Świat kolejek wąskotorowych SMF
06 Grudzień 2019, 21:59:14 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Serwer FTP już działa! Szczegóły na forum.
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 ... 5 6 [7] 8   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Odchwaszczanie szlaku.  (Przeczytany 130927 razy)
E583.002
Dyrektor
*****
Długość toru:: 539 m

W terenie W terenie

M-sta tr. elektr.


« Odpowiedz #120 : 17 Kwiecień 2016, 22:05:56 »
+3

Jako społeczny i samozwańczy ambasador Kucyka z zaniepokojeniem czytam o propozycji pisaniu w kolejowym "Fakcie" tudzież "Super Ekspresie bo taki poziom ostatnio prezentuje "RK" Uśmiech
Zapisane

Nazywam się Roman i od 35 lat naprawiam pralkę
Mamut
Nowicjusz
*
Długość toru:: 17 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #121 : 18 Kwiecień 2016, 09:36:42 »
0

Cytat: Kucyk
Słowo o owym pomocniku – bez odbierania wiechci nie ma możliwości prowadzenia prac, to tylko na reklamach pilarz sam wycina hektary młodych osik, w rzeczywistości jak się tnie robinie, ałycze czy tarniny cały czas ktoś musi materiał usuwać z pola pracy. Często operator stara się odepchnąć splątane gałęzie pracującym narzędziem, co przy dużej długości sztycy powoduje niekontrolowane zamachy wirującego ostrza i trącenie pomagiera jest murowane.

Na początku chciałbym wszystkich serdecznie przywitać z racji, że to mój pierwszy post.

Z zaciekawieniem śledzę całą historię Kucykowej krucjaty przeciw wegeteroryzmowi i jestem pod wrażeniem profesjonalnego podejścia. W jednym się tylko nie zgodzę: nie tylko w reklamie pilarz sam radzi sobie z wyrośniętymi osikami i resztą napierającego badziewia. Pracowałem przez rok w Szwecji jako pilarz i naszym głównym narzędziem pracy była właśnie wykaszarka z tarczą tnącą. Odpowiednie operowanie tym sprzętem gwarantuje wysoką wydajność i nie wymaga pomocy dodatkowych osób do odgarniania padłych drzewek, ale wymaga to sporej wprawy i umiejętności, co przy pracy po 6 dni w tygodniu po 10h dziennie osiąga się w okolicy końca pierwszego kwartału. I tu Kucyk ma rację, że potrzebny jest sprzęt idiotoodporny, nie wymagający myślenia ani specjalnych umiejętności. Piszę to tylko w ramach dygresji, że jednak da się a Szwecja przypomina bardziej Tatry niż Mazowsze i bez odpowiednich umiejętności można tylko usiąść i płakać.

Pozdrawiam.
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3905 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #122 : 23 Kwiecień 2016, 11:24:59 »
+7

Dwa dni temu Prince wyciągnął kopyta i pewnie już diabli na widłach transportują jego duszę, zatem dziś krótko o dyszach.

82. Gawęda infrastrukturalna, czyli o rozpylaczach słów parę.

Do nanoszenia chemii stosujemy najczęściej dysze o strumieniu płaskim, które tworzą mniej mgły i dają równomierne pokrycie powierzchni, jednak leją prawie wyłącznie centralnie z góry, zatem w przypadku gęstego zielska nie zwilżają dokładnie roślin przez co skuteczność zabiegu jest mniejsza.

Dysze do zadań specjalnych.

Do mocno zarośniętych np. udrażnianych szlaków, do zwalczania wysokich i gęstych chwastów za pomocą środków nalistnych można stosować opisane w tym wątku rozpylacze stożkowe.
Mają one tę zaletę że dają napylenie w każdym kierunku w stosunku do jazdy uderzając cieczą zarówno pionowo z góry jak i pod kątem, zwilżając ze wszystkich stron nawet najbardziej trudne i zawiłe rośliny. Wadą tych opryskiwaczy jest duże tworzenie mgły która znosi nasz cenny towar.



Dodam, że obecnie coraz bardziej popularne stają się dysze dwustrumieniowe łączące dobre cechy obu rozpylaczy, czyli produkujące mało aerozolu i zlewające zielicho z każdej strony, ale o nich może kiedy indziej.

Typowe dysze do herbicydów.

Każda dysza ma określoną wydajność, którą, niezależnie od konstrukcji, określa kolor. Wydajność jest to ilość wody która przy danym ciśnieniu wychodzi przez rozpylacz.



Na zdjęciu widać najpopularniejsze dysze nr 02, 03 i 04. Co do numerów to warto zapamiętać że podają one ilość wody wypływającej przy takim samym ciśnieniu z każdej z dysz, a mianowicie 04 leje dwa razy więcej od 02, zaś wydatek dyszy 03 jest pośredni między 02 i 04 (150% dyszy 02).



Dysze zwykłe dzielą się na standardowe (oznaczenie RS) i antyznoszeniowe (AZ). Różnią się one grubością wytwarzanych kropli: RS daje drobniejszą mgiełkę, która wprawdzie lepiej maluje zielsko, ale wiatr ją łatwiej zdmuchuje na bok. Przeciwdryfowe dają ciut grubsze rozpylenie.
Oznaczenia mogą być różne u poszczególnych producentów, ale zwróćcie uwagę na pewien istotny szczegół. Niby od przodu końcówki niczym się nie różnią, ale wystarczy obrócić je i widać od razu że te pierwsze nie mają kryzy obniżającej ciśnienie.



Teraz ważna uwaga – pomimo zewnętrznego podobieństwa, jeśli ktoś by chciał wyjąć tą zwężkę z dyszy AZ, aby „otrzymać” dyszę standard, lub wsadzić kryzę do RS aby mieć antydryf to niech się nie zdziwi że rozpylacz pryska źle.

Dysze standardowe teoretycznie powinny być używane gdy wiatr wieje z prędkością do 3m/s (10km/h) czyli właściwie gdy nie ma wiatru, zaś antyznoszeniowe przy podmuchach do 5m/s (18km/h). Piszę teoretycznie, gdyż w praktyce pomimo znacznie mniejszej tendencji dysz AZ do znoszenia zdmuchiwanie mgły, czyli strata towaru, następuje nawet przy słabym wietrze.

Kolejna uwaga – w dobrze dysz należy uwzględniać nie tylko prędkość ruchu powietrza wywołaną wiatrem, ale również będącą skutkiem ruchu drezyny. Jeśli zastosujemy dysze RS i będziemy jechać z opryskiem 15km/h to nie należy się dziwić że za pojazdem kłębić będzie się tuman oparów.

Ceny dysz zwykłych w gieesie to ok. 2 zł/szt., AZ – 2,5zł.

Istnieje jeszcze jeden rodzaj dysz o strumieniu płaskim, które polecam jak bardzo właściwe do zwalczania chwastów na torach. Są to dysze eżektorowe EŻK.



Mają one specjalną konstrukcję, którą widać po rozebraniu - w środku rozpylacza dodany jest taki fiflak napowietrzający strumień przez co drobniejsze krople cieczy zlepiają się ze sobą eliminując występowanie niekorzystnego aerozolu.
Dysze te można stosować do prędkości wiatru 8m/s (30km/h) co jest już bardzo dobrym parametrem.
Ze względu na dość grubą kroplę która uderza z dużą siłą szczególnie dobre są one do zabiegów herbicydami doglebowymi ale i nalistne sosy też można nimi rozpylać.

Jedna dysza EŻK kosztuje ok. 9zł.

Podsumowując - osobiście uważam, że profesjonalista narzędzia dobiera dokładnie i indywidualnie pod kątem zadania które ma wykonywać, zatem na wyposażeniu każdego opryskatora powinny znaleźć się:
- zestaw dysz antyznoszeniowych do aplikacji herbicydów nalistnych w warunkach dobrej, bezwietrznej pogody;
- zestaw dysz eżektorowych do pryskania doglebówkami i w sytuacji gdy wieje, a jednak trzeba działać.

W następnym odcinku opowiadań o morderstwach zielnych omówiony zostanie trzeci, równie ważny (jak chemia i sprzęt rozpylający) element eksterminacyjnej układanki jakim jest... woda.

Żegnam opryskliwie.
« Ostatnia zmiana: 23 Kwiecień 2016, 16:02:12 wysłane przez Kucyk » Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
E583.002
Dyrektor
*****
Długość toru:: 539 m

W terenie W terenie

M-sta tr. elektr.


« Odpowiedz #123 : 27 Kwiecień 2016, 20:03:56 »
0

Panowie niewiele brakowało, a do odchwaszczania szlaku pozostały by nam sprytne ukraińskie ręce do pracy po 10 zł/h. No ale jakoś się udało:

http://www.agropolska.pl/aktualnosci/europa/zgoda-na-herbicydy-z-glifosatem,498.html

Ja postaram się niedługo przybliżyć jak onegdaj na PKP pryskano, i dlaczego niektóre linie zarastają dopiero teraz po 10-20 latach Uśmiech

Zapisane

Nazywam się Roman i od 35 lat naprawiam pralkę
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3905 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #124 : 02 Maj 2016, 21:09:16 »
+4

Dziś będzie ostatnia część gawędy łopryskliwej, ale najpierw listy od Czytelników:

Czy wytępienie roślinności było raczej wieloletnią akcją czy jednorazowym rewolucyjnym zrywem?
Zwalczenie zdrewniałej roślinności na GrKD było jednorazowym rewolucyjnym, skoncentrwanym zrywem poprzedzonym wieloma próbami, które miały miejsce na przestrzeni ponad 10-iu lat i na ich podstawie (czytaj: na podstawie analizy popełnionych błędów) podjęto się znalezienia najoptymalniejszej drogi głównie poprzez eliminowanie słowa „JAKOŚ” na rzecz „JAKOŚĆ”.
Była to ponadto praca u podstaw, jeśli chodzi o ukształtowanie przyzwyczajeń załogi, aby wszelkie zadania wykonywała od początku do końca bez stosowania półśrodków i odkładania nawet drobnych czynności „na jutro”.
Oczywiście teraz problemem będzie utrzymanie standardu, czyli systematyczne koszenie tych 17ha.

Opisane metody wycinania krzaków wymagają odpowiednich ludzi zaś wolontariackie „zrobię, albo nie zrobię, nikt mi nie może kazać, bo pójdę do domu” nie pozwalają na taką organizację pracy.
Cóż, o tym można było by pisać równie dużo, co o samym odkrzaczaniu, ale w skrócie powiem, że moim zdaniem w każdej działalności zespołowej potrzebny jest dowódca. Ale rzeczywiście dobry dowódca, czyli taki, którego komenda do ataku brzmi „żołnierze za mną!”, a nie „żołnierze naprzód!”.

Jakie wyniki dało zastosowanie terbutylazyny i czy warto ją zaaplikować na tory?
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie przed końcem roku, gdyż eksperyment dopiero się rozpoczął. Wprawdzie dwuliścienne mocno zwiędły po oprysku, ale może to być działanie bromoksynilu zawartego w Zeagranie. Takie podsuszenie chwastów z powodzeniem można uzyskać o wiele tańszym MCPA który działa jednorazowo, zaś doświadczenie ma na celu sprawdzenie długotrwałości działania triazyny i jej opłacalności stosowania, więc bez długotrwałej obserwacji się nie obejdzie.

Dobra, czas na zasadniczy temat, ale najpierw krótkie podsumowanie dwóch poprzednich artykułów.

Herbicydy, pod względem pobierania przez roślinę, dzielą się na:

- nalistne, które jeśli nie trafią na zieloną część rośliny tylko np. na ziemię to nie zadziałają, bo tylko przez liście są wchłaniane. Ich zaletą jest dostępność i niska cena. Wadą - że działają tylko na roślinę na którą spadną, zatem nie dość że trzeba czekać aż flora nam na torze wyrośnie, to jeszcze padną tylko te zielska które rosły w chwili oprysku o ile zostaną odpowiednio sosem zwilżone.
Do nich należą najczęściej stosowane na kolejach: glifosat, MCPA, 2,4-D i podobne.

- doglebowe, które roślina zaciąga przez korzenie, ale jak padną na liście to też zostaną pobrane. Niestety są drogie. Charakteryzują się one znienawidzonym przez ekologów, ale kolejowo-cennym długotrwałym działaniem i zapobiegają wyrastaniu chwastów.
Do nich należą np. triazyny czy pochodne sulfonylomocznika.

Jak wynika z powyższego pierwsza grupa wymaga od aparatury rozpylającej, aby jak najwięcej towaru zwilżyło liście, a najmniej dotarło do ziemi, zaś druga wręcz odwrotnie.
Sosy nalistne muszą być dawkowane tak, aby jak najdokładniej pokrywać wszystkie chwasty – i małe na dole, i duże na górze, czyli najlepiej powinny być podane drobną kropelką w solidnej ilości, ale jednocześnie w nie za dużej, by mix nie ściekał na glebę, bo odczynniki (patrz wyżej) zostaną stracone.

Z doglebówkami problemu nie ma – tam, aby jak najwięcej zatruć ziemię, lejemy szczodrze grubą kroplą, tyle ile gleba przyjmie, bo co na chwast kapnie to go spali od zewnątrz, a co skapnie zeń na ziemię to go strawi od wewnątrz.
Tak na marginesie, z czasów gdy stosowano herbicydy doglebowe: chloran wapnia czy symazynę, pozostała zwyczajowa nazwa wagonów odchwaszczających – „polewaczki”, gdyż wtedy roztworem chwastobójczym po prostu zraszano tory za pomocą końcówek z konewkowymi sitkami. Inna sprawa że też nie żałowano towaru – zalecana dawka np. symazyny wynosiła 20kg/ha!

Niezależnie od rodzaju aplikacji, wszystkie jednak herbicydy muszą zostać zmieszane z pewnym niezastąpionym składnikiem.

83. Gawęda infrastrukturalna. Trzeci, niezastąpiony środek: Oksydan 100 SL.

Oksydan dostępny w handlu to niemal czysty (stąd liczba procentów 100) monotlenek diwodoru (dihydrogen monoxide) czasem nazywany skrótowo tlenkiem wodoru.

Poniżej: pobieranie do zbiornika opryskiwacza monotlenku diwodoru z hydrantowej sieci gminnej.



He, he, co takie oczy robicie!? Tak, ten dihydrogen monoxide zwany też oksydanem to nic innego jak „naukowa” nazwa zwykłej wody! Warto zapamiętać, że jest ona jedynie nośnikiem gdyż sama nie bierze udziału w reakcjach w roślinie zaś, podobnie jak rozpuszczalnik w farbie, po rozpryśnięciu bardzo szybko odparowuje pozostawiając właściwą chemię na powierzchni na którą upadła – ale tu wciąż zwracam uwagę, że ta powierzchnia musi być właściwą.

Onme trinum perfectum.

Aby idealnie wykonać zabieg odchwaszczania należy połączyć właściwie dobrane TRZY rzeczy: właściwy herbicyd, właściwą dyszę i właściwą ilość wody.

Ale jak dobrać ilość wody? Jest to dość proste działanie, a jednocześnie bez tego nie będziemy w stanie najlepiej wykorzystać siły chemii.
Otóż właściwa dawka cieczy roboczej w przypadku herbicydów nalistnych i standardowego zachwaszczenia torów (po kolana) powinna wynosić ok. 200l/ha z tolerancją +/- 10%.

Dlaczego 200? Bo tak producent zaleca i z praktyki wynika. Jak już kilkukrotnie sygnalizowałem, gdy rozpylonego towaru będzie za mało, choć roztwór jest wtedy bardziej „stężony”, to nie zwilży on dokładnie roślin.
Jak dawka będzie większa, to roztwór skapnie w dużej części na ziemię.

Ostrzegam - teraz będzie nudna, matematyczno-hydrauliczna część!

To, co poniżej będzie opisywane z pozoru wygląda groźnie, ale zaręczam – dla kogoś kto posiada podstawowe umiejętności wykonywania jeszcze podstawowszych działań matematycznych nie sprawi problemu, oprócz tego wystarczy kalibrację opryskatora zrobić raz, i jeśli nie zmieni się ilości dysz w belce, pompy, bądź prędkości pryskania, to te obliczenia będą właściwe dla każdego kolejnego zabiegu.

Pierwszą sprawą jest ustalenie prędkości oprysku. Tu uwaga - wskazane jest aby było to nie więcej niż 10km/h. Taką prędkość uzyskuje Wmc/d na nieco podwyższonych obrotach biegu jałowego na pierwszym biegu przy skrzyni trójce, bądź na drugim w czwórce. Obroty podwyższamy śrubą na gaźniku/pompie wtryskowej przed zabiegiem i po pryskaniu wracamy do ustawień standardowych. Muszą być one tak na stałe zablokowane, gdyż dążymy do stanu, aby opryskator poruszał się równomiernie czego nie będziemy mogli osiągnąć operując gejem gazu.

Tutaj kolejna rada – nie spieszmy się – można podkręcić prędkość do 15km/h, ale zaręczam: poświęcanie większej ilości czasu zrównoważą rezultaty, czyli lepsze zamieranie zielska. Z resztą czas samego oprysku w porównaniu do godzin przygotowywania sprzętu i jego rozbiórki po zabiegu jest mało istotny. Poza tym im większa prędkość, tym trudniej o równomierne nanoszenie.

Po ustawieniu silnika pojazdu tak, by równo i stabilnie jechał, należy zmierzyć prędkość ruchu za pomocą GPS bądź przez pomiar czasu przejazdu odcinka długości 1km.

Liczymy czas oprysku: załóżmy, że wyszło nam iż pojazd porusza się z V=10km/h a mamy 15km trasy (z uwzględnieniem torów bocznych), zatem czas opryskiwania wyniesie 15km / 10km/h = 1,5h. Mowa tu oczywiście o czasie działania rozpylaczy, a nie o całkowitym czasie operacji.

Teraz powierzchnia oprysku: załóżmy szerokości opryskiwania 3,5m. Nie jest to szerokość belki, ale powierzchni pokrywanej roztworem. Zatem mnożymy dziesiątki kilometrów długości trasy razy szerokość oprysku w metrach i mamy 1,5 X 3,5 = 5,25ha.

Potrzebna ilość roztworu: mając powyższe dane do opryskania potrzeba teoretycznie 5,25ha X 200l/ha = 1050l cieczy roboczej.
No i niby mamy problem – w „mauzerze”, z którego robi się zazwyczaj oprysk mieści się 1000l, ale przecież jeszcze nie skończyliśmy kalibracji, więc może sam się rozwiąże.

Jeszcze szybkie obliczenie zużycia godzinnego roztworu: 1050l/godz. / 1,5godz. = 700l/godz.

Teraz sprawdzamy nasz układ pompa-belka - do zbadania jego wydajnści niezbędny jest wodomierz.
Co to za spojrzenie? Że niby nie ma na to pieniędzy? Regenerowany licznik ¾” nabyć za całe 30 zł, do tego jakieś złączki - razem 50 zł.
Wodomiar montujemy na zasilaniu belki, a gdy nie ma takiej możliwości – na końcu węża do nalewania wody.
Na belce, do przepłukanych korpusów przykręcamy oczyszczone i sprawdzone dysze, po czym puszczamy na próbę pompę opryskiwacza obserwując wszystkie dysze czy równo leją bez deformacji strumieni świadczących o zanieczyszczeniu.
Teraz potrzebny nam będzie minutnik. Nastawiamy go na 5 minut, notujemy stan wodomierza i uruchamiamy całość. Po upływie czasu zamykamy dopływ wody i odczytujemy jej zużycie. Jeśli nie mamy możliwości założyć licznika na zasileniu belki, to napełniamy zbiornik wodą, robimy test 5 minut i dolewamy przez liczydło wody dokładnie do poprzedniego poziomu.

Załóżmy, że wyszło nam, iż na testowanych dyszach w przeciągu 5 minut belka leje 42l, zatem liczymy:
42l X 12 (bo tyle okresów pięciominutowych w godzinie) = 504l/godz., czyli mało, gdyż potrzeba 700.

Gdyby była szansa na zwiększenie ciśnienia, to nie było by problemu, lecz zazwyczaj opryskiwacze kolejowe nie mają takiej możliwości. Pozostaje wymiana dysz na większe.

Gdy można zmierzyć ciśnienie cieczy przy dyszach, znacznie ułatwi to dobór rozpylaczy – można skorzystać z tabeli, jednak najczęściej nie znamy dokładnej wartości i musimy postąpić inaczej.

Powiedzmy, że mieliśmy pierwotnie założone dysze niebieskie nr 03, a pamiętajmy, że:
- dysze tego samego koloru, bez względu na konstrukcję czy przeznaczenie, o ile nie są uszkodzone, mają ten sam wydatek;
- numer dyszy jest wprost proporcjonalny do wydatku.

No to policzmy, co się stanie gdy założymy dysze 04:
(Ilość wody ze sprawdzanej dyszy / numer sprawdzanej dyszy) X numer dyszy którą chcemy założyć = Ilość wody na nowych dyszach.
(504 / 3) X 4 = 672l/godz.
Ten wynik mieści się w granicach 10% tolerancji do założonych 700l/godz. i nie ma co dalej kombinować.

Teraz sprawdzamy czy nam starczy cieczy: 672l/godz. X 1,5godz. = 1008l
Czyli prawie starczy, ale nie ma się co przejmować ewentualnym niedoborem tych 8 litrów zaraz opowiem jak się zabezpieczyć.
Po zabudowaniu nowych dysz znów przeprowadzamy pomiar wodomierzem najlepiej dwukrotnie celem weryfikacji dokładności.

W zależności od ustawienia drezyny, wszak pryskać można jedynie jadąc kabiną naprzód, zabieg będziemy wykonywać „od” bądź „do” punktu początkowego kolei, i chodzi nam o to, aby jeśli ma zbraknąć sosiwa, to niech stanie się koło stacji stanowiącej zaplecze, a nie na samym końcu szlaku.

Jeśli zatem odchwaszczanie wykonujemy od najdalszego punktu linii, to nie ma kłopotu – jedziemy ku lokomotywowni i jak ma zbraknąć, to opryskiwacz zdechnie niedaleko przed nią.
Natomiast jak odchwaszczamy od bazy do końca, to przynajmniej za pierwszym razem należy pojechać luzem ze dwa kilometry do jakiegoś punktu charakterystycznego np. przejazdu i stamtąd zacząć zabieg. Wtedy ten początkowy odcinek dopryska się na fajrant ewentualnie dorabiając sosu gdyby był go mało.

Pamiętajmy: robienie cieczy roboczej w nadmiarze to marnotrawienie pieniędzy. W szczególności, gdy się leje 2 razy więcej wody by było „na zapas” – wtedy wychodzą siuśki, a nie trucizna na chwasty.

Jeszcze jeden akapit o ustawieniu dysz w belce i już koniec będzie.

Aby uzyskać równe pokrycie dysze rozpylające płasko o kącie strumienia 110* należy konstruując chwast-niszczyciela rozstawiać na belce dokładnie co 50cm, zaś wysokość rozpylaczy od ziemi powinna wynosić ok. 50cm, akurat tyle uzyskuje się doczepiając belkę pod podłużnicami typowej, koronowskiej WWM5. Ponadto dysze warto lekko skręcić w jedną stronę o niewielki kąt, aby szczeliny nie leżały w jednej linii, co zapobiegnie zderzaniu się nachodzących strumieni i wytrącaniu dużych kropel.

To było by na tyle w temacie jak moim zdaniem możliwie najlepiej wykonywać opryski. Teraz czas wrócić do rzeczywistości – wszak w niej
zachwaszczony szlak
każdy spryska tak:
lepiej lub gorzej
tak, jak może
i tym, czym może.



Dziękuję za czas poświęcony na lekturę – choć wątpię czy ktokolwiek, poza autorem, doczytał do tego momentu.
Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
andrzej2110
Minister
******
Długość toru:: 2616 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #125 : 02 Maj 2016, 23:37:23 »
0

Co do wody to spodziewałem się ze napiszesz o pewnej rzeczy ale widzę ze tego nie stosujecie. Woda do oprysku nie powinna być prosto z wodociągu. Woda powinna odstać co najmniej 24 godziny oraz się ogrzać. Jak woda się odstoi to nie bierzemy wszystkiej wody tylko zostawiamy "dolną warstwę". Wy możecie nalać baniaka wcześniej i na drugi dzień upuścić wody zaworem w zbiorniku tak aby osad zleciał.
Zapisane

Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym,
ani każdym innym następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie pr
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3905 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #126 : 04 Maj 2016, 21:11:35 »
+3

Na poprzedniej stronie namawiałem do spalania krzaków we wale. Niektórzy Czytelnicy nie podzielali jednak mojego entuzjazmu do tej drogi anihilacji argumentując to w sposób różny, ale zasadniczo zmierzający do tego, że walenie nie jest to opłacalną metodą. W ramach kontry chcę pokazać dzisiejszy wyczyn Kolegi Marcina.

Drogowcy przez grudzień, styczeń, luty i marzec zwozili gałęzie i krzaczory cięte tu i tam w ramach kończenia akcji estetyzacji GrKD. Materiał drzewny zatem miał czas na przeschnięcie, co ważnym czynnikiem jest. Z tych charmęzi powstał wał o długości dokładnie 45m, wysokości średniej 2 i szerokości ok. 2,5m. W sumie ponad 200 metrów przestrzennych zarośli. Tak - nie 20, ale DWIEŚCIE!

Na miejsce zwalenia udał się dziś Kolega Marcin. Tuż przed godziną 10 pod krzakami podniecił podpałkę w postaci tłustych szmat. Minęły dwa kwadranse i wał (w prawdzie podpalony z obu stron) puszczał się z dymem jak trzeba.



Już czuję jak ktoś kręci nosem że "taka tam mała kupka się pali" - to jedynie złudzenie wywołane odległością z jakiej zostało zrobione zdjęcie. Dajcie chwilę - minęło 3 i pół godziny po których to samo miejsce pozostało pokryte jedynie białymi śladami po tym co się wydażyło. Nawet zagrabiać nie trzeba:



Tak samo jak do walenia, gorąco zachęcam was do bicia. Rekordów.
Panowie: jeden człowiek, 200 kubików badyli, 210 minut. Parafrazując Wincentego Pstrowskiego rzucam wyzwanie: "Kto zjara więcej niż Marcin?".
Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
AXEL
Minister
******
Długość toru:: 2002 m

W terenie W terenie


www.axel-rail.pl


« Odpowiedz #127 : 05 Maj 2016, 08:40:57 »
+6

Można i tak opryskiwać ...

Zapisane
gajos
Minister
******
Długość toru:: 1184 m

W terenie W terenie



WWW
« Odpowiedz #128 : 19 Maj 2016, 00:21:52 »
+5

To temat o odchwaszczaniu a nie toromierzach!
Zapisane

Maszynisto!
Dając Rp1 gdzieś na kolejce ginie wolontariusz i idzie do czyśćca łowić!
http://pl.youtube.com/user/gajosgitara
http://picasaweb.google.pl/gajosgitara
Dariusz
Minister
******
Długość toru:: 1220 m

W terenie W terenie


WWW
« Odpowiedz #129 : 30 Czerwiec 2016, 09:52:21 »
0

Komisja Europejska podjęła decyzję o przedłużeniu zgody na stosowanie glifosatu
http://tvn24bis.pl/prawo,82/ke-przedluza-zgode-na-stosowanie-glifosatu-do-2017-roku,657208.html
Zapisane

Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3905 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #130 : 13 Lipiec 2016, 09:16:49 »
+3

Cytując Rynek Kolejowy:

Cytuj
Sejm przyjął poprawkę stanowiącą, że "w przypadkach szczególnie uzasadnionych dopuszcza się odstępstwo od odległości i warunków dopuszczających usytuowanie drzew i krzewów określonych w przepisach". Jak zaznacza ustawodawca, odstępstwo nie może powodować zagrożenia bezpieczeństwa ruchu kolejowego, ani zakłócać działania urządzeń służących do prowadzenia tego ruchu. Zgody na odstępstwo będzie udzielać starosta w drodze postanowienia, po uzgodnieniu właściwego zarządcy, mając na uwadze bezpieczeństwo ruchu kolejowego.

Dla niewtajemniczonych: do tej pory przepisy nakazywały bezwzględne wycięcie wszystkich drzew i krzewów w pasie po 15 metrów z każdej strony linii mierząc od osi skrajnego toru. Niby fajnie, bo kto by nie chciał mieć bezdrzewnego terenu kolejowego albo możliwości złośliwej zemsty na bliźnim mającym drzewa na sąsiedniej posesji, ale niestety - aby coś grubszego uchlastać trzeba było uzyskać decyzję pozwolenia na wycinkę każdego drzewa, co wiązało się z masą papierologii. Na gruntach prywatnych ten przepis był w ogóle martwy, bo praktycznie nie ma możliwości nakazać komuś ciapnięcia drzewa a wtargnięcie w ramach akcji estetyzacyjnej na czyjś teren, (choć się je stosowało) mogło skutkować awanturą.
Poza tym czasem się zdarzało że wycięcie było by bez sensu, bo drzewko w żaden sposób nie oddziaływało na linię - powiedzcie jak rosnąca z dala od przejazdu, 12m od toru trzymetrowa jabłonka może zagrażać? No chyba że owoce jej się podda fermentacji, a następnie destylacji i wprowadzi do organizmu... Obecnie nastąpiła dobra zmiana i w sytuacji gdy UTK będzie się nas czepiało ze coś za blisko rośnie, to możemy stwierdzić, jako zarządca, że nam to w żaden sposób nie przeszkadza.

Dla tych co się tą powyższą wiadomością zasmucili, że tradycyjnej, staropolskiej, bezinteresownej krzywdy sąsiadom robić nie będą mogli i zginie duch w Narodzie, przypominam: art. 99 Kodeksu Wykroczeń wciąż stanowi:
§ 1. Kto niszczy lub uszkadza drogę publiczną lub drogę w strefie zamieszkania, przynależności lub urządzenia drogowe, usuwa lub niszczy zasłony odśnieżne, podlega karze grzywny albo karze nagany.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto przy zadrzewianiu lub zakrzewianiu albo przy prowadzeniu robót ziemnych nie zachowuje przepisowej odległości od linii kolejowych.

Czyli zawsze będzie pretekst by pod-e-bać. I tą dobrą wiadomością kończę pisanie w ten środowy poranek.
Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
aronek
Zawiadowca
****
Długość toru:: 310 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #131 : 08 Sierpień 2016, 09:06:19 »
0

Cytuj
Na gruntach prywatnych ten przepis był w ogóle martwy, bo praktycznie nie ma możliwości nakazać komuś ciapnięcia drzewa a wtargnięcie w ramach akcji estetyzacyjnej na czyjś teren, (choć się je stosowało) mogło skutkować awanturą
A ponieważ muszę swoje 3 grosze wsadzić.... to po części masz rację, ale i nie masz.
W zasadzie jest to dosyć proste. ta sama droga,która obowiązuje w przypadku linii energetycznych: występujesz do odpowiedniego samorządu o zgodę na wycinkę, powołując się na przepis. Ponieważ przepis nie przewidywał żadnego trybu odstępstwa, tak jak z liniami energetycznymi. Właściciela terenu informujesz o decyzji i mając decyzję wchodzisz na teren, a w przypadku problemów wzywasz policję. Kończy się to awanturą.
Choć oczywiście w przypadku kolei turystycznych, osadzonych w lokalnej społeczności jest to działanie zupełnie bez sensu - robienie sobie wrogów. Ale w przypadku molochów jak zakłady energetyczne czy PLK, jest to zupełnie bez znaczenia. I wycinanie/przycinanie drzew na prywatnej posesji przez zakłady energetyczne jest powszechnie stosowane.

Oczywiście każdy kto budował domek, lub przynajmniej otarł się lekko o temat, wie że energetyka to państwo w państwie i to co "oni" mogą, niekoniecznie może jakaś tam kolejka Mrugnięcie

A ja osobiście przyklaskuje złagodzeniu przepisów o których mowa wyżej Uśmiech
Zapisane
maciej96
Młotkowy
**
Długość toru:: 95 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #132 : 14 Październik 2016, 13:54:14 »
0

Jeśli temat był w tym wątku to przepraszam, jeśli nie to zapraszam do przejrzenia ciekawej prezentacji co nam Unia szykuje, a może lobbyści z zachodu.

http://www.inhort.pl/files/program_wieloletni/wykaz_publikacji/obszar1/Badania%20opryskiwaczy%20kolejowych.pdf
Zapisane
WIĆUŚ
Mechanik
***
Długość toru:: 236 m

W terenie W terenie

kolejkowy zawrót głowy


WWW
« Odpowiedz #133 : 14 Październik 2016, 15:03:04 »
0

Cytuj
968 km czynnych linii wąskotorowych

To ciekawe, bo nawet jeśli doliczymy tramwaje wąskotorowe to nadal brakuje nam kilkuset kilometrów.
Zapisane

Blog o mojej kolei ogrodowej: http://kolejogrodowa.blogspot.com/
Zgroza
Zawiadowca
****
Długość toru:: 338 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #134 : 14 Październik 2016, 18:25:51 »
0

W źdródłach jest rok 2011 i materiały PKP. Czyli wiele linii "do odchwaszczenia" typu Tarczyn-Nowe Miasto na pewno w to się wlicza.
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3905 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #135 : 15 Kwiecień 2017, 18:05:32 »
+6

No i się tak jakoś świątecznie zrobiło jak stację w Mławie pozamiataliśmy, zatem proponuję w następnej kolejności odchwaścić szlak. Do tego przyda nam się nowa belka.

Pamiętacie moją starą belkę która niejednego chwasta wyrwała?



A pamiętacie jak 8 lat temu napisałem:
chciałem zrobić belkę na tyle uniwersalną, aby móc ją zamontować na innej derzynce, jeśli była by taka konieczność. Myślałem tu o pomocy np. bratniej Kolei Rogowskiej...
I w zeszłym roku słowo stało się ciałem – belka teraz hula na Rogowskiej KD dzielnie łamiąc i niszcząc co na drodze stanie.
Tutaj np. widać ją w drodze do pracy.



W związku z tym, postanowiłem wybudować nową maczugę, i tu okazało się że trochę świat się zmienił, a dokładniej technika poszła naprzód, ale o tym za chwilę, bo już właśnie na stół wjeżdża nowy profil zamknięty z którego zrobimy nowe belczysko!

Nie ma litości dla roślinności, czyli budujemy nowoczesny opryskiwacz – cz. 1.

Na składzie nabywamy profil 80X80X3mm o długości 315 cm. Koszt ok. 90 zł. Proszę zwrócić uwagę, iż poprzednia belka miała o wiele większy przekrój 100X100. Wiązało się to z wysokością starego typu korpusów rozpylaczy które, aby być schowanymi a zatem chronionymi przed uszkodzeniami, wymagały tak wielkiego kwadratu.
Obecnie standardowe rozpylacze mają wysokość mniejszą, że nawet w 70X70 się zmieszczą, ale że my znów chcemy mieć uniwersalną belkę do wszystkich końcówek rozpylających – zwłaszcza tych długich, zatem dajemy ten centymetr więcej.

1. Pierwszą czynnością będzie wymycie profilu za pomocą szmaty i benzynki atrakcyjnej lub rozpuszczalnika nitro. Chodzi tu o usunięcie czarnego tłustego syfu pozostałego po walcowaniu, który będzie nas paprał i utrudniał trasowanie. Dwukrotnie przemywamy dokładnie powierzchnie, na koniec nasączone benzyną szmaty przepychamy kijem przez wnętrze.

2. Sprawdzamy który koniec profilu jest przycięty równo, pod kątem prostym. Jeśli oba są krzywe, to jeden tniemy by wyrównać – tutaj niezbędny jest tzw. winkiel, czyli kątownik. Teraz od równego końca odmierzamy dokładnie 312cm.
- Dlaczego zatem od razu nie kupić belki długości 312? – pyta ktoś.
- A jaką mamy gwarancję że będzie równa i do tego panu diaxowemu nie chlaśnie się centymetr krócej?
Po to bierzemy lekki nadmiar, aby mieć z czego przyciąć, wszak łatwiej kijek pocienkować, niż go potem pogrubasić.

3. Kładziemy profil zgrzewem do góry – jest to taki świecący prążek idący wzdłuż po środku jednej ze ścian. Wyznaczamy środek belki na 156cm. Dla pewności odległość sprawdzamy czy jest identyczna z drugiej strony. Jeśli wszystko gra, to zaznaczamy też środek na przeciwległej ściance niż ta ze zgrzewem.

4. Od środka odmierzamy i zaznaczamy krechy co 50cm. Będzie ich razem ze środkową 7 - tyle ile dysz ma mieć agregat. Ostatnie powinny znaleźć się 6cm od krańców belki. Teraz na prawo i lewo od każdego znaku odmierzamy po 3,5cm i stawiamy prostopadłą do krawędzi belki kreskę – tu znów ukłon w stronę winkla.
Poniżej: widać idący w poprzek zgrzew, niebieskawą kreskę na którymś z 50cm, i dwie pionowe krechy odległe od niebieskiej o 3,5cm.



Nie ma potrzeby rysowania kresek do cięcia wzdłuż, gdyż we właściwej odległości 35mm od środka zaczyna się wyoblenie rogu profilu – widać to zwłaszcza na górze zdjęcia.

5. W odległości 4 mm od narożników punktujemy i przewiercamy otworki wiertłem małym (3-4mm) a następnie 8mm. Jeśli ktoś chce użyć innej średnicy wiertła, to trzeba zapunktować w odległości połowy jego średnicy – np. dla fi 10 punkt musi być oddalony po 5mm od każdej krawędzi cięcia. Te wiercenia mają zadanie zapewnić estetykę, bo nigdy nie wiadomo kto belkę będzie oglądał, a przecież chcemy by nas traktowano jako profesjonalistów?

6. Teraz chlastamy diaksem po liniach za pomocą cienkiej tarczy do kwasówki. Tu moja rada – najlepsza do tego jest tarcza zużyta w 30%.



7. Wróćmy jeszcze na końce belki. Tam, zanim wytniemy kwadraty, trzeba zrobić mały manewr. W odległości 1,5cm od krawędzi projektowanego okienka (czyli 1cm od końca) rysujemy krechę, i po lekkim ścięciu narożników zaginamy na równi z kreską za pomocą klucza szwedzkiego i młotka rant profilu do środka o kąt ok. 60* i rogi zaspawujemy.
Ma to znaczenie nie tylko estetyczne – znów uwaga o tym, że jesteśmy profesjonalistami – ale również wzmacnia najbardziej narażone na uszkodzenia końce.



Biada temu, kto wpadnie na pomysł aby zaślepić końce kawałkami blachy, bo potem będzie miał trudności aby zestaw dysz zasadzić. Tak samo próba wyginania rantów po wycięciu kwadratów spowoduje pogięcie pozostałej na końcu poprzeczki.

Poniżej: tak powinien wyglądać koniec końców.



8. Jak już wycięliśmy kwadraty, a ich krawędzie zewnątrz i wewnątrz zostały dokładnie opiłowane, zaokrąglone i wygładzone – wszak będzie się tam łapy wkładało przy montażu i serwisie końcówek, zatem robimy to nie tylko dla perfekcyjności, ale dla własnego bezpieczeństwa – to czas wywiercić otworki co 50cm o średnicy 6mm po drugiej stronie. Do tego przyda się nam zaznaczony w p. 3 środek belki po stronie bez zgrzewu. Oczywiście, jako profesjonaliści, krawędzie otworków fazujemy delikatnie wiertłem 8-10mm.



9. Teraz czas na przyspawanie mocowań za pomocą których belka chwyci się ramy drezyny. Najpierw mierzymy ramę wuemcety. Szerokość rozstawu krawędzi ceowników ostoi dla toru 1000mm wynosi 145cm, dla 750 – 120cm.
Czyli dla metrówki stawiamy dwie krechy w odległości po 72,5cm od środka belki, a na 3/4m po 60cm.

Od jednej strony przyspawujemy taki stały haczyk który będzie obejmował profil:



Po drugiej trzeba wstawić śrubę którą będziemy zaciskać montowaną belkę. Najlepiej wykonać otwór i po nagwintowaniu wprowadzić od środka śrubę.



Dwa skrzydełka są położone trochę „naprzód” tak, że nie dopuszczają aby gwint opierał się o ramę drezyny.
Odległość o której była mowa na początku punktu zawarta jest między wewnętrzną powierzchnią haczyka (tam gdzie spaw) a skrzydełkami. Należy ją tak dopasować przez ewentualne spiłowanie skrzydełek, aby belka sztywno siedziała na ramie, a nie latała jak uchodźca na polu minowym.

Na koniec wyginamy np. taki wygibas którym będzie się belkę do ramy dociskało. Może to być kawałek kątownika lub nawet przycięta duża (tzw. powiększona) podkładka.




Belka jako konstrukcja nośna jest już gotowa. To tyle robót ślusarskich – w następnym odcinku zabawimy się w hydraulików.

No to wesołego lewego jajka!

Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
lisiogonek
Mechanik
***
Długość toru:: 294 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #136 : 16 Kwiecień 2017, 00:22:05 »
0

Piękna ślusarska robota!
Sroga ta belka - nie sądziłem że to aż taka solidna konstrukcja!
Nasza belka jest trochę inna. Jest znacznie lżejsza, łamana w połowie (mniej więcej w połowie - nie mam jej pod ręką) i ma zawór odcinający część dysz. Ponadto ma podstawę umożliwiającą montaż na dowolnym typie taboru i otwór umożliwiający przekładanie belki na lewą i prawą stronę - czyli oprysk prowadzimy w jedną stronę od osi toru np. lewą a z powrotem prawą stronę. Zawór odcinający umożliwia oprysk z miejscach gdzie wymagane  jest zwężenie strefy oprysku (np. na przepustach ). Reszta zbliżona do tego co opisuje Kucyk Mrugnięcie
Zapisane

TWKP : LKM 26004 - już pod parą!
Ptr
Minister
******
Długość toru:: 1078 m

W terenie W terenie


FPKW


kolejka
WWW
« Odpowiedz #137 : 16 Kwiecień 2017, 00:40:25 »
0

otwór umożliwiający przekładanie belki na lewą i prawą stronę - czyli oprysk prowadzimy w jedną stronę od osi toru np. lewą a z powrotem prawą stronę.

Ale to powoduje że operacja oprysku trwa dwa razy dłużej chyba? U nas i tak na oprysk trzeba poświecić 1,5 dnia żeby cały szlak i wszystkie używane tory na stacjach zrobić. Z taką konstrukcją to już by trzeba robotę na dwa kolejne podejścia rozkładać...
Zapisane

To jest przekaz.
lisiogonek
Mechanik
***
Długość toru:: 294 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #138 : 16 Kwiecień 2017, 21:47:40 »
0

Raczej nie wydłuża...Po pierwsze oprysk prowadzimy w odcinkach - co jest zrozumiałe - dostosowanych do wielkości zbiorników Uśmiech Wtóre : jedziesz w jedną stronę do określonego miejsca w którym osiągasz mniej więcej połowę objętości (na zbiornikach są miarki umożliwiające dość dokładne zorientowanie się ile litrów jeszcze zostało) i zmieniasz kierunek jazdy Chichot Po paru latach wiemy ile to mniej więcej wychodzi na poszczególne odcinki . Nie dysponujemy zbiornikami które umożliwiałyby jednorazowe opryskanie szlaku Uśmiech i myślę że koledzy z Rogowa mają podobnie Chichot bo długość szlaku ma znaczenie w opryskach. Ważne u nas jest aby kontrolować szerokość - należy dbać aby niepotrzebnie nie truć przyrody. Ponadto łamane ramię umożliwia bardziej skuteczne opryski skarp i niektórych chwastów. Resztę opisał Kucyk - i nie ma sensu powtarzać się Chichot
Zapisane

TWKP : LKM 26004 - już pod parą!
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3905 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #139 : 17 Kwiecień 2017, 11:26:42 »
+4

Panowie przedpiścy, zaświadczam, iż odchwaszczenie całego 50-cio kilometrowego szlaku Rogowskiej KD to jeden dzień oprysków podczas którego sos naniesiony zostanie na 180 tys. m2. Proszę jednak zwrócić uwagę na słowo „oprysków”. Znaczy na 8.00 rano ma być naszykowana sprawna, zatankowana i sprzątnięta drezyna na której są załadowane zbiorniki, chemia i narzędzia.
Chodzi o to aby w przeciągu godziny całość ulokować, umocować, zalać wodą, połączyć, rozmieszać i jechać na szlak. A nie zastanawiać się ziewając i drapiąc po pisankach (taka odrobina świątecznej atmosfery) gdzie 3,14erdolnęło się w zeszłym roku lancę, której dysze w tym roku są z pewnością zaropiałe bo nikt nie umył jej, i nikomu nie chciało się wcześniej pompy przynieść z magazynku, poza tym nikt nie wie gdzie… etc. – św. Katarzyno spraw, żeby tylko znów się na wolontariacie dyskusja nie skupiła!

Jeszcze kwestia kierunku zabiegu - ja twardo stoję na stanowisku że rozpylacze powinny siać mgłą za pojazdem, bo jednak te sulfonylomoczniki, MCPA, czy inne 2,4D to nie perfuma, ani mikroelementy dla naszych organizmów

Wracamy do meritum!

Dla rozluźnienia, na początek, coś takiego dam. Pamiętacie taką zabawę słowną z przedszkola:
- Powtarzaj szybko słowo „belki”…
No, dalej, Towarzysze, powtarzajcie! Heheheh… śmieszne, nie? Ale skoro już się powiedziało „ki-bel”, to czas powiedzieć też B. B - jak hydraulika.


Nie ma litości dla roślinności, czyli budujemy nowoczesny opryskiwacz – cz. 2.


Pamiętacie stare końcówki opryskiwacza?



Teraz już się takich nie stosuje. Są lepsze!



Powyższa rozbierana fotografia przedstawia standardowy pojedynczy opryskiwacz. Są jeszcze takie w których zabudowane mamy trzy różne dysze, i za pomocą przekręcenia głowicy zmieniamy rodzaj rozpylenia, ale według mnie to byłby przerost formy nad treścią.
Pierwsza od lewej pozuje roznegliżowana na czynniki pierwsze końcowa końcówka z dyszą nr 03 (ta niebieska pestka) - ten rozpylacz płaskostrumieniowy dostaniemy standardowo w zestawie który kosztuje 9 zł i jest on najbardziej uniwersalnym do zwalczania zielonego syfu na torach, czyli cieszymy się.

Poniżej niebieskiego rozpylacza mamy uszczelkę gumianą którą rozpylacz dociska do korpusu. A sprzyja mu w tym kołpak (na prawo od niebieskiego) zapinany na korpusie przez obrót na „klik”.

Tutaj taka dygresja – konstrukcja starego rozpylacza wymagała aby po rozbiórce na nowo ustawiać końcówki pokręcając każdą z osobna, bo nie miały one żadnej blokady. Jak pisałem zadanie to było o tyle niewdzięczne, że wymagało raz precyzji, a dwa sprawdzenia potem wodą czy jednak ustawiane „na oko” szczeliny leją równo a strumienie nie zachodzą na siebie.
Zasada kołpaka jest taka, że utrzymuje dyszę w jedynym słusznym położeniu (foto będzie na końcu) co pozwala bez zastanowienia po umyciu złożyć opryskiwacz i być pewnym, że jest ok.

Teraz patrzymy nad leżący po lewej korpus krańcowy. Tuż nad nim nowość znajdująca się w zestawie – siteczko, zwane filterkiem. Zbawcza część, bo niestety podczas pracy nie widać czy jakaś dysza się nie zapchała i leje krzywo, a wiadomo że często stan czystości cieczy roboczej przypomina zarosły rzęsą staw, a nie górski strumień. Tutaj ryzyko wystąpienia paska na którym nie będzie herbicyd naniesiony jest praktycznie zerowe. W poprzedniej konstrukcji można było filterki dokupić jako część dodatkową, ale jako że inne, ważniejsze sprawy na głowie były…

Nad białym filterkiem kolejna nowość – czarny zaworek przeciwwypływowy.
- A co to? A po co? – dziwi się kolega.
W starej konstrukcji, po zakręceniu dopływu sosu z dysz szuwaks ciurkał aż wyciurkał. Jednymi dyszami belka zaciągała powietrze, z drugich kapało, w każdym razie gdy się chciało cokolwiek z opryskiwaczem uczynić, to oblanie siusiającą którąś końcówką było murowane.
Tutaj mamy taką prostą konstrukcję kulka + sprężynka. Na kulkę działa ciśnienie, sprężynka się ściska i zaworek otwiera przepływ do rozpylacza. Jak ciśnienie spadnie lub go nie ma, to kuleczka naciskana spiralką zamyka wypływ na amen, czyli rozpylacze albo pracują, albo nie. Nie ma ciurkania.

Po prawej stronie prezentuje się końcówka przelotowa z rozpylaczem eżektorowym nr 04. Znów mała dygresja. Jak pisałem zwykli ludzie używają zwykłych uniwersalnych rozpylaczy szczelinowych. Fachowcy – stosują wersje antyznoszeniowe. A profesjonalistom nie wypada się za coś uniwersalnego brać. Profesjonaliści pryskają dyszami dedykowanymi do konkretnych zastosowań. Będę właśnie takich rozpylaczy używał, gdyż przerzucam się na doglebówki, ale o tym kiedy indziej.

Teraz rzut oka na dół korpusów – w każdym jest fabrycznie wtopiona śruba z gwintem M6 co znacząco ułatwia montaż. Dawna wersja wymagała przykręcania dwoma dodatkowymi śrubkami.

Przebrnęliśmy przez zawiłości konstrukcji rozpylaczy, zatem czas na montaż! Belkę kładziemy kwadratami w dół, w otworki wywiercone wiertełkiem 6 wkładamy końcówki w takiej kolejności w jakiej będą one finalnie zamontowane, i rozpoczynamy odmierzanie węża fi 12 przeznaczonego do środków ochrony roślin. Podpowiem, że odcinki między rozpylaczami leżącymi co 50cm powinny mieć długość 47,5cm.



Słowo o montażu. Po pierwsze należy przygotować cybanty o wymiarze 12-20. Ich przygotowanie to nic innego jak posmarowanie gwintów 2 kroplami oliwy. Dodatkowo jedną kropelkę dajemy na styk łebka śruby i tej obudowy o którą się opiera. Te smarowanie zapobiegnie nadmiernym oporom, nierównomierności skręcania i zrywaniu się ścisków.
Jak już mamy je gotowe, to nie zapomnijmy ich założyć na węże przed nasunięciem szlauchów na końcówki. Aby sprawnie nam zakładanie wężoidów szło warto przynieść czajnik z wrzątkiem i maczać w ukropie ich końce co zaoszczędza nam sił na wpychanie dość sztywnych, z racji zbrojenia, rurek.
Uwaga! Cybanty montujemy tak, aby łby ich były skierowane do góry. Inaczej nie będziemy mieli możliwości ich dociągnięcia po zabudowaniu rozpylaczy jeśli by jakieś nieszczelności się ujawniły. Pamiętajmy – wszystko co robimy ma być profesjonalne zarówno w wyglądzie jak i w obsłudze.
Opaski można wstępnie skręcić śrubokrętem, ale zasada jest taka że dokręcamy je na fest kluczem oczkowym nr 7. Po pierwsze nie niszczy to nacięć w śrubach, po drugie kluczykiem łatwiej wyczuć czy już przestaje zacisk iść, czy jeszcze można deko dowalić.
Cybanciory przykręcamy na dwa razy do oporu. Raz, i za 5-10 minut gdy wąż się ułoży - powtórka.

Robiąc belkę nie należy zapomnieć o wykonaniu zarówno trójnika zasilającego na wężoidach, jak i otworu na wierzchu konstrukcji przez który ten trójnik wyprowadzimy. Na poniższej ilustracji widać na górze trójnik, a po prawej wąż częściowo przykrył dziurę przez którą zasilanie wyciągniemy na zewnątrz. Jeszcze jedna uwaga – w odróżnieniu od wszelakich innych połączeń, na wyprowadzone z trójnika zasilanie cybanty zakładamy po zainstalowaniu w belce, bo inaczej będzie trzeba wszystko rozkręcić.



Mamy wszystko już skręcone, sprawdzone, opaski po dwakroć dociągnięte i równo ustawione, teraz całość ładujemy do belki przez boczne okno, śrubki od korpusów wystawiamy przez otworki fi 6 i można zakręcić nakrętki na końcówkach. Oczywiście stosujemy nakrętki samokontrujące.



A teraz wyjaśnienie czemu nalegałem, aby kwadraty w profilu wycinać od strony gdzie jest zgrzew? Bo jakby chcieć na odwrót, znaczy dysze montować na zgrzewie, to będą się one kolibotać/chlebotać na wystającej fali metalu. A tak powierzchnie spodnie korpusów mocno dociskane do gładkiej tafli belki stabilnie będą stać na straży naszych torów. Właściwie zwisać, bo przy pracy będą odwrócone.

Na koniec wrócę do kwestii ustawień dysz. Pisałem że strumienie muszą swe płaszczyzny mieć skręcone o niewielki kąt, aby nie zachodziły na siebie gdyż krople będą się zderzać i nierówno zraszać Matkę Ziemię. Tutaj dokładnie widać jak nowy tym rozpylacza automatycznie przytrzymuje końcówkę we właściwym położeniu, czego z okazji mijających świąt życzę Wam i sobie.



W następnym odcinku zajmiemy się jeszcze jedną ważną kwestią – jak nieźle namieszać, ale to za kilka dni.

Pozdrawiam wszystkich którzy się nie znudzili i odmeldowuję się gdyż czuję, że czas już na poranny o(d)prysk.
Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
Strony: 1 ... 5 6 [7] 8   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!