Świat kolejek wąskotorowych SMF
12 Grudzień 2019, 17:34:41 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Serwer FTP już działa! Szczegóły na forum.
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 [2]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Nowe rozdanie w Krośniewicach.  (Przeczytany 8524 razy)
Kajetan
Zawiadowca
****
Długość toru:: 498 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #20 : 30 Listopad 2019, 08:27:41 »
+8

Skoro już mleko się rozlało, to mogę sobie pozwolić na opisanie sprawy nieco szerzej.

Gmina ma podaną na talerzu możliwość przejęcia kolejki (Dąbrowice / Ostrowy - Krośniewice - Łęczyca - Ozorków) oraz w bonusie anulowanie roszczeń ze strony PKP za skradziony majątek (razem jakieś 1,5 miliona). Tak, PKP aż przebiera nogami żeby się tego pozbyć. Powody są rozmaite: podatki gruntowe, kompletna nieprzydatność tego na cokolwiek związanego z normalną koleją w chwili obecnej, koszty kar od konserwatora... Nic tylko brać.

Problem w tym że p. Burmistrz w mojej opinii zachowuje się jak marionetka w rękach dość dziwnego biznesmena imieniem Tomasz Selder. Komu nic nie mówi to nazwisko (mi nic nie mówiło jeszcze miesiąc temu), niech sobie je wpisze w Google. Życzę przyjemnej lektury.

Biznesmen ten zdaje się ma dość sprecyzowane plany biznesowe odnośnie stacji w Krośniewicach. Do tego celu potrzebne jest mu stowarzyszenie-listek figowy, który wziąłby na siebie jeżdżenie jakąś lokomotywą w tę i wewtę i jednocześnie pozwolił "kręcić lody" na innych frontach. Sęk w tym że nasze stowarzyszenie nie dało mu się spenetrować (a było o włos) ani skłócić (brakowało jeszcze mniej) i pozostaje poza kontrolą. Stąd jesteśmy zagrożeniem które trzeba zwalczyć, a najlepiej zastąpić czymś swoim, i dlatego powstaje obecnie twór pod roboczą nazwą "Fundacja Selderów".

Kręcenie lodów mogłoby się odbywać na kilka sposobów:
1) łykanie dotacji z UMiG, które byłyby potem trudne do rozliczenia
2) złomowanie tego i owego gdy nikt nie patrzy
3) wykorzystanie stacji na cele budowlane. I taki plan został nam nawet przedstawiony. Zgodnie z nim stacja miała zostać przecięta na pół i część "wschodnia" (a więc ta gdzie jest większość zabytków budowlanych) miała posłużyć na cele budowy gminnego targowiska tudzież prywatnego hotelu rzeczonego biznesmena.

I dopóki biznesmen ten nie ma zapewnionej możliwości zrealizowania swoich planów, gmina palcem w bucie nie kiwnie.

W tym kontekście zrozumiałe staje się, skąd wybuchła tak gwałtowna afera (z policją włącznie) o montaż przez nas jednej jedynej kamery na stacji, za to w dość newralgicznym miejscu.

Szczerze powiedziawszy, mając rodzinę i dzieci, nie mogę sobie pozwolić na narażanie ich na ryzyko związane z tym że ktoś ze stacji lub z hali coś ukradnie a nam zostanie za to przypisana odpowiedzialność. A w momencie w którym kluczami, kłódkami, plombami tudzież dziennikiem zarządza ochrona - są w stanie tak tym zakręcić że wina spadnie na nas. I dlatego nie chcę mieć do czynienia z żadnym pomieszczeniem w którym znajduje się cokolwiek cenniejszego od miotły, jeżeli kluczami do niego zarządzają byli przestępcy (jeden z braci ma na koncie wyłudzenie kredytu, drugi łapówki)

Co dalej z tego wyniknie - nie wiem. Być może rzeczywiście trzeba będzie się stamtąd zwinąć, co nie ukrywam od dłuższego już czasu doradza mi cała rodzina i wielu znajomych. Z drugiej jednak strony - za dużo już w to włożyliśmy żeby ot tak się poddać. Stąd wzięło się moje bardzo ostre wystąpienie na sesji.

Być może pani Katarzyna Erdman będzie pierwszym w dziejach samorządowcem, który poleci przez wąskotorówkę... Sądząc po tym że ruszyła już giełda nazwisk, prawdopodobieństwo jest niezerowe.

PS. Informacja dla p. Tomasza, który wysyła mi już groźby wytaczania mi pozwów, zgłoszeń do prokuratury i zrobienia mi smrodu w pracy: powyższy tekst stanowi moją prywatną opinię, do której wygłaszania mam prawo.
Zapisane
kalito
Administrator
*****
Długość toru:: 1495 m

W terenie W terenie



kalito1982
« Odpowiedz #21 : 30 Listopad 2019, 10:42:18 »
+3

Co dalej z tego wyniknie - nie wiem. Być może rzeczywiście trzeba będzie się stamtąd zwinąć, co nie ukrywam od dłuższego już czasu doradza mi cała rodzina i wielu znajomych. Z drugiej jednak strony - za dużo już w to włożyliśmy żeby ot tak się poddać. Stąd wzięło się moje bardzo ostre wystąpienie na sesji.

Sory, że się wypowiadam, choć de facto nie znam dogłębnie sytuacji ale pozwolę sobie wtrącić dwa moje przemyślenia.

1. Wpakowaliście się w jakieś szemrane towarzycho, które pewnie siedzi tam na stołkach od lat i jest powiązane siecią wzajemnych powiązań, haków itd. Wchodzicie prosto do ich siedliszcza po to, żeby im prosto w twarz wygarnąć. Co to miało na celu? Co chcieliście osiągnąć? Przypuszczając jakie będą konsekwencje - czy mieliście jakiś plan na kolejne kroki? Tak na pierwszy rzut oka z zewnątrz wygląda mi to trochę na brak pomysłu co z tą sytuacją zrobić. Ewentualnie tak desperackie kroki mogą świadczyć o tym, że to sprawa bez sensownego wyjścia. Tak tu dywaguję bo po prostu trudno mi to jakoś w głowie do kupy zebrać (po obejrzeniu filmu).

2. Nie jestem wielkim fanem korporacyjnego bullshitu ale tu i ówdzie wpadnie mi w ręce biografia tego czy owego biznesmena. Komunałem jest stwierdzenie, że ich wspólną cechą jest to, że zanim osiągnęli sukces to wielokrotnie ponieśli porażkę. Da się również zauważyć, że ich wspólną umiejętnością jest umiejętność wycofania się z wątpliwego przedsięwzięcia jak owo da tylko pierwsze objawy swojej bezsensowności. Tak jak już wspomniałem wcześniej - ja bym spieprzał, nie oglądał się za siebie i starał się szybko zapomnieć. Fakt, że można to ciągnąć i kopać się z lokalnym koniem ale jakim kosztem? Spójrz na twarze tych ludzi. Czy uważasz, że z takimi pogadasz na argumenty i ich do czegoś przekonasz bo masz rację? Przecież tacy ludzie nie stosują żadnej etyki w swoim działaniu. Tam obowiązuje moralność Kalego.

Rada admina: uciekać aż się zakurzy Mrugnięcie
Zapisane

Pozdrawiam
Kalito
Piszę w miarę poprawnie po polsku.
brok
Zawiadowca
****
Długość toru:: 417 m

W terenie W terenie


WWW
« Odpowiedz #22 : 30 Listopad 2019, 14:50:26 »
+4

No można uciekać, gdzie pieprz rośnie, ale jak napisał Kucyk na wstępnie:

Ponadto chyba wszyscy zainteresowani, czy też interesujący się przypadkiem krośniewickim świadomi są że bój to jest nasz ostatni, bo nie wyobrażam sobie aby naszemu rozsądkowi przyszło na myśl że jeśli teraz sprawa się rypnie, to ktoś jeszcze za kilka lat będzie chciał cokolwiek z KKD zrobić, o ile w ogóle cokolwiek z KKD na powierzchni naszej planety zostanie, stąd naturalną rzeczą jest konsolidacja sił władzy i pasjonatów.

Dlatego mimo niesamowitego bagna bój trwa
Zapisane

Najpiękniejsze są takie podróże,
Które pamięć na zawsze zachowa,
Gdy dziewczyna jest piękna nad podziw,
A kolejka wąskotorowa...
a cygan
Dyrektor
*****
Długość toru:: 824 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #23 : 30 Listopad 2019, 16:14:55 »
0

A jak tam się ma starachowicki wagon?
Zapisane
Kajetan
Zawiadowca
****
Długość toru:: 498 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #24 : 30 Listopad 2019, 17:54:53 »
0

Który wagon?
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3906 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #25 : 01 Grudzień 2019, 00:35:11 »
+16

Panorama miasta jaka rozciągała się z dachu wieżowca była typową dla wielkiej, nowoczesnej aglomeracji. Strzeliste wysokościowce wykonane z tytanu i kwarcu jeżyły się po horyzont. Miedzy nimi rzadko, lecz symetrycznie wyrastały iglice e-meczetów. Pomiędzy budowlami kręcił się rój kapsuł magnetycznych którymi poruszali się mieszkańcy. Nocne niebo nad miastem co chwila przecinały błyski kosmicznych statków odlatujących, bądź zmierzających do Międzygalaktycznego Portu Transpozycji.
- Dziadku. – Zagadnął do siedzącego obok staruszka mały chłopiec. – Zobacz, przywrócili połączenie kwantowe z galaktyką Andromedy! Nad nami leci właśnie ten prom o 20:14!
- No, a ja myślałem że już tę linię na stałe zlikwidowali i rozebrali korytarz energetyczny po tym jak okazało się że niby jest nierentowna, a tu jednak wznowili ruch! – Rzekł z dużym zdziwieniem dziadek wpatrując się w niebo przez specjalne gogle pozwalające śledzić statki lecące z prędkością milion razy większą od prędkości światła.
- Dzidku, coś dziś ten wracający z Obłoku Magellana opóźniony bardzo jest. Znów pewnie zawiniły czarne dziury.
- Chyba nie, słyszałem że zgodnie z tym co obiecał na wyborach Szach Wszechświata Abu Musab bin Kacz mieli Mleczną Drogę przebudować aby prędkość mega-świetlna była na całej długości a nie tylko fragmentami. O, zobacz jednak Obłok nadlatuje!
- Ach, dziadku, czy to nie wspaniałe że żyjemy w czasach gdzie do sąsiedniej galaktyki lata się na zakupy?
- Tak, tak… - Przytaknął bez przekonania dziadek masując kark zastały od ciągłego odchylania głowy w tył i puszczając przy okazji kłąb dymu z plazmowej fajeczki. – Ale kiedyś też było fajnie… - Dodał chyba sam do siebie.
- Dziadku, a jak się za twojej młodości podróżowało? Mówiłeś kiedyś że nie było transponderów neutronowych, ani magnetronów…
- Heh, nie było nawet rezonatorów fal kwarkowych! Znaczy jeszcze ich nie wynaleziono. – Mruknął z niejaką dumą nestor.
- Nie, nie, dziadku, już w to nie uwierzę że nie było rezonatorów! To chyba musiało by się dziać milion lat temu!
- To się działo wcale niedawno. Niecałe sto lat temu.
- To jak się wtedy podróżowało? Skoro nie mieliśmy wektorowych strumieni kwarków to i…
- Były samochody, samoloty i kolej.
- Samochody to widziałem na dawnych hologramach, to takie coś jak kapsuły magnetyczne, samoloty to wiem że po zmianie napędu są teraz promami kosmicznymi, ale kolej? – Malec był zakłopotany nie potrafiąc wyobrazić sobie tego sprzętu.
- Coś ci pokaże. Zbieramy się.
Wsiedli do stojącej obok komory transmisyjnej, zabzyczał głucho plazmotron i w kilka mikrosekund znaleźli się o kilkaset kilometrów dalej.
W tym momencie nad dachem wieżowca na którym byli przed chwilą przeleciał tradycyjnie opóźniony 19:53 do Alfa Centauri.

--------------- o ----------------

- Dziadku, gdzie my trafiliśmy? – Zapytał malec rozglądając się po zaniedbanym, płaskim terenie na którym z rzadka wystawały ruiny jakichś budynków. Niektóre były nawet pokaźne, przypominały jakieś pałace, inne niższe, sprawiały wrażenie hal fabrycznych, jednak stan wszystkich dowodził że miejsce to jest zapomniane przez ludzi od wielu dziesiątek lat.
- Kiedyś tu była kolej. Kolej wąskotorowa. Nazywała się rośniewicką, bo kiedyś każde miasto, czy nawet wieś miała nazwę, a nie jak dziś tylko identyfikator magnetyczny. Zaczynała się w niedużym mieście Rośniewice i woziła ludzi i towary po okolicy. Były w ziemi podkłady, na nich tory, na nich wagony i lokomotywy, i tak się jeździło. – Staruszek narysował patykiem na piasku pociąg i zaczął objaśniać zawiłości techniczne.
- Ależ to było nieekonomiczne! Mówisz że to okrągłe toczyło się po tym płaskim? To same straty energii. Pewnie dlatego tego już nie ma!
-  Nie ma nie dlatego. Nie ma przez demony.
Chłopczyk poskrobał się w głowę, bo o takim systemie napędu typu demony nigdy nie słyszał.
- A co to ten demony jest?
- Nie ten demony, ale te demony. Zanim Wielki Kalifat wprowadził islam we Wszechświecie i zlikwidował wszelkie moce nadprzyrodzone, były demony. To takie ezoteryczne stwory żyjące w umysłach ludzi. I to one, a dokładniej działanie jednego z nich zlikwidowało tę kolej. Chcesz, to ci opowiem.
Usiedli na jakimś kawałku murka, dziadek wyjął swą plazmową fajeczkę, pyknął kilka razy i zaczął.
- Jak byłem młody to założyliśmy z kilkoma kolegami takie stowarzyszenie które miało opiekować się tą kolejką. Wspólnie naprawialiśmy, sprzątaliśmy, remontowaliśmy stację. Byli jednak tacy, którym się to nie podobało…

--------------- o ----------------

Żarówka w pomieszczeniu kanciapy stacyjnej oświetlała stół na którym rozłożona była mapa Rośniewic. Nad stołem pochylał się mężczyzna i kobieta.
- Więc ja proponuję tu zrobić skansenik, tu jakąś wystawę, a tu… - W tym momencie mężczyzna pociągnął z rozmachem krechę ołówkiem przy linijce. – Tu granicę działki wytyczyć dla wydzielenia pozostałej części na której zbudujemy hotel.
- W sumie może być, tylko wiesz jaki wrzask na to miłośnicy podniosą? Ostatnio skarżyli się, że któryś z twoich ludzi poczuł się jak młotkowy i z młotkiem po stacji szalał goniąc ich.
- Już ci mówiłem że to ten wysoki wpadł na stróżówkę z tłuczkiem krzycząc „raz sierpem, raz młotem w cieciowską hołotę”…
- No nie ważne: miłośnicy atakowali, czy byli atakowani, jedno jest pewne – młotek był w to zamieszany. A propos młotka, to gdzie wbijemy kołki geodezyjne pod budowę naszego hotelu?
W tym momencie światło zamrugało i zgasło. Za oknem widać było sylwetkę młodego człowieka który wybiega z budynku stacyjnego.
- To jeden z nich! Cholerni miłośnicy! – Krzyknęła kobieta. – Dzwonię po policję niech zrobią z nimi porządek!
- Kasia, nie bądź ty w gorącej wodzie kąpana, po co całe zamieszanie? Wiem co się dzieje. Włożyli u siebie do gniazdka drut aby zwarcie zrobić. Dopóki będzie on tam to nie możemy włączyć światła, bo znów korki wywali.
- To tak bez światła będziemy… - W głosie pani nagle zmieszało się zakłopotanie i pewna dawka stricte-kobiecych emocji.
- Ten młokos już tu nie wróci. Zaraz wyjmę ten drut i włączę prąd.
- Może trzeba straż pożarną wezwać bo oskarżą nas o włamanie? Chcesz tak po prostu wyważyć drzwi?
- Jakie wyważyć?! Mam klucze do ich kanciapy. – Mężczyzna z dumą pokazał brelok. – Kiedyś mi je dali, ja im nie oddałem. Od razu wiedziałem że się kiedyś przydać mogą.
- Ale ty jesteś genialny! – Uznanie w głosie Katarzyny było mocne i szczere.
- Heh, Felderowie tak mają… - Dodał skromnie. Po czym zabrał się za naprawę instalacji.

--------------- o ----------------

Gruby plik kserokopii gazet z różnymi rewelacjami dotyczącymi Feldera wylądował z klapnięciem na stole w gabinecie burmistrza. Młodzieniec, który z groźną miną je położył rzekł na odchodne:
- Niech pani zastanowi się z kim się zadaje!
Po czym wyszedł.
Kilka minut później pod urząd zajechała furgonetka na ódzkich rejestracjach. Na boku widniał napis „Łowcy Kur” sugerująca że firma zajmuje się chwytaniem okazji w handlu drobiem. Z wnętrza wysiadł ten sam osobnik który kilka dni temu naprawiał stacyjne zwarcie.
- Słuchaj, to już za daleko zachodzi. Ten świrnięty miłośnik rozlepia po całym mieście artykuły o tym że miałeś jakieś nieczyste powiązania z przemysłem funeralnym. Trzeba z tymi miłośnikami jakoś skończyć, bo ludzie zaczną węszyć, a radni się pytać. – Nerwowym głosem mówiła roztrzęsiona Kasia siedząca za biurkiem.
- Wiem o tym, i mam już plan.
- Planów miałeś już kilka. - Fuknęła. - Miałeś najpierw wkraść się w ich łaski i zasterować nimi, ale jakoś ci się nie udało, potem w myśl zasady divide et impera skonfliktować ich samych i wtedy przejąć nad nimi kontrolę, i znów klapa. Co teraz? Wynajmiesz dresów do bicia? Przecież cokolwiek byś zrobił to nagłośnią, albo co gorzej pójdą do Gazety Wybiórczej i będzie taka afera, że lepiej nie myśleć.
- Mam plan i niedługo się przekonasz że jest on genialny. Zbieraj się, jedziemy. – W głosie mężczyzny była taka pewność, że rozmówczyni więcej nic nie powiedziała tylko wstała kierując się do wyjścia.
Furgon „Łowców Kur” z dwoma pasażerami odjechał z piskiem w stronę zachodu.

--------------- o ----------------

- Więc chcecie skorzystać z moich usług? – Pytał patrząc świdrującym wzrokiem dziwnie wyglądający człowiek w wieku nieokreślonym siedzący za starym biurkiem na którego blacie, zapewne dla podkreślenia nastroju, stały słoje z różnymi żabami i wężami w formalinie. – Musicie być zdesperowani, ale to dobrze. Raz, że ja najbardziej lubię rozwiązania radykalne, a dwa, że będzie powód do wystawienia solidnego rachunku.
Siedząca naprzeciw para przytaknęła na znak że zgadzają się na warunki proponowane przez ezoteryka.
- Ale czy to bezpieczne? – Pani Kasia nieśmiało zapytała, pomimo iż nie wierzyła w to co robi. Gdzie jej, wykształconej kobiecie wierzyć w duchy, czarną magię i jakieś uroki. Jednak miejsce w którym się znajdowali – samotna chata pod lasem oświetlona jedynie naftową lampą, na ścianach wiszące jakieś skórki z kłakami przypominające skalpy, stara otwarta księga na podeście, jakaś z wolna bulgocząca kadź na ogniu, śpiąca na drążku w kącie sowa i ten dziwny człowiek o dziwnym spojrzeniu – to wszystko dawało dużą dozę niepewności czy to, czego nauczają na studiach, że życie jest jedynie materialną formą istnienia białka, jest do końca prawdą.
- Bezpieczne nie jest, ale skoro już tu jesteście znaczy taki los wam pisany… Powiedzcie jeszcze raz co chcecie osiągnąć angażując moce.
- Mamy problem z grupą miłośników chcących nam pokrzyżować plany dotyczące kolei wąskotorowej. – Zwięźle przedstawił sprawę Felder. – Musimy się ich pozbyć. Oczywiście nie fizycznie, tylko jakoś spowodować że znikną z naszego terenu.
Gospodarz nakazał gestem ciszę, po czym zamknął oczy i przez dłuższą chwilę siedział nieruchomo z uniesionymi dłońmi. Sondował przestrzeń metafizyczną. Przez jego twarz przebiegały lekkie skurcze. Powieki i usta drgały. Po dwóch minutach wszystko stopniowo ustało. Medium tracił łączność ze światem duchów.
- No takiego trudnego zadania jeszcze nie miałem. – Powiedział ezoteryk. Kolej wąskotorowa to teren prawie nieznany duchom z którymi miałem łączność, zatem nie mam możliwości rzucić uroku sam. Aby cokolwiek zrobić będziemy musieli wezwać jakiegoś demona.
Katarzyna na te słowa zrobiła się blada. Jej towarzysz też wyglądał niewyraźnie. Jednak siedzieli jak zastygli. Czarownik wyjął drewnianą tablicę z wypisanymi w półkolu literami i cyframi. Na środku umieścił trójkątne drewienko otworkiem.
- Połóżcie tu dłonie. – Rozkazał. A widząc że goście się boją dodał. – Spokojnie, to tablica Houja. Ona pokaże tylko nam imię tego, którego mam wezwać.
Położyli dłonie. Przez tablicę przebiegły wibracje. Płytka zaczęła się powoli przesuwać pokazując w swym okienku kolejno litery C, R, O… Po chwili zatoczyła koło i znów wskazała O. Następne litery utworzyły imię demona Croofpasterz.
Czarownik pomyślał próbując sobie przypomnieć jaką jest domena demona. Niestety pamięć nic nie podpowiadała mu. Pozostało zatem wezwać go.
- Uważajcie teraz. Nie może być żadnej paniki. Duch aby się z nami porozumieć wymaga spokoju i szacunku. Nie zawiedźcie mnie. – Powiedział do osłupiałej pary, po czym zapalił w miseczce błękitny ogień i wszedł w trans. Usta wydawały niezrozumiałe dźwięki zaklęć.
Powietrze w rogu chaty zgęstniało i zaczęła się pojawiać w nim sylwetka młodego mężczyzny. Nie wyglądał groźnie, wręcz sympatycznie. Jak jakiś raper. Czapka fullcap, broda, złoty łańcuch na szyi, markowy dres, sygnety na palcach, okulary przeciwsłoneczne, troszkę zaokrąglone kształty dodawały jowialności.
- I’m Croofpasterz. Why did you summon me? – Powiedział duch grobowym głosem jednak z dziwnie polskim akcentem.
- O wielki Croofpasterz’u pomóż nam przegonić z kolei wąskotorowej złych miłośników! – Jęknął ze strachem klęczący Felder bijąc kolejne pokłony.
Duch zastanowił się przez chwilę.
- Ja jestem panem bydła rogatego, zatem po co mnie wzywacie do kolejowej materii? Czy chcecie mnie obrazić? Czy chcecie abym… - Grobowa mowa na moment zamilkła. Upiór coś grzebał w myślach. – Piszcie! – Rozkazał wskazując na tablicę Houja.
W tym momencie wskaźnik na tablicy pokazał literę X a następnie 4408… Czarownik pisał. Po chwili na kartce były dwa ciągi cyfr. Przypominały współrzędne geodezyjne jakiegoś miejsca.
- Tam jest artefakt który wam pomoże. Będziecie jednak musieli go ożywić. Ale nie pytajcie jak. Pomoże wam w tym los. – Powiedział Croofpasterz i zniknął.
- Ile się należy? – Jęknął blady klient biorąc do ręki kartkę podaną przez maga.
- Niecałe trzysta. Dokładnie to dwie stówy. Ale jak z fakturą to będzie drożej…
- Obejdzie się bez faktury. - Felder drżącymi palcami odliczył 20 banknotów z Mieszkiem I, po czym wziął pod rękę swą przerażoną towarzyszkę i wyszli z chaty.
- Jest problem. – Powiedziała blada jak ściana Katarzyna. – Chyba z wrażenia wystąpił u mnie incydent kałowy…
Kilka egzemplarzy Kuriera Rośniewickiego rozłożonych na siedzeniu pasażera dostawczaka jakoś umożliwiło drogę powrotną.

--------------- o ----------------

- Wiesz co? – Powiedział Felder z zadowoleniem patrząc na Geoportal. – Bałem się już że miejsce w którym mamy znaleźć to coś co nam pomoże jest na końcu świata, a tu taka niespodzianka! Patrz! To lasek na Elenówku. Tak, ten przed Gierzem! Skoro las, to pewnie coś jest w nim zakopane. Trzeba będzie jakieś szpadle… - Tu zawahał się spoglądając na swe dłonie i na wspólniczkę która raczej się do kopania nie nadawała. – Raczej jakiś szpadel… - Poprawił się. – Albo kogoś do pomocy. - Dywagował dalej czując zawczasu jakąś ogromną niechęć do rycia w ziemi. – I wiem kogo! – Ryknął radośnie.
- A kogo? – Zapytała. – Przecież wiesz, że jeśli by się wydało… Masz kogoś zaufanego?
- Marcin Idź!
- Nie no, może i Marcina do kopania możesz wziąć, bo wielki i silny, ale przecież to taka pepla, że wszystkim od razu rozpowie jeśli w ogóle coś tam znajdziecie.
- Ty, a kto traktuje poważnie opowieści Marcina Idzia?... – Zawiesił głos puszczając oko i robiąc wymowną pauzę.
- No po prostu jesteś genialny! – Krzyknęła rozpromieniona Katarzyna podskakując z zachwytu.
- Felderowie tak mają… - Bąknął skromnie.

--------------- o ----------------

Furgonetka skręciła z ulicy Gierskiej w las. Po kilkudziesięciu minutach szukania geodezyjny lokalizator GPS wskazał dokładne miejsce. Było cicho. Szpadle miękko zagłębiły się w próchniczny grunt. Kopanie szło sprawnie, po kilku minutach głuchy odgłos uderzenia ostrza łopaty w drewno przeciął monotonny szmer przesuwającej się rytmicznie po stali gleby. Kopiący delikatnymi ruchami odsłonili obiekt i schylili się nad znaleziskiem. Była to drewniana, długa skrzynia.
- Panie Felder , co to jest ?.
- Wygląda mi to znajomo…
- Że niby trumna ?. Pan to się zna na tym słyszałem . Ludzie gadali . . .
- Co niby ludzie gadali?
- A takie głupoty , że miał pan jakiś pawilon i , potem , że pan się dorobił na trumnach.
- No tak, działałem w branży funeralnej. Miałem doskonały wybór tanich trumien. Ach, to były czasy… Ale pieprzona konkurencja mnie wrobiła. Głupoty pisali po gazetach bo bolało ich że u mnie trumna kosztuje połowę tego co u nich.
-  a to miał pan taniego stolarza ?. I tanie drzewo .
- A gdzie tam! Ja się nie zajmowałem produkcją. Ja byłem monopolistą na rynku wtórnym.
- Wtórnym ?. ..
- Miałem za wschodnią granicą własną sieć dostawców luksusowych trumien używanych. Nie każdego stać na nówkę, więc używki rewitalizacji szły jak chrupiące bułeczki. Ale konkurencja nie śpi.
Skrzynia była już okopana. Wzięli ja z dwóch stron.
- Uważaj! Delikatnie unieś… Równo robimy kroki do samochodu… Dobra, na trzy-cztery: Trzy, czte-ry! Wpychaaamy! Uf, muszę odsapnąć. Zasyp dół żeby śladu nie było i jedziemy.
Po dziesięciu minutach siedząca trochę tyłem furgonetka z napisem „Łowcy Kur” pomknęła ulicą Udzką w stronę Gierza.

--------------- o ----------------

Drewniane, solidne wieko skrzyni było mocno przybite gwoździami takimi, jakich używa się do przybijania szyn do podkładów. Do ich usunięcia potrzeba było specjalnego łomu którego dyskretne zdobycie wiązało się z awanturą o zawieszenie kamer przez miłośników. Kamery te skierowane były dokładnie na magazynek z narzędziami drogowymi, ale dość szybko pozbyto się tej przeszkody.
Skrzynia pachniała kolejowo - jak stare podkłady. Gdy wieko ustąpiło buchnął z wewnątrz silny zapach krauliny, zaś zawartość wprawiła w osłupienie Feldera. Wewnątrz sarkofagu spoczywała zmumifikowana… krowa. Nie mogło być to nic innego – krowi pysk, krowie łaty, krowie wymiona, krowi ogon, wyposażone w kopyta krowie przednie krowie nogi skrzyżowana na krowiej piersi.
Mężczyzna usiadł przecierając spocone czoło.
- Co to jest? Żart jakiś? Ale przecież to niemożliwe aby tym wszystkim rządził przypadek. Wróżbita, tablica Houja, współrzędne, znalezisko… Tylko co ta krowa robi w skrzyni? Jakie jest jej znaczenie, do diab… - Zastopował się na chwilę. – Croofpasterz. – Zaczął analizować. - Tak nazywał się demon. Mówił że jest od bydła. Croof… Kruf… Krów pasterz! – Wszystko się składało do kupy.
Myśli dalej goniły przez jego głowę.
- Skoro demon mówił że trzeba truchło ożywić, a w ożywieniu pomoże zrządzenie losu, to oznacza że cokolwiek bym zrobił… to w konsekwencji go ożywi! No, dobra, ale co?... No jak się ożywia kogoś kto umarł? Tego nie pamiętam, choć kiedyś pracowałem w pogotowiu, ale tam chyba nie było przypadków ożywień. Ale na kursach… – Tu zrobił pauzę by przypomnieć sobie szczegóły szkoleń. – Elektrowstrząsy! Tak! Defibrylacja! Tylko skąd defibrylator zdobyć?... – Tu zadanie się nieco komplikowało.

--------------- o ----------------

- Panie Różalski, jest pan elektrykiem od wysokich napięć. – Zaczął przyjacielskim tonem Felder. – Potrzebna mi pańska pomoc.
Odpowiedziało mu niechęć i milczenie.
- Panie Różalski, no nie gniewaj się pan za te szmatę na kamerze. Ochroniarz chciał ją tylko osłonic od deszczu. I zakryć żeby ktoś pana kamery nie ukradł. No posłuchaj pan co mam do zaoferowania, a nie zawiedziesz się pan. Pomożesz pan, pomogę panu kiedyś i ja. – Umiejętność wpływania na ludzi i tym razem okazała się być cennym darem. Twarda postawa słuchacza topniała.
- Muszę wykonać jeden eksperyment i potrzebuję pana pomocy. – Ciągnął dalej. – Potrzebuje wysokiego napięcia którym… no, nie uwierzy pan… chcę zakonserwować mumię rodzinnej krowy.
Różalski wybałuszył oczy bo spodziewał się albo prośby o sprawy kolejowe, albo choć o wstrzymanie akcji propagandowo-oszczerczej. Ale ten wątek z krową był dla niego kompletnym zaskoczeniem. Tymczasem Felder wyjaśniał:
- Rodzina moja sprowadziła się tu ponad 100 lat temu. Naszą egzystencję zapewniała krowa-matka-żywicielka. Gdyby nie ona i jej mleko, nie przeżylibyśmy. Dawała też cielaki które zapewniły nam pieniądze na start gospodarstwa. Zatem gdy się krasuli zdechło nie zjedliśmy jej, ale z szacunku zmumifikowaliśmy i trzymamy ją jak relikwię. Tylko co jakiś czas trzeba ją odkazić bo spróchnieje. Kiedyś mieliśmy odpowiednie balsamy kupione jeszcze z kremlowskiego mauzoleum, ale teraz sosy się skończyły i jest problem. Gdyby jednak przepuścić przez ciałko mumii kilka megawoltów to pozostała tkanka się nie uszkodzi, a bakterie zostaną zabite, sarkofag się hermetycznie zamknie i znów na dekadę spokój. No pomóż pan, proszę, będę pańskim dłużnikiem…
Różalski westchnął ciężko i zgodził się. Argumenty i sposób ich podania stopił lody i zamazały dawne żale.
Stanęli przy krowiej trumnie. Elektryk wprawnie zbudował z flaszek i alufolii kilka butelek lejdejskich i połączył je w kaskadę. Wełnianą szmatką pocierał kawałek ebonitu tym sposobem elektryzując aparaturę. Gdy było wszystko gotowe obaj eksperymentatorzy podłączyli do mumii dwa kabelki i odsunęli się.
- Raz, dwa, trzy! – Błysnęła iskra elektryczna między kablami. Krowie truchło pokryło się siatką wyładowań. Po czym stwór otworzył oczy i wstał iskrząc. Rozejrzał się naokoło, potem popatrzył na obu mężczyzn mierząc ich wzrokiem jakim tygrys wypatruje w stadzie antylop ofiarę. A następnie wystrzelił naelektryzowaną duszę na Różalskiego i opadł bezwładnie zajmując dokładnie taką pozycję, jak przed zmartwychwstaniem. Dusza wchłonęła się w ciało elektryka zanim mumia uderzyła kościstym grzbietem o dno pachnącego krauliną sarkofagu.

--------------- o ----------------

Sesja rady miejskiej Rośniewic zapowiadała się jak zwykle – nieciekawie. Tym razem jednym z punktów była kwestia działalności miłośników na kolei wąskotorowej. O głos poprosił Różalski. Żądni taniej sensacji zgromadzeni reporterzy przywykli do grzecznych, stonowanych, spokojnych i pozbawionych wszelkich emocji, a wręcz czasem monotonnych wypowiedzi przedstawiciela wąskotorówki opuścili sale na „dymka” lub „sprawdzić czy rower stoi”. Jak się okazało był to ich błąd.
W czasie kilku minut na sali rozpętało się istne pandemonium zarzutów, oskarżeń, ataków i pytań tak ostrych, że nawet najbardziej awanturni radni mieli oczy jak pięciozłotówki. Oskarżycielska mowa zasadniczo inna od tego do czego przyzwyczaił ich spokojny Różalski zakończyła się tyradą na temat kontaktów na linii władza – biznes. Koniec końców, gdy ci których mowa dotyczyła zaczęli próbować wygłosić riposty na sali zabrzmiał przerażający śmiech. Śmiech płynący z położonej na blacie stołu głowy Różalskiego która podskakiwała w miarę jak jego siła się natężała. Był on nienaturalny, przypominający jakby ryk krowy. A potem zapanował chaos i zgasły wszystkie światła.

--------------- o ----------------

Żarówka w pomieszczeniu kanciapy stacyjnej oświetlała stół na którym rozłożona była mapa Rośniewic. Nad stołem pochylał się mężczyzna i kobieta.
- No i widzisz, po akcji z Różalskim cała rada, i ta z koalicji, i ta z opozycji zagłosowała jednogłośnie aby pogonić miłośników. Czyli mamy zwycięstwo bez jednego wystrzału.
- Ale ty jesteś genialny! – Uznanie w głosie Katarzyny było mocne i szczere.
- Heh, Felderowie tak mają… - Dodał skromnie pochylając się nad planem. – To co, tutaj hotel stawiamy?

--------------- o ----------------

- …i tak to właśnie krowa zniszczyła kolejną kolejkę wąskotorową. – Zakończył opowieść dziadek.
Przez chwilę trwało milczenie przerwane w końcu przez wnuka:
- Dziadku, a jak to było naprawdę? Skąd wynikło to wskrzeszenie krowy? Czy ten Felder był taki zły, czy ci miłośnicy może też czasem nie byli krystaliczni? Czy nie można było się dogadać tak, aby każdy miał coś z tego, a nie przeciwników wyganiać? Przecież też każdy, kto tylko zechciał mógł dojść po której stronie była prawda.
- Wiesz wnuczku, teraz gdy mamy inteligentny Cyber-Umysł Wszechświata który dokładnie rozważa wszystkie za i przeciw, i tworzy algorytmy doskonałe oceniające ze 100% pewnością jaki dana decyzja skutek przyniesie w perspektywie nawet milionów lat, nie musimy mieć rządów, rad i demokracji. Jednak wtedy, gdy rządzili ludzie, było powiedzenie że racja jest jak ta część na której siedzimy – każdy ma swoją. A prawda była potrzebna tylko taka, która danym ludziom korzyść przynosiła. Z resztą nawet gdy ludzie nie kłamali, zazwyczaj i tak leżała ona gdzieś po środku. Teraz, gdy rządzą nami komputery, prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość – sprawiedliwość. Ale kiedyś różnie z tym bywało. I właśnie dlatego tylko tego jedynego z tych starych czasów nie żałuję. No, wstawaj, czas do domu wracać…

--------------- o ----------------

W ciągu kilku milisekund znaleźli się w domu. Dziadek usnął w fotelu z przygaśniętą fajką plazmową w ręku. Zaś chłopiec uruchomił skaner wszechwiedzy nie mogąc zaspokoić ciekawości o co z tą krową dokładnie chodziło.
W zaawansowany program do analizy danych wprowadził wszystkie zasłyszane od dziadka informacje. Na ekranie wyświetlała się stara mapa nieistniejącego już dawno kraju o nazwie Polska na której zaznaczono Rosniewice i lasek pod Gierzem. Oprócz tego wyskoczyły hologramy pokazujące jak wyglądały krowy i wszystko co się z nimi wiąże: steki, mleko, kiziaki na polu… Jednak pomimo przeszukania zettabajtów informacji komputer nie znalazł nic, co by konkretnie spinało dane.
Malec miał już wyłączyć transmisję gdy przypomniał sobie słowa dziadka odnoszące się do dawnych czasów gdzie nie super-komputer, ale ludzie decydowali o tym jak jest. To było stwierdzenie że prawda leży gdzieś po środku.
- Gdzieś po środku, zatem… - Powiedział chłopiec do siebie, po czym na graficznej wizualizacji planety Ziemi z przed 100 lat, którą serwowała mu wirtualna baza danych poprowadził prostą od Rośniewic przez lasek w Elenówku i dalej. Następnie wyznaczył odległość jaka była od stacji na której dziś z dziadkiem był do miejsca gdzie sarkofag z krową był zakopany. Tą odległość odłożył na prostej ale zaczynając od owego lasku. Przybliżył obraz. Widniało na nim duże miasto. Nazywało się kiedyś Otrków. Wnuk włączył skaner gleby – zwiększona zawartość krauliny w ciasnym pasie wskazała że była też tam kiedyś jakaś kolej wąskotorowa. Znalazł jej dawną nazwę i do bazy danych do analizy włączył słowa „kolej otrkowska” i nacisną przycisk Start.

Wnuk już spał, ale komputer wciąż analizował dane, tworzył algorytmy, dokonywał syntezy wyników. W końcu na ekranie wyświetlił się krótki napis „Krowa Mećka”.
Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
lisiogonek
Mechanik
***
Długość toru:: 294 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #26 : 01 Grudzień 2019, 17:16:20 »
0

Kucyku, gdybym mógł to dałbym Tobie więcej niż jednego plusa😉
Zapisane

TWKP : LKM 26004 - już pod parą!
dobrzyn
Minister
******
Długość toru:: 1356 m

W terenie W terenie



bartek.dobrzynski
« Odpowiedz #27 : 02 Grudzień 2019, 21:48:03 »
+1

A ja mam takie przemyślenie: Czy teren stacji w tak smętnej dziurze jak Krośniewice jest łakomym kąskiem inwestycyjnym? Trochę mi się to nie skleja. Ok, grunt jest w centrum (bo miasteczko wyrosło wokół kolejki), ale będąc parokrotnie w Krośniewicach przejazdem, obserwowałem raczej marazm i upadek. Najpierw wybudowano obwodnicę, więc zniknął ruch tranzytowy, później oddano autostrady, więc i z obwodnicy ruch przesunął się znacznie dalej. Taki syndrom Route 66, który dotknął DK91 i DK92. I ktoś chce tam budować hotel?
Zapisane

CARTOON TRABANT CLUB POLSKA
Trabant 1.3 '91 "Stanisław"
Romet 100 '83 "Henio"
Piottr_tt
Minister
******
Długość toru:: 1870 m

W terenie W terenie


WWW
« Odpowiedz #28 : 03 Grudzień 2019, 15:53:36 »
+3

^^
Może to miałby być tak ostatnio popularny medialnie hotel "na godziny"...
Teren po stacji w Brześciu Kujawskim też komuś jeszcze za życia kolejki i cukrowni bardzo przeszkadzał, a jak widać na najnowszym zdjęciu Google Maps, już coś tam się buduje. A po zabudowaniach cukrowni śladu nie ma.

A tak na serio to jak w grze jest krowa Mećka, to chyba trzeba będzie urządzić huczną i definitywną stypę po kolejce.
Zapisane

Pozdrawiam, Piottr
Nowa galeria foto -  http://wedrownosc.flog.pl
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3906 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #29 : 04 Grudzień 2019, 20:51:43 »
+9

W piekielnej stolarni Croofpasterz z zapałem wypiłowywał wyrzynarką wielkie koło z dykty. Gdy skończył, powierzchnię podzielił na 20 sektorów zaczynających się od środka w którym wywiercił dziurkę. W miejscach gdzie promienie dochodziły do końca koła twórca powbijał gwoździki. Całe ustrojstwo zamocował przez środkowy otworek śrubką na ścianie dokładając jeszcze „zapadkę” z kawałka gumy która uderzała o gwoździki.
Krowa Mećka obserwowała całą akcję ze swego legowiska przeżuwając spróchniałymi zębami jakieś zwiędłe marchewki.
- Po szo si to? – Zapytała sepleniąc i jednocześnie popluwając sokiem z karotki.
- Widzisz Mećka, jako władca krowiaków i wszelkiej rogacizny nie za bardzo miałem co robić. Ot, czasem jakiegoś buhaja podkręcić aby zgwałcił gospodarza, albo łosia namówić aby w czasie testów samochodu na tor wbiegł, ale ty żeś mi dała emocje rodem jak z dobrego opowiadania Kucyka z portalu branżowego dla kolejarzy. – Tu Croofpasterz zakręcił kołem aż zapadka zaczęła furkotać. Po chwili zatrzymała się na jednym z pól. – To będzie wąskotorowe koło fortuny, a raczej destrukcji. Zaraz na każdym z sektorów napiszę jedną nazwę istniejącej kolejki i zakręcimy towarem żeby wiedzieć gdzie cię tym razem wysłać. Ubaw będzie po pachy, tylko szkoda że wskrzeszać cię można raz na 15 lat…
- Szooo!? Ja ne kce! – Protestowała Mećka plując pomarańczową masą. Croofpasterz jednak uciszył ją.
- Pan nasz, Beliar, piekielny bóg chaosu i destrukcji stworzył nas abyśmy wypełniali Jego zadania. Jest on zadowolony bardzo po tym jak z finezją zniszczyłaś kolejną wąskotorówkę, zatem dostałaś przydział do sektora kolejowego. To dla ciebie awans. A jednocześnie prestiż dla mnie. – Mówiąc to pasterz markerem zapisywał kolejne nazwy na tarczy. – No, zobaczymy którą ciuchcie przyjdzie ci za półtorej dekady rozwalić.
Koło zawirowało, języczek stukał najpierw szybko, potem coraz wolniej, aż stanął. Demon odczytał nazwę kolei.
- Dobra, teraz zobaczmy gdzie cię zakopać bo masz być w połowie drogi między ostatnim a następnym miejscem zniszczenia. Czyli wyznaczamy prostą między Rośniewicami i… oj, coś niewygodnie mi trzymać skalówkę, przytrzymaj tu kopytem! Ile to jest? 128,82 km. Na pół to będzie 64,41… Gdzie to? Uuu, ale zadupie! Na polu będziesz zakopana.
Krowa nie do końca była zadowolona że przerywa się jej urlop od bycia mumią, lecz wiedziała że w piekle zasady są piekielnie restrykcyjne i nie pozostaje jej nic innego jak wypełniać je z iście anielskim spokojem.
- Dobra Mećka, koniec opierdalania: siusiu, paciorek i spać! – Zarządził Croofpasterz wymownym gestem wskazując kolejową trumnę.
- Fkoro siusiu i mam tam leszeć 15 lat, to chfilka - muszę się udać na ftronę bo soś mi ta marchef daje szadu… - Krowa bryknęła za drzwi stolarni do hali kotłów.

--------------- o ----------------

W brudnym wnętrzu kotłowni panował półmrok. Była to najstarsza część piekła która jeszcze nie doczekała się modernizacji. Pracowały tam ostatnie kotły do gotowania dusz potępieńców opalane węglem. Wszędzie było pełno pyłu z popielników i duszącej pary z zalewanych stert żużla. Co pewien czas zgrzytały szufle palaczy dorzucających paliwo pod siarkowe kadzie. Krowa wybrała ciemniejszy zaułek przy ostatnim kotle i podniosła ogon.
Flap! Flu-flu-flu! Slap! Chlust! – Krowia zawartość kiszek leciała na podłogę. Po chwili kiziaki zajmowały już cały metr kwadratowy. Mećka prykła jeszcze na odchodne i skierowała się z powrotem do stolarni.
- No krówko, ładuj się! – Rozkazał demon wskazując kraulinową trumnę. Krówsko przybrało pozę kwiatu lotosu i z chrzęstem zwaliło się w skrzynię. Croofpasterz dodał do środka trochę nowego impregnatu kreozotowego, założył wieko i już miał wbijać hufnale gdy z pod dekla usłyszał pytanie:
- A gsie jest to Fiafeczno?
Mećka odpowiedzi jednak nie usłyszała bo młot do bicia szyniaków zaczął walić z impetem.

--------------- o ----------------

Inżynier Sammael szedł przodem. Za nim Behemot i Belzebub z uznaniem oglądali nowe wnętrza kotłowni piekielnych. Posadzki ze żywicy epoksydowej lśniły czystością w świetle energooszczędnych opraw LEDowych, wszędzie żółto-czarne oznaczenia wystających krawędzi przeszkód, tabliczki Safety First, włóż kask, noś okulary ochronne… W niczym nie przypominało to hal dawnego piekła rodem z kotłowni na Titanicu.
W rzędach nowoczesnych w pełni zautomatyzowanych kotłów wyposażonych w palniki na olej opałowy smażyli się grzesznicy. Wentylacja była tak wyśmienita że temperatura wewnątrz hali, pomimo znaczonego natężenia cierpień obrabianego materiału mocno dziwiła wizytatorów przywykłych do żaru dawnych ogni piekielnych.
- No, inżynierze Sammaelu, to milowy krok naprzód w technologii pośmiertnego odpłacania za niecności życia. Ale jak unowocześnienie wpłynęło na koszty utylizacji grzechów? – Tu Belzebub był mocno zaniepokojony.
- Po pierwsze, to nie mieliśmy wyjścia, bo ci z góry – Tu ściszył głos demonstrując rękami kształt aureoli i skrzydeł. – Już od trzech lat pisali skargi że sadza leci im na rajskie ścieżki i zjawisko smogu na ziemi powodujemy. Po drugie, to koszt paliwa taki sam, bo co w ziemi to i tak nasze, czyli darmowe. Po trzecie… - Tu Sammael się szeroko uśmiechnął. – Modernizacja zwraca się sama…
- A, mniejsze zatrudnienie! – Błysnął Behemot.
- Ależ nie, mamy rekuperatory które odzyskują całe ciepło odpadowe i grzeją wody podziemne. A że akurat dogadaliśmy się z takim jednym z ojcem-dyrektorem z Orunia, ten wykorzystuje je do grzania swych świątyń słono nam za to płacąc. Ba, nawet specjalne dotacje od rządu na to dostał!
- Inżynierze, a to już wszystkie kotłownie macie zmodernizowane? – Pytał Behemot którego trochę krępowała taka drastyczna zmiana.
- Nie, za ścianą działa jeszcze stara smażalnia dusz, bo zostawiliśmy ją jako rezerwę na wypadek awarii przy rozruchu części zmodernizowanej. Z resztą zapraszam do naszego skansenu. – Gospodarz pchnął ciężkie drzwi i wpuścił wizytatorów przodem.
Ciemna, duszna hala w której błyskały ognie palenisk wypełniona była parą wrzącej smoły i swędem siarki. Hałdy gorącego żużla mijały się z hałdami węgla. Piece pod kotłami były stare o czym świadczyły poprzepalane i krzywe drzwiczki paleniskowe przepuszczające szczelinami oślepiający blask płomieni.
Goście głęboko wciągnęli w płuca ożywczy zapach.
- Ech, właśnie przypomniałem sobie czas gdy zaczynałem tu pracę. Było to tuż po stworzeniu Adama i Ewy. Piekło było jeszcze w budowie, a ja jako czart-uczeń murowałem fundamenty pod te kadzie. Potem pamiętam rozruch i pierwsze smażenia dusz w smole… - Wspominał Belzebub roniąc siarkową łzę. Rozrzewnienie wzięło górę nad powagą wizytacji.
- Właściwie to co zrobicie z tą kotłownią? – Behemot jako tradycjonalista też był ciekaw.
- Czekamy już tylko na sygnał z dyspozytorni że mamy kotły wygasić. Cała produkcja ma do końca roku przenieść się do nowych hal.
Szli niespiesznie między paleniskami. Do niektórych diabliki dorzucały węgla, w jednym stary czort szlakował właśnie ruszt. Wszyscy trzej, choć tego nie mówili, chyba gorzko żałowali że nie zostanie już nic ze starego, dobrego, węglowego piekła. Cóż, pieprzona ekologia i ekonomia.
Dochodzili właśnie do ostatniego, położonego na samym końcu kotła. Sammael coś tam wyjaśniał gestykulując, gdy poczuł że jego kopyto traci przyczepność i runął do tyłu po czym coś huknęło. Gdy po chwili oprzytomniał zorientował się że jeden z jego rogów które ma na głowie wbity jest w ścianę kadzi kotła. Szarpnął raz i drugi. Opór nie ustępował, zaczął więc szarpać coraz mocniej, zaś reszta delegacji chcąc go ratować pomagała mu w tym intensywnie. Nagle wielki kocioł się zachwiał. W tym momencie Sammaelowi udało się wyrwać róg z bojlera. Natychmiast ostry strumień wrzącej smoły strzelił przez dziurę. Kadź zachwiała się i runęła na sąsiedni piec, a ten na następny. Kolejne kotły przewracały się na swych fundamentach. Wszędzie zapaliły się czerwone lampy alarmowe sygnalizujące zamkniecie grodzi smołoszczelnych.
- Alarm!!! Zamykać szybry! Gasić ogień pod kotłami! Łapać potępieńców! Ewakuacja!!! – Darł się inżynier ocierając twarz z zastygającej smoły. Przed tym jednak zanim sam się ewakuował uważnie przyjrzał się temu, co było powodem poślizgu.
- Co to, do anioła, jest!? - Zaklął szpetnie nabierając z podłogi na szponiasty palec specyficzną maź. Po chwili zidentyfikował jej „producenta” i westchnął. - Ech, cherubin z tobą.
A potem ryknął w przestrzeń zrujnowanej kotłowni: - Mećka! Gdzie się pojawisz, to wszystko zniszczysz!
Po czym otrzepał kopyta i poszedł do dyspozytorni pisać Beliarowi raport z zakończenia w piekle eksploatacji ostatnich kadzi opalanych węglem.
Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
kalito
Administrator
*****
Długość toru:: 1495 m

W terenie W terenie



kalito1982
« Odpowiedz #30 : 04 Grudzień 2019, 21:45:58 »
+2

Kucyk daj mi namiar do Twojego dilera. Widzę, że solidny. Chichot
Zapisane

Pozdrawiam
Kalito
Piszę w miarę poprawnie po polsku.
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3906 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #31 : 04 Grudzień 2019, 21:52:23 »
+15

Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
lisiogonek
Mechanik
***
Długość toru:: 294 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #32 : 05 Grudzień 2019, 17:57:11 »
0

Niecierpliwie czekam na więcej 🙂
Zapisane

TWKP : LKM 26004 - już pod parą!
Cordylus
Mechanik
***
Długość toru:: 283 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #33 : 08 Grudzień 2019, 15:32:48 »
+1

Bardzo mocno tchnie prozą Pilipiuka. Świetna robota, również czekam na więcej!
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3906 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #34 : 10 Grudzień 2019, 20:55:50 »
+6

Krowa Mećka gwałtownie rozwarła oczy. Jednak mimo że je rozwarła wydawało jej się że jednak ma je zamknięte, bo nic nie widzi. Wokół panowała ciemność.
- Kufa, co jest? Czyszby jusz fskszenie? – Zapytała retorycznie wciągając w nozdrza kraulinowe powietrze wypełniające sarkofag, jednak w tym momencie pracę mózgu przerwał impuls z niższych partii ciała. Ostre bulgotanie w trzewiach nie wróżyło nic dobrego. Mećka jeszcze przez chwilę zastanawiała się co się dzieje, po czym coś okropnie szarpnęło jej ciałem i zanim straciła przytomność zdążyła pomyśleć:
- To na pefno ta marchefka!

--------------- o ----------------

Rolnik Jędrzej dokonywał właśnie jesiennej orki przeciwzającowej na polu w okolicach Nowego Ębska. Poczciwy ciapek pyrkał radośnie ciągnąc bronę i pozwalając kierowcy na lekturę gazety dla plantatorów „Super Burak”.
- Jak tak dalej pójdzie z ceno mocznika będę musiał nawozić saletro amonowo… - Nie dokończył, bo tuż przed maską „trzydziestki” wystrzelił nagle gejzer z ziemi i czegoś błotnistego. W powietrze wyleciały jakieś szczątki drewnianej skrzyni i krowie truchło. Gdy zarówno stałe jak i półpłynne składniki erupcji opadły wokół rozniósł się mix intensywnych dwóch zapachów. Farmer bezbłędnie określił jakich. Był to zmieszany z krauliną krowi nawóz.
- O ja pierniczę! Jakaś krowa mi z ziemi wyskakuje! Muszę ograniczyć czytanie forum 750 bo źle ono na moją psychikę wpływa, poza tym rezygnuję z nawożenia saletro amonowo bo to materiał wybuchowy co widać. – Krzyknął rolnik po czym zrobił drifta ciapkiem tak że aż się półoś ukręciła kładąc ciągnik na bok.

--------------- o ----------------

Krowa oprzytomniała. Coś było nie tak. Leżała w szczerym polu, szczątki kreozotowego sarkofagu walały się wokoło. Niedaleko, do góry kołami leżał C-330. A wszystko pokryte było solidną warstwą ciepłego nawozu. I nie była to saletra amonowa. Mećka piardła finalnie i zerknęła na przypięty do przegubu kopyta zegarek.
- Nosz to jest fciąsz 2019 lok! - Krówsko kombinowało dalej. - Coś mnie fybudziło. To nie mój lok. Muszę się telepoltofać bo klucho se mną będzie. Tylko gsie jest konfeltel czasu?
Bydlak kręcił się wokoło szukając urządzenia do przenoszenia w czasie które standardowo stanowiło wyposażenie sarkofagu. Po kilku minutach znalazło się. I tu się pojawił problem…
- Szyt! Tosz to ma eklan dotykofy! Jak ja lacicą mam go obsłuszyć?
Faktycznie opcja wybierania ikon kopytem, a w szczególności zagnojonym kopytem nie była brana przez producenta pod uwagę. Krowa próbowała jakoś nieudolnie wciskać ekran by wybrać rok 2034 w którym nastąpiło by planowe ożywienie, jednak marchwiana sraka całkowicie uniemożliwiała to zalewając wyświetlacz. W końcu bydle wściekło się i nie patrząc jaką w trakcie stukania wybrało datę pieprznęło racicą w czerwony obszar z napisem WYKONAJ. Świat zawirował i prawa fizyki straciły na moment sens, co jednak w niczym nie przeszkodziło rolnikowi Jedrzejowi w kombinowaniu jak postawić ciapka na koła.

--------------- o ----------------

Gorąc lał się z lipcowego nieba. Mećka popatrzyła się wokoło i stwierdziła że wywaliło ją na jeszcze większe zadupie niż przed chwilą była. Z boku jakiś odziany w łachmany i łapcie z kory chłopina próbował podnieść przewróconego konia… Do krowy docierało powoli że coś schrzaniła z transportacją w czasie i nie jest to rok 2034. Mećka mordą otarła ekran zegarka z ‘wiadomo czego’ i zobaczyła cyfry: 1914.
- Jak ja telas odnajdę to Fiafeczno?
Na szczęście pamiętała w którą stronę ma się udać.
Szła przez pola, nieużytki. Czasem po jakiejś piaszczystej drodze. Wokoło nie było śladów cywilizacji. Gdzieś w oddali rzadko zamajaczyła kryta strzechą chałupa. Po kilku dniach dotarła do wielkiego ceglanego miasta pełnego hal fabrycznych w których tkano materiały. Przemykała się ulicami starając wtapiać w tłum wynędzniałych robotników poszukujących pracy, i właśnie wtedy…

[EDIT by Kalito] Kucyk, przestań pieprzyć takie głupoty. Przecież nikt w to nie wierzy że krowa chodziła ulicami Żyrardowa. Kończ Waść, serwera oszczędź.

Jak to nie nikt wierzy? No, może z tym wtopieniem się w tłum przesadziłem, zatem skracamy podróż. Ustalmy jednak, że krowa Mećka jakoś tam się przedostała przez ten Żyrardów przegryzając druty zasieków, omijając wartownie wojsk carskich i uchodząc miejscowej wygłodniałej ludności. Wszak pamiętajmy że była to demoniczna krowa. Jedziemy dalej!


Mećka zbliżała się do podstołecznej wsi Yry gdy usłyszała dźwięk o którym od dawna marzyła. Był to gwizd kolejki. Po chwili zza krzewów wyłonił się mały parowóz ciągnący skład wagoników pasażerskich. Mećka rozpromieniła się.
- Oto jeft kolejka, oto jeft kolejka, zalas ją zepsuje, zalas ją zepsuję!… - Śpiewała głośno brykając wesoło w stronę pociągu.
Gdy dobiegła do toru parowóz akurat nadjeżdżał. Krówsko wykonało salto, półobrót, i kick-flipa po czym przyładowało w maszynę z kopyta. Niestety, maszyneria okazała się być mocniejszą…

[EDIT by Kalito] Kucyk, już pisałem: przestań pieprzyć takie głupoty. Ostatnie ostrzeżenie!

Ale jakie głupoty? Krowę wciągnęło pod pociąg. A czajnik się wykoleił – wszak Mećka działaniem swym zawsze musiała zniszczyć jakąś wąskotorówkę. Sam Pokropiński o tym pisze! O proszę:




Tuż po wypadku zebrała się komisja która orzekła że trzeba coś z ta krową zrobić. Zawieziono ją do młyna, zmielono, dodano tego i tamtego i utworzyła się masa którą zawinięto w papierki. I stad się wzięły krówki wąskotorówki. Oto dowód:



Do dziś, kto zje taką Krówkę może, przy odrobinie szczęścia, poczuć się jak demoniczna krowa Mećka. Ale nie destrukcyjnie – zaręczam: krówka wąskotorówka czyści łagodnie nie przerywając snu.
I tak to z krową Mećką było, zginęła i już nigdy nie będzie niszczyć wąskotorówek, a kolejka w Fiafecznie funkcjonuje do dziś. Duży uśmiech

[EDIT by Kalito] Ja pierniczę, ale zjeby na tym forum są. Temat zamykam. – powiedział w odczuciu bezsilności Admin, po czym tematu nie zamknął, ale to już całkiem inna historia.

--------------- o ----------------

Do stworzenia ww. odcinka wykorzystałem pomysły Kolegów Michała K. i Piotra W. (obu bo RODO). Zatem za ewentualne konsekwencje czytania powyższego odpowiadają tym razem trzy osoby.
Zapisane

Naprawa nie będzie tania, ale za to zrobiona najgorzej jak się tylko da. - To podstawowa dewiza zakładów remontujących obecnie tabor wąskotorowy. Pamiętaj o tym!
Strony: 1 [2]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!