem Roundup 360 SL. Do uzyskania 50% zniszczenia roślin wymagany był zabieg glifosatem w dawce blisko 192 g/ha. Taki sam stopień zniszczenia w przypadku biotypu wrażliwego (nasiona pozyskano z terenów gdzie nie były stosowane herbicydy), osiągnięto stosując herbicyd w dawce 57 g/ha. Naukowcy podejrzewają, że mechanizm odporności u przymiotna kanadyjskiego związany był ze zmianą przemieszczania się herbicydu w roślinie. Glifosat u biotypów odpornych nie był transportowany do tkanek merystematycznych, lecz do końców blaszek liściowych. Liście obumierały i dochodziło do zahamowania wzrostu roślin. Jednak, ze względu, że stożek wzrostu pozostawał nieuszkodzony, z czasem rośliny mogły się regenerować.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 02 Sierpień 2018, 21:57:44
Sezon ogórkowy (a zatem roślinny) na foremce przed nami i za nami, ale nie jest to powód do złożenia broni we walce ze zielskiem. Kilinijta sobie Panowie na link który zapodam poniżej i zobaczta jakie efekty daje systematyczne i, co ważniejsze, wykorzystujące odpowiednie metody i środki, odchwaszczanie.

Przeprowadziłem trochę prób, zaczerpnąłem też wiedzy od tych którzy są mądrzejsi, mam kilka przemyśleń, ale o tym kiedy indziej. Tu moja prośba - bo nie ma co całego, trwającego dokładnie tyle ile pociąg jedzie te 15 km z Piaseczna do Tarczyna filmiku oglądać - przewijajcie ten materiał co kilka minut i patrzcie czy coś tam na torze rośnie.

Naciskać tutaj! (https://www.youtube.com/watch?v=4pVHdeYmrlA)


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Wyrwiząb on 29 Wrzesień 2018, 16:39:45
Bardzo ładnie to wygląda. Miesiąc temu kupiłem chłopakom z Jędrzejowa preparat na chwasty, ale nie wszędzie na szlaku zadziałał.
Możesz napisać jaki dokładnie środek stosujesz? Ile jest u Was km szlaku w jedną stronę? Ile razy w roku opryskujesz? W jakich miesiącach?
W przyszłym roku będę ŚKD wspomagał w walce z zielskiem. Ja preparat, oni paliwo i wspólnie pokonamy francę


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Kucyk on 29 Wrzesień 2018, 19:25:44
Zamierzałem zapodać relację z dzisiejszego, ostatniego oprysku oraz podsumować eksperymenty i spostrzeżenia uczynione w tym roku, jednak gdy rano wyjeżdżałem z hali głównej drezyną... złamała mi się tylna, napędowa oś. Zabiegu zatem nie udało się przeprowadzić. >:( Od siebie dodam tylko, że w tym roku zastosowałem całkowicie inne środki niż poprzednio, ale o tym kiedy indziej...

Kolego Wyrwizębie - odpowiedzi na wszystkie Twoje pytania zawarte są w tym wątku. Jeśli Kolega mógłby napisać co zakupił, w jakiej ilości i czym był nanoszony a także gdzie się nie udało jego zastosowanie, to jakiś komentarz byłbym zdolny poczynić.


Tytuł: Odp: Odchwaszczanie szlaku.
Wiadomość wysłana przez: Wyrwiząb on 29 Wrzesień 2018, 20:53:17
Hej.
Jutro siądę do lektury wątku, muszę ogarnąć to jakoś. Środek za który zapłaciłem to roundup flex 480 15 litrów.
Jest rozpylany z wagonu który został do tego dostosowany. Niestety nie widziałem go, nie wiem jakie są dysze i jak wysoko nad torem.
Jutro będę jeździł drezyną, to postaram się sfotografować miejsca na które pięknie ten preparat zadziałał i te które wyglądają na nietknięte