Świat kolejek wąskotorowych SMF
20 Kwietnia 2026, 00:00:28 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Serwer FTP już działa! Szczegóły na forum.
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: praskie tramwaje - "trójką na pelcowiznę"  (Przeczytany 4866 razy)
Jacek M
Czytelnik

Długość toru:: 4 m

W terenie W terenie


« : 11 Maja 2009, 23:15:26 »
0

Praskie tramwaje – trójką na Pelcowiznę

       W dzisiejszym czasach, kiedy nic nie jest trwale, a wszystko się błyskawicznie zmienia, człowiek mniej obyty z prędkością zmian zaczyna się powoli gubić. Przykładem w Warszawie są zmiany numeracji i przebiegu linii komunikacyjnych. Piszący te słowa, jako osobnik po pięćdziesiątce, zaczyna się już w tym wszystkim nie wyznawać. Wydaje się, iż kiedyś było ciut prościej. Tramwaje miały numeracje od 1 do 34, trolejbusy od 51 do 53 ( a może 54), autobusy powyżej 100. Informacja dla młodszych czytelników: w Warszawie była komunikacja trolejbusowa, całkiem sprawnie poruszająca się po centrum. Niestety, z początkiem lat 70-tych została zlikwidowana. Potem przez kilka lat  (80/90)  była jedna linia do Piaseczna.  Numeracja trolejbusów była przyczynkiem opowieści o kobietach „w wieku trolejbusowym”, a więc po pięćdziesiątce.

         Za czasów mojej młodości, a więc lat sześćdziesiątych wiadomo było, ze czwórka jeździ do Centrum, pośpieszny „D” na Służew, a linia autobusowa 160 z Kowieńskiej na Dworzec Centralny. Potem i to się zmieniło.

        Pozostała jednak linia, która jeździ po tej samej trasie Jest to popularna „trójka”. Odkąd pamiętam jeździ w zasadzie na tej samej na trasie: Pętla Gocławek, Grochowska, Targowa, 11-go Listopada, Odrowąża, (przepraszam, byłą jedna zmiana trasy – do połowy lat sześćdziesiątych jeździła ul. Wysokiego na Pelcowiznę). Po zbudowaniu dużego osiedla na Bródnie zaczęła jeździć ul. Budowlaną, potem Rembielińską na Annopol, w zasadzie równolegle, tylko kilkaset metrów bardziej „w prawo”

          Moja „tramwajowa” opowieść dotyczy jednak pierwszej połowy lat sześćdziesiątych. Pamiętam, jechaliśmy z rodzicami na początku lat sześćdziesiątych „trójką” w niedziele do wujostwa na imieniny na Pelcowiznę. Na „Tadeusza”, a to był bardzo popularny solenizant na Pradze w tych latach. Osiedle Bródno dopiero powstawało. Jechaliśmy ulicą Wysockiego. To była taka dziwna, przedwojenna ulica. Brukowana, tory tramwajowe po bokach, przy chodnikach, a na środku wolny pas. A nim zaparkowana ciężarówka. Śmieszne, ale w kodeksie drogowym z lat pięćdziesiątych/śześćdziesiątych był przepis, pozwalający na parkowanie na środku ulicy, jak tory tramwajowe były po boku. Fajnie się wysiadało z tramwaju, prosto na chodnik.

           Na przystanku przy ul. Starzyńskiego wsiadł lekko „zaawansowany” osobnik z wiechciem kwiatów, który po chwili zaczął następujący dialog:

„Mistrzuniu, (to do motorniczego) dawaj szybciej, bo tam już solenizant beze mnie 3 kolejkę odpija”
Odpowiedź „mistrzunia” lub jak inaczej go nazywali złośliwie „kręcikorby” była następująca:

„Kochanieńki, nie mogie, (to zapis fonetyczny, nie literówka), szyny się wygły.

         Fakt, trzęsło i kolebało strasznie.

          Rozpoczęła się wtedy ożywiona dyskusja w tramwaju „że kiedyś, to się Panie, jeździło. I kolejkę się wzięło”
 (uczestniczyli w niej panowie, niewiasty, jako osoby będące na bakier z techniką, nie brały w niej udziału. Poza tym, nawet jak by się znały, to nie śmiały by się odezwać. Jak faceci dyskutują, to wiadomo (na Pradze w latach sześćdziesiątych), iż niewiasty się nie odzywają, aby nie usłyszeć w stylu „a cóż ty kobieto, przy kuchni ciągle stojąca, możesz o tym wiedzieć?”

         Jak zrozumiałem z dyskusji, chodziło o to, iż po wojnie do początku lat pięćdziesiątych na ul Grochowskiej równolegle do torów tramwajowych biegł tor ciuchci jabłonowskiej, jeżdżącej na trasie Jabłonna – Warszawa - Otwock – Karczew.

         Oczywistą rzeczą jest, iż w przypadku jechania w tym samym kierunku następował konflikt interesów i każdy z pojazdów chciał być szybciej. Tramwaj oczywiście musiał stawać na przystanku, kolejka miała przystanki rzadziej.

          Jak wynikało z ożywionej dyskusji, pasażerowie tramwaju zawsze mocno dopingowali motorniczego, aby był pierwszy. Podstawowym okrzykiem było ‘na dziewiątkie go, na dziewiątkie”.... Podobno nastawnik „koguta” (tramwaj przedwojennej budowy), miał ostatnią pozycję nastawnika „9”. Na to motorniczy. odkrzykiwał.  „Nie mogie, nie mogie. Goździa mam na czwórce”. Jak wynikało z kontekstu dalszej rozmowy, Zarząd MZK (Miejskich Zakładów Komunikacyjnych), aby uniknąć wyścigów zdezelowanych wozów na tym odcinku ul. Grochowskiej, zablokował nastawniki. Jak naprawdę było, nie wiem. Za czasów, które pamiętam, kolejka ul. Grochowską oczywiście nie chodziła.

        Oglądałem kiedyś nastawnik w tramwaju stającym na pętli na ul. Czynszowej. Był tam napis „JAZDA” i w drugą stronę „HAMOWANIE”.

            Pamiętam, iż podczas jazdy motorniczy przestawiał poszczególne zakresy szybko, ale płynnie. Przy hamowaniu korba nastawnika przechodziła wstecz przez poszczególne pozycje. Motorniczy nastawnik obsługiwał lewą ręką. Po prawej miał hamulec ręczny. Przy hamowaniu silniki pracowały jako prądnice i hamowały tramwaj. Hamowanie kończyło się pozostawieniem nastawnika na ostatniej pozycji. Ale ponieważ wtedy (przy prędkości kilku km/godz) siła hamowania na silnikach spadała, motorniczy dokręcał hamulec ręczy. Nie znam się specjalnie na fizyce/elektrotechnice, ale tak to wyglądało. Czasami, podczas zjazdu w deszczu w dół Trasą W-Z (dzisiejsza Aleja Solidarności) z Mostu Śląsko-Dąbrowskiego w stronę ul. Targowej używana była piasecznica. Było to wyczuwalne przyhamowanie. Hamulce w tramwajach typu „N” nie były chyba najlepsze. Oryginały, to znaczy niemieckie tramwaje tzw. „wojenne” miały hamulce szynowe. Kopie robione po II wojnie światowej w chorzowskim Konstablu i w Stoczni Gdańskiej nie miały tego luksusu. Dlatego może w tramwaju nad przednim oknom, od strony motorniczego była przynitowana tabliczka „Hamuj w odległości 150 metrów przed pociągiem stojącym na przystanku….”   Biorąc pod uwagę, iż wagony typu „N” jeździły zawsze z jedną, a czasem z dwoma doczepami, to raczej szybciej niż 30 (może w porywach 40 Km/godz.) się nie podróżowało.

               W każdym razie, na imieniny dojechaliśmy. Szybko, mimo że w strasznym tłoku. Niezapomnianą trójką. Pozostało tylko wznieść zdrowie solenizanta. Oczywiście "100 lat" też wszyscy odśpiewali. Niektórzy z gości mocno fałszując. No, ale wiadomo. Byli już po 3 kolejce.
Zapisane

Jacek M
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!