Świat kolejek wąskotorowych SMF
23 Październik 2017, 18:57:16 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Profil 750mm.pl na facebooku
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 ... 6 7 [8]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Odchwaszczanie szlaku.  (Przeczytany 81554 razy)
E583.002
Dyrektor
*****
Długość toru:: 520 m

W terenie W terenie

M-sta tr. elektr.


« Odpowiedz #140 : 18 Kwiecień 2017, 06:10:29 »
0

Panowie przedpiścy, zaświadczam, iż odchwaszczenie całego 50-cio kilometrowego szlaku Rogowskiej KD to jeden dzień oprysków podczas którego sos naniesiony zostanie na 180 tys. m2. Proszę jednak zwrócić uwagę na słowo „oprysków”. Znaczy na 8.00 rano ma być naszykowana sprawna, zatankowana i sprzątnięta drezyna na której są załadowane zbiorniki, chemia i narzędzia.

50 kilometrów jednego dnia ? To może coś w ten deseń:

Rozmawiawia żólnierz amerykański z radzieckim
- Nasze racje żywnościowe wynoszą 6000 kcal/dzień
na co radziecki odpowiada
- Kłamstwo! Żaden człowiek nie zje dziennie 30 kilogramów ziemniaków


Otóż prawda jest taka, że jak się nie ma co robić to się robi oprysk trzy cztery dni. No bo jakoś dnióweczkę trzeba zająć. Dopóki opryskiem na RKD zajmowali się pracownicy którym nie chciało się cięzko było zrobić oprysk jednego dnia wiecznie był problem z nieopryskanymi jakimiś odcinkami. A bo nie można zabrać dwóch zbiorników, a bo Matki Boskiej Zielnej, a bo mamy pełnię księżyca itp. Dopiero wsparcie WDZ Piaseczno M. oraz Kucyka który przyjechał do Rogowa ze swoją belką mówiąć "my tą belką otwieramy oczy niedowiarkom!" sprawiło, że nawet wliczając wymianę agregatu udało opryskać się 50-kilometrów  jednego dnia.

Na koniec chciałbym Janusza prosić o nie naigrywanie sie z pracowników Fundacji, gdyż są oni bardzo zapracowani i widocznie nie mieli czasu na przygotowanie oprysku po za 3,14erdolnięciem mauzerów i agregatu na pakę. Sorry taki mamy klimat Uśmiech
Zapisane

Nazywam się Roman i od 35 lat naprawiam pralkę
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3431 m

Na służbie Na służbie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #141 : 22 Kwiecień 2017, 10:09:20 »
+7

No i nas rtał dzień oprysku ostatecznego. Ale najpierw odpowiem na wątpliwość Andrzeja2109 który stwierdził, iż nie rozumie jak tą belkę do drezyny mocować.
Po pierwsze pod słowem „drezyna” mam na myśli wózek motorowy Wmc/d made by Koronowo typu WWM5. Na nim belkę podwieszamy z tyłu tuż przed kasetkami na narzędzia. O właśnie tak:



Skrzynki te będą pełniły rolę ogranicznika, blokady pozwalającej ustawić belkę prostopadle do osi toru, zaś w przypadku zahaczenia konstrukcją o coś, uniemożliwią jej zgubienie. Po prostu albo belka się wygnie, albo to coś się podda, albo drezyna wypadnie z toru, ale urządzenie nie zleci.

Belkę przed montażem kładziemy na szynach za drezyną, przesuwamy po nich pod pakę i unosimy od strony haczyka. Hakowe mocowanie zakładamy aby złapało za ramę. Tutaj widać już hak założony w czasie gdy belka jest podwieszona z drugiej strony:



Następnie chwytamy belkę z przeciwnego końca i ciągnąc do siebie majtamy nią prawo-lewo aby haczyk się dobrze na ramie zassał, zaś „skrzydełka” osłaniające śrubę wyszły poza ramę z drugiej strony.



Teraz całość przytrzymujemy, zakładamy docisk i motylkiem skręcamy przy użyciu jedynie paluchów. Zaręczam, że cała procedura jest możliwą do dokonania całkowicie jednoosobowo.

Nie ma litości dla roślinności, czyli budujemy nowoczesny opryskiwacz – cz. 3. Ostatnia.

Nie samą belką opryskator żyje – musimy jeszcze mieć zasilanie i czymś towar w zbiorniku wymieszać. Pamiętacie taki zestaw wężyków i wężoidów?



Służył on zarówno dystrybucji sosu, jak i mieszaniu w kadzi. Dodatkowo wyposażony był w naczynie przeponowe stabilizujące ciśnienie. Na poniższym, znanym zdjęciu widać je smętnie zwisające, przywiązane sznurkiem do mauzera – to taka bordowa bańka.



Dziś, jako profesjonaliści nie możemy dopuścić aby układ wyglądał jak na konstrukcja rodem z jakiejś kolei wąskotorowej, czyli był krzywy, bylejaki i trzymający się na drutach. Oto jak należy rozwiązać zasilanie mieszadeł i powrót do zbiornika.



Na ramę konstrukcji wykorzystujemy wspornik rurowy od poznanego wyżej wiszącego naczynia wzbiorczego do c.o. Tylko trochę końcówki poprzekładać trzeba. Rozdzielacz umocować warto do ramy klatki mauzera np. dwoma obejmami 32.
 
Od dołu po lewej wchodzi zasilanie z pompy. Wcześniej, na wężu zasilającym jest trójnik z zaworem którym otwiera się sos do belki. Do podłączenia zastosować warto szybkozłączkę ogrodniczą. Takie złączki powinny być jak najszerzej używane, bo są bardzo wygodne, zatem oszczędzają coś dla profesjonalisty najważniejszego – czas. Poza tym w czasie tankowania podpina się pod nie wąż ogrodowy i mamy nie tylko napełnianie zbiornika, ale jednocześnie działają mieszadła rozrabiające w nim wlany uprzednio towar, czyli po napełnieniu mamy od razu gotową ciecz roboczą – i znów oszczędność czasu.

Tuż koło zasilania, na trójniku jest zawór i filtr siatkowy zasilania owych mieszadeł hydraulicznych.

Centralnie nad głównym przyłączem zasilającym ustawiony jest przeponowy zbiornik wyrównawczy pełniący rolę amortyzatora uderzeń ciśnienia. Przy zabudowaniu naczynka „do góry nogami” mamy pewność, że zawsze (nawet gdy pęknie przepona, co się zdarza) zostanie opróżnione po otwarciu zaworów, czyli nie będzie w nim pozostały sos przez pół roku gnił.

Dalej na środku rozdzielacza jest zawór spustowy służący zasadniczo do przepłukania urządzenia i wypuszczenia zeń wody w sposób kulturalny (założyć można nań wężyk i całość odprowadzić poza drezynę) ale również, w przypadku użycia lancy bocznej, pobiera się bezpośrednio z niego ciecz opryskliwą.

Po prawej na górze mamy przelew wykonany z zaworu bezpieczeństwa. Niestety nie jest to najlepsze rozwiązanie, lecz wobec znacznych trudności w nabyciu (i cen) zaworów upustowych można z powodzeniem go zastosować. Zawór ten pracuje trochę agresywnie, zatem niezbędne jest zastosowanie owego naczynia przeponowego do stabilizacji ciśnienia. Z zaworu nadmiar cieczy wraca rurą do mauzera.
Tu ważna uwaga, że rura powrotu powinna być za pomocą kawałka szlauchu wydłużona, aby sięgała prawie do dna, inaczej w przypadku zastosowania pieniących się chemikaliów będziemy robić to, co zazwyczaj robią mikole w Internecie gdy jakąś kolejkę rozbierają – będziemy bić pianę.

Na samym końcu mamy zamontowany manometr. Połączenie jest profesjonalnie zasyfonowane tak, aby wskaźnik pracował poprzez poduszkę powietrzną, inaczej nam się od uderzeń hydraulicznych po kilku latach rozpadnie. Aby móc wypuścić po pracy z syfonu wodę zabudować należy oczywiście zawór spustowy.

Zaręczam, że tak wykonany i tak umocowany na stałe zespół rozdzielczy działa wyśmienicie, a przede wszystkim nie wala się po kątach hali i wspaniale, profesjonalnie wygląda.

Teraz wróćmy do mieszania. Jak pryskamy roztworami jednorodnymi (MCPA, glifo) czyli chemią rozpuszczającą się we wodzie jak cukier, to mieszanie potrzebne jest tylko aby dodany sos na początku wymieszać. Potem można sobie jakieś wykwintne bełtania odpuścić, bo wiadomym jest, że ciecz robocza od mieszania nie staje się skuteczniejszą.
Natomiast na wąskie tory szerokimi krokami nadciąga era herbicydów doglebowych będących zawiesinami, które trzeba cały czas utrzymywać w ruchu, aby w bańce równomierne stężenie substancji czynnej było, inaczej morderczy proszek osiada na dnie zbiornika.

Zainstalowałem w mauzerze dwa mieszadła hydrauliczne, tzw. – tu cieszą się parowoziarze – eżektory. Poniżej widać je z desperacko wykonanego zdjęcia z wnętrza zasobnika.



Są one dostępne w wersjach prostej (po prawej) i kątowej (z lewa). Ja zabudowałem je w takim układzie, aby jedno kręciło całą zawartością, a drugie gilało po dnie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak te niepozorne urządzonka przy ciśnieniu zasilania 3 bar potrafią rozrabiać. Eżektory zostały połączone za pomocą wężyków i trójnika z zaworem odcinającym rozdzielacza o którym już pisałem.



Dwie kwestie techniczne. Po pierwsze należy te eżektory montować jak najniżej. Ten prawy wymagał wycięcia w zbiorniki otworu fi 38mm i jest zamontowany prawidłowo, czyli niżej już się nie dało. Ten lewy (prosty) wymaja dziury tylko 18mm i mógł spokojnie znaleźć się 2cm niżej, ale jak się na szybciora robi coś trzęsącymi się łapkami, to potem taki efekt jest.

- Ale po co tak nisko montować te strumienice? – Pyta się Andrzej2109.
- Gdyż jak eżektor zaczyna wystawać nad poziom cieczy, to, analogicznie jak w przypadku chlupania płynem przez powrót, z mieszadła robi się ubijaczka piany.
- A po co jest ten zawór odcinający? Przecież można się obyć bez niego.
- No właśnie po to, że jak towaru w zbiorniku będzie mało, to się mieszadło zamknie. Wtedy ciecz pozostanie cieczą, a nie gąbczastą masą.
Ma to duże znaczenie dla wyrobienia szuwaksu do końca, bo piany pompy wirowe nie chcą zaciągać.
Poza tym w przypadku stosowania herbicydów nie będących zawiesinami, jak już pisałem, po wymieszaniu nie ma sensu dodatkowo obciążać agregatu przez pobór sosu na eżektory.

Koszt omówionej powyżej hydrauliki wyniósł ok. 300 zł, czyli dodając 300 za omówioną poprzednio belkę z rozpylaczami i osprzętem, otrzymujemy wynik 650 zł, jako ilość kasy którą trzeba posiadać na materiały, potem trochę potu, parę godzin zabawy i już jesteśmy właścicielem takiego sprzęta.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Panowie, to było by tyle gawęd o nowym opryskiwaczu. Pozostaje jedynie całość zmontować, rozrobić zacny towar, wajchę przełożyć, krzyknąć alleluja, i do przodu!
Bo pamiętajcie, że profesjonalny zarządca nie ma litości dla roślinności!



Pozdrawiam serdecznie i opryskliwie tych, którzy do tej linijki doczytali!
Zapisane

Jaka by nie była - w Faurze drzemie siła!
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3431 m

Na służbie Na służbie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #142 : 23 Kwiecień 2017, 12:45:09 »
+2

No i będzie post pod postem...

Pora na rozstrzygnięcie odwiecznego problemu: czym?, bo jak? już żeśmy rozstrzygnęli.
Czyli zapraszam na prezentację efektu testu herbicydów doglebowych 2016!

Aby streszczać się, od razu powiem, że terbutylazyna (Zeagran/Prewenter 340 SE) nie jest warta kolejarskiego zainteresowania. Doświadczenie polegające na spryskaniu jednej strony ław torowiska stężeniem wynoszącym 333% normy zalecanej w rolnictwie nie przyniosło żadnych długotrwałych efektów, poza uschnięciem glistnika, pokrzyw i niektórych innych dwuliściennych, ale to samo można uzyskać 10 razy taniej dając MCPA.

Proszę: oto zdjęcie glistnika który dostał triazną. Sam marnieje, ale trawa na około śmiga jak trzeba.



Tu z kolei widać jak w pasie naniesienia Zeagranu (na zdjęciu po lewej) wyrosły nowe, do tej pory niespotykane w tym miejscu gatunki – kwitnie kloacznik złoty.



Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości że coś tam kręcę, to niech spojrzy na poniższe zdjęcie wykonane 28 sierpnia i określi z której strony toru było pryśnięte terbutylazyną.



Natomiast zaskakujące na + były wyniki zastosowania flazasulfuronu. Jak pamiętamy w roku 2015 test wyszedł marnie, gdyż susza stała się permanentną cechą owego lata. W 2016 r. opady były „w normie” i wydaję mi się że to pozwoliło na zadziałanie mocy sulfonylomocznika.

107. Gawęda infrastrukturalna. Herbicyd – herbicud? Chikara 25 WG wyniki testu 2016.

Miesiąc po kwietniowym oprysku pas zaznaczony Chikarą prezentował się zacnie. Właściwie nic specjalnego tam na nim nie wyrastało. Widać to wyraźnie na zdjęciu poniżej.



Natomiast z początkiem czerwca pojawiły się skupiska roślin.



Proszę zauważyć, że nie było to zachwaszczenie mixem, ale punktowe wyrastanie gromad jednego gatunku – a to samosiejek lipy, a to konyzy kanadyjskiej, a to śmiałek darniowy czy przetacznik perski się zainstalował. Tu pragnę podziękować Koledze Tomaszowi z serwisu ZwalczamyChwasty.pl za pomoc w identyfikacji gatunków.







Ale znów następowała szybka rotacja – po deszczach w przeciągu dwóch tygodni zielsko ginęło. A jeśli nie ginęło, to ekipa Pana Łukasza i tak robiła z nim porządek.



Na koniec pragnę przedstawić dwa zdjęcia wykonane w odstępie roku w tym samym miejscu, które to fotografie są najlepszym streszczeniem moich wypocin. Pierwsze pokazuje działanie Chikary w suchym sezonie. Drugie – podczas mokrego lata.





Podsumowanie – chyba przyjdzie mi odszczekać słowa:
osobiście wątpię, czy nawet jeśli by tor przez cały rok pozostawał jak głowa porucznika Theo Kojak’a, stosowanie Chikary będzie miało jakiekolwiek ekonomiczne uzasadnienie w naszym piszczącym biedą wąskim świecie
Flazasulfuron nawet działa, szczególnie na jednoliścienne, ale nie jest to jakaś siekiera. W każdym razie stosunek cena/skuteczność wypadać będzie, z dużą dozą prawdopodobieństwa, bardzo źle.

- Jeśli zapoda się solidną dawkę, taką aby mieć 100% pewności że przepisowe 200g/ha wszędzie jest, oraz
- Jeśli lato jest normalne jeśli chodzi o opady, oraz
- Jeśli zabieg powtarza się corocznie
To flazasulfuron wykosi wszystko co żywe.

W tym roku także został przeprowadzony kolejny eksperyment dotyczący sulfonylomocznika. Tylko tym razem dawkę ustaliłem „po kolejowemu” na 300g/ha nanosząc 1600g Chikary na 15,250km torów. I znów za rok zobaczymy jaki tego będzie efekt.

Wiem, że drogo to wychodzi (5600zł z VAT), ale jednak chyba jest skuteczne i właściwe, bo pamiętajmy: profesjonalista powinien starać się działać tak, żeby nie trzeba było po nim poprawiać.
Zapisane

Jaka by nie była - w Faurze drzemie siła!
Cordylus
Mechanik
***
Długość toru:: 257 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #143 : 23 Kwiecień 2017, 13:43:49 »
0

Szkoda że tego smacznego sosu w Polsce kupić nie można Mrugnięcie
https://pl.wikipedia.org/wiki/Agent_White
« Ostatnia zmiana: 23 Kwiecień 2017, 13:47:32 wysłane przez Cordylus » Zapisane
Ptr
Minister
******
Długość toru:: 1063 m

W terenie W terenie


FPKW


kolejka
WWW
« Odpowiedz #144 : 24 Kwiecień 2017, 21:27:54 »
0


Otóż prawda jest taka, że jak się nie ma co robić to się robi oprysk trzy cztery dni. No bo jakoś dnióweczkę trzeba zająć. Dopóki opryskiem na RKD zajmowali się pracownicy którym nie chciało się cięzko było zrobić oprysk jednego dnia wiecznie był problem z nieopryskanymi jakimiś odcinkami. A bo nie można zabrać dwóch zbiorników, a bo Matki Boskiej Zielnej, a bo mamy pełnię księżyca itp. Dopiero wsparcie WDZ Piaseczno M. oraz Kucyka który przyjechał do Rogowa ze swoją belką mówiąć "my tą belką otwieramy oczy niedowiarkom!" sprawiło, że nawet wliczając wymianę agregatu udało opryskać się 50-kilometrów  jednego dnia.

Na koniec chciałbym Janusza prosić o nie naigrywanie sie z pracowników Fundacji, gdyż są oni bardzo zapracowani i widocznie nie mieli czasu na przygotowanie oprysku po za 3,14erdolnięciem mauzerów i agregatu na pakę. Sorry taki mamy klimat Uśmiech

Mijasz się z prawdą Chichot Zdarzało się wcześniej, przed przyjazdem opryskiwacza z Piaseczna, że przy użyciu dotychczas używanej aparatury udawało się z powodzeniem opryskać wszystko w jeden dzień. Faktem jest że pracownicy nie są w stanie tego jednak w takim czasie zrobić. Mimo to zawsze trzeba jednak poświęcić wcześniej połowę dnia na przygotowanie akcji.
Ogólnie stopień siermiężności aparatury używanej do oprysku nie wpływa znacząco na czas przeprowadzenia operacji - czy z tą, czy z tamta belką oprysk trwa mniej więcej tyle samo, bo prędkość jazdy pozostaje ta sama. Różnica jest jednak w pracochłonności i wygodzie obsługi urządzenia w czasie jego pracy, czasie jaki potrzeba na montaż i demontaż belki. oraz oczywiście dokładności nanoszenia roztworu (właściwy rozstaw dysz, właściwe ciśnienie w instalacji i i taka jak trzeba wydajność dysz), a przez to efektywności działania całego oprysku.
Zapisane

To jest przekaz.
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3431 m

Na służbie Na służbie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #145 : 30 Wrzesień 2017, 19:17:00 »
+8

108. Gawęda infrastrukturalna. Herbicyd – chyba jednak nie herbicud. Chikara 25 WG wyniki testu 2017.

Pora podsumować obserwacje działania flazasulfuronu na torze GrKD w sezonie wegetacyjnym 2017. Jak pamiętacie pod koniec kwietnia naniosłem Chikarę w dawce 1,5-krotnej w stosunku do zalecanej, czyli sypnąłem 300g/ha. Wprawdzie tydzień po zabiegu przez kilka dni padały spore deszcze, ale instrukcja stosowania mówiła że nie mają one wpływu na aktywność preparatu.
W maju nic specjalnie się nie działo: trochę tu i trochę tam coś wyrastało w torze, czyli było jak to w maju bywa.



Jednak w czerwcu nagle i wszędzie pojawiła się wyjątkowo ekspansywna roślina – konyza kanadyjska, zwana przymiotnem, gatunek inwazyjny, agresywny i niebezpieczny ze względu na wypieranie rodzimej flory. Coś jak imigranci we Francji. I niestety to stało się powodem stwierdzenia ze jednak Chikara, pomimo bardzo zachęcających początkowo wyników, nie sprawdza się na terenie GrKD. Mało tego – jej użycie spowodowało katastrofę chlorofilową - znów aluzja do imigrantów. Zamiast trawek i kwiatków na których bzykają się w szczęściu pszczółki i muszki, zaczęły wszędzie wschodzić chamskie kanadyjskie wiechcie po kolana.



Pierwotnie chwast ten występował w trzech stanowiskach na piętnastokilometrowej trasie – popatrzcie na zdjęcia z poprzedniego testu. W tym roku nastąpiła jego eksplozja: wschodził niemalże wszędzie, a zwłaszcza tam gdzie go rok temu nie było. Miałem wrażenie że nasiona roznoszone na podwoziach wagonów po wielu latach przebywania w glebie w stanie letargu uaktywnione zostały właśnie przez flazasulfuron. Wrażenie te potęgował dający się zaobserwować niezaprzeczalny fakt, iż siewki wyrastały wyłącznie w pasie naniesienia Chikary!



Aby jednak nie paprać eksperymentu innym herbicydem, wszak mogłem nawłoć popalić choćby Chwastoxem, poleciłem skosić przymiotno na całej trasie. Panowie kosili je w sumie 4 razy.



Gdy przymiotno zostawało ścięte, tym momencie w pasie odchwaszczenia gwałtownie ukazał się inny chwast niewystępujący poza terenem kolejowym – pochuj polny.



Konyza odradzała się w tempie cykli koszenia czyli co trzy tygodnie. Czy rozumiecie? Ucinacie roślinę, a ona za 20 dni z powrotem kwitnie i chce się wysiewać. Nie na darmo przymiotno zaliczane jest go grupy superchwastów.

Nadchwasty.

Skoro już o superchwastach mowa, to ich cechą szczególną jest uodparnianie się na herbicydy, w szczególności glifosat. Najpierw cwane, stare rośliny nie chcą schnąć i zamierać, a potem potrafią także wydać nasiona tak zmodyfikowane, ze nowe siewki traktują chemiczne środki do zwalczania jak rześki deszczyk.

I tu Panowie kończą się żarty – bo jeśli pozwolicie na rozwijanie się tej patologii jaką są superchwasty (a konyza jest tylko jednym z nich) poprzez modyfikowanie ich odporności na herbicydy, a to następuje gdy stosuje się wyłącznie glifosaty, to za kilka lat będziecie mieli tor zarośnięty mutantami odpornymi na chemię które Was zeżrą. Rośliny się nauczą odporności, przekażą tę wiedzę w genach zawartych w nasionach, nasionka w części wykiełkują w strefie kolejowej, reszta poza zasięgiem naszych oprysków, potem te 'z poza' dadzą nasiona już wycwanione które wrócą także na tory i macie prze...chwaszczone po całości. Tu i tam. I Wy i okolica.

Metodą zapobieżenia rozprzestrzeniania superchwastów jest ich zwalczanie powodujące zamieranie całej rośliny, zwłaszcza części podziemnej jako mającej zmagazynowane zapasy składników pokarmowych. W tym celu należy połączyć siły człowieka, a dokładniej inżynierii chemicznej i siły natury.

Pisałem onegdaj że najważniejszym zabiegiem odchwaszczającym jest ten ostatni wykonywany na przełomie września i października. Tu widzę że znów Koledzy z innych kolejek kręcą głowami bo niby po co pryskać, skoro już nadciąga jesień i nic nie rośnie. A ja Wam odpowiem tak: czy nie widzicie tego że Wasze kolejki wciąż porośnięte są jak odłogi i wciąż macie te same problemy ze zwalczaniem zielska bo kończycie zabiegi odchwaszczania w sierpniu? Spróbujcie choć raz zastosować się do moich zaleceń, a będzie inaczej. Dzieje się tak dlatego że na uszkodzone chemią rośliny działa zimą mróz niszczący części podziemne w których zmagazynowana jest energia do ożywienia się i wzrostu wiosną.

Dziś właśnie wykonaliśmy ostatni zabieg mieszanką o składzie glifo + MCPA + 2,4-D. Poniżej: cała Polska dziś odchwaszcza.



Nowością jest zastosowanie w mieszance substancji będącej składnikiem środka Agent Orange (mieszanki pomarańczowej) stosowanej podczas wojny w Wietnamie do niszczenia dżungli i pól uprawnych – kwasu chlorofenoksyoctowego, czyli 2,4-D i z tym środkiem zamierzam eksperymentować w przyszłym roku.
Zamysłem moim w walce z superchwastami jest ich zniszczenie całkowite, aby nie mogły przekazać swych doświadczeń dalszym pokoleniom, a do tego potrzeba zastosowania niszczycielskiego „udaru” ze środków innych niż glifo.

Podsumowując powiem tak: flazasulfuron się nie sprawdził, bo chyba nie był do końca sprawdzony przed wprowadzeniem na rynek. Mało tego – źródła amerykańskie wskazują go jako skuteczny środek do zwalczania przymiotna kanadyjskiego. Cóż, nasze polskie przymiotno jak widać jest odporne na propagandę kapitalistycznej Ameryki i na przekór traktuje Chikarę jako nawóz rosnąc dzięki niej wspaniale. No, jak widać „dobra zmiana” potrafi odmieniać o 180o nie tylko poglądy polityków.

W przyszłym roku zapoznam me rodzime chwasty ze wspomnianym 2,4-D. Zamierzam zastosować dawki czynnika aktywnego wzorowane na dobrych praktykach wyniesionych z wojny w Wietnamie. Termin oprysku, aby całość dobrze się komponowała będzie pokrywał się z wiosennym wietnamskim świętem, którym jest Niedziela Napalmowa. A o tym co z tego wyjdzie - napiszę kiedy indziej.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy lubią sobie w październiku popryskać, czyli właściwie jedynie mnie i Marcina!  Język

Zapisane

Jaka by nie była - w Faurze drzemie siła!
Paweł Niemczuk
Administrator
*****
Długość toru:: 1466 m

W terenie W terenie



WWW
« Odpowiedz #146 : 30 Wrzesień 2017, 20:10:37 »
+4

Twoja opowieść o czymśtam kanadyjskim, co chwastobója poczytało sobie za nawóz żywo wywołała w mojej pamięci wspomnienie walki z pewną topolą na stacji Bytom Karb Wąskotorowy. Otóż na niewielkim kwadraciku ziemi pomiędzy biurowcem, halą parowozowni, a torami rosła sobie topola. Wielka. I na wysokość, i na obwód, i na rozłożystość korony. Wielka była także jako producent hurtowych ilości białej waty, która latając w powietrzu wprawiała w radosny humor wszystkich udzielających się na stacji alergików. Oraz operatorów mioteł. Topola, nie powiem, nadawała stacji klimat. Zapewniała w upalne dni ożywczy cień. Była jednak topolą. A topole, jak wiemy, są kruche, mimo solidnego wyglądu potrafią wyciąć numer i się wykoprytnąć albo albo złamać. Wizja topoli demolującej halę parowozowni trochę nas niepokoiła. Gdy jedna z jej rosnących w pobliżu koleżanek narobiła niezłego bigosu wywracając się na linię normalnotorową (całe szczęście nie na parowozownię - a mogła), postanowiliśmy naszą cieniodajną i watodajną koleżankę wyciąć. Przyjechały małpki z uprzężami i poplasterkowały ją od góry. Został się jeno solidnych rozmiarów pniak. A w pniaku, jak się wkrótce okazało, mieszkało sporo woli życia. Pniak zaczął wypuszczać bokami odrosty. Na początku nieliczne, z czasem jednak zaczął się z nich robić dżungiel. Wycinanie nic nie dawało - topoliszczę niezmordowanie odrastało. Jeden z naszych kolegów postanowił rozprawić się ze sprawą radykalnie. Konkretnie przeprowadzając leczenie kanałowe. Wziąwszy wiertarę, grube i długaśne wiertło nawiercił w pniaku słuszną liczbę dziurw i w owe dziurwy wlał jakieś 10 litrów walającego się po stacji starego kwasu akumulatorowego. I co się stało? Czy sądzicie, że topola dokonała żywota? Skądże! To najwyraźniej był jakiś śląski endemit, coś, co kadm, ołów i kwas siarkowy brało za najsmaczniejszy nawóz, sterydy i białko. Odrosty nie dość, że nie padły, to dostały turbo. Zaczęły rosnąć jak bambus. Dobowe przyrosty było widać gołym okiem. Topola oszalała.
Historia topoli skończyła się w ten sposób, że, trzymając się dalej metafory dentystycznej, przeprowadzono ekstrakcję Pniak został rozdrobniony, wydłubany z ziemi, a w jego miejscu powstało oczko wodne. A w oczku wodnym ozdobne rybki. A turystom opowiadamy, że to piranie, które karmimy złapanymi na gorącym uczynku złodziejami.

Wniosek - jeśli chcecie się pozbyć topoli, to nie próbujcie jej truć kwasem siarkowym. Bo topola tylko się obliże, zamlaska i poprosi o dokładkę.
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3431 m

Na służbie Na służbie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #147 : 10 Październik 2017, 16:46:40 »
+3

Miło mi się zrobiło, jak na powyższy artykuł o kłopotach z zastosowaniem flazasulforonu odpowiedział bardzo ciekawie Kolega Norbert – specjalista od testów herbicydów. Zatem prezentuję szacownemu gronu uwagi Pana Norberta.

------------------------------------------------

To, że niektóre chwasty wyrosły po zastosowaniu Chikary, to jeszcze jest wytłumaczalne gdyż podczas testów często można zaobserwować zajmowanie przestrzeni życiowej przez gatunki do tej pory nie mające warunków do wzrostu.
Natomiast warto zwrócić uwagę na pewien szczegół: mianowicie na etykiecie Chikary widnieje informacja że to środek nieselektywny, ale bardzo mało wypisanych chwastów - zarówno tych na które działa, a te które są odporne na tą substancje to trochę tak ujęte są ogólnie: siewki drzew, malin, niektóre trawy itp. a jest ich na pewno więcej. To daje do myślenia że być może nie do końca znane jest spektrum fitotoksyczności tego herbicydu, albo znacznie zmienia się w zależności od warunków miejscowych, na które może mieć wpływ kilka czynników.

Na przykład w pewnych miejscach na szlaku wierzchnie podłoże jest mocno przepuszczalne typu piach ze żwirem, wtedy byłoby wytłumaczone, że z górnych warstw po obfitym deszczu został środek przeniesiony głębiej i w wyjałowionej wierzchniej warstwie mogło wtedy nasiać świeżych chwastów.

Mogła też wystąpić sytuacja, iż stosuje Pan środek w kwietniu potem pada dużo deszczu substancja stopniowo przenosi się bardziej w głąb profilu torowiska, a w czerwcu dopiero zaczynają kiełkować pewne chwasty i rosną śmiało nie niepokojone przez Chikarę.

Inną sprawą może być także temperatura. Ten rok był bardzo chłodny wiosną mogło to spowodować znaczne opóźnienie we wschodach chwastów i akuratnie początek wegetacji nie trafiła w okienko kiedy substancja działała. Czyli siewki rosły już gdy Chikara nie była aktywną, bądź jej zmniejszona aktywność nie mogła zniszczyć danego gatunku mającego większą odporność na tę substancję.

Etykieta sugeruje także żeby stosować środek z glifo, co z góry wymusza na nas stosowanie zabiegu na świeżo rosnące chwasty, a nie na czystą glebę jaką Pan posiada głownie na odchwaszczanym szlaku. Czyli jakbyśmy mieli zarośnięty szlak 90% i młode chwasty być może środek zadziałał by dobrze.

Z naszego badania na Waszych torach w 2015 wynika taka sytuacja: chikara+glifo aplikowane w maju na zarośnięty szlak, dało skuteczności 95% przy jednej aplikacji na rok. Fakt, jesienią pojawił się skrzyp, ale on jest odporny na obie substancje i miał miejsce na rozrośnięcie się. Badanie wskazuje, że flazasulfuron bardziej działa nalistnie niż doglebowo.

Takie tylko mam przemyślenie, oczywiście nie wiem jak to w terenie wygląda bo  praktyka zawsze jest trochę inna od teorii.

------------------------------------------------

Na koniec podam jeszcze wspomniane w poprzednim moim poście wyniki zagranicznych badań publikowane przez portal Kolegi Tomasza zwalczamychwasty.pl.

W prezentacji firmy Belchim widać diagram z którego wynika, że gatunek konyza kanadyjska powinien być niszczony przez flazasulfuron na poziomie 85-94%. W materiałach przygotowanych dla rolników w USA jest informacja, że flazasufluron dobrze zwalcza konyze ale pod warunkiem, że jest stosowany po jej wykiełkowaniu (stosowanie nalistne).

W innym z badań zastosowanie mieszaniny flaza + glifo eliminowało nawłoć późną w 100% (ocena 8 tygodni po zabiegu), a odrastanie po 5 miesiącach oszacowano na 5%. Zastosowanie samego flazasulfuronu było znacznie mniej efektywne, skuteczność sięgała 65%, a odrastanie 100%. Jednak czytając opis nie do końca wiadomo czy za powstrzymanie odrastania odpowiadał duet herbicydów, czy połączenie działania chemii i zimy, gdyż tak jak pisałem zauważyłem że psiknięcie samym glifosatem w październiku przynosi efekty o wiele większe jeśli chodzi o trwałe zniszczenie roślinności, niż każdy inny zabieg prowadzony w porze letniej.

----------------------o----------------------

My tu sobie gadu-gadu, a przez okno widzę, że opisywany oprysk sprzed 10 dni całkiem fajnie już skutkuje i niech tak dalej będzie, a koncepcjami na przyszły sezon zajmę się gdy jeszcze trochę wiedzy o chwastobójczej broni zgromadzę, dokładnie przeanalizuje moje siły, zasoby sprzętowe i warunki bojowe. Bo wiecie, ta batalia jest o wiele bardziej skomplikowaną operacją niż się większości wydaje. Aby wygrać wojnę z chwastami działania trzeba planować taktycznie. Jak w czterdziestym czwartym w Normandii…

Zapisane

Jaka by nie była - w Faurze drzemie siła!
Strony: 1 ... 6 7 [8]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!