Plan jest jasny tylko podmioty samofinansujące się - zostają w SKPL.
No tylko rodzi się pytanie: ile jest w Polsce kolejek samofinansujących się? Za chwilę się okaże, że ten biznes się nie opłaca na żadnej kolejce i SKPL padnie. Jeszcze raz proponuję zastanowić się na celami statutowymi i sposobami ich realizacji. Zwłaszcza nad sposobami.
Jest stare powiedzenie i bolesnie prawdziwe powiedzenie (a nawet dwa): "z proznego i Salomon nie naleje" i drugie, moze nieco mniej adekwatne: "wyzej pasa (lub chu**) nie podskoczysz".
W calym wszechswiecie obowiazuja prawa zachowania - masy, energii itd., co na nasze tumaczy sie tym, ze nie da sie zrobic czegos z niczego. A jeszcze bardziej po polsku: jesli roczny koszt utrzymania czegos (kolejki, hotelu, burdelu - czegokolwiek) wynosi przykladowo 500 tys zlotych, a roczne przychody wynosza (tez przykladowo) 400 tys zlotych, to znaczy sie, ze kazdego roku powstaje strata 100 tys zlotych.
Pol biedy, jesli mozna ja pokryc z kapitalu zapasowego, czy innych zgromadzonych na czarna godzine zaskorniakow. Gorzej jesli tych nie ma. Wtedy organizacja prowadzaca ten interes z roku na rok co raz glebiej sie zadluza. Wobec pracownikow, dostawcow pradu, wody, paliwa, desek. Zadluza sie tez wewnetrznie poprzez niewykonywanie co raz wiekszej ilosci robot niezbednych chocby dla biezacego utrzymania calego interesu.
Jesli tego procesu zewnetrzengo i wewnetrznego zadluzania sie nie powstrzymamy, to spotkaja nasza przykladowa organizacje przykre konsekwencje, w tym przykladowo:
- pracownicy przestana przychodzic do pracy, bo nie beda wiecznie pracowac za pol darmo i czekac Bog wie ile na spoznione wyplaty. Zwolnia sie i jeszcze zaloza sprawy w sadzie pracy
- zgasnie swiatlo, bo elektrownia sie wkurzy na maksa
- nie bedzie za co kupic paliwa
- ZUS, skarbowy i gmina upomna sie o daniny publiczne (skladki, podatki) i skutecznie zablokuje konta, a potem, gdy okaze sie, ze nie ma czego z nich sciagac - zaczna dochodzic swego z majatku zarzadu (niektorzy dzialacze waskotorowi w PL juz tego doswiadczyli)
- nieremontowane maszyny i infrastruktura rozpadna sie, wplywy zmaleja, kryzys sie poglebi
- ostatecznie zostanie kupa dlugow i kupa zlomu na placu oraz problemy do konca zycia a dlugi zostana dla dzieci i wnukow
Pieniadze, tak samo jak masa i energia, rzadza sie nieublaganym prawem zachowania. Z ta tylko roznica, ze zeby wydatkowac energie, to trzeba ja miec, a w przypadku pieniedzy mozna przez jakis czas wydawac wiecej, niz sie ich mialo. Ale kiedys trzeba oddac. I nie ma zmiluj sie.
SKPL czesci tych zjawisk juz doswiadczyl - pompowanie kasy w nierentowne koleje spowodowalo, ze nie bylo (i nie ma) srodkow na wlasciwe utrzymanie kolei wychodzacych na zero lub przynoszacych zysk. Skutek: ograniczenia przewozow w Smiglu i Zbiersku, bo sie jezdzic nie da. To jest przeciez podcinanie galezi, na ktorej sie siedzi!!
Jesli uparcie bedzie sie trzymac tego, co zysku nie przynosi i nie rokuje nadziei na zmiany, to podziala to jak kamien u szyi topielca - pociagnie na dno calosc. I tyle bedzie "milosniczenia kolejowego".
Niestety - idee idami, a ekonomia ekonomia. Wiem, ze zal itd, ale w pewnym momencie trzeba wybrac - idziemy na dno z calym dobytkiem, czy nadal staramy sie utrzymac na powierzchni z jego czescia, ta czescia, ktora daje szanse na lepsze (a co najmniej - nie gorsze) jutro.
W przypadku NKD sprawe pogarsza postawa naczelnika, ktory kilkukrotnie skutecznie storpedowal proby wznowienia przewozow towarowych twierdzac, ze nie i basta. Z reszta nie tylko to torpedowal. Zas jego wysokie plecy we wladzach samorzadowych kaza pozegnac sie z nadzieja na jego zneutralizowanie (obojetnie, czy przez calkowite usuniecie, czy tez przez przesuniecie na inne stanowisko).
SKPL nie jest jedyna organizacja milosnikow kolei, ktora po kilku latach dochodzi do sciany i MUSI podjac przykre acz niezbedne dzialania, zeby przetrwac i ocalic choc troche. Tyle tylko, ze SKPL ma pole manewru, ma koleje przynoszace zyski, ktore moze utrzymac i koleje deficytowe, ktorych pozbyc sie musi.
Gorzej maja ci, ktorzy maja jedna kolej, kolej, ktora jest deficytowa i nie rokuje szans na chocby wyjscie na zero. Ci stoja pod sciana i zagladaja smierci w oczy. Zagladaja w oczy perspektywie upadlosci stowarzyszenia, zwrotu kolei do NZ-u i perpektywie zmarnowania 6 czy 7 lat znoju i wyrzeczen.
Takie sa nieublagane prawa ekonomii, tak skrzeczy rzeczywistosc.
I jeszcze raz powtarzam - nie ma na to rady, tak jest i basta. No chyba, ze ktos ma w zanadrzu jakies cuda. Ale wtedy niech nie trzyma ich dla siebie, niech sie pochwali. Przydadza sie. I to nie jeden raz.
Tako rzecze Kudlok. Amen, bracia i siostry.