Świat kolejek wąskotorowych SMF
27 Czerwiec 2017, 09:03:16 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Profil 750mm.pl na facebooku
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 ... 6 7 [8]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Odchwaszczanie szlaku.  (Przeczytany 69855 razy)
E583.002
Dyrektor
*****
Długość toru:: 515 m

W terenie W terenie

M-sta tr. elektr.


« Odpowiedz #140 : 18 Kwiecień 2017, 06:10:29 »
0

Panowie przedpiścy, zaświadczam, iż odchwaszczenie całego 50-cio kilometrowego szlaku Rogowskiej KD to jeden dzień oprysków podczas którego sos naniesiony zostanie na 180 tys. m2. Proszę jednak zwrócić uwagę na słowo „oprysków”. Znaczy na 8.00 rano ma być naszykowana sprawna, zatankowana i sprzątnięta drezyna na której są załadowane zbiorniki, chemia i narzędzia.

50 kilometrów jednego dnia ? To może coś w ten deseń:

Rozmawiawia żólnierz amerykański z radzieckim
- Nasze racje żywnościowe wynoszą 6000 kcal/dzień
na co radziecki odpowiada
- Kłamstwo! Żaden człowiek nie zje dziennie 30 kilogramów ziemniaków


Otóż prawda jest taka, że jak się nie ma co robić to się robi oprysk trzy cztery dni. No bo jakoś dnióweczkę trzeba zająć. Dopóki opryskiem na RKD zajmowali się pracownicy którym nie chciało się cięzko było zrobić oprysk jednego dnia wiecznie był problem z nieopryskanymi jakimiś odcinkami. A bo nie można zabrać dwóch zbiorników, a bo Matki Boskiej Zielnej, a bo mamy pełnię księżyca itp. Dopiero wsparcie WDZ Piaseczno M. oraz Kucyka który przyjechał do Rogowa ze swoją belką mówiąć "my tą belką otwieramy oczy niedowiarkom!" sprawiło, że nawet wliczając wymianę agregatu udało opryskać się 50-kilometrów  jednego dnia.

Na koniec chciałbym Janusza prosić o nie naigrywanie sie z pracowników Fundacji, gdyż są oni bardzo zapracowani i widocznie nie mieli czasu na przygotowanie oprysku po za 3,14erdolnięciem mauzerów i agregatu na pakę. Sorry taki mamy klimat Uśmiech
Zapisane

Nazywam się Roman i od 35 lat naprawiam pralkę
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3400 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #141 : 22 Kwiecień 2017, 10:09:20 »
+7

No i nas rtał dzień oprysku ostatecznego. Ale najpierw odpowiem na wątpliwość Andrzeja2109 który stwierdził, iż nie rozumie jak tą belkę do drezyny mocować.
Po pierwsze pod słowem „drezyna” mam na myśli wózek motorowy Wmc/d made by Koronowo typu WWM5. Na nim belkę podwieszamy z tyłu tuż przed kasetkami na narzędzia. O właśnie tak:



Skrzynki te będą pełniły rolę ogranicznika, blokady pozwalającej ustawić belkę prostopadle do osi toru, zaś w przypadku zahaczenia konstrukcją o coś, uniemożliwią jej zgubienie. Po prostu albo belka się wygnie, albo to coś się podda, albo drezyna wypadnie z toru, ale urządzenie nie zleci.

Belkę przed montażem kładziemy na szynach za drezyną, przesuwamy po nich pod pakę i unosimy od strony haczyka. Hakowe mocowanie zakładamy aby złapało za ramę. Tutaj widać już hak założony w czasie gdy belka jest podwieszona z drugiej strony:



Następnie chwytamy belkę z przeciwnego końca i ciągnąc do siebie majtamy nią prawo-lewo aby haczyk się dobrze na ramie zassał, zaś „skrzydełka” osłaniające śrubę wyszły poza ramę z drugiej strony.



Teraz całość przytrzymujemy, zakładamy docisk i motylkiem skręcamy przy użyciu jedynie paluchów. Zaręczam, że cała procedura jest możliwą do dokonania całkowicie jednoosobowo.

Nie ma litości dla roślinności, czyli budujemy nowoczesny opryskiwacz – cz. 3. Ostatnia.

Nie samą belką opryskator żyje – musimy jeszcze mieć zasilanie i czymś towar w zbiorniku wymieszać. Pamiętacie taki zestaw wężyków i wężoidów?



Służył on zarówno dystrybucji sosu, jak i mieszaniu w kadzi. Dodatkowo wyposażony był w naczynie przeponowe stabilizujące ciśnienie. Na poniższym, znanym zdjęciu widać je smętnie zwisające, przywiązane sznurkiem do mauzera – to taka bordowa bańka.



Dziś, jako profesjonaliści nie możemy dopuścić aby układ wyglądał jak na konstrukcja rodem z jakiejś kolei wąskotorowej, czyli był krzywy, bylejaki i trzymający się na drutach. Oto jak należy rozwiązać zasilanie mieszadeł i powrót do zbiornika.



Na ramę konstrukcji wykorzystujemy wspornik rurowy od poznanego wyżej wiszącego naczynia wzbiorczego do c.o. Tylko trochę końcówki poprzekładać trzeba. Rozdzielacz umocować warto do ramy klatki mauzera np. dwoma obejmami 32.
 
Od dołu po lewej wchodzi zasilanie z pompy. Wcześniej, na wężu zasilającym jest trójnik z zaworem którym otwiera się sos do belki. Do podłączenia zastosować warto szybkozłączkę ogrodniczą. Takie złączki powinny być jak najszerzej używane, bo są bardzo wygodne, zatem oszczędzają coś dla profesjonalisty najważniejszego – czas. Poza tym w czasie tankowania podpina się pod nie wąż ogrodowy i mamy nie tylko napełnianie zbiornika, ale jednocześnie działają mieszadła rozrabiające w nim wlany uprzednio towar, czyli po napełnieniu mamy od razu gotową ciecz roboczą – i znów oszczędność czasu.

Tuż koło zasilania, na trójniku jest zawór i filtr siatkowy zasilania owych mieszadeł hydraulicznych.

Centralnie nad głównym przyłączem zasilającym ustawiony jest przeponowy zbiornik wyrównawczy pełniący rolę amortyzatora uderzeń ciśnienia. Przy zabudowaniu naczynka „do góry nogami” mamy pewność, że zawsze (nawet gdy pęknie przepona, co się zdarza) zostanie opróżnione po otwarciu zaworów, czyli nie będzie w nim pozostały sos przez pół roku gnił.

Dalej na środku rozdzielacza jest zawór spustowy służący zasadniczo do przepłukania urządzenia i wypuszczenia zeń wody w sposób kulturalny (założyć można nań wężyk i całość odprowadzić poza drezynę) ale również, w przypadku użycia lancy bocznej, pobiera się bezpośrednio z niego ciecz opryskliwą.

Po prawej na górze mamy przelew wykonany z zaworu bezpieczeństwa. Niestety nie jest to najlepsze rozwiązanie, lecz wobec znacznych trudności w nabyciu (i cen) zaworów upustowych można z powodzeniem go zastosować. Zawór ten pracuje trochę agresywnie, zatem niezbędne jest zastosowanie owego naczynia przeponowego do stabilizacji ciśnienia. Z zaworu nadmiar cieczy wraca rurą do mauzera.
Tu ważna uwaga, że rura powrotu powinna być za pomocą kawałka szlauchu wydłużona, aby sięgała prawie do dna, inaczej w przypadku zastosowania pieniących się chemikaliów będziemy robić to, co zazwyczaj robią mikole w Internecie gdy jakąś kolejkę rozbierają – będziemy bić pianę.

Na samym końcu mamy zamontowany manometr. Połączenie jest profesjonalnie zasyfonowane tak, aby wskaźnik pracował poprzez poduszkę powietrzną, inaczej nam się od uderzeń hydraulicznych po kilku latach rozpadnie. Aby móc wypuścić po pracy z syfonu wodę zabudować należy oczywiście zawór spustowy.

Zaręczam, że tak wykonany i tak umocowany na stałe zespół rozdzielczy działa wyśmienicie, a przede wszystkim nie wala się po kątach hali i wspaniale, profesjonalnie wygląda.

Teraz wróćmy do mieszania. Jak pryskamy roztworami jednorodnymi (MCPA, glifo) czyli chemią rozpuszczającą się we wodzie jak cukier, to mieszanie potrzebne jest tylko aby dodany sos na początku wymieszać. Potem można sobie jakieś wykwintne bełtania odpuścić, bo wiadomym jest, że ciecz robocza od mieszania nie staje się skuteczniejszą.
Natomiast na wąskie tory szerokimi krokami nadciąga era herbicydów doglebowych będących zawiesinami, które trzeba cały czas utrzymywać w ruchu, aby w bańce równomierne stężenie substancji czynnej było, inaczej morderczy proszek osiada na dnie zbiornika.

Zainstalowałem w mauzerze dwa mieszadła hydrauliczne, tzw. – tu cieszą się parowoziarze – eżektory. Poniżej widać je z desperacko wykonanego zdjęcia z wnętrza zasobnika.



Są one dostępne w wersjach prostej (po prawej) i kątowej (z lewa). Ja zabudowałem je w takim układzie, aby jedno kręciło całą zawartością, a drugie gilało po dnie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak te niepozorne urządzonka przy ciśnieniu zasilania 3 bar potrafią rozrabiać. Eżektory zostały połączone za pomocą wężyków i trójnika z zaworem odcinającym rozdzielacza o którym już pisałem.



Dwie kwestie techniczne. Po pierwsze należy te eżektory montować jak najniżej. Ten prawy wymagał wycięcia w zbiorniki otworu fi 38mm i jest zamontowany prawidłowo, czyli niżej już się nie dało. Ten lewy (prosty) wymaja dziury tylko 18mm i mógł spokojnie znaleźć się 2cm niżej, ale jak się na szybciora robi coś trzęsącymi się łapkami, to potem taki efekt jest.

- Ale po co tak nisko montować te strumienice? – Pyta się Andrzej2109.
- Gdyż jak eżektor zaczyna wystawać nad poziom cieczy, to, analogicznie jak w przypadku chlupania płynem przez powrót, z mieszadła robi się ubijaczka piany.
- A po co jest ten zawór odcinający? Przecież można się obyć bez niego.
- No właśnie po to, że jak towaru w zbiorniku będzie mało, to się mieszadło zamknie. Wtedy ciecz pozostanie cieczą, a nie gąbczastą masą.
Ma to duże znaczenie dla wyrobienia szuwaksu do końca, bo piany pompy wirowe nie chcą zaciągać.
Poza tym w przypadku stosowania herbicydów nie będących zawiesinami, jak już pisałem, po wymieszaniu nie ma sensu dodatkowo obciążać agregatu przez pobór sosu na eżektory.

Koszt omówionej powyżej hydrauliki wyniósł ok. 300 zł, czyli dodając 300 za omówioną poprzednio belkę z rozpylaczami i osprzętem, otrzymujemy wynik 650 zł, jako ilość kasy którą trzeba posiadać na materiały, potem trochę potu, parę godzin zabawy i już jesteśmy właścicielem takiego sprzęta.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Panowie, to było by tyle gawęd o nowym opryskiwaczu. Pozostaje jedynie całość zmontować, rozrobić zacny towar, wajchę przełożyć, krzyknąć alleluja, i do przodu!
Bo pamiętajcie, że profesjonalny zarządca nie ma litości dla roślinności!



Pozdrawiam serdecznie i opryskliwie tych, którzy do tej linijki doczytali!
Zapisane

Jaka by nie była - w Faurze drzemie siła!
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3400 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #142 : 23 Kwiecień 2017, 12:45:09 »
+2

No i będzie post pod postem...

Pora na rozstrzygnięcie odwiecznego problemu: czym?, bo jak? już żeśmy rozstrzygnęli.
Czyli zapraszam na prezentację efektu testu herbicydów doglebowych 2016!

Aby streszczać się, od razu powiem, że terbutylazyna (Zeagran/Prewenter 340 SE) nie jest warta kolejarskiego zainteresowania. Doświadczenie polegające na spryskaniu jednej strony ław torowiska stężeniem wynoszącym 333% normy zalecanej w rolnictwie nie przyniosło żadnych długotrwałych efektów, poza uschnięciem glistnika, pokrzyw i niektórych innych dwuliściennych, ale to samo można uzyskać 10 razy taniej dając MCPA.

Proszę: oto zdjęcie glistnika który dostał triazną. Sam marnieje, ale trawa na około śmiga jak trzeba.



Tu z kolei widać jak w pasie naniesienia Zeagranu (na zdjęciu po lewej) wyrosły nowe, do tej pory niespotykane w tym miejscu gatunki – kwitnie kloacznik złoty.



Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości że coś tam kręcę, to niech spojrzy na poniższe zdjęcie wykonane 28 sierpnia i określi z której strony toru było pryśnięte terbutylazyną.



Natomiast zaskakujące na + były wyniki zastosowania flazasulfuronu. Jak pamiętamy w roku 2015 test wyszedł marnie, gdyż susza stała się permanentną cechą owego lata. W 2016 r. opady były „w normie” i wydaję mi się że to pozwoliło na zadziałanie mocy sulfonylomocznika.

107. Gawęda infrastrukturalna. Herbicyd – herbicud? Chikara 25 WG wyniki testu 2016.

Miesiąc po kwietniowym oprysku pas zaznaczony Chikarą prezentował się zacnie. Właściwie nic specjalnego tam na nim nie wyrastało. Widać to wyraźnie na zdjęciu poniżej.



Natomiast z początkiem czerwca pojawiły się skupiska roślin.



Proszę zauważyć, że nie było to zachwaszczenie mixem, ale punktowe wyrastanie gromad jednego gatunku – a to samosiejek lipy, a to konyzy kanadyjskiej, a to śmiałek darniowy czy przetacznik perski się zainstalował. Tu pragnę podziękować Koledze Tomaszowi z serwisu ZwalczamyChwasty.pl za pomoc w identyfikacji gatunków.







Ale znów następowała szybka rotacja – po deszczach w przeciągu dwóch tygodni zielsko ginęło. A jeśli nie ginęło, to ekipa Pana Łukasza i tak robiła z nim porządek.



Na koniec pragnę przedstawić dwa zdjęcia wykonane w odstępie roku w tym samym miejscu, które to fotografie są najlepszym streszczeniem moich wypocin. Pierwsze pokazuje działanie Chikary w suchym sezonie. Drugie – podczas mokrego lata.





Podsumowanie – chyba przyjdzie mi odszczekać słowa:
osobiście wątpię, czy nawet jeśli by tor przez cały rok pozostawał jak głowa porucznika Theo Kojak’a, stosowanie Chikary będzie miało jakiekolwiek ekonomiczne uzasadnienie w naszym piszczącym biedą wąskim świecie
Flazasulfuron nawet działa, szczególnie na jednoliścienne, ale nie jest to jakaś siekiera. W każdym razie stosunek cena/skuteczność wypadać będzie, z dużą dozą prawdopodobieństwa, bardzo źle.

- Jeśli zapoda się solidną dawkę, taką aby mieć 100% pewności że przepisowe 200g/ha wszędzie jest, oraz
- Jeśli lato jest normalne jeśli chodzi o opady, oraz
- Jeśli zabieg powtarza się corocznie
To flazasulfuron wykosi wszystko co żywe.

W tym roku także został przeprowadzony kolejny eksperyment dotyczący sulfonylomocznika. Tylko tym razem dawkę ustaliłem „po kolejowemu” na 300g/ha nanosząc 1600g Chikary na 15,250km torów. I znów za rok zobaczymy jaki tego będzie efekt.

Wiem, że drogo to wychodzi (5600zł z VAT), ale jednak chyba jest skuteczne i właściwe, bo pamiętajmy: profesjonalista powinien starać się działać tak, żeby nie trzeba było po nim poprawiać.
Zapisane

Jaka by nie była - w Faurze drzemie siła!
Cordylus
Mechanik
***
Długość toru:: 256 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #143 : 23 Kwiecień 2017, 13:43:49 »
0

Szkoda że tego smacznego sosu w Polsce kupić nie można Mrugnięcie
https://pl.wikipedia.org/wiki/Agent_White
« Ostatnia zmiana: 23 Kwiecień 2017, 13:47:32 wysłane przez Cordylus » Zapisane
Ptr
Minister
******
Długość toru:: 1063 m

W terenie W terenie


FPKW


kolejka
WWW
« Odpowiedz #144 : 24 Kwiecień 2017, 21:27:54 »
0


Otóż prawda jest taka, że jak się nie ma co robić to się robi oprysk trzy cztery dni. No bo jakoś dnióweczkę trzeba zająć. Dopóki opryskiem na RKD zajmowali się pracownicy którym nie chciało się cięzko było zrobić oprysk jednego dnia wiecznie był problem z nieopryskanymi jakimiś odcinkami. A bo nie można zabrać dwóch zbiorników, a bo Matki Boskiej Zielnej, a bo mamy pełnię księżyca itp. Dopiero wsparcie WDZ Piaseczno M. oraz Kucyka który przyjechał do Rogowa ze swoją belką mówiąć "my tą belką otwieramy oczy niedowiarkom!" sprawiło, że nawet wliczając wymianę agregatu udało opryskać się 50-kilometrów  jednego dnia.

Na koniec chciałbym Janusza prosić o nie naigrywanie sie z pracowników Fundacji, gdyż są oni bardzo zapracowani i widocznie nie mieli czasu na przygotowanie oprysku po za 3,14erdolnięciem mauzerów i agregatu na pakę. Sorry taki mamy klimat Uśmiech

Mijasz się z prawdą Chichot Zdarzało się wcześniej, przed przyjazdem opryskiwacza z Piaseczna, że przy użyciu dotychczas używanej aparatury udawało się z powodzeniem opryskać wszystko w jeden dzień. Faktem jest że pracownicy nie są w stanie tego jednak w takim czasie zrobić. Mimo to zawsze trzeba jednak poświęcić wcześniej połowę dnia na przygotowanie akcji.
Ogólnie stopień siermiężności aparatury używanej do oprysku nie wpływa znacząco na czas przeprowadzenia operacji - czy z tą, czy z tamta belką oprysk trwa mniej więcej tyle samo, bo prędkość jazdy pozostaje ta sama. Różnica jest jednak w pracochłonności i wygodzie obsługi urządzenia w czasie jego pracy, czasie jaki potrzeba na montaż i demontaż belki. oraz oczywiście dokładności nanoszenia roztworu (właściwy rozstaw dysz, właściwe ciśnienie w instalacji i i taka jak trzeba wydajność dysz), a przez to efektywności działania całego oprysku.
Zapisane

To jest przekaz.
Strony: 1 ... 6 7 [8]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!