Świat kolejek wąskotorowych SMF
04 Czerwiec 2020, 18:59:40 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Profil 750mm.pl na facebooku
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1] 2 3 ... 10   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: W obliczu końca - część 2 - ludzie  (Przeczytany 35058 razy)
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3984 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« : 16 Marzec 2017, 19:06:48 »
+9

Posty wydzielone z tematu Prace na stacji Nałęczów Wąskotorowy /agneskate


Kolej to nie tylko szyny, wagony, lokomotywy. Kolej to przede wszystkim ludzie. Bez nich, zarówno korzystających, jak i obsługujących, kolej nie żyje. Bo organizm ten trwa jedynie gdy funkcjonować ma dla kogo, i ma kim.

Panowie Wolontariusze z Nałęczowskiej, a nie myśleliście aby się zatrudnić na kolei, czyli robić to, co teraz, ale za pieniądz?
Robić to, co w niedzielę, ale od poniedziałku do piątku? Przecież to jest jedna z najlepszych recept na życie - wszak Konfucjusz mówił: rób to co lubisz, a nigdy nie będziesz pracował.

Tworzę ten post mając nadzieję że stanie się wstępem do dyskusji o pewnym aspekcie życia NKD. Bo co by nie pisać, to na stacji w Karczmiskach nie widziałem żadnej młodej duszy. Młodej wiekiem i zaangażowaniem. Ludzie którzy tam pracują nie będą już raczej wzlatać myślami ponad egzystencjalne potrzeby mieszczące się u podstaw piramidy Maslova. Atutem ich jest wiedza i doświadczenie które warto by zostało przekazane następcom.

Nałęczowskiej do przejścia do drugiej młodości potrzeba właśnie... młodości. Pomyśl zatem Kolego Curek - czy nie warto było by spróbować swe życie skierować na nowe tory? Wąskie, ale z szerokimi perspektywami?
« Ostatnia zmiana: 18 Marzec 2017, 21:08:05 wysłane przez agneskate » Zapisane

Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by go gonić, dogonić, przegonić i spowodować, aby zniknął we wstecznym lusterku.
Misza
Młotkowy
**
Długość toru:: 108 m

W terenie W terenie

750 czytam od dawna


« Odpowiedz #1 : 16 Marzec 2017, 19:32:09 »
0

10/10
Zapisane

Misza
Curek89
Nowicjusz
*
Długość toru:: 21 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #2 : 16 Marzec 2017, 22:51:01 »
+1

panowie te kroki są czynione powoli staramy się o możliwość pracy na kolejce . apropo prac to działamy w miarę możliwości jako wolontariat we wszystkie dni tygodnia pozdrawiam i zachęcam do współpracy
Zapisane
Jsz
Zawiadowca
****
Długość toru:: 374 m

W terenie W terenie



Jakub Szadkowski
« Odpowiedz #3 : 17 Marzec 2017, 00:35:15 »
+6

Kolej to nie tylko szyny, wagony, lokomotywy. Kolej to przede wszystkim ludzie. Bez nich, zarówno korzystających, jak i obsługujących, kolej nie żyje. Bo organizm ten trwa jedynie gdy funkcjonować ma dla kogo, i ma kim.

Panowie Wolontariusze z Nałęczowskiej, a nie myśleliście aby się zatrudnić na kolei, czyli robić to, co teraz, ale za pieniądz?
Robić to, co w niedzielę, ale od poniedziałku do piątku? Przecież to jest jedna z najlepszych recept na życie - wszak Konfucjusz mówił: rób to co lubisz, a nigdy nie będziesz pracował.

Tworzę ten post mając nadzieję że stanie się wstępem do dyskusji o pewnym aspekcie życia NKD. Bo co by nie pisać, to na stacji w Karczmiskach nie widziałem żadnej młodej duszy. Młodej wiekiem i zaangażowaniem. Ludzie którzy tam pracują nie będą już raczej wzlatać myślami ponad egzystencjalne potrzeby mieszczące się u podstaw piramidy Maslova. Atutem ich jest wiedza i doświadczenie które warto by zostało przekazane następcom.

Nałęczowskiej do przejścia do drugiej młodości potrzeba właśnie... młodości. Pomyśl zatem Kolego Curek - czy nie warto było by spróbować swe życie skierować na nowe tory? Wąskie, ale z szerokimi perspektywami?
Już chyba trafniej się się dało.Tylko że aby pozyskać tych następców trzeba im zapewnić godziwą płacę i możliwość rozwoju,bo inaczej szybko uciekną do lepszego pracodawcy.
Większość obecnych pracowników to panowie w wieku przedemerytalnym lub emerytalnym,którzy godząc się na kiepskie pensje,pracują żeby tylko dotrwać do upragnionej emerytury i stać się wreszcie szczęśliwymi ludzmi,z dala o ich "ukochanego miejsca pracy", smutne ale prawdziwe.
Zapisane
E583.002
Dyrektor
*****
Długość toru:: 540 m

W terenie W terenie

M-sta tr. elektr.


« Odpowiedz #4 : 17 Marzec 2017, 05:36:09 »
+7

pracują żeby tylko dotrwać do upragnionej emerytury i stać się wreszcie szczęśliwymi ludzmi,z dala o ich "ukochanego miejsca pracy", smutne ale prawdziwe.
Kuba świetnie powiedziane. Większość załóg WMD to pracownicy całkowicie zdemoralizowani. Zupełnie nie przejmujący się tym jak wykonują swoją pracę. Jeżeli do takiego zespołu dołączy nawet ktoś młody i energiczny sam staje się klasycznym nierobem. Temat niestety znany jest mi bardzo dobrze. Byli kolejarze wykorzystują czesto, że w okolicy nie ma już osób z wymaganymi uprawnieniami, a wyszkolenie nowej osoby to poświęcony czas i pieniądze na dodatek bez gwarancji że z osoby tej będzie w przyszłości pożytek. Niestety z powodu braku pracowników i odpowiedniego ich opłacania zapewne w niedługim czasie pozbędziemy się kilku kolejek. Pozytywnym wyjątkiem jest tutaj Piaseczno gdzie w ekipie osób z uprawnieniami jest kilku młodych. Apeluje tutaj do wszystkich odpowiedzialnych za kolejki - szukajcie następców danych pracowników PKP, myślenie tylko o kolorach na wagonie czy ładnych kolorowych ulotkach to krotkowzrocznosc świadcząca o nieodpowiedzialnym podejściu do poważnego problemu.
Zapisane

Nazywam się Roman i od 35 lat naprawiam pralkę
grzegorz_sykut
Global Moderator
*****
Długość toru:: 845 m

W terenie W terenie


waskotorowka
« Odpowiedz #5 : 17 Marzec 2017, 09:31:56 »
+5

Dodam jeszcze niejasna konstrukcje prawna dotyczaca wymagan oraz tego jak mozna zdobyc uprawnienia kolejowe. Wobec tego do wyboru byl albo drogi mechanik z normalnych torów ktory zaspiewa stawke rynkowa czy tez lokalny kolejarz ktory przepracowal na danej kolejce 20-30 lat zgodzi sie poprowadzic pociag za najnizsza krajowa. A koleje w wiekszosci samograje samorzadowe nie bardzo mysla o rozwoju i jakosci uslugi. Rok w rok wyjezdzaja, wiozą pasażerow na kielbase do lasu i nie obchodzi ich co pasazer mysli, co mu sie podoba lub nie. Ale to nie tylko problem jednej kolejki tylko praktycznie wszystkich.
Zapisane

Pozdrawiam

Grzegorz Sykut
Stowarzyszenie
Na Rzecz Rozwoju
Nadwiślańskiej KW
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3984 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #6 : 17 Marzec 2017, 14:24:12 »
+6

Przedpiścy leją miód w moje uszy. Do kwestii egzystencjalnych o których sygnał wysłał Kolega Kuba wrócę jeszcze w późniejszym odcinku sikłelu "W obliczu końca". Dziś odniosę się do słów Kolegi E583.002:
Cytuj
Większość załóg WMD to pracownicy całkowicie zdemoralizowani. Zupełnie nie przejmujący się tym jak wykonują swoją pracę. Jeżeli do takiego zespołu dołączy nawet ktoś młody i energiczny sam staje się klasycznym nierobem.
To, co Kolega napisał jest, moim zdaniem, najbardziej destrukcyjnym czynnikiem na kolejach. Oczywiście nie wszędzie i nie zawsze, wszak znamy wywodzące się z dawnych szeregów PKP osoby, które powinny stanowić wzór do naśladowania i dzięki którym kilka kolejek się jeszcze nie rozpadło. Ale w zatrważającej części dawni, niby-nieusuwalni pracownicy to ostoja nieróbstwa, niekompetencji, nieadsizmu i achujtamizmu. Na szczęście coraz więcej ich idzie tam, gdzie szkodzić kolei nie będą.

Na szczęście? Zaraz! Chyba jednak się rozpędziłem - niestety, nie do końca jest się z czego cieszyć - bo nagle zdałem sobie sprawę że tak naprawdę są oni często jedynym źródłem wiedzy technicznej. Ja wiem że jest to źródło mętne i skażone dawnymi przyzwyczajeniami które często są absurdalnie nielogiczne. To źródło z jednej strony będzie zaspokajać u nowicjuszy pragnienie wiedzy, z drugiej strony wiedza zeń zaczerpnięta może powodować długotrwałe zatrucie umysłu. Czyli mamy dylemat: umrzeć z pragnienia, czy na sraczkę.

Przez kilkanaście lat od kiedy PKP zostawiło wąskie niby był czas aby wyrosła kadra zarządzająca, urośli przedstawiciele nadzoru technicznego, wyszkolili się nowi specjaliści... Jednak jak obserwuję, tak się raczej nie stało. Na większości kolei jest jak kiedyś było. Albo jest po nowemu, bo starzy poszli do piachu/na emerytury/za bramę. Tylko że to "po nowemu" oznacza najczęściej postawienie na fachowych stanowiskach ludzi niekompetentnych którzy na nich są, bo chcą. Są, bo nie ma kto. Są, bo są.

Jeśli dziś na Nałęczowską wejdą młodzi, to będą musieli w ekspresowym tempie, a co najważniejsze sami posiąść wiedzę, doświadczenie i umiejętności które za rok, dwa, pięć lat pozwolą im samodzielnie dalej prowadzić działalność przedsiębiorstwa. I nie będzie to tylko grabienie liści, sprzedaż folderków, czy jeżdżenie lokomotywą. Będzie to całość związana z funkcjonowaniem kolei - zarząd nieruchomości, regulacje stosunków interpersonalnych, naprawy infry, utrzymanie maszyn, planowanie wydatków i dochodów, negocjacje handlowe... czy wreszcie nieszczęsne szkolenie następców.

I tego się najbardziej obawiam - czy tacy chętni i z predyspozycjami się znajdą? Tacy, którym żaden stary zdemoralizowany o którym była przednia część posta, nie zaszkodzi - prędzej to oni gościa do pionu postawią, a jak trzeba to się szkodnika bez żalu z ich strony pozbędą i przywrócą normalność na kolei.

Fajnie brzmi, normalność na kolei, nie? Tylko, pytam jeszcze raz: czy tacy normalni się znajdą?
Zapisane

Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by go gonić, dogonić, przegonić i spowodować, aby zniknął we wstecznym lusterku.
Curek89
Nowicjusz
*
Długość toru:: 21 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #7 : 17 Marzec 2017, 21:18:40 »
+2

Znajdą jeżeli będą odpowiednie pieniądze. Niestety ale macie rację że na większości kolejek jest dawien dawna kadra starszych wiekiem kolejarzy w wieku przed emerytalnym. Niestety wszystko w temacie rozchodzi się o nieszczęsne zarobki. 
Zapisane
Zgroza
Zawiadowca
****
Długość toru:: 346 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #8 : 17 Marzec 2017, 22:36:18 »
-1

W ekonomii i biologii ewolucyjnej istnieje pojęcie sygnałów trudno falsyfikowalnych - regularna praca na kolejce to jeden z takich sygnałów. Może dzięki wytężonej wolontariackiej pracy kolega nabędzie doświadczenie i kontakty, które pozwolą mu rozwinąć kolejkę?
Na szczęście m.in. Koszalin pokazał, że rozwój&odbudowa kolejki, mimo czarnowidztwa kolegi Kucyka, jest możliwa
Zapisane
Filip Bebenow
Mechanik
***
Długość toru:: 185 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #9 : 18 Marzec 2017, 09:57:34 »
+5

Kuba świetnie powiedziane. Większość załóg WMD to pracownicy całkowicie zdemoralizowani. Zupełnie nie przejmujący się tym jak wykonują swoją pracę. Jeżeli do takiego zespołu dołączy nawet ktoś młody i energiczny sam staje się klasycznym nierobem.
Nie sposób się nie zgodzić z tezami Janka i Grzegorza, z którymi co do zasady mamy podobne (skrajne i bezlitosne) poglądy. Zastanawiam się jednak, skąd bije źródło tej demoralizacji. Każda kolejka jest systemem - społeczno-ekonomiczno-technicznym, a każdy system zgodnie z podstawowymi zasadami organizacji (pojmowanej jako "sposób poukładania") wymaga pewnej kontroli.
Uwolnienie się spod jarzma betonowego PeKaPu na przełomie wieków poza oczywistymi zmianami takimi jak zmiana pracodawcy, pensji, utrata słoików z Pamapolem, a także nierzadko otrzymanie pakietu akcji PKP, miała dla kolejarzy wąskotorowych bardzo ważny wymiar - zniknęły organa represji i kontroli! Obecne kontrole UTK to mały pikuś przy tym co wyczyniali na kolejach dojazdowych kontrolerzy (ruchu, trakcji, automatyki etcetera...) w latach swojej świetności. Nikt się nie patyczkował! Księgi były czerwone od długopisu kontrolera, a jego wizyta budziła prawdziwy postrach. Wówczas nikomu nie przyszłoby do głowy pominąć semafora wskazującego sygnał "Stój" bo "nie chciało mi się iść go podać". Nie było wyobrażalne wziąć klucze do zamków trzpieniowych z nastawni nie odpisując numerów zerwanych plomb w E-1758. Nie mieściło się w głowie olać obowiązek odpisania obchodu w D-831. A spróbowałbyś nie dopisać w książce pokładowej pojazdu, że "RTF sprawny". Te wszystkie drobnostki pozwalały jako-tako utrzymywać dyscyplinę i stwarzać pozory porządku, choć patentowych leni nie brakowało ;-)
Metamorfoza Kolei Dojazdowych PKP w stronę odrębnych bytów samorządowych w sposób rewolucyjny pogrzebała PeKaPowskie tabu. Można było robić w ciula pana/panią naczelnik kolei - bo się nie zna. Wciskać kit - pomijać "Stóje", nie odpisywać plomb, kraść paliwo, sprzedawać cichcem złom na boku i tak dalej. Za czasów PKP to byłoby znacznie bardziej utrudnione ze wzgledu na bariery systemowe. Euforia z pozyskanej wolności doprowadziła do stanu, który opisywali Janek i Grzegorz. Doprowadziło to do zjawiska masowej dyskredytacji kolei wąskotorowych jako środków transportu kolejowego ("to sobie taka ciuchcia jest", "my tu sobie tylko tak jeździmy") przez samych kolejarzy.
Jak problem wygląda na każdej z kolejek? Każdy sobie w duchu odpowiedział :-)

Pozdrawiam,
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3984 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #10 : 18 Marzec 2017, 11:36:12 »
+7

Miałem dziś coś o finansach napisać, a potem o nadzorze (tu chylę czoła przed Kolegą Filipem, bo już nie muszę) ale Kolega Zgroza, czujnie, stabilnie i konsekwentnie, niczym słynna Wiklinowa Nadzieja, wtrącił do wątku coś o wolontariacie, odbudowie i takich innych wskrzeszeniach. Pozwólcie więc, iż tytułem wstępu do dalszych dywagacji zapodam dziś trzy słowa od księdza prowadzącego odnośnie działań społeczników.

Myślę że czasy wolontariatu, przywoływane i wielokroć gloryfikowane tu na tym zacnym, minęły. Po prostu ruch ten okazał się nieefektywny, choć nie powiem – był efektowny.

Sami wiecie, że ze społecznika nie ma pracownika. Bo wolontariusz pracuje jak mu się podoba, robi to co mu się podoba, zjawia się kiedy mu się podoba i działa w miejscu które mu się podoba.

Ponadto posiada najważniejszą cechę negatywną – trzeba się z nim obchodzić jak ze zgniłym, nadpękniętym jajem – nie można mu nic nakazać, bo strzela focha i w najlepszej wersji napluje na Was na Internecie. Są też tacy co będą donosy pisać, a o takich którzy w ramach „odwdzięki” nie chcą zwrócić jakichś zabranych z kolejki rzeczy nie wspomnę.

Oczywiście są od tego stanu wyjątki, ale uznaję je za potwierdzenie reguły.

Ej, co to za spojrzenia? Aha, Kolega jednak twierdzi że król nie jest nagi? A ja widzę że nie tylko jest bez gaci, ale również ma opalony „uśmiech delfina”, co zaświadcza że stan ten trwa permanentnie.
Panowie – jak Max Kolonko – mówię jak jest i nie próbujcie, proszę, przekonywać mnie że białe jest białe. Nie bez przyczyny powstała znana zasada Papy Strapy „4 X G-ć”.

Jednak jest pewien sposób na normalizację stosunków. Wystarczy takiego woluntiera zatrudnić na umowę-zlecenie ze stawką 10 zł na rękę za godzinę i już inaczej praca idzie. Oczywiście ilość zaangażowanych drastycznie spada, bo przecież zaraz usłyszymy: „Nie będę robił za taką kwotę”, czy też „O nie, nikt mi nie będzie kazał pracować”, ale de facto okazuje się że przy takim układzie można mniejszą ilością rąk wykonać znacznie więcej, lepiej, a nawet… do końca.

Ma to źródło w systemie przyczynowo-skutkowym.
Gdy robimy coś za darmo to, raz: powstaje w nas poczucie doniosłości, bo robimy za darmo; dwa: znika u nas poczucie odpowiedzialności, bo robimy za darmo. Te dwa absolutnie niewinne czynniki, niczym saletra amonowa i olej napędowy w połączeniu dają mega-rozpierdol znany z wielu kolejek.

Dam taki przykład – znacie go z autopsji, ale niech będzie powtórka – mamy jakieś stowarzyszenie. Jest prezes, wice prezes, jacyś funkcyjni, rzesza kilku sympatyków i ileś tam podkładów do wymiany.

Towarzystwo spotkało się w niedzielę, bo każdy w tygodniu zajęty, i zaczyna się zastanawiać, jak się do pracy zabrać, a wypadało by, wszak już południe na zegarze.
Prezes trochę zmęczony po sobocie, a przy swej nadwadze nie za bardzo widzi siebie grzebiącego w tłuczniu, wicek ma nawet energię, ale teraz zaczyna kombinować, że może lepiej by koparkę wynająć więc nie dziś, ktoś tam mówi że taki odrapany zwrotnik tam stoi za halą i warto by go omalować, a taki jeden z pryszczami robi zdjęcia aby na fejsa wrzucić.

Prezes zgłodniał, wszak słońce już góruje nad zachwaszczonym widnokręgiem (Trzeba będzie napisać do Huskwarny o naszym stowarzyszeniu, może dadzą nam kosiarkę – mruczy prezi grzebiąc w reklamówce z Biedry) i zarządza trzecie śniadanie.

Po obfitym grillu czas się zająć pracą, ale już słońce chyli się ku upadkowi i nie ma co rozgrzebywać roboty, zaplanujmy jakie będą zadania na przyszłe spotkanie – stwierdza ktoś zasadnie, zaś reszta przyjmuje uchwałę przez aklamację.
Zatem cała brygada udaje się na tor gdzie miała być prowadzona wymiana i snuje plany o tym że za tydzień się zbiorą, jeszcze kilku chłopaków będzie i wymienią nie 30 jak dziś planowali, ale 100 szpał. Nio, niech będzie 90.

- Uch, to był pracowity dzień – Całe szacowne grono stwierdziło unisono.
Wprawdzie tak na serio nic nie zrobili poza piknikiem, zdjęciami i snuciem planów, ale nikt z tego powodu nie będzie się martwił – wszak czas, który został na to poświęcony, to czas wolny który każdy mógłby w inny sposób wykorzystać, ale jednak poświęcił kolejce. I rozjechało się mikolstwo do domów by zapodać relacje z podjętych dziś działań na fejsa.

Ale to nie koniec dnia. Teraz czas w pocie czoła bronić swych racji zza klawiatury, bo Bukoszczak już przywalił komentarz typu: Poubierali się w pajac-kamizelki, zdjęć narobili i się za wielkich kolejarzy uważają, a nic nie zrobili! Przyjedźcie do Piaseczna tam zobaczycie jak się podkłady wymienia i jak wygląda prawdziwa kolej a nie plac zabaw dla upośledzonych miłośniczych zjebów!

A teraz inny obrazek – przez dwa miesiące prezi ze świtą walczyli z gminą aby dostać pełnomocnictwo do ścigania tych co weszli na teren kolejowy. Jeździli, rozmawiali, spotykali się, pisali pisma.
Koksu widząc ich pracę z pewnością by powiedział: "Nie ma opierdalania".
Nie obyło się bez poświęceń, bo nie dość że wice musiał na to poświęcić cały przysługujący mu w tym roku urlop, to jeszcze członkowie zrobić z prywatnych ściepę 1.000zł na prawnika, który im dobrą umowę z gminą napisał.

Potem ściganie tych co z gruntu korzystali zajęło ponad miesiąc zanim pierwsi płacić zaczęli, ale ta kasa poszła na zwrot za paliwo które do tej pory sami z własnej kieszeni wolontariusze kupować musieli, a resztę znów prawnik zabrał bo trzy firmy zwyczajnie pogoniły panów kolejarzy (a jednemu społecznikowi który robił zdjęcia 3,14zde pod okiem nabili) i trzeba je ścignąć sądownie.

Po pół roku sytuacja się ustabilizowała i na koncie Towarzystwa jest już stabilne kilkanaście tysięcy. Wprawdzie od ciągłego stresu i zapieprzu prezi waży 14 kilo mniej, ale przy okazji, z racji że życie (a dokładniej pracodawca prezesa któremu cierpliwość wobec ciągłej absencji pracownika się skończyła) postawiło ultimatum: „robota albo kolejka”, został zatrudniony sprytny facet który spraw wąskotorówki dogląda na miejscu, a nie z doskoku, i dba o to by użytkownicy terenu kasę terminowo płacili.

Powstał taki samograj – ludzie ze stowarzyszenia tchnęli życie w tą maszynę i już nie muszą się wysilać, a pieniądze same płyną.

Nastał dzień gdy znów ekipa się spotkała jak za dawnych czasów. Tym razem prezes powiedział:
- Panowie, płacę i wymagam. Ty, ty i ty, łopaty i rozkopywać, ty i ja wózek i szpały wozimy.
- A dlaczego ja mam kopać? – Zapytał jeden, ten od zdjęć, któremu siniec już zszedł.
- Przyszedłeś tu gadać, czy robić?
- Ale ja przecież nie chcę pracować, ja chcę fajnie spędzić czas. Swój własny, wolny czas, który z własnej woli poświę...
– Zdecyduj się, kopiesz czy wypierdalasz? – Prezes używając tonu prezesa uciął dalsze skamlenie. – Jest robota do zrobienia i nie chcę tu żadnych jęków, bo od nich podkłady się nie wymienią. Za pracę będzie płaca, bo nie jest to miłe ani ciekawe. Nie zgadzasz się na to? To idź malować zwrotnik i nie przeszkadzaj tym, którzy chcą działać.

Robota szła może nie super, ale przynajmniej posuwała się do przodu. Przez dzień w pięciu wymienili całe 7 szweli, a pod 3 kolejne już rozkopali. Ale było jednak o 7 więcej niż zazwyczaj.

Sam prezes zmachał się okrutnie i poprzysiągł sobie że za tydzień ściągnie dwóch okolicznych chłopków-roztropków aby ryli w torze, bo jednak widział że chyba szkoda ciężko zarobionych pieniędzy na tych trzech chuderlawych wolontariuszy których niesione podkłady przewracają.
Inna sprawa że ten czwarty bardzo dobrze pracował i właściwie sam wszystko rozkopał.
– Może mu coś tam premiowego dodać? – Pomyślał prezi. – E, nie. Bo jeszcze się rozbestwi.

Panowie, jest ogromna różnica gdy w ten mający ratować kolejkę układ wpleciony zostaje pieniądz. Choćby symboliczny. Działa to w dwie strony: pracodawca, w tym przypadku prezes, sam musiał się naszarpać, napocić i nadyszeć aby fundusze zdobyć, zatem zna ich wartość i nie chce ich łatwo oddać – zaczyna po prostu wymagać od współtowarzyszy pracy, a nie udawania, czyli marnotrawienia wynalazku Fenicjan.

I w drugą stronę: zatrudnieni też wewnętrznie czują że mają jakieś zobowiązania wobec płacącego. Ot choćby takie, że biorąc stowarzyszeniową (z ich ukochanej organizacji) kasę, swym działaniem nie powinni stwarzać sytuacji w których powstawało by odczucie że marnują środki.

Panowie, powtarzam: zawsze najlepsze są transakcje gotówkowe. Ja ci płacę, ty mi robisz, a jak ja będę miał ci zrobić, to ty mi zabulisz.
Wszelkie próby robienia czegoś w systemie wolontariackim: ja pomogę za darmo ci, a jak będzie mi potrzebna pomoc, to ty mi pomożesz – zawsze generują spory, waśnie, i bylejakość pracy. Ta sytuacja zmienia się diametralnie, gdy w grę włączają się polscy królowie.
Oni sprawili że z chaosu powstało Państwo Polskie.
I dlatego są na banknotach.
Zapisane

Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by go gonić, dogonić, przegonić i spowodować, aby zniknął we wstecznym lusterku.
Curek89
Nowicjusz
*
Długość toru:: 21 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #11 : 18 Marzec 2017, 14:42:30 »
0

Panowie temat na dobre się rozpisał. Jeżeli chodzi o wolontariuszy na nkd to staramy się podchodzić rzetelnie do wykonywanej pracy i wykonywać ją w należyty sposób.  Jeżeli chodzi o zarządce i plany zatrudnienia na kolejce zobaczymy jakie będą oczekiwania zarządcy odnośnie pracowników na chwilę obecną zobaczymy jak będzie rozwijać się sytuacja. Pozdrawiam serdecznie
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3984 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #12 : 18 Marzec 2017, 16:10:43 »
+4

Kolego Curek, temat od dawna miał się rozwinąć bo należy do tematów pierwszorzędnych dla istnienia wąskotorówek w ogóle, a że akurat trafił na zarodek w postaci nałęczowskiej, to niech tak póki co będzie - jak ciekawa dyskusja się rozwinie, to się go wydzieli.

Ponad pół roku temu podsumowaliśmy wspólnie, w gronie zarówno praktyków, jak i miłośników, kwestię tego, że jeśli się nic nie zmieni w podejściu zarządców, za pięć lat mniej niż połowa kolei będzie funkcjonowała gdyż kornik złośliwy (Podkładus wpierdalakus L.) robi swoje nie patrząc na nasze pragnienia, i nie ma sposobu aby zmusić go aby swój życiowy proces odwrócił - bo niby co? Miałby sobie w d... próchno wpychać i wypluwać drewno?

Dziś czas na kwestię równie ważną co tory, bez których się nie pojedzie. Są to ludzie tworzący kolej, którzy, analogicznie do szpał, sypią się w oczach i na horyzoncie widać już właściwie ich kres. I tak jak w przypadku wymiany podkładów właściwie nigdzie nie podejmuje się tworzenia nowych, mocnych kadr.

Aby jakoś zakończyć (nie mam pomysła na wywalającą z butów puentę) pozwolę sobie sparafrazować słowa Filipa Bebenowa:
Wszystko ma swój czas. Godzina, w której odejdzie z kolei ostatni fachowiec wyuczony siłami PKP, jest coraz bliżej.
Zapisane

Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by go gonić, dogonić, przegonić i spowodować, aby zniknął we wstecznym lusterku.
px48
Zawiadowca
****
Długość toru:: 335 m

W terenie W terenie


Prezes TPKŚ


« Odpowiedz #13 : 18 Marzec 2017, 20:34:09 »
+4

Myślę, że stworzył nam się niezły offtop, ale chciałbym dorzucić kilka słów do toczącej się powyżej dyskusji.

Punkt widzenia zmienia się względem punktu siedzenia. Ale nie do końca... Faktem jest, że zmanierowanie postepakpowskich pracowników zatrudnianych przez zarządców kolejek jest niezaprzeczalne. Z drugiej strony pogląd na pewne sprawy ze strony mikoli nie zawsze jest obiektywny.
Wracając do PKP-owców, moim zdaniem przede wszystkim brakuje im myślenia perspektywicznego. Obserwuję często podejście do polityki utrzymania kolei, zapewniające im tylko dotrwanie do zusowskiej, miesięcznej daniny.
Z racji swojego doświadczenia, zarówno po stronie "totalnej opozycji, jak i partii rządzącej" dochodzę do wniosku, że mikolstwo nie jest w stanie zarządzać żadną z kolejek bez doświadczenia w branży kolejowej. Entuzjastyczne spojrzenie na pewne aspekty nie może wynikać tylko z dobrej woli, a doświadczenia i poczucia odpowiedzialności za swoje decyzje. Spotkałem się kiedyś z poglądem, że wystarczy tylko posiadać wiedzę ogólną, typowo miłośniczą, a wszystko będzie w porządku (przykład z pewnej nieczynnej, nierokującej na przeżycie kolejki). Nic bardziej mylnego!!!
To właśnie mikol, oprócz chęci, musi wykazać się wiedzą, która będzie biła na głowę PKP-owca. Nie jest tutaj ważna kwestia wykształcenia kierunkowego, ponieważ każdy zainteresowany jest w stanie samodzielnie posiąść odpowiednie kwalifikacje, ale to wiedza decyduje o powodzeniu całej inicjatywy.
Jako przedstawiciel najmłodszego stażem zarządcy infrastruktury i przewoźnika w Polsce absolutnie nie podzielam stanowiska części środowiska, dotyczącego złagodzenia reżimu utrzymaniowego taboru, infrastruktury itd. My przewozimy ludzi, nie powietrze! Wymagania UTK nie biorą się znikąd. Błogie przekonanie, że teoretycznie sprawny tabor po NG w 197X r., jest bezpieczny polecam sobie wsadzić w d... Polecam przykład MKW w Sochaczewie, które publikuje fotki "niby sprawnego "wagonu 1Aw, na którym widać, że pudło nie trzyma się już ostoi. Róbmy P5, wymieniajmy podkłady, nie obawiajmy się zatwierdzania DSU!
Przez lekceważenie kwestii bezpieczeństwa Px48-1756 przechodzi w tej chwili P6!! zamiast P4, bo do tej pory królował pogląd, że "im miś droższy, tym więcej weźmiemy jako konsultanci", ale po drodze "oczko się odlepiło - temu misiu!"
Nie można dać dziecku na imię Tradycja (pekapowska), bo to my tworzymy rzeczywistość, w której żyjemy...
Zapisane

Ariel Ciechański
Administrator
*****
Długość toru:: 950 m

W terenie W terenie



WWW
« Odpowiedz #14 : 20 Marzec 2017, 10:47:46 »
-1

Janusz,
wiesz, że się z Tobą zgadzam w generaliach, ale chciałbym zobaczyć jak wdrażasz swoje koncepcje dajmy na to w Karczmiskach, bez kasy z samorządu oczywiście Chichot.
Zapisane

Pozdr.<br />CAr.<br />
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3984 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #15 : 20 Marzec 2017, 17:03:32 »
+4

W Karczmiskach nie ma miejsca na takie rozwiązanie, gdyż jest operator nazwijmy to samorządowy. Ten post o zmierzchu wolontariatu jako siły sprawczej w ratowaniu kolei prowadzonej przez stowarzyszenia hobbystów powstał w wyniku reakcji alergicznej katalitycznej wywołanej wypowiedzią Kolegi Zgrozy, który ma odmienne podejście do tematu.
Chciałem w nim pokazać, bo jest to przedstawienie rozwiązania nie mojego, wszak w Piasecznie trudno mówić o jakimkolwiek wolontariacie, stosowanego na innej kolei która uporała się ze słabą stroną ruchu społecznikowskiego.

Niestety, nawiązując do głównego nurtu, czyli problemu kadr, pragnę wrócić do spraw sygnalizowanych przez Kolegę Jakuba, czyli finansów.  Postanowiłem zacytować samego siebie z przed 7 lat. He, sam do wczoraj nie wiedziałem że napisałem ten post – ale czasu mięła kupa, a wciąż moim zdaniem nic się nie zmieniło.
Cytat pochodzi stąd.

Jedyną sprawdzoną i zawsze przynoszącą zysk inwestycją (oczywiście poza procederem który celnie opisał Staszewski: Produkować broń, to na tym świecie - Jest pierwszy, największy i najlepszy interes) jest... inwestycja w kapitał ludzki. Oczywiście umiejętna i przemyślana inwestycja w której nie ma podtekstów niewolniczych wynikających np. z koniunktury na rynku pracy.

Każdy kto miał coś wspólnego z zatrudnianiem ludzi (ale nie do kopania rowów, ale tworzących zespół który będzie dostrojonym mechanizmem samonapędzającym) zna dokładnie takie trzy etapy:

1. Znaleźć;
2. Wyszkolić;
3. Zatrzymać.

1. Znaleźć. Rzecz trudna, ale nie najtrudniejsza. Przy odrobinie cierpliwości się daje urzeczywistnić. Jeśli ustawimy swe umysły na mantrę: nikt tu nie przyjdzie, nikt tu nie przyjdzie, to na pewno nie znajdziemy odpowiednich ludzi. Ale w naszym przypadku jesteśmy na dość ciekawej pozycji - mianowicie najczęściej tacy ludzie... znajdują nas sami. Tak, sami przychodzą wiedzeni pasją. Nie są to hordy, ale dobry menadżer odnajdzie ich wśród przybywających sympatyków.

2. Wyszkolić. Najprostszy z etapów. Taka osoba sama się wyszkoli. Mało tego, istnieje tu naturalna selekcja, która samoczynnie eliminuje jednostki o niewłaściwej postawie moralnej, słabe emocjonalnie, czy nie mające umiejętności samo-edukacji. Ten proces na kolejach wąskotorowych na stanowiskach rzemieślniczych trwa nawet kilka lat i pozostawia jedynie w pełni wartościowe jednostki będące, jak to trafnie Kolega Gryzoń ujął: "chodzącymi ideałami".

3. Zatrzymać. I tu czarny punkt. Jest to najtrudniejsze zadanie, z którym często nawet doświadczeni menadżerowie sobie nie potrafią poradzić. Proces szkolenia omówiony w punkcie 2 skutecznie eliminuje jednostki, które motywację do pracy widzą jedynie w wymiernych korzyściach w postaci wynalazku Fenicjan. Zatem aspekt finansowy schodzi na plan dalszy, wystarczy zapewnić pracownikowi w miarę godne wynagrodzenie (co nie jest czymś trudnym) i o tej kwestii zapominamy. Co więc jest magnesem trzymającym dobrego pracownika? Dwie rzeczy będące aspektami psychologicznymi:

- Poczucie przydatności, czy wręcz niezastąpioności na danym obszarze połączone ze świadomością odpowiedzialności - pracownik jest na danej działce gospodarzem od działań którego pośrednio, ale w ogromnym stopniu zależy kondycja całego przedsiębiorstwa.

- Bezpośrednie docenienie działań połączone z perspektywą rozwoju, awansu, przywilejów, dodatkowej premii wyrażającej uznanie.

Właśnie nieświadomość tych potrzeb stojących o wiele wyżej w piramidzie Maslov'a często powoduje utratę wartościowych pracowników, bądź kandydatów na nich.

Często wewnętrzne niesnaski i zatargi powodują powstanie złej atmosfery, która skutecznie obcina tę motywację, wtedy pracownik skupia się na niższym poziomie pragnień - zagadnieniu finansowym i stwierdza, że marnuje swój talent za marne pieniądze i całe to poświęcenie własnego życia - przez np. ograniczenie dobrobytu własnej rodziny w imię realizacji własnych marzeń - jest niewłaściwą postawą. Jeśli jeszcze świadomość podpowie mu: "pieniądze dla życia, czy życie dla pieniędzy - wybierz tu drugie" to strata takiego fachowca będzie nieunikniona. I na nic zdadzą się tłumaczenia, że "przecież to tyle lat razem jesteśmy". Człowiek który ma taki umysł, że przez lata wyrzeczeń cierpiał niedostatek aby zrealizować swoje marzenia nigdy nie pogodzi się z zostaniem niewolnikiem pieniądza. Będzie się bił z myślami, ale jego bystry umysł wskaże mu jedyną słuszną drogę: znaleźć sobie nowy cel bo w złym klimacie nie osiągnie samorealizacji.

Trochę się rozpisałem, ale uważam, że często na kolejach wąskotorowych nie dba się o ludzi w sensie wnikania w ich potrzeby inne, niż wręczenie zapłaty, czy danie rękawic i okularów ochronnych.

----------------------------------------

Tu jeszcze dopowiem coś o przedostatnim akapicie o niesnaskach i zatargach, oraz odniosę się do słów Grzegorza:
Pozytywnym wyjątkiem jest tutaj Piaseczno gdzie w ekipie osób z uprawnieniami jest kilku młodych.

Piaseczno jest negatywnym przykładem: wszyscy młodzi pracownicy uciekli. Stało się to przez głupie gadanie. Gdy rozmowy o chęci przyjęcia młodych przechodziły na temat zarobków i proponowane było zatrudnienie chłopaków na normalnych, współczesnych i gwarantujących ich zatrzymanie warunkach (pensja rzędu 3…4 tys. na rękę) natychmiast podnosiły się głosy:

- No jak to? Taki gówniarz ma zarabiać więcej niż stary pracownik? A co on potrafi!? Nic nie potrafi gnój pierdolony. (cytat dosłowny)

I tym sposobem w Piasecznie nie mam żadnego młodego na co dzień. Tych „nicniepotrafiących gówniarzy” wchłonęła łapczywie normalnotorowa kolej zapewniając im nie tylko pensje rzędu 5…6 tysięcy oraz możliwość szybkiego rozwoju i awansu ale, a może przede wszystkim, uznanie i szacunek przełożonych.
Bo nic tak cieszy jak świadomość że jesteś bardzo, bardzo dobrym w swym fachu. A szczególnie gdy ten szacunek pojawia się w oczach starych, prawdziwych fachowców którzy na kolei zjedli zęby.
Zapisane

Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by go gonić, dogonić, przegonić i spowodować, aby zniknął we wstecznym lusterku.
Ariel Ciechański
Administrator
*****
Długość toru:: 950 m

W terenie W terenie



WWW
« Odpowiedz #16 : 20 Marzec 2017, 17:44:20 »
0

W Karczmiskach nie ma miejsca na takie rozwiązanie, gdyż jest operator nazwijmy to samorządowy. Ten post o zmierzchu wolontariatu jako siły sprawczej w ratowaniu kolei prowadzonej przez stowarzyszenia hobbystów powstał w wyniku reakcji alergicznej katalitycznej wywołanej wypowiedzią Kolegi Zgrozy, który ma odmienne podejście do tematu.

Obawiam się, ze kwestia wolontariat versus etaty jest pochodną jednego czynnika - wynalazku Fenicjan. Jeśli masz dwie knajpy na stacji, a linia przebiega przez teren silnie zurbanizowany albo hojne samorządy masz za co się bawić w etatowych pracowników. Jeśli samorząd patrzą jak Cię wydoić, a nie wspomóc, a Twoja linia biegnie przez pola i lasy z dala od 2,5 milionowej aglomeracji, to niestety jedynie ratuje Cię wolontariat. Masz wreszcie wariant mieszany - w sezonie zatrudniasz ludzi (bo na to pozwala Ci przychów), poza sezonem musisz bazować na wolontariacie - vide Bytom czy Żuławy...
Zapisane

Pozdr.<br />CAr.<br />
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3984 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #17 : 20 Marzec 2017, 18:25:23 »
+2

Myślę Arielu że nie jest to dobry kierunek dla naszej dalszej rozmowy. Argumentem za mą tezą jest fakt, że nie znamy, i zapewne nigdy tu na foremce oficjalnie nie poznamy, rzeczywistych systemów finansowania większości kolei wąskotorowych mających operatorów nie-samorządowych.

Te sprawy skąd hobbyści biorą pieniądz od lat stanowiły niewygodną i przemilczaną, bądź wręcz poufną stronę funkcjonowania stowarzyszeń, a było tak z różnych względów o których być może pogadamy sobie przy piwku w okrągłą, 147 rocznicę urodzin Lenina w Skierniewicach.
Zapisane

Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by go gonić, dogonić, przegonić i spowodować, aby zniknął we wstecznym lusterku.
Ariel Ciechański
Administrator
*****
Długość toru:: 950 m

W terenie W terenie



WWW
« Odpowiedz #18 : 20 Marzec 2017, 18:55:36 »
-1

Te sprawy skąd hobbyści biorą pieniądz od lat stanowiły niewygodną i przemilczaną, bądź wręcz poufną stronę funkcjonowania stowarzyszeń, a było tak z różnych względów o których być może pogadamy sobie przy piwku w okrągłą, 147 rocznicę urodzin Lenina w Skierniewicach.

Oj, wtedy ja jestem z młodzieżą wolontariacką (ui nie tylko) na wycieczce studialnej w Czechach .
Zapisane

Pozdr.<br />CAr.<br />
lisiogonek
Mechanik
***
Długość toru:: 298 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #19 : 20 Marzec 2017, 19:00:41 »
+1

Kucyk to co piszesz jest swego rodzaju profetyzmem jakiąś zbiorczą wizją teraźniejszości, dzień po dniu zmierzającą ku przyszłości...Czy aby na pewno świetlanej? Póki co trzeba bazować na wolontariacie - i jestem pewien (przynajmniej w odniesieniu do własnego podwórka), że ten stan rzeczy szybko się nie zmieni (coś jakby chodziło o wynalazek Fenicjan  ). Chciałbym natomiast wskazać na aspekt wydajności ogólnej wolontariatu. Pracujemy tyle ile pracujemy - musimy przecież jakoś funkcjonować w społeczeństwie , mamy rodziny, dzieci oraz rachunki kredyty etc. Pozostały wolny czas przeznaczamy dla kolejki - w różnym stopniu dzieląc go jeszcze na inne ważne tematy. Opisana sytuacja z pewnością dotyczy większości wolontariuszy - nie jestem wyjątkiem (taką mam nadzieję przynajmniej   ) Nietrudno uświadomić sobie jak niewielką pracę jesteśmy w stanie wykonać w stosunku do pracownika który ma przynajmniej dziesięć razy tyle czasu na wykonywanie powierzonych zadań. Co do jakości wykonywanych prac - wiele zależy od jakości np. podkładów czy mocowań- w odniesieniu do prac torowych na przykład . Ogólnie jakość prac przy taborze wzrosła wraz ze świadomością i "odsiewaniem" ludzi (nie ma co ukrywać wolontariat jest prawdziwą szkołą szlifowania pożądanych cech charakteru). Tu docieramy do prawdziwego problemu jakim jest szczątkowy napływ ludzi - chyba wszyscy mamy podobnie. W tej liczbie spory odsetek byłych pracowników BKD czy szerzej nawet : PKP wyróżnia się raczej na plus wśród pozostałych. Przede wszystkim mają więcej czasu który są w stanie poświęcić - i raczej nie pasują do opisów w postach powyżej . W ogóle wydaje się mi ze każda organizacja wolontariacka musi dbać o spoistość grupy i stąd nieco przypominają sekty, czy też klany - co utrudnia potencjalnym nowym odnalezienie się grupie. Może nie znam całej wąskotorowej wolontariackej Polski i znam z autopsji tylko ŻKD i WKP (oraz niewolontariacką ŻKP i częściowo wolontariacką MKP) ale pewne cechy grupy są znamienne  To jest problem, taki brak nowych ludzi i nie bardzo widać żeby było łatwo to zmienić i to mając świadomość że z drugiej strony nie ma pieniędzy aby utworzyć choćby parę etatów . Myślę że Kucyk ze swoim sposobem myślenia doskonale sprawdza się w takim Piasecznie, ale mimo to sądzę że trudno byłoby zaleźć sposób na zarządzanie takim to dajmy na to Białośliwiem - pewnie znowu chodzi o wynalazek Fenicjan...ach cóż za wolty  wokół tego terminu...
« Ostatnia zmiana: 21 Marzec 2017, 08:45:52 wysłane przez lisiogonek » Zapisane

TWKP : LKM 26004 - już pod parą!
Strony: [1] 2 3 ... 10   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!