Świat kolejek wąskotorowych SMF
05 Lipiec 2020, 08:06:40 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Profil 750mm.pl na facebooku
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Jeden aktor, czy trupa? Formy działalności organizacji  (Przeczytany 306 razy)
Paweł Niemczuk
Administrator
*****
Długość toru:: 1702 m

W terenie W terenie



WWW
« : 30 Czerwiec 2020, 16:54:13 »
+4

Uwaga: niniejszy wątek został wydzielony z dyskusji w dziale o kolei leśnej w Pionkach:

Link do pierwotnego wątku

Dlatego, mimo wad, rozwiązanie w postaci organizacji społecznej wydaje się obecnie najlepszym z możliwych.
Zapewnia oddzielenie majątku kolei / skansenu od majątku prywatnego zarządu, czyli eliminuje problemy spowodowane ewentualnym bankructwem, rozwodem i podziałem majątku, sprawami spadkowymi, aresztowaniem, czy wyjazdem do San Escobar. Stwarza możliwość sukcesji w zarządzie, oddala podejrzenie, że ktoś wykorzystuje pracę społeczników i zapaleńców dla własnego interesu.

Oczywiście może się tak zdarzyć (a badania wykazują, że w Polsce zdarza się często), że organizacja nadal jest teatrem jednego aktora - odejście lidera powoduje, że organizacja się rozpada / zapada / popada w marazm z braku lidera. Ale to jest zagrożenie, a nie pewność. Są w Polsce organizacje kolejowe, które z sukcesem przetrwały zmiany w zarządzie, a sukcesja następowała w sposób zorganizowany. I to nawet nie raz.

Może się też zdarzyć, że organizacja społeczna w gruncie rzeczy jest prywatnym folwarkiem wodza, którego władza jest niczym nieograniczona, a który majątek organizacji traktuje jak swój, albo i gorzej. Ale to jest przypadek degeneracji.

Kolejny przypadek degeneracji organizacji społecznej to organizacja wodzowska - wódz nie ma złych intencji, działa wiedziony ideą, dla sprawy, ale jest besserwisserem, uważa, że sam wie wszystko najlepiej, dlatego nikogo nie włącza w proces decyzyjny. A przez to nikt, prócz niego nie wie, co tak na prawdę się dzieje w organizacji, jaki jest stan spraw, sytuacja prawna i finansowa. Albo wódz nikomu nie ufa, żyje w oblężonej twierdzy, boi się puczu. Efekt ten sam. I gdy takiego wodza zabraknie - klops. Brak następców, nikt nic nie wie. Nie ma naturalnej sukcesji, a ewentualny następca działa jak pijane dziecko we mgle, bo nie miał okazji poznać tajników działalności organizacji. Do tego musi uporać się z unoszącymi się w powietrzu oparami paranoi i braku zaufania.

Podsumowując: rozwiązanie pod tytułem "organizacja społeczna" nie jest idealne, ale wydaje mi się najlepsze z możliwych. Czy fundacja, czy stowarzyszenie - to już temat na osobne rozważania.

Ps.
Oczywiście można sobie wyobrazić spółkę prawa handlowego, ale Ciuchcia O Bezsensownej Nazwie ze Słowem Ponidzie sp z o.o. zdaje się wyraźnie pokazała, że to nie będzie działać. Problemy z ubieganiem się o dotacje, problemy z wolontariatem, ustawowy nakaz działania w celu uzyskania zysku itp....
« Ostatnia zmiana: 01 Lipiec 2020, 05:53:07 wysłane przez Paweł Niemczuk » Zapisane
Kajetan
Dyrektor
*****
Długość toru:: 516 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #1 : 30 Czerwiec 2020, 18:09:29 »
+2

Czy fundacja, czy stowarzyszenie - to już temat na osobne rozważania.

To ja spróbuję te rozważania pociągnąć. Trudno mi sobie wyobrazić twory bardziej odmienne w swojej istocie działania.

Zacznijmy od fundacji. Fundacja jest bytem skonstruowanym w celu wydawania pieniędzy, nomen omen, fundatora. Oczywiście taka jest idea bo w praktyce mnóstwo jest fundacji w których fundator wyłożył na wstępie 100 czy 1000 zł. Albo był zupełnym figurantem. Mało kto kojarzy na przykład że fundatorem FPKW była/jest... pierwsza żona wspomnianego wyżej aktora.

Natomiast jeżeli spojrzymy na przewidziany przez ustawodawcę mechanizm działania fundacji, to jest on uszyty pod ludzi pokroju Kulczyka. Szefie, nasze badania wykazały ludzie ostatnio się irytują i psioczą na tę niedawną podwyżkę opłat na Pańskiej autostradzie. Dobrze byłoby PR-owo chociaż procencik tej kwoty wydać na coś fajnego dla oka... jakieś głodne dzieci czy cośtam.. I taki Kulczyk czy inny Gudzowaty (fundator) wykłada bańkę na głodne dzieci, powołuje organ nadzoru (kuzyna i brata, niech sobie coś tam zarobią a jemu nie zawracają głowy duperelami w rodzaju zapraszania TV na stołówkę dla podstawionych dzieci), ten z kolei powołuje zarząd, który zatrudnia pracowników (no bo przecież prezes sam nalewać do talerzy nie będzie).
I wszystko działa - to znaczy wydaje pieniądze fundatora (lub ewentualnie innych osób) na określony cel.

Pod tym względem fundacja jest wymarzonym miejscem dla wszelkich "Wodzów" bo element z którym jest im w danym momencie nie po drodze można w każdej chwili spławić, tak jak spławia się sprawiającego problemy pracownika. Boleśnie przekonała się o tym pewna fundacja z centralnej Polski, z której trzy lata temu odeszła praktycznie z dnia na dzień jakaś połowa wolontariuszy. Firma się z tego otrząsnęła, działa dalej ale już nikt tam nie ma wątpliwości że wódz jest tylko jeden.

W stowarzyszeniu jest odwrotnie - każdy członek jest podmiotem. Na dobre (bo trzeba uwzględnić każdego) i złe (bo czasem trudniej podejmować decyzje).

Oczywiście nie brak wyjątków. Stowarzyszeniem też można zarządzać na sposób wodzowski, niemniej jednak jest to trudniejsze i wymaga sprawnego manipulowania listą członków, na którą najlepiej wciągać tylko osoby zaufane a jeszcze lepiej - zwykłe słupy.

Klasycznym przykładem będzie tu pewne stowarzyszenie spod Warszawy, powołane 20 lat temu przez biznesmena - właściciela parowozu. I dopiero po śmierci ojca-założyciela jego członkowie obudzili się że mają jakąś odpowiedzialność i rolę do spełnienia. Ostatecznie stowarzyszenie zdołało wyjść na prostą, choć nie bez zgrzytów.

I dlatego na postawione na wstępie pytanie moja odpowiedź jest jednoznaczna - jeżeli ma się w to angażować ileś osób, powinno być to stowarzyszenie.
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 4008 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #2 : 30 Czerwiec 2020, 19:02:54 »
+1

A moim zdaniem jednak spółka prawa handlowego. A dlaczego?

Fundacja czy stowarzyszenie, to jednak mała odpowiedzialność. A właściwie odpowiedzialność wyłącznie moralna. Dziś działamy, a jak się nam odechce, to się zwiniemy. Onegdaj napisałem jakie konsekwencje w przypadku upadłości spadają prywatnie na członków zarządu stowarzyszenia - praktycznie żadne, a w spółce już nie jest tak słodko.

Pierwsza sprawa - do spółki wchodzą ludzie którzy naprawdę chcą coś uzyskać. Nie 'robić', a 'zrobić'.

Po drugie - muszą być konkretni - coś mieć. I to wnieść. Coś konkretnego majątkowo (finanse, nieruchomości, maszyny, technologie) a nie tylko dobre chęci - życiowych gołodupców w zespołowym działaniu nie potrzeba, bo skoro są gołodupcami, czyli nie umieją zadbać o siebie, to znak że nie mają kompetencji aby działać rozwojowo dla grupy.

Po trzecie - odpowiedzialność, czyli Miecz Damoklesa wzmagający kreatywność i działający niczym pracownik działu HR batożący Murzynów na plantacji bawełny. Nic tak dobrze nie gasi bezsensownych sporów o to która ręką trzymać pędzel, jak widmo nawet nie odpowiedzialności finansowej, a braku zysku.

A na co ten wypracowany zysk wydać - no, tu już wkraczamy w sferę całkowicie inną, bo wracając do tematu wątku: pamiętajmy że za marzenia się nic nie kupi.
Zapisane

- Dlaczego mały mikol jest lepszy od dużego?
- Mały, przy rzucaniu nim, lepiej się trzyma na widłach.
Paweł Niemczuk
Administrator
*****
Długość toru:: 1702 m

W terenie W terenie



WWW
« Odpowiedz #3 : 01 Lipiec 2020, 04:29:18 »
+2

A moim zdaniem jednak spółka prawa handlowego.

Nie. Nie w polskim porządku prawnym. Spółka prawa handlowego  musi prowadzić działalność zarobkową, czyli działalność, której celem jest wypracowanie zysku. Kropka. To wynika jasno z zapisów KSH (Kodeksu spółek handlowych). Jeśli będąc prezesem spółki handlowej podejmiesz decyzję o np. renowacji starego parowozu, który stoi na placu zardzewiały, ale cel tej renowacji będzie niezarobkowy, narażasz się na zarzut (prokuratorski!) działania na szkodę spółki. Ba, możesz dostać ten zarzut nawet wtedy, kiedy jesteś jej jedynym udziałowcem [* - patrz jeszcze uwaga niżej].
Oczywiście możemy takie wydatki potraktować jako marketingowe, dbanie o wizerunek przedsiębiorstwa (podobnie jak np. sponsoring), ale ostatecznym celem takiego działania musi być uzyskanie korzyści.
Ponadto spółki prawa handlowego nie mogą ubiegać się o dotacje interesujące z punktu widzenia kolei wąskotorowych (warunkiem udziału w konkursie jest bycie organizacją społeczną), nie mogą korzystać z pracy wolontariuszy (bo wolontariusz nie może wykonywać pracy związanej z działalnością zarobkową, a spółka prawa handlowego nie może prowadzić działalności innej niż zarobkowa).
Polska to nie Wielka Brytania, gdzie nie ma czegoś takiego, jak stowarzyszenie posiadające osobowość prawną. Taką funkcję pełnią tam spółki z o. o. o niedochodowym celu działania. W Polsce tak się nie da, bo prawo nie przewiduje czegoś takiego.

Teraz o fundacjach i stowarzyszeniach. Przeciętny Kowalski nie widzi różnicy. Jedno społeczne i drugie społeczne. Jedno robi coś dla ogółu i drugie też. Dba o pieski, kotki, poszkodowanych przez los, kolejkę - cokolwiek. Różnica jest jednak zasadnicza.
Stowarzyszenie jest korporacją. Substratem korporacji są jej członkowie, członkowie są istotą stowarzyszenia i bez nich stowarzyszenie nie istnieje. Korporacja (stowarzyszenie) jest skupiona wokół jej członków i celów, a nie majątku. Majątek nie jest istotą istnienia stowarzyszenia.

Z kolei istotą istnienia fundacji jest majątek, a nie członkowie. Fundacja nie jest korporacją. Samo słowo "fundacja" pochodzi od łacińskiego fundus, czyli "posiadłość, majątek". Istotnymi substratami fundacji są jej majątek oraz statut, który określa sposób, reguły dysponowania tym majątkiem. Fundacja nie ma członków (niekiedy przyjmuje się, że członkami fundacji są członkowie rady fundacji, ale nie jest to powszechnie przyjęty pogląd), jest organizacją bezosobową.
Widzimy zatem, że fundacja może istnieć bez członków, ale musi mieć majątek. Stowarzyszenie zaś nie musi mieć majątku, ale musi mieć członków. Ma to prawne konsekwencje: brak majątku jest przewidzianą w prawie przesłanką do postawienia fundacji w stan likwidacji. Ba, w przypadku gdy fundacja nie ma majątku, a jej zarząd nie podejmie uchwały o postawieniu jej w stan likwidacji z wnioskiem takim może wystąpić do sądu organ nadzoru (starosta albo odpowiedni minister). W przypadku stowarzyszenia taką przesłanką jest spadek liczby członków poniżej określonej ustawowo liczby.

Kolejna różnica: zapisy statutu stowarzyszenia można sobie dowolnie zmieniać. W przypadku fundacji zmiana zapisów statutu może okazać się niemożliwa ponieważ statut, obok majątku, jest jej istotnym substratem i stanowi o tożsamości fundacji. To fundator określa cele fundacji i nawet zza grobu swą martwą ręką może nią sterować za pomocą zapisów statutowych (o ile statut fundacji nie zawiera zapisów o możliwości jego zmiany, to jest to niemożliwe).

Swego rodzaju osobliwością polskiego prawa stało się funkcjonalne zrównanie fundacji i stowarzyszeń jako organizacji społecznych, co jest bzdurą. Owszem, i jedno i drugie jest organizacją pozarządową, ale tylko stowarzyszenie jest organizacją społeczną. Fundacja realizuje cele fundatora, a stowarzyszenie - jego członków.
Przykład: mogę sobie założyć fundację, która będzie miała na celu zapewnienie edukacji moim wnukom albo utrzymanie wdowie po mnie. To legalne. Gdzie tu widzicie organizację społeczną? Cele fundacji mogą  być zupełnie ale to zupełnie prywatne i nie mieć nic wspólnego z interesem społecznym (no, nie mogą być z nim jawnie sprzeczne).

Dlaczego o tej osobliwości wspominam? Otóż to przez nią w świetle prawa i w świadomości społecznej jeden i drugi rodzaj organizacji są traktowane, w zasadzie, jednakowo (np. w przypadku ubiegania się o dotacje), to dlatego ludzie nie do końca wiedzieli, co rejestrować. Rejestrowali to, co wydawało im się łatwiejsze. Albo fundację, bo "Fundacja" brzmi bardziej prestiżowo, ęą i posh. Last but not least - przez bardzo wiele lat rejestracja fundacji była zwolniona z opłat sądowych, a rejestracja stowarzyszenia nie. Takich 20 lat temu 500 zyla na rejestrację stowarzyszenia to były niebagatelne pieniądze. A gdy stowarzyszenie jeszcze miało być przedsiębiorcą, to kwota ta wzrastała do 1000 złotych. Przy średnim wynagrodzeniu netto około 1300 zł i medianie pewnie w okolicach 700.
Z przyziemnego punktu widzenia fundacja jest o tyle łatwiejsza, że nie jest demokratyczna. Nie ma się co obawiać rokoszu, czy przewrotu. I to też czasem był czynnik decydujący.

Zmierzając do podsumowania: przy takiej, a nie innej specyfice działalności organizacji "kolejkowych" w Polsce jedynym słusznym rozwiązaniem, moim zdaniem, jest stowarzyszenie. Przynajmniej w takim stanie prawa, jakie aktualnie mamy w Polsce. Zapewnienie sprawnego zarządzania i zapobieganie rokoszom i bezhołowiu to kwestia właściwych zapisów statutu, właściwego podziału uprawnień pomiędzy poszczególne organy stowarzyszenia oraz zadbania o to by w poczet członków nie przyjmować ludzi przypadkowych, a przede wszystkim nie robić tego pochopnie.
Nieszczęściem polskich stowarzyszeń są bezsensowne statuty kopiowane bezrefleksyjnie z internetu, statuty pisane na kolanie na odpierdol, pisane przez ludzi, którzy nie bardzo wiedzieli co robią tudzież nie zdawali sobie sprawy z przyszłych konsekwencji (czasem z razu niewidocznych) tego, co właśnie w ten statut wpisali. Drugim nieszczęściem jest przyjmowanie w poczet członków ludzi jak leci, bez bliższego ich poznania, sprawdzenia ich intencji, możliwości (w tym intelektualnych) oraz zbytnie ograniczenie możliwości pozbycia się członków - martwych dusz tudzież wichrzycieli, pieniaczy i narwańców. Ale to wszystko da się odpowiednio załatwić statutem. Prawo o stowarzyszeniach jest niezwykle ogólne i w statucie można zawrzeć wiele zapisów zapobiegających tego typu problemom. Ale to trzeba pomyśleć przed szkodą, a nie po.

I jeszcze na zakończenie kwestia odpowiedzialności majątkowej członków stowarzyszeń, wspólników / akcjonariuszy spółek prawa handlowego, członków organów fundacji:
1. Członkowie stowarzyszenia oraz akcjonariusze spółek akcyjnych i udziałowcy spółek z o o. nie ponoszą odpowiedzialności majątkowej za żadne zobowiązania organizacji cywilne, czy to publiczno-prawne
Akcjonariusze i wspólnicy ryzykują jedynie tym, co zainwestowali
2. Członkowie zarządów wszystkich tych organizacji nie ponoszą odpowiedzialności za zobowiązania cywilne zarządzanej przez nich organizacji, chyba, że nie złożą w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości, jeśli zaistniały ku temu przesłanki. W takim razie ponoszą też odpowiedzialność karną
3. Członkowie zarządów ponoszą subsydiarną i solidarną odpowiedzialność za zobowiązania publiczno - prawne. Tj. jeśli spółka / stowarzyszenie / fundacja zalegają z podatkami, czy ZUS-em, to najpierw windykuje się tę zaległość z majątku organizacji, a gdy tego nie ma - bez ograniczeń z majątku członków zarządu (odpowiedzialność subsydiarna) oraz ściga się wszystkich po równo, a nie proporcjonalnie (odpowiedzialność solidarna)

[* ] - w całym tym wywodzie pisząc o spółce prawa handlowego miałem na myśli jedynie spółki kapitałowe, czyli spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjne. Spółki osobowe, czyli spółki jawne, komandytowe i pochodne nie wchodzą w zakres rozważań ze względu na ich specyfikę, która czyn je, de facto, niemożliwymi do praktycznego zastosowania. Z rozważań wyłączyłem też spółki cywilne, które nie są spółkami prawa handlowego oraz spółdzielnie. Acz, teoretycznie, wydaje mi się do pomyślenia i legalne wykorzystanie obu tych form. Praktyczne to by to jednak nie było  - de facto byłyby takimi udziwnionymi stowarzyszeniami, w tym spółka cywilna bez osobowości prawnej, co by potencjalnie rodziło pewne komplikacje prawne. Co więcej - w przypadku spółki cywilnej wspólnicy ponoszą nieograniczoną i solidarną odpowiedzialność za wszelkie zobowiązania spółki.


« Ostatnia zmiana: 01 Lipiec 2020, 05:04:27 wysłane przez Paweł Niemczuk » Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 4008 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #4 : 01 Lipiec 2020, 07:39:11 »
+2

Jeśli będąc prezesem spółki handlowej podejmiesz decyzję o np. renowacji starego parowozu...
...to najpierw powołam do tego fundację. Jeszcze koszty sobie odliczę!

Moim zdaniem najwłaściwszą formą jest tworzenie w sąsiedztwie spółki prawa handlowego sieci różnych działalności dających wielorakie możliwości. Ot, oprócz zasadniczej działalności gospodarczej zakładamy fundację, muzeum, spółdzielnie socjalną, stowarzyszenie, jeszcze jedną sph i jeszcze jedną. We wszystkich w zarządach są te same zaufane osoby. I wykorzystując ich właściwości oraz chwilową koniunkturę umiejętnie manewrować. Raz na to wziąć dotację, inną razą na tamto kredyt, tu zakotwiczyć wolontariat, raz przelać pieniądz gdy w jednym podmiocie zagrożenie zajęciem powstało...

Stosując przenośnie marynistyczną - te twory to nasze żagle i siłownia. I w zależności od tego skąd wiatr wieje odpowiednio je stosujemy: przy korzystnym wietrze płyniemy na żaglach, i to odpowiednich żaglach, jak nie wieje, halsować trzeba, zależy nam na czasie lub podejście do portu robimy - to na silniku. Oczywiście na paradzie wszystkie szmaty i gala flagowa na masztach dla propagandy...

Po prostu niezalanie od formy trzeba kombinować aby w tej dżungli nie zginać. A forma akurat jest tylko dodatkiem do ludzkiego umysłu i zdolności przetrwania.

Zdrowia i odporności!
Zapisane

- Dlaczego mały mikol jest lepszy od dużego?
- Mały, przy rzucaniu nim, lepiej się trzyma na widłach.
Paweł Niemczuk
Administrator
*****
Długość toru:: 1702 m

W terenie W terenie



WWW
« Odpowiedz #5 : 01 Lipiec 2020, 12:44:42 »
+2

Co do przekazywania grantów powiązanym z firmą fundacjom trzeba uważać. Spółka nie może tak sobie na lewo i prawo przekazywać pieniędzy na cokolwiek. To musi mieścić się w szeroko pojętym marketingu i budowaniu marki. Z odliczaniem od podatku też nie jest tak prosto. W przepisach jasno określono rodzaje działalności, na które można przekazać darowiznę i odpisać ją sobie nie, jak to się powszechnie mówi, "od podatku", a od podstawy opodatkowania. I są limity wysokości przekazywanych kwot: 10 procent dochodu (z wyjątkiem darowizn na cele opiekuńczo-charytatywne niektórych kościołów i związków wyznaniowych).

Jeśli już, to ja osobiście bym to widział podobnie, jak Kucyk, ale na odwrót: w miarę rozrostu działalności pierwotna organizacja społeczna (stowarzyszenie) deleguje co raz to większą część swoich zadań do powiązanych ze sobą organizacji zależnych. W pierwszej kolejności pozbywa się działalności gospodarczej delegując ją do zależnej od siebie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz wykreśla się z rejestru przedsiębiorców. Szalenie ułatwia to prowadzenie księgowości, w tym rozliczanie dotacji, 1 procenta itp. Następnie tworzy fundację i to do niej właśnie deleguje kwestie 1 procenta i dotacji. Samo pierwotne stowarzyszenie staje się centrum "holdingu", sprawując nad nim kontrolę, skupiając się na celach statutowych oraz organizując wolontariat. Ma to dwie zalety:
1. Stowarzyszenie zostaje oddzielone od wszelkich ryzyk: ryzyka finansowego związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz ryzyka prawnego związanego z obsługą 1 procenta, czy dotacji
2. Ramię gospodarcze organizacji zostaje oddzielone od czynnika społecznego charakteryzującego się często cechami w biznesie nie do końca pożądanymi typu idealizm, w-gorącej-wodzie-kompanizm, czy brakiem doświadczenia biznesowego, możliwość powierzenia kierowania ramieniem gospodarczym profesjonalnemu zarządcy, który zajmuje się bieżącym zarządzeniem biznesem. Zarządowi stowarzyszenia jako "czapie" holdingu zostaje wyznaczanie celów strategicznych i sprawowanie nadzoru.
3. Kwestia wielokrotnego opodatkowania: spółka płaci podatek dochodowy od osób prawnych nim przekaże wypracowany zysk w postaci dywidendy "centrali". Centrala takoż może płacić podatek od dochodu kapitałowego (acz w stowarzyszeniu relatywnie łatwo "utopić" koszty w działalności statutowej, a część zysków można próbować przeznaczyć na szczególne rodzaje działalności. Te szczególne rodzaje działalności są wyliczone w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych (niestety ich katalog jest wąski i zamknięty), a ich szczególną cechą jest to, że całość zysku przeznaczonego na te szczególne rodzaje działalności jest zwolniona od podatku.

Oczywiście ma to też wady: komplikacja struktury i procesu zarządzania, potencjalne problemy z rozliczaniem i opodatkowaniem transakcji pomiędzy podmiotami powiązanymi, zwiększenie kosztów obsługi księgowej (każdy podmiot to osoba prawna, która z mocy prawa musi prowadzić pełną księgowość, a to nie są tanie rzeczy, panie Ferdku), rozrost biurokracji, spadek przejrzystości, szerzące się wśród czynnika społecznego (członków pierwotnego stowarzyszenia) podejrzenia, że "zarząd kręci lody na boku i płaci sobie sute pensje, a kasa ucieka"
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 4008 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #6 : 01 Lipiec 2020, 13:13:51 »
0

w miarę rozrostu działalności pierwotna organizacja społeczna (stowarzyszenie) deleguje co raz to większą część swoich zadań do powiązanych ze sobą organizacji zależnych
Dokładnie taką drogę miałem na myśli.

A co do skomplikowania - to wraz ze zdobywaniem doświadczeń i polepszaniem sytuacji finansowej skomplikowanie staje się coraz mniej odczuwalne. Po prostu rekompensuje je komfort coraz lepszego zabezpieczenia istnienia.
Zapisane

- Dlaczego mały mikol jest lepszy od dużego?
- Mały, przy rzucaniu nim, lepiej się trzyma na widłach.
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!