Świat kolejek wąskotorowych SMF
22 Styczeń 2022, 16:01:35 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Serwer FTP już działa! Szczegóły na forum.
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1] 2 3 ... 10
 1 
 : Dzisiaj o 13:14:59 
Zaczęty przez Arczi - Nowe: wysłane przez Kucyk
Zagadka się wyjaśniła jeśli chodzi o normalnotorową część - ale zanim przejdę do sedna, napiszę słowo przeprosin: mianowicie, jak słusznie poniekąd zauważył Kolega Ptr, użyłem takiego niewłaściwego, nieprecyzyjnego stylu wypowiedzi:
autobus skolidował się z normalnotorowym parowozem towarowym (...) na następnym ujęciu wylądował na torach wąskotorówki
który może sugerować że autobus mający kolizję z normalnotorowym parowozem znalazł się (np. w wyniku odrzucenia po uderzeniu) na torowisku ciuchci. Oczywiście, nie taki zamiar miałem, bo pokazane na kolejnych ujęciach incydenty są, już na pierwszy rzut gałki ocznej, całkowicie niezwiązane ze sobą.

W ramach pokuty dołożę informację którą przysłał mi Kolega Janeczek:
Cytuj
Zdarzenie miało miejsce na nieistniejącej obecnie łącznicy towarowej Wawer - Wwa Wschodnia Rozrządowa - przejazd na Korkowej.

Na koniec ciekawostka - wiecie że interesuję się od lat parowozami, w sumie bardziej sferą eksploatacyjną, ale można rzec że jakoś tam Pt47 od TKh1 umiem czasem odróżnić. Tutaj zaskoczył mnie Kolega JSz który odnalazł serię na podstawie szczegółów konstrukcji. Ja nie potrafiłem odnaleźć modelu, choć próbowałem drogą dedukcji: panewka wiązarowa tulejowa, stąd nie Ty45, Ty37, 23. O starszych maszynach typu Tr21 nie myślałem, bo nie ta architektura. Panewki tulejowe miały Tr203 i Ty246 - nie, na pewno nie, bo tam był krzyżulec dwuprowadnicowy. Dla Ty2 - nie te rozwiązania krzyżulca. A może coś przedwojennego niemieckiego jak Ty4? No ja nie doszedłem co to było. A Kolega JSz doszedł. Szacunek dla Niego!  

Zatem dalej pozostaje zagadką jaką kolejkę zablokował San po dryfcie?

 2 
 : Wczoraj o 21:53:25 
Zaczęty przez Arczi - Nowe: wysłane przez Jsz
Na YT ukazała się ciekawa kompilacja zdjęć przedstawiających wypadki komunikacyjne z dawnych lat. W TYM MOMENCIE widać jak autobus skolidował się z normalnotorowym parowozem towarowym (ale co to za seria - nie jestem w stanie określić) zaś na następnym ujęciu wylądował na torach wąskotorówki. Czy ktoś wie co to za kolej mogła być?

Według mnie normalnotorowym parowozem który rozpruł autobus ,była ciężka maszyna towarowa serii Ty51.

 3 
 : 19 Styczeń 2022, 15:26:03 
Zaczęty przez Arczi - Nowe: wysłane przez Ptr
Na YT ukazała się ciekawa kompilacja zdjęć przedstawiających wypadki komunikacyjne z dawnych lat. W TYM MOMENCIE widać jak autobus skolidował się z normalnotorowym parowozem towarowym (ale co to za seria - nie jestem w stanie określić) zaś na następnym ujęciu wylądował na torach wąskotorówki. Czy ktoś wie co to za kolej mogła być?
To nie jest ten sam autobus. Na jednym jest Chausson, a na drugim San H-100. To dwa różne zdarzenia.

 4 
 : 18 Styczeń 2022, 21:44:15 
Zaczęty przez Arczi - Nowe: wysłane przez Senda
Cytuj

 Czy ktoś wie co to za kolej mogła być?

Rejestracja autobusu sugeruje że to Włocławek lub okolice

 5 
 : 18 Styczeń 2022, 21:15:06 
Zaczęty przez Arczi - Nowe: wysłane przez Kucyk
Na YT ukazała się ciekawa kompilacja zdjęć przedstawiających wypadki komunikacyjne z dawnych lat. W TYM MOMENCIE widać jak autobus skolidował się z normalnotorowym parowozem towarowym (ale co to za seria - nie jestem w stanie określić) zaś na następnym ujęciu wylądował na torach wąskotorówki. Czy ktoś wie co to za kolej mogła być?

 6 
 : 18 Styczeń 2022, 17:37:50 
Zaczęty przez Dariusz - Nowe: wysłane przez a cygan
Dzięki, proszę ich pozdrowić. Może spotkamy się jak zrobią przejazd do Golowanska.

 7 
 : 17 Styczeń 2022, 23:16:18 
Zaczęty przez Dariusz - Nowe: wysłane przez Ariel Ciechański
Koleina udana impreza z parowozem, ja niestety nie mogłem pojechać.
https://www.facebook.com/young.researchers.history/
Piszą na stronie o udziale "dwojga polskich kolegów": "В цій мандрівці взяли участь 110 туристів з різних міст України: Києва, Одеси, Львова, Вінниці, Канева, Черкас та інших населених пунктів, а також двоє польських колег"
Ciekawi mnie kto tam się wybrał, może się rozpozna?

Byli Andrzej Kaźmirowski i Kajetan Orliński

 8 
 : 17 Styczeń 2022, 22:24:42 
Zaczęty przez Dariusz - Nowe: wysłane przez a cygan
Koleina udana impreza z parowozem, ja niestety nie mogłem pojechać.
https://www.facebook.com/young.researchers.history/
Piszą na stronie o udziale "dwojga polskich kolegów": "В цій мандрівці взяли участь 110 туристів з різних міст України: Києва, Одеси, Львова, Вінниці, Канева, Черкас та інших населених пунктів, а також двоє польських колег"
Ciekawi mnie kto tam się wybrał, może się rozpozna?

 9 
 : 17 Styczeń 2022, 18:32:40 
Zaczęty przez Arczi - Nowe: wysłane przez Cordylus
Na łamach "Głosu Polskiego" z 1926 czytamy:


https://bc.wbp.lodz.pl/Content/36096/Glos_Polski1926_nr210a.pdf

 10 
 : 15 Styczeń 2022, 19:14:22 
Zaczęty przez Kucyk - Nowe: wysłane przez Kucyk
Zatem dymowych historii ciąg dalszy. Póki co niebieskawych, choć z czarnym akcentem na końcu odcinka.

W poprzedniej części mej gawędy tytoniowej w nutką kolejową w tle napisałem że Polska początku lat 80 (którą już jako-tako pamiętam) strasznie śmierdoliła. W tym zasobie nieciekawych zapachów aromat tytoniu, szczególnie dobrego tytoniu, mienił się niczym piękna, biała lilia na zarośniętym rzęsą bajorze. Nic więc dziwnego, że mnie – dziesięciolatka, ciągnęło aby spróbować dymu.

Z tego pierwszego „palenia” papierosa niewiele pamiętam, jednak w mych zwojach mózgowych utkwiły dwie sprawy: po pierwsze dym tytoniowy (o dziwo) mi bardzo smakował, a po drugie, że okropnie się bałem aby rodzina nie poczuła że jarałem. Stąd powrót do domu odwlekałem jak mogłem, żując jakieś liście czy trawę aby z gęby nie jechało. Tu taka dygresja dla młodszych Czytelników – obecnie wystarczyłoby zeżreć gumę i było by po sprawie. Ale w połowie lat 80 guma do żucia była dla dzieciaków dobrem tak luksusowym jak… no nie wiem do czego porównać, teraz wszystko jest dostępne. W każdym razie gumy kupowało się na sztuki w „zieleniakach” – były to słynne „Donaldówy” z komiksami, lub na listki w kioskach RUCHu – tam królowała pomarańczowa w smaku guma „Bolek i Lolek”. Kosztowały one krocie biorąc pod uwagę ile się kieszonkowego dostawało. Same sklepy były oddalone od siebie w miastach o kilometr czy więcej, na wsiach to już w ogóle były kilometry, więc trudno było mieć balonówę na podorędziu, zwłaszcza że smak jej był tak kuszący wobec ogólnie otaczającej bezsmakowości PRL, że nikt nie był się w stanie oprzeć jak najszybszemu wprowadzeniu przysmaku do paszczy jeśli go tylko posiadł.

Z tym kolegą czasem jeszcze popalałem w zaroślach jakieś podwędzone rodzicom szlugi, aż nadszedł dzień wielki – zbieraliśmy obaj pieniądze chyba z tydzień i zakupiliśmy, a właściwie to kolega zakupił, pierwsze papierosy. Były to Klubowe. I to nie byle jakie – Klubowe King Size! Tu znów mała dygresja – papierosy miały standardowe długości: najpopularniejsze w tych opisywanych przeze mnie czasach były te mierzące ok. 6 cm. Zarówno z filtrem bibułowym (Klubowe, Mocne, Ekstra Mocne, Caro, Radomskie, Łódzkie) jak i bez filtra (Popularne, Poznańskie, Giewonty). Ta długość papierosa obecnie nie jest już spotykaną. Drugą długością były papierosy „King Size”. Od nazwy których Machulski zrobił film o krasnoludkach. Miały one z 8 cm i były klasą premium wśród wyrobów tytoniowych. Wszystkie kingsajze były wyposażone w filtry, często acetatowe (z watki, a nie z karbowanej bibuły) oraz zasadniczo były aromatyzowane. Do najsłynniejszych można zaliczyć Carmeny, Zefiry (mentolowe), Dukaty i, w późniejszym czasie, Opale czy Wiarusy.

Na rynku wyrobów tytoniowych rzadko dostępne były marki „zagraniczne”, to znaczy nikt tak o nich wtedy nie mówił, bo w PRL „zagraniczny” = zachodni, z krajów kapitalistycznych, a „ruski” = nie-zachodni. Były albańskie DSy, Genty czy Arberie, jugosłowiańskie Yugo, czy zabójcze kubańskie Partagasy zawierające często we wnętrzu patyki – wszystkie w wersji King Size. Tu taka dygresja że papierosy Gent były pakowane „na odwrót” czyli filtrem do dołu paczki, co jak najbardziej było rozsądne technologicznie, bo przy wyjmowaniu z paczki nie dotykało się paluchami ustnika, jednak przyzwyczajenia były silniejsze i nie raz zdarzało się odruchowo zajarać je od niewłaściwej strony…

Wracając do tematu – z kolegą pojechaliśmy na glinianki. W oddali słychać było perkotanie Wlski dzielnie spychającej pełne gliny koleby do budynku gniotownika. Będąc nad brzegiem osłoniętym zagajnikiem z młodych wierzb łowiliśmy ryby i jaraliśmy te Klubowe niemalże jeden po drugim sycąc się „dorosłością”. Niestety skończyło się to, jak się jedynie skończyć mogło. Po pierwsze, miejscowy wędkarz który przyszedł uznał że zajęliśmy „jego” miejsce i nas wygonił zabierając nam Klubowe jako „haracz” za to że nie powie naszym rodzicom że paliliśmy, po drugie mdłości i wymioty uzyskane w wyniku łapczywego kopcenia towarzyszyły mi do wieczora co spowodowało rezygnacje z czynnego uprawiania mego hobby na jakiś czas.

Niektórzy z nas, gdy nie za bardzo im po drodze z prawdziwą koleją, energię kładą na bierne angażowanie się w nią – modelarstwo, gromadzenie wiadomości historycznych, czy różnorakie kolekcje. Ja w pewnym czasie zacząłem kolekcjonować… kartony po papierosach. Pamiętam, że na rogu ulic Solec i Ludnej była taka budka, kiosk właściwie, w którym ubrana w futro umalowana madonna sprzedawała towary luksusowe rodem zza zachodniej granicy. Był to swego rodzaju Pewex, tylko za polską walutę. Dla młodszych Czytelników wyjaśnię, iż typowy sklep Pewex wyglądał dokładnie tak samo jak nasze obecne sklepy (pięknie opakowane markowe słodycze, kawy, alkohole, papierosy, konserwy…) tylko że ceny były tam w dolarach. Był to sklep (dokładnie, a nie w przenośni) z innego, lepszego, zachodniego świata, z krainy dobrobytu, stąd krążył dowcip: Jaki jest szczyt roztargnienia? Przeskoczyć przez ladę w Pewexie i poprosić o azyl polityczny. W tym kiosku, oprócz batonów Mars, gum Wrigley i kolorowych cukierków Lentilków, interesowała mnie szczególnie półeczka umiejscowiona pół metra nad okienkiem. Tam stały istne cuda – mieniące się w nieznanych na codzień, kolorowych opakowaniach najsłynniejsze papierosy świata. Od Marlboro począwszy, przez Camele, Astory, Gold Coast (zwane przez kolegę Gulz-gastami), Rothmanse, Dunhille, Kenty (nie mylić z Gentami) szczęśliwe strajki, czy Winstony. Ale były też tam pety rzekł bym mityczne - które można było spotkać jedynie w scenach z amerykańskiej produkcji „Dynastia” i… na wiejskich strzelnicach. Były to mierzące 120mm owinięte w elegancką, ciemnobrązową bibułkę szlugi Dumont. I podobne, choć już w jasnej karnacji, 12-centymetrowe Eve. Odpustowe strzelnice po prostu stosowały je jako atrakcyjne nagrody – stały te papierosy nadziane na wykałaczki, kto je (w znaczeniu wykałaczkę) zestrzelił, ten otrzymywał pecika. Oczywiście taki papierosek po wielu dniach bycia celem nie tylko był namoknięty, wywietrzały, ale i poprzestrzelany odłamkami śrutów, lecz i tak stanowił marzenie strzelców.

Za tą budką był… no, wiadomo – śmietnik. W tym śmietniku lądowały opakowania, także po papierosach. Początkowo gromadziłem kartony w domu ustawiając całe na półce, później, jako że miałem ich kilkadziesiąt, a jedno opakowanie miało z litr objętości, ekspozycja stawała się niewygodną poprzez ciągłe spadki, zatem wycinałem z nich przednią ściankę i „tapetowałem” nimi ścianę. Z resztą w drugiej połowie lat 80 różne formy zbieractwa pustych kapitalistycznych opakował nie były niczym szczególnym – np. kierowcy miejskich autobusów również przypinali igiełkami do osłon przeciwsłonecznych wycięte przody z paczek szlugów, o umieszczaniu pustych puszek 0,33l po imperialistycznej Coca-Coli, czy sprowadzonym z Niemiec duńskim piwie Tuborg między ramkami osłon a podsufitką nie wspomnę. Tu, jeszcze słowo o autobusach MZK (bo tak kiedyś nazywał się warszawski miejski przewoźnik) w każdym Ikarusie, Berliecie czy Jelczu Ogórku była przyśrubowana oczywiście wkrętem mocującym jakiś element osłony pulpitu puszka-popielniczka. W wersji de luxe od orzeszków ziemnych przywiezionych przez kogoś znajomego z NRD, a w wersji podstawowej z puszki po rozpuszczalnej Kawie Mocca z zakładów Amino. Ja wiem, że młodsi nie uwierzą w to, ale kierowcy (oraz motorniczowie tramwajów oczywiście) jarali bez żadnych ograniczeń podczas prowadzenia pojazdów. Mało tego – przednia część pasażerów też się inhalowała, bo przecież nie było przegród oddzielających kabinę wodza od przedziału dla ludu. Ale zaręczam – nikt, absolutnie nikt, się nie burzył. Takie to były czasy.

Na tym samym piętrze w moim bloku mieszkał ksiądz. I to widać, słychać i czuć było – zamożny ksiądz. Spokojnie, spokojnie – nie będę pisał jak brał mnie na kolana i głaskał (o tym będzie osobny odcinek) – otóż gdy wychodził ze swego lokum, jak zawsze elegancko ubrany, zamykał znajdujące się w drzwiach 2 specjalne antywłamaniowe zamki z których dobiegające odgłosy utwierdzały otoczenie w przekonaniu że morze hartowanych zapadek strzec będzie autonomii lokalu, na klatce długo jeszcze unosił się zapach drogiej wody kolońskiej i… dymu z papierosa. Ale jakiego dymu! – boskiego, anielskiego. Ale z jakiego papierosa? A o tym będzie następny odcinek.

Strony: [1] 2 3 ... 10
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!