Jeżeli prądnica jest sprawna i regulator daje się podregulować to można ją zostawić, jeżeli jednak jest padnięta, to lepiej kupić alternator bo wychodzi taniej od prądnicy (po prostu jest to masówka)
Absolutnie jestem "za".
Co zaś do mocy to chyba jest tam jakieś 25A * 12 V = ok. 300W zaś przy wyższych obrotach to się odłącza, bo prądzicho jest zbyt duże.
Coś mi tu nie pasuje - przy za dużym prądzie (i obrotach) to ona się nie odłączy, jedynie prąd wzbudzenia pójdzie przez opornik (reg. jednostopniowy) lub też przez opornik, ale do "masy" (reg. dwustopniowy). Ale jeżeli ma ona ok. 300 W mocy, to zakładając, że jest sprawna, powinna wystarczyć. Chyba, że się mylę. W razie czego, wymienić prądnicę na alternator nie ma większego problemu. Wiem, że do ciągników (czyżby Agroma?) są gotowe komplety w postaci alternatora wraz z tuleją i śrubą mocującą pasującą dokładnie w uchwyt prądnicy, a połączenia elektryczne są dołączone na prostym schemacie - przy nich podłączenie tematycznej stacyjki to "wyższa szkoła jazdy".
Co zaś do prądu wzbudzenia - to jest on niewielki, ale zważywszy na to że gdy prądnica nie ładuje akumulatorów to jej prąd idzie w rezystor to może warto oszczędzić te 300W oporu dla rozrusznika to jest jakieś 10% jego mocy.
Dla jasności powtórzę - nie chodzi o stratę na prąd wzbudzenia, tylko o mniejsze opory ruchu (obrotu wału korbowego)
Jeżeli prądnica nie ładuje, to jej twornik jest odłączony od instalacji przez regulator. W regulatorze prąd przez nią wytworzony zużywany jest (krótko ujmując) na zasilanie jego uzwojeń i uzwojenia wzbudzenia. Jeżeli on ten opornik miałby 300 W mocy tracić, to byłby duuużo większy niż jest (chyba, że prądnica w loku działa diametralnie inaczej niż w np. samochodzie - w co ośmielam się wątpić). Opornik (oporniki) w regulatorze mają za zadanie ograniczać wyłącznie prąd wzbudzenia, a ten, jak jesteśmy zgodni, jest niewielki. W sumie cały ten bałagan podczas rozruchu "pożera" raptem, strzelam, ze 30 W mocy, a nie 300.
Twornik prądnicy podczas uruchamiania silnika w ogóle jest odłączony od instalacji, a to co idzie na regulator śmiało można pominąć. Tak więc dodatkowy opór na wale korbowym (istotny z punktu obciążenia rozrusznika) spowodowany wzbudzeniem prądnicy też można pominąć.
W aspekcie przełącznika 12/24 V - jeżeli rozrusznik lub ten przełącznik jest uszkodzony, proponowałbym zastanowić się nad ich wyrzuceniem/zamianą:
- przełącznik wyrzucić,
- rozrusznik zapodać od np. ciągnika Ursus (ach ta Agroma) - bo jeżeli ma on moc ok. 3 kW jak sugeruje Phinek, to w traktorach C-360, a może i C-330 więcej też nie ma, a wystarcza im spokojnie 12 V,
- dodatkowym plusem takiego "wyjścia awaryjnego" jest redukcja zapotrzebowania na akumulatory - z dwóch sztuk do jednego.
Teraz trzeba sprawdzić, pomyśleć, przeliczyć - może mam rację... Phinek, czy mógłbyś odnieść się fachowo do tej ostatniej kwestii? Bo w danych technicznych silników kolejowych mam pewne luki, a trzeba by porównać pojemności skokowe silników loka i Ursusa, stopnie sprężania ... i diabli wie, co jeszcze - aż tak mądry, to ja nie jestem. Wiem, że głoszę w tym momencie niewielkie herezje, ale przecie w traktorach to działa już kilkadziesiąt lat, a i dzisiejsze akumulatory są "trochę" lepsze niż dawne.
Gdyby natomiast przełącznik 12/24 V i rozrusznik były sprawne, ewentualne braki schematów elektrycznych możnaby uzupełnić z instalacji Star-ów 27 lub 28 (silniki S-530), bo miały i przełącznik 12/24 V, i rozrusznik 24 V, a instalacja wraz z prądnicą była 12 V. Zaryzykuję twierdzenie, że wspomniane urządzenia obu pojazdów (loka i Star-a) mogą być identyczne (w socjaliźmie unifikacja miała swoiste znaczenie).