W lipcu 1927 r. otwarto sanatorium przeciwgruźlicze w Tuszynku koło Łodzi (Tuszyn Poddębina). W latach 1928-1939 prowadzono rozbudowę ośrodka. Powstały wówczas kolejne pawilony lecznicze (ostatnie wyposażone w schrony przeciwlotnicze), kuchnia, stołówka, pralnia, elektrownia i kotłownia, kolejka wąskotorowa, drogi gospodarcze, alejki spacerowe, gospodarstwo ogrodniczo-rolne i hodowlane, ogrodzenie, bloki mieszkalne dla pracowników oraz stajnia wraz z remizą strażacką. Powstał więc samowystarczalny kompleks szpitalno-sanatoryjny.
Co interesuje nas najbardziej, to kolejka technologiczna obsługująca kotłownię główną i dawną elektrownię. Wąskotorówka zachowała się do dnia dzisiejszego (co prawda w szczątkowym zakresie, ale jednak).
Zachowaną kolej można podzielić na dwie niezależne linie. Linia górna, licząca w sumie kilkadziesiąt metrów, składa się z toru łączącego skład węgla ze stacją wentylatorów elektrycznych (do szybkiej regulacji ciągu w paleniskach). Tu znajduje się obrotnica talerzowa, za pomocą której wózki węglowe są przestawiane na prostopadły tor ciągnący się do hali kotłów. W hali znajduje się druga obrotnica i kikut toru wyjazdowego (druga brama). Na zewnątrz znajdowała się trzecia obrotnica, która obecnie przeniesiona została kilkaset metrów dalej (przy pawilonie S-1), gdzie pełni funkcję... pokrywy do kanału.
Dolna linia ma początek w podziemiach kotłowni. Służy do wywozu szlaki. Tu, pod budynkiem, znajdują się dwa prostopadłe tory połączone kolejną obrotnicą. Od obrotnicy linia wybiega przez bramę i pod żelbetowym mostkiem. Ciągnie się początkowo w wykopie, a kończy na niewielkim nasypie z wyciągarką elektryczną. Obok zlokalizowany jest dół żużlowy, w którym lądują odpady paleniskowe. Dawniej linia dolna była obsługiwana trakcją konną, aktualnie jest koleją linowo-terenową. Z tego co udało mi się dowiedzieć nigdy nie używano tu lokomotyw (niewielkie gabaryty kolejki i równie mały ciężar przewożonych materiałów umożliwiły rezygnację z kosztownego taboru pociągowego).
Obie linie mają po kilkadziesiąt metrów. Podobno były kiedyś dłuższe.
Park taborowy stanowią koleby (dolna linia) i wózki węglowe (górna linia). Na obu liniach torowisko zbudowane zostało w oparciu o przęsła patentowe o rozstawie szyn na oko 600 mm (nie mierzyłem bo i nie miałem czym).
Poniżej fotka fragmentu dolnej linii (kliknij w celu powiększenia):

Kolejka to nie jedyny bajer jaki tam się znajduje. Poza architekturą starszych pawilonów, zrujnowaną drugą kotłownią, gospodarstwem i remizą (klimat w sam raz do paintballa

), grzybnymi lasami i polanami (ludzie, taaaakie kanie tam rosną; jak patelnie), polecam waszej uwadze samą centralną kotłownię, którą rzeczona kolejka obsługuje. Z zewnątrz budynek wygląda mało ciekawie (zaniedbany, pokryty sypiącym się tynkiem, bez detali architektonicznych). Jedynie ceglany komin porośnięty bluszczem podpowiada, że warto tu się jednak trochę pokręcić. I rzeczywiście. W środku hali kotłów strop z belek drewnianych, wyprofilowanych łukowo, ze świetlikiem pośrodku. Małe dzieło inżynierii. Ale nie to rzuca się w oczy zaraz po wejściu do środka. A możecie mi wierzyć na słowo - za pierwszym razem gałki oczne wyłaziły mi z orbitek.

Jest tam coś jakby żywcem wyjętego z planu filmowego "Ziemii obiecanej". Chodzi o trzy potężne kotły z murowaną ścianą frontową. Z muru wystają charakterystyczne "baniaki" z przepastnymi paleniskami, w których spokojnie zmieściłby się człowiek. Coś niesamowitego. Że o wciąż czynnej pompie parowej uruchamianej w razie braku zasilania elektrycznego nie wspomnę...
Fotkę z kotłowni wrzucam poniżej (kliknij w celu powiększenia):
