|
Paweł Niemczuk
|
 |
« Odpowiedz #5 : 11 Kwietnia 2010, 00:14:39 » |
0
|
Ja bym, drogi Kucu, z tą dostępnością części takim optymistą nie był. O ile chodzi o części znormalizowane typu uszczelki, filtry itd., to spoko, to się zdobyć da, całe szczęście jesteśmy krajem dość zacofanym technologicznie i różne nienajnowsze sprzęta po kraju hulają, części te się do nich robi. Ze zgrozą jednak obserwujemy przed każdym sezonem kurczenie się cudem uratowanych zapasów części niestendardowych, głównie do Maybachów. Ze zgrozą co rusz wykreślamy z kajecika adresy firm, które jeszcze miesiąc, kwartał, rok temu niektóre części miały. A firmy to były dziwne - firmy trudniące się wydobyciem ropy naftowej, armatorzy zajmujący się żeglugą śródlądową, różni syndycy i likwidatorzy... Ręce opadają gdy okazuje się, że już nawet sam Faur nie pomoże, bo ani częsci nie robi, ani nawet dokumentacji technicznej nie ma (byłem osobiście, sprawdzałem). Na chwiłę iskierka nadziei odżywa po telefonie do Cryslera - o, mają części! Gaśnie jednak równie szybko, jak się zapaliła, gdy przemiły pan z tejże firmy oświeca nas, że części do oryginalnego Maybacha raczej nie pasują do rumuńskiego, a to ze względu na drobne modyfikacje przez Rumunów wprowadzone, a to ze względu na niezbyt staranne wykonanie silników w Rumunii... Potem znów nadzieja, bo ktoś tam znajduje firmę, która podejmuje się remonatu kapitalnego rzeczonego Maybacha, i kolejny zawód, gdy po kilku miesiącach okazuje się, że firma się poddaje i z kończenia naprawy rezygnuje, bo miałą własnie części niemieckie, a nie rumuńskie. Zwłaszcza jest niewesoło, gdy cały czas masz świadomość, że do sprawnego prowadzenia ruchu potrzebujesz 2 lokomotyw plus rezerwa, a masz na stanie czynne niecałe dwie. Dodatkowo z posiadanych 6 lokomotyw 5 to Maybachy, a szósta to konkretnie wybebeszony Henschel (z szafy elektryczej zostały resztki kabelków). A w sezonie same tylko pociągi planowe mają do przejechania bez mała 12.000 kilometrów. Stajesz wtedy wobec sytuacji, jak nie przymierzając, kardiolog - masz nadzieję, że jeszcze przez rok, dwa utrzymasz pacjenta przy życiu za pomocą tebletek, zastrzyków, kroplówek i modlitw. Zdajesz sobie jednak sprawę, że przeszczep serca jest nieunikniony i liczysz, że dawca (czytaj: pieniądze) i nowe serce do przeszczepu (czytaj: nowy silnik) znajdą się na czas, nim pacjent zejdzie ostatecznie z tego świata. Ewentualnie liczysz na cudowne ozdrowienie (czytaj: cudem znajdzie się jeszcze ktoś, kto gdzieś w kącie magazynu ma zadekowane potrzebne części). I nie mów, ze to wymówka i lenistwo. Po prostu czasem się już nie da, po prostu nie ma cudów, po prostu czasem nawet złotoręcy mechanicy swe złote ręce bezsilnie rozkładają. Brzmi dramatycznie? I słusznie, bo sytuacja jest co raz bardziej dramatyczna. Ale na pocieszenie - nie poddajemy się, nie siadamy z opuszczonymi rękami i głowami. Staramy się znależć wyjście z sytuacji i pracujemy ciężko nad tym.
|