Ten tydzień w Białośliwiu obfitował w tak wiele wydarzeń, że nie potrafię go tak na gorąco podsumować
Dokładnie, mam takie samo wrażenie, Kolego

Czemu nazwa parowozu została zamalowana i to tak niechlujnie??...
Zażyczyli sobie tego Niemcy wynajmując parowóz.
To była dobra okazja do ożywienia części kolejki.
To jest dobra okazja do ożywienia kolejki.
Generalnie chcąc w pewien sposób podsumować – Ci, którzy nas odwiedzili byli zachwyceni, Ci, którzy tego nie zrobili, niech żałują - bo można było wiele zobaczyć zarówno w czwartek, jak i w piątek. Niemcy byli bardzo zadowoleni (u siebie mają 4 km szlaku "w kółko", tu zaś - 12 km wśród dziewiczej przyrody), a my – wolontariusze TWKP, zabiegani, zajęci tysiącem zarówno planowych jak i przypadkowych spraw które trzeba było ogarnąć przy organizacji tego zlotu – mamy poczucie, że to było to, na co od dawna czekaliśmy. Oczywiście było wiele nerwowych sytuacji (szczególnie w sobotę – dwa wykolejenia: na szlaku i na stacji, jeden planowy kurs wypadł z tego powodu), ale traktujemy to raczej jako poligon doświadczalny – w końcu byliśmy pierwsi w Polsce i nie zawsze mogliśmy wszystko przewidzieć, a ruch był duży.
Z ciekawostek – okiem kogoś, kto przede wszystkim zajmował się prowadzeniem i nadzorowaniem ruchu „niemieckiego” podczas zlotu (aż do drogi krajowej Nr 10).
Według moich ocen, przez stację przewinęło się co najmniej 6000 ludzi, z czego przynajmniej 2/3 podczas czwartku 23.06 i soboty 25.06. Tylko pierwsze kursy pociągów Białośliwie – Kocik Młyn – Białośliwie nie miały pełnej obsady pasażerów, kolejne nie mogły pomieścić wszystkich chętnych. Dlatego nie używaliśmy specjalnie przygotowanych dwóch oliwkowych wagonów osobowych, pojechały one tylko w czwartek rano i w pociągu specjalnym w sobotę.
Nasza książka (moja i dwóch kolegów), wydana przez TWKP, sprzedała się w ilości ok. 180 egzemplarzy. Będzie jeszcze dostępna.
Każdy przejazd kolejowy przez który przejeżdżały pociągi natychmiast zbierał gromadkę gapiów, donośne gwizdy parowozów było słychać w całej okolicy, co napawało nas pewną dumą i pozwalało pierwszy raz od 16 lat bez telefonu komórkowego zorientować się gdzie są pociągi

Parowozy ściągnęły na kolejkę wielu dawnych pracowników, niektórzy mieli okazję przypomnieć sobie dawne czasy i pojeździli kilka kursów jako pomocnicy maszynisty.
Dwukrotnie pociągi parowe krzyżowały się w Kociku Młynie. Trasa Kocik Młyn – Nieżychowo – przejazd na DK nr 10 była natomiast rajem dla fotografów, szczególnie w piątek i sobotę, gdy na całym odcinku, w dziewiczym terenie, bez zbędnych gapiów, aż do późnego popołudnia grasowali Niemcy ze swoimi rumakami i parowozem O&K ze składem towarowym. Zabierali ze sobą każdego chętnego. Na stacji w Nieżychowie przewozili gromadki dzieci i młodzieży. Sznur kilkunastu lokomotyw pod Nieżychowem i na torze dochodzącym do drogi krajowej nr 10 spowodował niemałą sensację. Doszło nawet do sytuacji, w której dwóch kierowców TIRów zatrzymało się, sądząc, że parowóz przekroczy drogę. Oczywiście wzbudziło to ogólną wesołość.
W niedzielę rano za to miała miejsce wiekopomna chwila – po 16 latach parowóz Px38 ze składem mieszanym dotarł do Nieżychowa… Dlatego dwa kursy w niedzielę prowadzone były parowozem O&K

Pozdrowienia