Świat kolejek wąskotorowych SMF
20 Styczeń 2021, 11:27:58 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Profil 750mm.pl na facebooku
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 [2] 3   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Tajemnicza bocznica - stare opowiadanie starego maszynisty.  (Przeczytany 3399 razy)
MichałŁ
Dyrektor
*****
Długość toru:: 628 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #20 : 30 Grudzień 2020, 09:10:42 »
+1

Na kolei wszystkim, no może oprócz pasażerów, handlowano na lewo.

Z tym co napisał Kucyk, to było chyba ze wszystkimi pojazdami w PRL. Bo po co inwestować w nowe, jak tego co już jest, jest i tak za mało, więc jest na to zbyt.  Więc nawet jak nasi konstruktorzy chcieli cos ulepszyć, to ich plany były odkładane na półkę.

PS. Chętnie dowiedział bym się czegoś więcej o tym automacie do inżektora MF.
« Ostatnia zmiana: 30 Grudzień 2020, 09:22:28 wysłane przez MichałŁ » Zapisane
Paweł Niemczuk
Administrator
*****
Długość toru:: 1747 m

W terenie W terenie



WWW
« Odpowiedz #21 : 30 Grudzień 2020, 14:47:45 »
0

powstawał.

[...] jak również mając na względzie że poza węglem, którego jakość była bardzo wysoka, nie mieliśmy innych towarów eksportowych (oczywiście nie mówię o „eksporcie” na wschód) za które dolary można by uzyskać, z pewnością alternatywa palenia mazutu była korzystną.

Co do jakości węgla, to należy doprecyzować. Jakość węgla bywała wysoka. Przypomnijcie sobie ileż to razy w filmach o tematyce kolejowej przewija się temat spalania węgla gorszej jakości. Gorszość węgla mogło powodować wiele czynników: np. sortyment (bardzo drobny lub wręcz miał), przerosty skały płonnej (czyli niepalnego kamienia), niewłaściwy gatunek węgla (np. koksujący zamiast energetycznego), węgiel zwietrzały zbyt długo przechowywany na zwałach, wydobywany z płytkich pokładów lub wręcz odkrywkowo (tak, tak, do lat 60 XX wieku węgiel kamienny wydobywano w Polsce odkrywkowo tu i ówdzie).

Te węgiel najlepszej jakości zawsze stanowił niewielką część uzyskiwanego surowca i niemal na pewno nie dostawała go kolej....
Zapisane
2xm
Minister
******
Długość toru:: 1540 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #22 : 30 Grudzień 2020, 16:15:25 »
-1

Cytuj
Stawiam, że polskie przyzwyczajenia. Otóż coś, co ma bardziej skomplikowaną obsługę od młotka było (i nadal jest) niezbyt chętnie akceptowane na żelaznych szlakach w kraju nad Wisłą. Dlatego też w służbie do początku lat 90 dotrwały prawie wyłącznie maksymalnie proste parowozy Ty2.
A czy nie było to przypadkiem coś, co można by nazwać "brakiem systemowego wsparcia technicznego"? Zaczynając od szkoleń przez pomoc w rozwiązywaniu pojawiających się problemów eksploatacyjnych na serwisie i usuwaniu usterek kończąc. Bo jedną z cech polskiej szkoły eksploatacji urządzeń jest olewanie tego typu kwestii - masz tu sprzęt, do roboty i nie zawracaj dupy. Po czym coś się psuło (czy to na skutek niedopracowanej konstrukcji, błędów użytkownika czy po prostu zużycia) i okazywało się, że w sumie to nie ma części, nie ma narzędzi, a w ogóle to nikt za bardzo nie wie, jak naprawić/wyregulować i nie ma czasu się takimi duperelami zajmować. "Jeździć, obserwować".
Zapisane

Podejrzewam, że u źródła tej wiadomości kryje się czyjaś kpina, bardziej lubiana w Polsce niż uznanie dla prób postępu (...).
Piottr_tt
Minister
******
Długość toru:: 1947 m

W terenie W terenie


WWW
« Odpowiedz #23 : 30 Grudzień 2020, 17:46:26 »
0

A czy nie było to przypadkiem coś, co można by nazwać "brakiem systemowego wsparcia technicznego"?

Mówisz o zjawisku polskiej szkoły eksploatacji poprzez kanibalizację, które ma wieloletnią tradycję. Najbardziej jaskrawym przykładem były nowoczesne jak na owe czasy wagony motorowe, z których jeden trafił na stacje Warszawa Belweder jako poczekalnia.
Zapisane

Pozdrawiam, Piottr
Nowa galeria foto -  http://wedrownosc.flog.pl
MichałŁ
Dyrektor
*****
Długość toru:: 628 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #24 : 31 Grudzień 2020, 08:11:38 »
0

Kolega Jacek chyba pomylił się z wątkami więc dam jego cytat z tamtego wątku tu.
Cytuj
Kucu drogi... zapomniałeś o jeszcze jednym "ale" gdyż mazut to mazut zaś olej opałowy to olej opałowy.
Tu by trzeba Kucyka dopytać co miał na myśli. Bo np. w książce pt. "Stosowanie oleju opałowego na PKP" z 1965 roku, jako olej opałowy określony jest właśnie mazut, a nie "ropa bez akcyzy" jaką mamy dziś do celów grzewczych.

Cytuj
Stąd o ile opalanie dawniej parowozów olejem napędowym, który trzeba "za dewizy" lub "rubla transferowego" nabyć, względem własnego "wungla" było "gospodarczo nieuzasadnione". Dziś podobnie... choć dziś koszty obsługi utrzymaniowej grają znacznie większą rolę i one mogą przesądzać o zasadności przebudowy kotła na olejowy.
U mnie w okolicy jest przykład odwrotny. Zakład przemysłowy budowany za Gierka od początku miał kotły na mazut 80t/h pary. Jakieś 15 lat temu czyli już "po rewolucji" postawili kotły węglowe, że niby taniej, ale mazutowe są dalej w rezerwie na wszelki wypadek

Cytuj
A czy nie było to przypadkiem coś, co można by nazwać "brakiem systemowego wsparcia technicznego"?
Ja myślę że ten brak wsparcia wynikał z tego ze parowozy miały być zastąpione trakcja elektryczną albo spalinową, więc utrzymanie robiło się po taniości i na chwilę, bo przecież zaraz przyjdzie nowe.
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 4117 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #25 : 31 Grudzień 2020, 22:49:06 »
+5

Temat się ciekawie rozwija, zatem kilka wyjaśnień dodam.

Kolega Paweł Niemczuk poruszył kwestie węgla wysokiej jakości. Polska posiadała, a właściwie cały czas posiada, złoża wysokokalorycznego czarnego złota. Zlokalizowane są one na Górnym Śląsku. Już przed wojną polski węgiel był najważniejszym surowcem eksportowym – by go sprzedawać w świat zbudowano magistralę węglową, choć są tacy którzy stwierdzą, że magistralą przywoziło się węgiel z nad morza i wsypywało do kopalń, aby górnicy mieli co wydobywać, ale zostawmy te teorie spiskowe foliarzom.

Wracając do tematu kopalnianego - kto zna historię amerykańskich parowozów na PKP ten wie, że Polska Stanom zapłaciła za nie część należności w węglu. A czemu? Bo polski towar był tak dobry, że nawet do USA opłacało się go wozić!

Będąc nawet w Wernigerode (http://750mm.pl/index.php?topic=3120.msg42203#msg42203) dowiedziałem się od obsługi, że do ich parowozów jeżdżących w górach Harzu paliwo jest sprowadzane… no, zgadnijcie skąd? Powodem jest fakt, iż wysiłek lokomotyw jeżdżących po tak stromych liniach wymaga najlepszego węgla do zasilania palenisk. I o tym będzie za chwilę.

Dlaczego więc stosowano nakazy spalania gorszych gatunków węgla? Otóż im mniejsza jest praca wykonywana przez maszynę, tym paliwo może być gorsze. Po prostu jeśli czajnik jeździ na manewrach, czy prowadzi lekkie pociągi, to spokojnie można go karmić jakimś nędznym paliwem. Natomiast jak ma pracować na full, no to już trzeba „dać mu miodu”.

Można zasilanie gorszym węglem porównać do lokomotywy elektrycznej w której odłączono część silników, albo pracującej przy niskim napięciu w sieci. Jechać będzie można, nawet rozkładowo, ale jak trudniejszy profil się trafi, czy pudeł będzie na haku 12, to nie mowy aby się wyrobić. A z trzema klasami to wszędzie się zajedzie planowo.

Jeśli w palenisku parowozu spala się nędzny węgiel, to pomocnik musi się więcej namachać łopatą i gracą. Poza tym jest mniejsza rezerwa na wypadek nieumiejętnej jazdy maszynisty – trudniej nadrobić braki pary. Jak zaś węgiel jest super, to się sypnie dwa razy grubiej i już pełna lufa wody jest, a na zegarze pod czerwoną krechę.

Najlepsze węgle górnośląskie mają wartość opałową 7000 kcal/kg. Ich się nie stosowało do lokomotyw, ale wszystko szło na eksport za dewizy. Cóż – popyt na takie super-paliwo zawsze będzie, jak na polędwicę wołową.

Do parowozów stosowano bardzo dobry węgiel o kaloryczności 6500 kcal, ale to w wyjątkowych przypadkach – prób, bądź prowadzenia tzw. PONSZ. Zasadniczo maszynista, a przede wszystkim pomocnik cieszył się gdy dostał towar 6000 kcal. To byłby taki antrykot, jeśli równać do wołowiny.

Na co dzień na liniowe parowozy dawano szponder - węgiel mający około 5500 kcal. A reszta dostawała co popadnie – z miałem, kamieniami, jakimiś syfami, czyli okrawki z mięsa.

Oczywiście, i polędwicą, i okrawkami się człowiek naje, ale… no co mam tłumaczyć – każdy woli stejka z mięciutkiej, soczystej polędwicy, a nie szarpać zębami ścięgna.

Współzawodnictwo, a właściwie jego segment polegający na spalaniu gorszego paliwa nie mógł być stosowany wszędzie. Otóż na przeszkodzie stała praca kotła – gdy spada kaloryczność paliwa znacząco zmniejsza się wydajność bojlera, a co za tym idzie – parowóz nie osiąga pełnej mocy czy nie można utrzymać prędkości. Dodatkowo jeszcze spada znacząco sprawność układu i teraz wracam do tematu mazutu.

Im bardziej kaloryczne jest paliwo, im wyższą temperaturę można na nim uzyskać, tym sprawność kotła i maszyny parowej jest wyższa. I to zmienia się bardzo mocno. Jak pisałem najlepsze węgle miały 6500 kcal. A mazut 10000! Dlatego też parowóz opalany olejem opałowym ciężkim (tu takie wyjaśnienie kierunku wypowiedzi Kolegi Jacka której nie mogę znaleźć, a jest cytowaną – niech sobie sprawdzi nazewnictwo olei opałowych) mógł rozwinąć większą moc i de facto zużywał mniej paliwa. Oczywiście w przeliczeniu nie na tony, ale na zawartą w paliwie kaloryczność.

Kocioł mógł pracować z niższym rezerwowym poziomem wody, więc produkował parę suchszą, przegrzewacz mocniej nagrzewany spalinami zwiększał jej energię o wiele mocniej niż przy paleniu węglem, maszyna miała najlepsze jakościowo zasilanie jakie można sobie wyobrazić i odwdzięczała się werwą.

Ale jest jedno ale – aby była rzeczywista oszczędność, parowóz musiał pracować ciężko, czyli w zakresie pełnych mocy, bo jak pisałem – w zakresie jeżdżenia pyku-pyku nie miało sensu stosowanie ekstra paliw – tak samo jak lanie paliwa rajdowego do seicento dziadka.

To było by na tyle, a o regulacji inżektora MF napiszę inną razą.

Pozdrawiam noworocznie i petardowo!
Zapisane

Twoja stara parzy herbatę w szkle wodowskazowym,
A twój stary nadziewa te rurki bitą śmietaną.
Jacek Fink-Finowicki
Nowicjusz
*
Długość toru:: 37 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #26 : 04 Styczeń 2021, 15:32:44 »
0

...kierunku wypowiedzi Kolegi Jacka której nie mogę znaleźć,...


Tu było:
http://750mm.pl/index.php?topic=5448.msg84601#msg84601

Jak zauważył MichałŁ się rypnąłem i wrzuciłem tę odpowiedź w wątku o nowym typie kotła... bo i jakoś nie wiem czemu przyjałem, że właśnie tamta dyskusja jest efektem wydzielenia dywagacji paleniskowo-kotłowych z tego wątku... 
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 4117 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #27 : 04 Styczeń 2021, 19:50:30 »
+2

A to TEN Jacek pisał o oleju opałowym!...
Uff, dzięki Ci święta Katarzyno, że nie wyjaśniłem kwestii mocniej, bo już pewnie by były 3 strony awantury postowej i administracja miała by pełne ręce roboty.

Do rzeczy - dziś będzie o tym, co to jest ten mazut, bo ręczę że 3/4 Czytelników wyobraża sobie ten towar jako... no właśnie, jako co? jako nico - myślę że mało kto widział mazut.

Może zanim sprawę wyjaśnię, oddam na chwilę głos klasykowi:

mazut to mazut zaś olej opałowy to olej opałowy
I tak, i nie - mamy olej opałowy lekki oraz olej opałowy ciężki. Jest też olej opałowy średni.

Jak to wygląda i do czego służy?

Olej lekki to nic innego jak olej napędowy tylko przeznaczony do celów grzewczych przez pozbawienie podatku drogowego. Nawet handlowo nazywany jest niekiedy 'olejem napędowym grzewczym'. Jest przezroczysty, ma jasną barwę od zielonawej do złotej niczym siuśki, ale najczęściej jest czerwony bo skażony barwnikiem odróżniającym go od ON.
Olej ten służy nam w domach do grzania, lejemy go do passata i eLTeka i, co już pisałem, miał zastosowanie w pomocniczych kotłach okrętowych które można było uruchomić bez zewnętrznego źródła pary.

Olej średni - jak wygląda? tego nawet najstarsi górale nie wiedzą. Stosuje się go do pieców przemysłowych oraz napędu silników okrętowych, gdzie cylindry są jak pół cysterny Sralls.

Olej opałowy ciężki to właśnie słynny mazut. Jest to ciecz przypominająca lepik. Jest czarny jak odbyt Szatana. W temperaturze pokojowej jest w formie stałej, aby zaczął być płynny trzeba go podgrzać do 40oC.

Najlepiej opisaną konsystencję towaru ilustruje poniższe zdjęcie wzięte ze strony: https://вдск43.рф/masut



Sos ten ma bardzo charakterystyczny, mocny, ale nawet przyjemny zapach. Taki aromat lokomotywowy z lekką nutką spalonego silnika. Szajs ten brudzi wszystko na ciemnobrązowo.

Po podgrzaniu do jakichś 60oC mazut ma konsystencję abizolu albo gęstej farby ftalowej. Przewożony jest w specjalnych cysternach-termosach które można poznać po tym, że są potwornie u3,14erdolone jak dekarz po smołowaniu dachu i posiadają na jednej dennicy zakończenia wężownic do grzania jakby towar zastygł.

Aby ciężki olej opałowy był w pełni płynny trzeba go grzać do 100oC albo i więcej. I wtedy da radę go rozpylać.

Tu taka uwaga - mazutowe palniki parowozowe zasilane były parą nie tylko ze względu na prostotę systemu (nie ma żadnych psujących się pomp), para jako czynnik rozpylała ciężki olej opałowy, ale jednocześnie go wyśmienicie w dyszy przegrzewała, przez co dobry szpraj się robił.

Na koniec coś o ekologii. Tak jak Kolega Jacek pisał, jeśli będziemy gotowali ropę kupioną od szejka Ahmeda Nasrallaha to najpierw wygotuje się z niej benzyna, potem olej napędowy, potem olej średni, potem coś tam jeszcze, a na koniec będziemy mieli w garnku czarną smołę, czyli mazut. Siarka jest składnikiem nielotnym, zatem jej ilość będzie wzrastać w miarę jak nam sos się będzie wygotowywał. I tu mamy takie normy: w oleju lekkim może siary być max. 0,1%, w średnim 0,5% a w mazucie nawet 3% S. Nie dziwara że zastosowanie tego ostatniego mogło mieć negatywny wpływ na kotły i okolicę kotłowni - wszak SO2 to nie wieczorny powiew wietrzyka z nad pola lawendy.

I tak dobrnęliśmy do końca. Myślę że już wszyscy wiedzą czym jest ciężki olej opałowy, a do czego lejemy lekki, i czym się różni mazut od ropy. A jak nie - to zaraz mogę konkretniej kogoś wyjaśnić.

Nie widzę chętnych, zatem miłego wieczoru!
Zapisane

Twoja stara parzy herbatę w szkle wodowskazowym,
A twój stary nadziewa te rurki bitą śmietaną.
Jacek Fink-Finowicki
Nowicjusz
*
Długość toru:: 37 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #28 : 05 Styczeń 2021, 04:51:22 »
0

No aż tak drobiazgowo nie chciało mi się opisywać i postawiłem rozróżnienie olej | mazut, bo tego wiele osób nie odróżnia, tym bardziej tam gdzie na ST44 wołają "mazutowiec". Dziękuję, że rozwinąłeś wątek.
Teraz mam nadzieję, że zwiększy się promil osób odróżniających choćby zgrubasza frakcje i zbieżnie z tym zwiększy się ułamek promila osób czujących czemu dziś nie mamy parowozów na mazut.
Zapisane
sarna
Zawiadowca
****
Długość toru:: 311 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #29 : 05 Styczeń 2021, 08:37:18 »
0

Kocioł mógł pracować z niższym rezerwowym poziomem wody(...)

Być może głupie pytanie, ale czy to dlatego, że palnik na mazut można wyłączyć niemal natychmiast w przeciwieństwie do węgla?
Zapisane
MichałŁ
Dyrektor
*****
Długość toru:: 628 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #30 : 05 Styczeń 2021, 13:16:42 »
0

Raczej dlatego że palnik możemy natychmiast włączyć, a raczej dostosować jego "moc" do chwilowego zapotrzebowania na parę. Więc każdą zmianę zapotrzebowania na parę (np. zmiana profilu toru) możemy natychmiast skorygować odpowiednia zmianą wydajności palnika aby utrzymać w miarę stałe ciśnienie w kotle.
Parowóz na węgiel nie ma takiej możliwości. Tam zapodanie węgla na ruszt przy zwiększeniu zapotrzebowania na parę działa z opóźnieniem gdyż węgiel musi się rozpalić na ruszcie. Więc w tej chwili musimy korzystać z energii zgromadzonej w gorącej wodzie a nie w paliwie, więc poziom wody opada. Dlatego trzeba mieć większy poziom wody jako zapas na takie sytuacje.

Cytuj
Sos ten ma bardzo charakterystyczny, mocny, ale nawet przyjemny zapach. Taki aromat lokomotywowy z lekką nutką spalonego silnika. Szajs ten brudzi wszystko na ciemnobrązowo.
Ciekawe ile ten mazut ma wspólnego z moją ulubioną substancją warsztatową,czyli smarem KZ ? Gdyż opis mazutu praktycznie idealnie pasuje do tej substancji bogów.
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 4117 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #31 : 05 Styczeń 2021, 19:11:10 »
+3

Mam nadzieję, że Kolega Michał nie będzie zły gdy rozszerzę odpowiedź na pytanie Kolegi Sarny, ale jakbym mógł nie skorzystać z takiej sytuacji…

Aby lepiej zrozumieć ową rezerwę wody wyobraźmy sobie, że mamy taki mały kociołek z ciśnieniomierzem. Podłączamy do niego jakąś maszynkę parową i stawiamy pod nim palnik gazowy. Jak się woda zagotuje, to widzimy że ciśnienie pary na manometrze wzrasta. Będzie ono rosło tak długo jak będziemy kocioł podgrzewać, lub nie wybuchnie.

Teraz otwórzmy zaworek do maszynki – sprzęt zacznie działać, a w zależności jak palnik mocno grzeje, para albo będzie dalej rosła z tym że wolniej, albo ciśnienie stanie w miejscu, albo zacznie opadać.

Przeregulujmy tak płomień, że maszynka będzie się kręciła tak pyku-pyku, a ciśnienie będzie stać w miejscu. Mamy stan równowagi: ilość energii doprowadzana do kociołka równa się ilości pobieranej. Oczywiście, ten stan nie będzie trwał wiecznie, bo woda nam się w końcu wygotuje, ale póki mamy H2O to wszystko działa.

A teraz dodajmy trochę wody do kotła. Ciśnienie nam spadnie – dlaczego? Bo część energii płomienia została wykorzystana do ogrzania zimnej wody wprowadzonej do układu. Aby teraz podnieść ciśnienie mamy dwie możliwości: albo zwiększyć płomień czyli energię dostarczaną, albo skręcić parę na maszynkę, czyli zmniejszyć wydatek energii.

No, napompowaliśmy i nagotowaliśmy wody zapas, to teraz dajemy czadu i sprawdzimy ile ten silniczek wytrzyma odkręcając na full dopływ pary. Oczywiście, ciśnienie w kociołku spada, zatem palnik musi dostać ognia i manometr idzie w górę. Ale po chwili wody trzeba dopompować bo brakuje, lecz co próbujemy wtłoczyć coś do kociołka, to nam para spada! No to więcej gazu do palnika!… oj, zaraz, pokrętło już do oporu jest… palnik większego płomienia nie zrobi. Zatem pozostaje nam znów albo zmniejszyć pobór pary i podnieść w kotle poziom wody, albo jechać pełną mocą i nie pompować w tym czasie wody.

Palenisko węglowe może spalić pewną, konkretną ilość paliwa w jednostce czasu. Więcej nie zhajcuje, choćbyśmy nie wiadomo ile węgla do pieca wrzucili. Coś jak w palniku gazowym, ze choćbyśmy z całej siły kranikiem chcieli kręcić, to więcej się nie otworzy, bo już jest całkowicie otwarty. Zatem piec kotła może wytworzyć pewną ograniczoną ilość energii cieplnej.

Jeśli kocioł będzie więcej energii oddawał maszynie oraz wodzie zasilającej niż dostaje z paleniska, to jak w naszym doświadczeniu ciśnienie nam będzie spadało. I odwrotnie – jeśli nie będziemy zasilać kotła we wodę to maszyna będzie mogła pracować z mocą na maxa. Mówi się że przekroczona została tzw. równowaga kotłowa.

Wracając do jazdy parowozem - jeśli przed nami jest trudniejszy odcinek, to możemy posłużyć się tą właściwością kotła że można go „na zaś” napompować wodą aby zapewnić sobie rezerwę na wypadek gdyby tej energii w piecu brakowało. Zatem trzymamy wysoki poziom wody, który jest niczym oszczędności na czarną godzinę skitrane w bieliźniarce.

Problemów z brakiem energii nie będziemy mieli gdy palimy mazutem – on zawsze wytworzy tyle ciepła, że nie nastąpi przekroczenie równowagi kotłowej zwane też wyczerpaniem kotła. Te wysokokaloryczne i spalające się prawie bez ograniczeń paliwo zawsze pozwala się tłoczyć przez palniki w większej ilości gdy zajdzie taka potrzeba. Do spalania wymaga też mniej powietrza niż węgiel, co przy braku oporów (nie ma przepływów przez warstwy paliwa) umożliwia dwukrotnie większą emisję energii w tym samym piecu z tym samym urządzeniem ciągowym.

Teraz taka ważna sprawa – wiecie co to jest natężenie przestrzeni parowej? Jest to stosunek ilości pary wytwarzanej na godzinę przez kocioł do objętości przestrzeni kotła znajdującej się ponad wodą. Im więcej kocioł wytwarza pary, i im mniejsza jest ta przestrzeń, tym gorsza – bardziej wilgotna i zasyfiona para będzie pobierana z kotła. Aby lepszą (suchszą, czystszą) parę uzyskiwać trzeba starać się trzymać niski poziom wody, co z kolei zmniejsza rezerwę o której była mowa.

Mokra para gorzej się przegrzewa i zmniejsza moc maszyny oraz zwiększa zużycie paliwa. Poza tym przegrzewacz zarasta syfem.

Jak Kolega Michał pisał – w przypadku palenia mazutem piec reaguje natychmiast – otwieramy więcej mazutu i już się mocniej bojler gotuje, zaś z węglem trzeba działać z dużym wyprzedzeniem bo zanim się zapali, rozpali, rozżarzy… etc.

Na koniec odpowiedź na pytanie Michała o smar KZ. No nie – mazut pachnie bardziej „ropnie”. Tak trochę bardziej balsamicznie i miło, w odróżnieniu od KaZetu który jest ostrzejszy aromatycznie – rzekłbym bardziej chemiczny, kraulinowy.

Pozdrawiam wytrwałych w czytaniu!
Zapisane

Twoja stara parzy herbatę w szkle wodowskazowym,
A twój stary nadziewa te rurki bitą śmietaną.
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 4117 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #32 : 06 Styczeń 2021, 21:24:58 »
+5

No dobra – pojawiły się głosy że o temacie kotła parowozowego napisałem zbyt naukowo i technicznie. To dziś wyjaśnię o co chodzi z tą rezerwą wody na takim przykładzie życiowym, że nawet dziecko zrozumie.

Były sobie trzy świnki. Właściwie w chwili gdy poniższa historia się będzie rozgrywała, będą już tylko dwie, ale na razie mniejsza o większość – jakoś trzeba zacząć tak bajkowo. Jedna świnka nazywała się Węgiełek, a druga – Mazutek. Dlaczego miały takie dziwne imiona? O to trzeba by zapytać ich matkę – starą maciorę, ale ze względu iż jakiś czas temu poznała ona dokładnie linię produkcyjną Zakładów Syntezy Chemicznej „Sokołów” zdobycie od niej informacji jest już praktycznie niemożliwe.

Tak więc dwie świnki pracowały w Spółdzielni „Kuro-Zwęż” w Kurozwęczu gdzie zajmowały się zmniejszaniem szerokości drobiu na prasach. Mieszkały zaś w bliźniaku wybudowanym przez Nieuczciwą Spółkę „Kant-DevelopmentTM”.

Któregoś razu świnki piły wódę aby się uświnić z okazji świąt. I tradycyjnie, jak to u Polaków, zaczął się temat pieniędzy.
- Mazutek, robim razem już 10 lat w Kuro-Zwężu, powiedz mi ile przez te lata masz odłożonych oszczędności? – Zaczepnie zaczął Węgiełek mrużąc chytrze świńskie oczka.
Mazutek wyjął lekko uświniony portfel i przegrzebał zawartość racicą.
- Dokładnie to 1227 złotych i 54 grosze.
- Ale ja się pytam ile masz tych schowanych oszczędności?
- Nie mam nic, poza tym co mam przy sobie. Nie mam żadnych oszczędności…
Różowa morduchna świńskiego blondyna Węgiełka wykazała zdumienie.
- No co ty? Nic nie masz!? Nie boisz się że jak coś by źle w życiu przyszło, ot choćby chałupa się zawaliła, to nie będziesz miał za co odbudować?
- Wezmę kredyt. W każdej chwili mogę wziąć i to bez problemu. Dwa banki ciągle dzwonią i mi wciskają oferty po pół bańki.
- Kurde, tobie to dobrze, ja nie dostałbym żadnej pożyczki, nawet w Prowidencie… Ty masz umowę o pracę, a ja zasuwam, kwik, na zleceniu… Przez całe życie muszę, kwik, ciułać i ciągle kitrać coś po skarpetach i zakopywać te słoiki z gotówka aby były jakby coś się stało, a ty, kwik, to…
- Węgiełek! – Mazutek przyciął pijackie zawodzenie brata. – Po co żeś wtedy świnię podkładał kierownikowi Kuro-Zwęża? Ciesz się że masz to zlecenie, bo za takie świństwo jakie zrobiłeś powinieneś wylecieć na zbity ryj, a jednak masz pracę i zarabiasz tyle samo co ja!
- Ja oszczędzam, bo muszę mieć rezerwę, ale przecież jakby się coś stało, to jak weźmiesz pożyczkę to będziesz musiał ją spłacić. Jak to zrobisz Mazutek? Przecież nikt nie da rady pracować na dwa etaty jednocześnie?
- Ja sobie zawsze poradzę! Mam uprawnienia operatora prostowarki bananów i zwijarki domków ślimaków.
- No tak, prostowacz bananów to spokojnie 8 tysięcy wyciąga…
- Poza tym mam jeszcze kilka innych umiejętności w zapasie… A swoją drogą to ty masz przerąbane z tymi oszczędnościami. Zobacz – pijemy od godziny wódkę, znaczy przyszedłeś się do mnie nachlać na krzywy ryj, a już 4 razy latałeś do swego chlewa bo wydawało ci się że ktoś się włamuje. Ciągle w nocy spać nie możesz a w pracy jesteś roztrzęsiony, bo strachasz się że ktoś słoik z dolarami wykopie. Ile wydajesz na te alarmy? Na Konsalnet. Kraty, rolety, zamki atestowane. Fosę, ogrodzenie pod prądem, zasieki z druty kolczastego. A te pułapki, bomby, miny? Pamiętasz jak naszego brata Schabika rozerwało na jednej? Dobrze że w punkcie skupu miałem znajomości i wzięli go jako okrawki mięsa wieprzowego IV klasy. Człowieku, ja jak się nawalę i okradną mnie, to najwyżej stracę co mam w kieszeni, a ty masz przez te swe lęki życie przechlapane.
- No bo jak ty stracisz, to wnet odrobisz. A, a, a ja, kwik, ja…
- Zamknij ryj! Jeszcze jedno kwiknięcie i… - Mazutek miał dość rozklejania się brata.

Potem rozmowy poszły w nieco innym kierunku, nie związanym z naszym problemem, w każdym razie bracia dali sobie na odchodne po ryju, ale że byli pijani jak świnie, na drugi dzień nie pamiętali o tym zajściu.

Kilka dni później pod ich bliźniak wybudowany przez Nieuczciwą Spółkę „Kant-DevelopmentTM” przyszedł wilk i drze ryja:
– Świnko, świnko, wpuścisz mnie?
– Na włos na mej brodzie, o nie, nie, nie! – odpowiedziały skacowane świnki.
– A więc dmuchnę, chuchnę i domek twój zdmuchnę! – zawarczał wściekle wilk.
Dmuchnął, chuchnął i zdmuchnął dach bliźniaka, bowiem Nieuczciwa Spółka „Kant-DevelopmentTM” zaoszczędziła na wkrętach i dyktę zastępującą blachodachówkę przywiązała do więźby na 4 trytytki. Świnki wezwały policję i wtedy też wilk dmuchnął, chuchnął i wyszło mu ponad 2,7 promila.

Aby naprawić dach Węgiełek musiał wybebeszyć bieliźniarkę i wykopać 4 słoiki z dolarami, Mazutek zaś wziął na luzie kredyt, i to nie chwilówkę bez BIK z Bociana, ale „po pańsku” w Raiffeisen Bank i jeszcze dostał długopis, kalendarz na miniony rok oraz breloczek w gratisie.

Węgiełek potem znów przez 10 lat zasuwał na prasie w Kuro-Zwężu i kitrał zarobki w skarpetę drżąc czy mu do pierwszego wystarczy, zaś Mazutek normalnie – podorabiał po godzinach na prostowarce bananów, poskręcał w weekendy domki ślimaków, rozkopał nocami kilka grobów na pobliskim cmentarzu trafiając szczęśliwie na lokatorów z dużą ilością złotych zębów i w rok kredyt spłacił.

Jaki z tego morał?
1.   Kto nie ma potencjału, ten ma konieczność robienia sobie zapasów na trudne czasy;
2.   Dachy na domach budowanych przez Nieuczciwą Spółkę „Kant-DevelopmentTM” warto powzmacniać choćby wkrętami do karton-gipsu.

Mazutek miał zawsze możliwość natychmiastowego podratowania się przez kredyt, czy dodatkowe zajęcia. Był jak parowóz mający palnik mazutowy - nie musiał trzymać rezerwy (wody) na czarną godzinę.

Węgiełek zaś trzymał zabezpieczenie, bo wiedział że w odróżnieniu od brata jakby coś się działo, to nie będzie w stanie szybko zarobić pieniądza. Niestety, te oszczędzanie powodowało pogorszenie stanu jego psychiki i drenowało zasoby finansowe na zabezpieczenia przeciw kradzieży. Zwyczajnie psuło mu jakość życia, jak mokra para pracę silników parowozu.

No to tyle świństw na dzisiejszy wieczór!
Zapisane

Twoja stara parzy herbatę w szkle wodowskazowym,
A twój stary nadziewa te rurki bitą śmietaną.
Jacek Fink-Finowicki
Nowicjusz
*
Długość toru:: 37 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #33 : 06 Styczeń 2021, 22:47:31 »
0

Oj Kucu Kucu... poniosła Cię fantazja...

„Kant-DevelopmentTM” ... na 4 trytytki.

To chyba "ten wzmocniony" 
Zapisane
sarna
Zawiadowca
****
Długość toru:: 311 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #34 : 07 Styczeń 2021, 08:46:40 »
0

No a ja tu się dopatrywałem raczej względów bezpieczeństwa, np. kiedy się inżektor zepsuje. Ale pewnie wtedy się po prostu zrzuca ogień z paleniska.

Dzięki za wyjaśnienie

ps. KZ ponoć sprawdza się jako olej silnikowy, pod warunkiem że chcemy szybko sprzedać auto.
Zapisane
MichałŁ
Dyrektor
*****
Długość toru:: 628 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #35 : 07 Styczeń 2021, 09:22:55 »
0

W silniku to nie wiem. Ale w moście od Stara zalanym Kzetem nic się nie działo przez wiele lat.
Zapisane
mic
Czytelnik

Długość toru:: 3 m

W terenie W terenie


WWW
« Odpowiedz #36 : 12 Styczeń 2021, 13:30:33 »
0

Na koniec coś o ekologii. Tak jak Kolega Jacek pisał, jeśli będziemy gotowali ropę kupioną od szejka Ahmeda Nasrallaha to najpierw wygotuje się z niej benzyna, potem olej napędowy, potem olej średni, potem coś tam jeszcze, a na koniec będziemy mieli w garnku czarną smołę, czyli mazut. Siarka jest składnikiem nielotnym, zatem jej ilość będzie wzrastać w miarę jak nam sos się będzie wygotowywał. I tu mamy takie normy: w oleju lekkim może siary być max. 0,1%, w średnim 0,5% a w mazucie nawet 3% S. Nie dziwara że zastosowanie tego ostatniego mogło mieć negatywny wpływ na kotły i okolicę kotłowni - wszak SO2 to nie wieczorny powiew wietrzyka z nad pola lawendy.

Ja tylko dodam, że tzw. mazut wykorzystuje się głównie w silnikach okrętowych ze względu na niską cenę. Natomiast i tu pojawiły się ograniczenia - w eksploatacji na otwartych morzach z 4,5% zredukowano do 3,5%, a od 2020 roku do 0,5%. Natomiast na morzach europy (Śródziemne, Północne, Bałtyk) silniki okrętowe mogą być zasilane paliwem o zawartości siarki nieprzekraczającej 0,1%.

Dlatego o zasiarczony mazut będzie już coraz trudniej. :-)

 
Zapisane
MichałŁ
Dyrektor
*****
Długość toru:: 628 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #37 : 12 Styczeń 2021, 20:10:35 »
0

Tak przy okazji silników na mazut.
Wie ktoś może jak wygląda aparatura wtryskowa takiego silnika ? Chodzi mi głównie o to jak się zabezpieczają żeby mazut nie zakleił przewodów, pomp czy wtrysków?
Zapisane
Jacek Fink-Finowicki
Nowicjusz
*
Długość toru:: 37 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #38 : 14 Styczeń 2021, 01:09:24 »
+2

Wtryskiwacz ma ponad dwa metry jego wysokości i wtryskuje okolo wiadra mazutu na raz... czyli po prostu masz grubo przeskalowanego "zwykłego diesla" gdzie gęstość czynnika zgodnie z zasadami skalowania przestaje być problemem.
Zapisane
MichałŁ
Dyrektor
*****
Długość toru:: 628 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #39 : 16 Styczeń 2021, 06:10:58 »
0

To przerasta moją wyobraźnię. Jak można takiego gluta rozpylić do postaci umożliwiającej zapłon.
Zapisane
Strony: 1 [2] 3   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!