Świat kolejek wąskotorowych SMF
18 Wrzesień 2019, 10:16:54 *
Witaj
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
w6 i... Rp 1: Serwer FTP już działa! Szczegóły na forum.
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 ... 4 5 [6] 7 8   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Odchwaszczanie szlaku.  (Przeczytany 126151 razy)
Vincent
Nowicjusz
*
Długość toru:: 38 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #100 : 18 Styczeń 2016, 10:41:02 »
0

Cytuj
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Następnego dnia ziemię zapełnił roślinnością wszelaką. Trzeciego dnia pracownicy utrzymania infrastruktury rozpoczęli niszczenie tej roślinności. Koniec czytania na dzisiaj.

Nie wiem jaką Szanowny Kolega "herbatkę"  pije, ale też bym się jej napił. Ta herbatka to rewolucja która pozwali nam spojrzeć  na wiele innych tematów przez inną optykę.
Zapisane
Zgroza
Zawiadowca
****
Długość toru:: 338 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #101 : 19 Styczeń 2016, 15:38:19 »
+1

Ja rozumiem, że to nie Puszcza Białowieska i nie da rady pozwolić takiemu wałowi się skompostować. Ale czy w takiej stercie kolejarz nadzorujący nie ma zaserwowane gratis pieczonych jeży, jaszczurek et consortes? Bierzecie to pod uwagę?
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3880 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #102 : 23 Styczeń 2016, 22:09:48 »
+13

Na wstępie kolejnej biesiady infrastrukturalnej odpowiem na kilka pytań Czytelników:

Kolega Vincent pyta: Jaka to herbatka, ta którą pijam?
- Dębowa, mocna, długo parzona.

Kolega Zgroza pyta: Co z jeżem?
- Lenin zawsze powtarzał, że każda rewolucja wymaga ofiar.

Kolega Ptr pyta: Czy będzie wojna między SKKW a TPKKD?
- Wojna nie, ale będzie taka walka o KrKD, że kamień na kamieniu nie zostanie.


Ad rem. Ten, kto z uwagą czytał poprzednią część sagi pochwalnej o ostatecznym rozwiązaniu kwestii zakrzaczeń wie, a kto nie czytał – się dowie zaraz, że najszybszą metodą pozbycia się ściętych krzaków jest ich zgrupowanie, poczekanie aż przeschną i utylizacja termiczna. Sam proces kremacji został już omówiony i ze względu na swą prostotę nie wymaga dodatkowych komentarzy. Dziś jednak zajmiemy się o równie istotnym zagadnieniem, mianowicie jak ekonomicznie i sprawnie transportować krzaki.




62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 5.

Zniechęcenie – to uczucie występujące, gdy wydaje nam się że ciężar przedsięwzięcia nas przerasta. Najczęściej jest tak gdy nie wierzymy we własne możliwości. Walczymy z krzakami mając ograniczone siły i mało czasu. Tniemy, tniemy, tniemy i już ręce nas bolą, a wciąż końca nie widać, choć łan położonych krzaków sięga horyzontu. I wtedy wdaje się w nas zwątpienie: nie damy rady tego wywieźć, nie mamy na to czasu, paliwa, sił... I tu poddajemy się najczęściej i usprawiedliwiamy przez wmówienie sobie, a zwłaszcza innym uczestnikom batalii, że nie trzeba wywozić tego szajsu. O destrukcyjnych skutkach takiego myślenia przy czyszczeniu terenu na GrKD już informowałem. Lecz znów powtórzę: wystarczy trochę zmodyfikować tradycyjne sposoby działania eliminując elementy, które w jakiś niewidoczny sposób absorbują ogromną część energii. Ale, przede wszystkim, uwierzyć że się da...

Wygrana wojna, to przede wszystkim kwestia transportu.

Najczęściej stosowaną metodą, gdy zachodzi potrzeba przewiezienia badziewia, jest, o czym wcześniej wspominałem, ładowanie go na platformy kolejowe w ramach wiosennego zrywu estetyzacyjnego. To, że taki zryw jest kłopotliwy gdyż wymaga angażowania paliwożernej lokomotywy, oraz o fakcie że nigdy na niego nie ma wystarczająco czasu, wszak ważniejsze sprawy są na głowie przed rozpoczęciem sezonu, tego wyjaśniać nie muszę. Zajmę się techniczną kwestią ładowania/rozładowywania krzaków.

Wersja tradycyjna: podjeżdża pociąg z platformą, ludzie gramolą się z kabiny i zaczynają wrzucać ksztole. Oczywiście wrzucają jak popadnie. I z jednej, i z drugiej strony lory. Jedne wzdłuż osi wagonu, inne w poprzek nie bacząc oczywiście, w którą stronę skierowane są końce (pisząc o „końcu” będę miał na myśli miejsce ucięcia). Platforma jest wysoka, warstwa charmęzi szybko rośnie osiągając ponad dwa metry od powierzchni gruntu, zatem, skoro nie jesteśmy w stanie kłaść towaru na wierzch, nastaje czas radosnego rzucania drapakami na górę licząc, że jakoś z tej sterty nie spadną. Wagon w mig zostaje załadowany powietrzem, wszak rosochate odrosty mają ogromną kubaturę. Pociąg rusza, gubiąc po drodze towar, który częściowo sam spada, bądź, gdy zahaczy o cokolwiek, jest ściągany.

Pociąg dojechał na miejsce i teraz następuje rozładunek. Znów każdą z gałęzi trzeba zdjąć i odrzucić. Zmieszane na platformie ścierwo plącze się, spada. Ktoś musi wejść na górę, nogi grzęzną mu w cierniach, ktoś inny odebrać i odciągnąć – Którą stroną podajesz debilu!? Połowa ludzi stara się robić, druga część kręci się robiąc zamieszanie, jakiś gość po ryju witką dostał... Armagedon.
Ale nie zaprzeczysz Czytelniku, że przecież tak wygląda każde zwożenie? Nic zatem dziwnego że żaden z zarządców nie go lubi.

Poniżej: Przykład niewykorzystania platformy. Krzaki rzucone są luźno, byle jak i pod kątem w górę, tak wysoko jak stojąc na ziemi dało się narzucić. Część z nich nie dojedzie na miejsce – w trakcie jazdy pospadają.



Drogi Czytelniku, widzę że zauważyłeś w powyższym akapicie nie jeden, a dwa problemy. Jeden to sama technika załadunku, a drugi to konieczność organizowania całej indywidualnej akcji. Postaram się wyjaśnić na czym zamysł racjonalizatorski mający na celu zmniejszenie strat energii może polegać. Ale dziś się skupimy tylko na kwestii technologicznej, bo istnieje jeszcze jedna, o wiele trudniejsza i niewygodna, ale o niej kiedy indziej.

Korona cierniowa.

Zostałem ostatnio posądzony przez jednego z Kolegów o naigrywanie się z Biblii. Jak ktoś nie rozumie różnicy między żartem a celową obrazą, to niech się obraża. Ja Biblię czytam, bo jest tam wiele mądrości. Ot choćby, jeśli chodzi o przewijającą się we wątku herbatkę pobudzającą horyzonty, to powiem Wam, że Pismo Święte dwa razy wspomina o piciu: raz o winie które rozwesela serce człowieka, drugi raz o wodzie gaszącej pragnienie osła.

We fragmencie Ewangelii o męce Pańskiej jest opis jak żołnierze Piłata wkładają na głowę Chrystusa „koronę” z cierni. W odzwierciedlających Pasję obrazach czy rzeźbach korona cierniowa przedstawiana jest jako gustowny, rzekł bym twarzowy, wianek z podwójnego, bądź potrójnego splotu równych, cienkich gałązek z kolcami. W rzeczywistości nakładanie cierni na głowę, jako sposób humiliacji i zadania delikwentowi dodatkowego cierpienia było stosowane dość powszechnie w różnych innych, poza opisanym w Biblii, przypadkach, zaś trudno domniemywać że komuś by się chciało produkować specjalnie, nawet dla tzw. beki, takie fajne o-ringi na głowy skazańców.

Technologia maltretowania była dość prosta: na dyńce koleszki przytrzymywano wiązkę gałęzi, bądź krzak jakieś tarniny a następnie napierdzielano kijami od góry weń odpowiednio, że gałązki zbijały się i wzajemnie przeplatały, zaś ciernie stabilizowały położenie kasku wbijając się w skórę koronowanego. Zatem podstawą konstrukcji czapy były, można powiedzieć, sfilcowane patyki.
A gdyby tak skorzystać w działaniach infrastrukturalnych z mądrości Pisma Świętego?...

Pochwała Wmc/d-ty.

Ustaliliśmy już, że zwożenie platformą jest nienajlepsze gdyż: potrzeba lokomotywy, maszynistów, platforma jest wysoka, co utrudnia załadunek, wyładunek jest mozolny, ale czemu upierać się przy platformie, skoro mamy o wiele lepszy pojazd?

Najczęściej używanym na kolejach wąskotorowych środkiem transportu szynowego jest drezyna, a dokładniej wózek motorowy made by WMD Koronowo. I to z jej zalet takich jak nieduża wysokość podłogi paki, tylna burta, czy mobilność należy korzystać. Opiszę poniżej jak efektywnie wykorzystać te cechy.

Drezynę do wożenia ksztoli trzeba przygotować. Mianowicie paka musi być całkowicie pusta. Jeśli w podłodze są jakieś dziury lub wyrwane deski to trzeba by je zabić blachą, aby powierzchnia ładunkowa była jak najbardziej gładka – ma to kolosalne znaczenie przy rozładunku. Taka ogólna dygresja: wuemcety mają oryginalnie podłogi z calowych desek dębowych najczęściej mocno już zużytych. Ja polecam, jeśli jest taka możliwość, aby zastanowić się czy nie pokryć dna skrzyni sklejką wodoodporną.  Wymiana całości to wydatek 500 zł, a jakość użytkowania jest nieporównywalna.

Gdy mamy sprzątniętą część ładunkową boczne burty boczne opuszczamy, ale tylną zastawkę zostawiamy.
Załadunek przebiega w ten sposób, że ustalamy najpierw na którą stronę będziemy cały towar zrzucać. Piszę zrzucać całość, gdyż trzeba mieć świadomość, że nie będzie możliwości rozczepienia krzaków po załadunku wykonanym wedle poniższej instrukcji. Słowem cała wywieziona porcja będzie zwalana na bok jako jedna kostka. I z tej strony mają się znaleźć końce drzewek.

Teraz narzucamy około metrową warstwę krzaków i na górę wchodzi gość, którego zadaniem będzie ciągłe deptanie i ewentualnie układanie dalej podawanych roślin.
Ważna sprawa dotycząca bezpieczeństwa: aby nie zrobić zarówno preserowi jak i podającym krzywdy należy kłaść krzaki jedynie od strony na którą będzie się towar zrzucało. Jeśli ścięte zielsko znajduje się po drugiej stronie drezyny, to niestety trzeba je przenosić naokoło pojazdu, gdyż rzucenie nim jak oszczepem przez pakę może zranić podawacza stojącego z drugiej strony. Piszę tak na wszelki wypadek, gdyż sam odchorowałem skutki takiego pomysłu racjonalizatorskiego.

Gałęzie nakładamy równymi warstwami tak, aby człowiek na górze nadążał je udeptywać. Zaręczam, że kto spróbuje tak robić zdziwi się, że jeśli dobrze, systematycznie rusza się girami sprężając gałązki to można zielska doładowywać, doładowywać, doładowywać a poziom towaru się prawie nie podnosi.

Granicą ściśnięcia będzie utwardzenie się na tyle splecionego chrustu, że przestaje się on uginać pod ciężarem deptacza, zatem oprócz tego, aby zabieg prasowania wykonywany był maksymalnie gęsto i na całej powierzchni paki, a nie tylko na środku, ważnym jest, aby nie dawać do tej roboty jakiegoś czterdziestokilogramowego chuchra. Od razu zaznaczę też, że do tego działania trzeba mieć naprawdę dobrą kondycję.

Poniżej: Kto czytał tekst powyżej, ten wie, co zdjęcie ma przedstawiać.



Ile krzak ma wystawać w bok? Jeśli chodzi o stronę końcową, na którą będziemy starali się zwalić – niech będzie ona maksymalnie wysunięta – na tyle, na ile przeszkody pozwalają. Metr, półtora. Chodzi tu o to, aby z jednocześnie nie zaczepić konstrukcją krzakową o coś stojącego przy torze, ale mieć też ułatwiony rozładunek.
Ze strony szczytów swobodnie można przyjąć, że i na dwa metry może wiecheć wystawać, wszak kłąb krzaków trzyma się naprawdę mocno, a cienkie gałązki będą się poddawać. Ta uwaga nie dotyczy dzikich gruszek i starych gałęzi olch, które się łatwo kruszą i których z tego powodu nie należy mocno wysuwać.

Ile ładować? Warstwa sprasowanych krzaków powinna być możliwe wysoka, wszak zwiększając jednostkowe porcje, będziemy mieli oszczędność na transporcie, jednak należy się w tym działaniu liczyć też z naszymi możliwościami, jeśli chodzi o siły do zrzucenia.

Unloading.

Pierwszy krok: Po ustawieniu drezyny w miejscu właściwym i jej zahamowaniu pracownicy równomiernie rozstawiają się po stronie zrzutu i łapią za końce, po czym indywidualnie upewniają się czy nie będą ciągnąć za coś, co zaraz wyskoczy, czyli sprawdzają że krzak pociągowy jest pewnie zakotwiony w kłębie. Od razu mówię: jak się robotę załadunku olewało i słabo dolne warstwy ubijało, to badyle będą wychodzić.
Teraz trzeba się naprawdę ostro zaprzeć – najlepiej zatańczyć kankana opierając się jedną nogą o otwartą burtę.



Dwa: Jeden z pracowników zaśpiewuje rytmicznie „eeej..., rup!” celem koordynacji ciągnięcia. Przesunięcie półtonowej korony cierniowej wymaga dużej siły i równomiernych pociągnięć. Zwykle pierwsze dwie-trzy próby powodują tylko lekkie poruszenie stosu, szczególnie jak podłoga na pace jest nierówna. Nie należy się tym zrażać, tylko rytmicznie i silnie działać dalej. W pewnym momencie ładunek zaczyna się przesuwać. Im bardziej środek ciężkości przybliża się do krawędzi paki, tym łatwiej porcja zielska sunie. Trzeba tak umiejętnie przerwać pociąganie, aby całość ksztoli zatrzymała się balansując na krawędzi. Pracownicy środkowi teraz ustawić się muszą w pozycji gotowej do ewakuacji.



No i wszystko, jak sukces starań porządnej ladacznicy, zależy od jednego, równomiernego, ale zdecydowanego i stanowczego pociągnięcia. Gdy całość zaczyna lecieć, ciągną tylko ci stojący po bokach kostki, a środkowi spier...



Trzy: Wszyscy ustawiają się za wiechciem i spychają opartą końcami o grunt koronę, aby się wywróciła „na plecy” (czy paczka krzaków może mieć plecy?). Dobrze, aby część zrzucaczy pchała również górę stojąc na pace drezyny, wszak pamiętajmy, że to kilkaset kilo drewna, zaś góra, pomimo że wiotka, to jednak dłuższa dźwignia. Finalnie jednak rozpęd przewracającemu się snopkowi nadają ci operujący z dołu.



Mamy zatem towar rozładowany na wywrotnicy bocznej. Tu widać jak korzystnie wpływa położenie toru na nasypie, o którym onegdaj pisałem. Za pewien czas pryzma oklapnie (jak nie, to się ją przydepcze) i będzie można dokładnie tym samym sposobem drugą wierzchnią warstwę dorzucić, choć będzie wymagało to trochę więcej zręczności, ale od czego jest trening?



Cztery: Ostatnią czynnością wieńczącą dzieło transportowe jest podepchnięcie końców krzaków tak, aby nie przeszkadzały ludziom przemieszczającym się przy torze. Ja wiem, że przy torze nie wolno poruszać się postronnym, ale nie bądźmy tacy prawi i sprawiedliwi, bo zwyczajnie wiadomo, że sami byśmy nie chcieli, ot choćby wracając z jakiejś herbatki, nadziać się na taką atrakcję. Korektę skrajni też najłatwiej przeprowadzić kolektywnie na sygnał głosowy „eeej..., rup!”.



I takeśmy rozładowali drezynkę.
Może ten odcinek nie jest jakiś specjalnie emocjonujący, bo co tu gadać – co w wożeniu krzaków może rajcować, ale zdradzę tajemnicę że w następnym odcinku (spokojnie, jeszcze tylko trzy i będzie koniec wykładów – zaczniemy zajęcia praktyczne) opowiem coś o przełamaniu kolejnych zakorzenionych, niczym tematyczny krzak, przyzwyczajeń które powodują niepotrzebne zwiększenie nakładów pracy. Porozmawiamy o sprzęcie właściwym do wycinki, bo nie o to chodzi, aby się narobić, ale by zrobić.

Czyli będzie o ostrym rżnięciu!
Zapisane

Bo ja tam jestem gwiazda
I ze mną jest jazda -
Wszak jam jest Jan Niezbendny.
Hal9
Mechanik
***
Długość toru:: 179 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #103 : 24 Styczeń 2016, 19:58:08 »
0

Nie wymądrzając się, ale mam pewną radę:

http://allegro.pl/kosiarka-bijakowa-rozdrabniacz-na-wysiegniku-raty-i5923540263.html
http://allegro.pl/kosiarka-do-poboczy-bijakowa-ducker-unimog-i5945196579.html
http://allegro.pl/kosiarka-bijakowa-wysiegnikowa-ozamet-de480-i5931248960.html

Skoro już usunięto krzaki, a na pewno odrosną to trzeba by pomyśleć by temu zapobiec.
Takie ustrojstwo lub lepiej z napędem hydraulicznym z łatwością można zamocować na drezynie.
Skosi krzaki, krzaczki, badyle, trawę.
Kiedyś w mojej okolicy kosiła drogi "normalna" firma. Dawałem chłopakom 100 + zgrzewka piw i takim ustrojstwem  kosili mi nieużytek oraz drogę która notorycznie zarastała tarnina (zabieg 2 razy w roku i spokój). Po jakim czasie sami wiedzieli gdzie skosić i podjeżdżali po dom po wypłatę. Niestety teraz przetarg wygrała inna firma ....
Wracając do meritum to by wam załatwiło sprawę, przynajmniej tak myślę.

Drezyna + kosiarka ze cztery przejazdy (po dwa na każdą stronę) a co zostanie zgnije ekologicznie.
Zapisane
andrzej2110
Minister
******
Długość toru:: 2614 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #104 : 24 Styczeń 2016, 21:21:54 »
0

Musiał by to być taka z ostatniego linku na wysięgniku. Poza tym drezyna raczej jej nie utrzyma a już na pewno nie da mocy do napędu noży. Musiała by być zamontowana na Lxd2 lub Lyd2.
Zapisane

Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym,
ani każdym innym następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie pr
Vincent
Nowicjusz
*
Długość toru:: 38 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #105 : 24 Styczeń 2016, 22:59:25 »
0

Cytuj
Poza tym drezyna raczej jej nie utrzyma a już na pewno nie da mocy do napędu noży.

A może konkretniej - podaj mi proszę masę własna drezyny i ciągnika to porównamy?
A co do mocy to minimalna moc ostatniej z linku to 60KM. Dlaczego twierdzisz, że drezyna nie pociągnie?
Zapisane
andrzej2110
Minister
******
Długość toru:: 2614 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #106 : 24 Styczeń 2016, 23:19:22 »
0

Koszą u mnie rowy takimi na wysięgniku. Chodzi w tym ciągnik ponad 100km. Przy ruchach wysięgnika buja ciągnikiem a masa i rozstaw kół jest większy w ciągniku niż w drezynie.
Zapisane

Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym,
ani każdym innym następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie pr
Vincent
Nowicjusz
*
Długość toru:: 38 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #107 : 25 Styczeń 2016, 08:51:54 »
0

Cytuj
a masa i rozstaw kół jest większy w ciągniku niż w drezynie.

a ja chciałbym się dowiedzieć od Ciebie jaka jest masa własna drezyny?
Zapisane
lisiogonek
Mechanik
***
Długość toru:: 292 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #108 : 25 Styczeń 2016, 17:25:26 »
0

Masa drezyny Wmc to jest na pewno ponad 5 ton . Andrzej uważa że rozwiązanie napędu tej kosiarki powinno być rozwiązane na modłę agregatów traktorowych, ale z pewnością nie tędy droga. Taki agregat musi mieć własny silnik niezależny od napędu jezdnego drezyny.  Co do zawieszenia tego urządzenia : z całą pewnością  trzeba zawiesić poniżej środka ciężkości, być może dobrym rozwiązaniem byłaby dodatkowa rama pod ramą nośną?
Zapisane

TWKP : LKM 26004 - już pod parą!
aronek
Zawiadowca
****
Długość toru:: 310 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #109 : 26 Styczeń 2016, 15:11:39 »
0

Można też zrobić przeciwwagę wysuwaną w momencie kiedy ramie jest wysunięte daleko.
można również zamocować silnik z przesunięciem od osi drezyny, i swoją masą będzie choćby częściowo kompensował masę ramienia. + przeciwwaga. tylko w tym wariancie ramie mogłoby pracować tylko na jedną stronę, a zmiana strony roboczej wymagałaby przesunięcia silnika, lub obrócenia drezyny.
Zapisane
andrzej2110
Minister
******
Długość toru:: 2614 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #110 : 26 Styczeń 2016, 17:08:58 »
0

Kosiarka ma i tak przeciwwagę ale i tak buja ciągnikiem. Amorek zwróciłeś uwagę na jedno rzecz o której zapomnieliśmy. Te kosiarki koszą tylko z jednej strony. Drezynę trzeba by było obracać.
Co do masy drezyny to nie znam jej ale nawet przy tej samej masie drezyna ma o połowę mniejszy rozstaw niż ciągnik.
Zapisane

Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym,
ani każdym innym następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie pr
janeczek
Dyrektor
*****
Długość toru:: 915 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #111 : 26 Styczeń 2016, 22:11:21 »
+6

Amorek zwróciłeś uwagę .....
.... no, no ..... zachciewa się.  Mrugnięcie
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3880 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #112 : 06 Marzec 2016, 17:53:41 »
+11

Jedną z cech odróżniających człowieka od pozostałych przedstawicieli królestwa zwierząt jest zdolność wytwarzania i wykorzystywania narzędzi. To bardzo ważna umiejętność, o której, niestety, często zapominamy stawiając na pierwszym miejscu możliwości samych rąk.

Jak ścięte wywozić – o tym był poprzedni odcinek. Dziś skupimy się na tym czym to ściąć, ale najpierw listy od Czytelników.
Powyżej jeden Kolega zasugerował że trzeba użyć hydraulicznej kosiarki bijakowej na wysięgniku. A ja napiszę szczerze: ten pomysł z kosiarką to Fa albo Biały Jeleń. Mydło, piana, bąble. Służy jedynie mydleniu oczu. Bo jak kogoś nie stać na dwóch pracowników z kosami, każda za 2,5 tysia, to jakim cudem stać będzie go na dwóch pracowników z kosiarką za 50 tysięcy? Dodam, że zielsko tak samo szybko odrośnie czy się je skosi taką kosiarką czy też kosą. Tak więc moim zdaniem sprawa z kosiarką prowadzi raczej do tego, że skoro nie mamy tych 50.000, to mamy usprawiedliwienie przed całym światem dlaczego może nam zielsko rosnąć po pas.

Inny Kolega pisze: „Twoje wypracowanie na temat krzaków jest fajne, ale odnosi się do sytuacji kiedy masz pracowników i dbasz o ich maksymalną wydajność”. Oczywiście, że tak jest gdyż: po pierwsze, jak się nie ma pracowników to się roboty nie zrobi – same, to krzaki jedynie rosną. Po drugie, to chyba jasne dla każdego, że w interesie pracodawcy jest to by pracownicy najemni czy wolontariusze pracowali wydajnie. A zwłaszcza, gdy nie ma ich za wiele, nad wydajnością pracy należy się szczególnie skupiać.
I właśnie o narzędziach i technikach zwiększających skuteczność działania pisać dziś zamierzam.

62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 6.

Teoria szczupłego zarządzania którą przywołał Kolega Zgroza mówi jasno: organizuj tak pracę, aby uniknąć jakichkolwiek niepotrzebnych działań pracownika i zmniejsz do minimum wysiłek fizyczny potrzebny do wykonania czynności przez zastosowanie właściwych narzędzi.

Tak, Koledzy – najwięcej problemów sprawia personel, najmniej – maszyny, dlatego nimi zastępuje się coraz częściej ludzi. Im wyższy stopień zmechanizowania pracy i im lepiej dobrany pod względem właściwości jest sprzęt, tym szybciej i łatwiej praca idzie. Szybciej i łatwiej, znaczy taniej. Czas jest pieniądzem – to znane i bardzo ważne przykazanie.

Niestety, jak historia pokazuje, często woli się zatrudnić więcej osób niewyposażając ich w wydajne narzędzia, niż te pieniądze ulokować w maszynach zastępujących ludzki wysiłek. Najlepszym przykładem jest budowa piramidy Cheopsa. Ze względu na skąpstwo faraona, który powiedział że nie wynajmie dźwigu bo dźwig jest drogi, a on przecież ma ludzi którzy na plecach te klocki pownoszą, budowano ją 20 lat.

Przebrzmiałe tango: sekator.

Dawno, dawno temu na GrKD podstawowym sprzętem do usuwania krzaków był sekator – bo niewiele kosztuje. Kupowano zatem po kilka co roku, oczywiście takich dużych, ale najtańszych i co roku wściekłość ogarniała księgową że trzeba kupować nowe bo stare się połamały. Potem postawiono na sekatory profesjonalne, które częściowo dotrwały do dziś z racji że są przeznaczone do pracy a nie do zabawy.

Poniżej: przykład niewłaściwego jakościowo narzędzia. Sekator posiada jedną rękojeść z rurki hydraulicznej bo oryginalna się połamała, jest pokrzywiony od nadmiernych sił potrzebnych do pracy. Takie narzędzie jedynie zwiększa wysiłek pracownika.



Sekator ma oprócz taniości ma jeszcze zaletę: może go obsługiwać nawet małpa – taka myśl dawniej panowała, zatem wyposażano krasnali w owe szczypce wciąż dziwiąc się że krzaki rosną jako w niebie, tak i na ziemi. Niestety nikt nie pomyślał o wadach sekatorów, które to plusy ujemne przyćmiewają te dodatnie. Są to, przede wszystkim, konieczność użycia znacznej siły i relatywnie wąski zakres stosowania.

Pierwsza wada zwyczajnie męczy człowieka. Druga sprawa jest znacznie poważniejsza, bo powoduje robotę „do połowy”. Najlepsze sekatory profesjonalne dadzą sobie radę z wałkiem o średnicy 45mm. Większa gałąź zwyczajnie nie wejdzie, a nawet jakby weszła, to siła potrzebna do przecięcia jest gigantyczna. Co więc pracownik robi? Po prostu unika cięcia takich średnic chlastając krzak nie przy samej ziemi a pół metra nad nią, tym bardziej, że nie potrzeba się wtedy schylać. I zostają takie pale po kolana. Oczywiście można powiedzieć, że ktoś inny przyjdzie później z piłą i obetnie kikuty, ale nie oszukujmy się: to „później” zazwyczaj jest zaplanowane na następny dzień po zamilknięciu orkiestry z Tytanica.
W drugą stronę, jeśli mowa o średnicach, też to działa – otóż każdy robol wie, że szkoda schylać się do takiego cieniasa jak palec, zatem mniejsze pędy również zostają.

Jest jeszcze jedna kwestia związana z bezpieczeństwem. Tnąc drzewko pracownik nie układa sekatora równolegle do powierzchni ziemi, tylko tnie stojąc, zatem ścina łodygę pod kątem ostrym tworząc jednocześnie wietnamską pułapkę w postaci wystającego z ziemi ostro zakończonego kołka, który gdy ktoś na niego stanie lub fiknie, z pewnością zadziała.

Podsumowując – dawno już zaprzestano na GrKD używania sekatorów do dużych czyszczeń, ze względu na małą wydajność i brak możliwości usunięcia wszystkich zarośli. Doświadczenia dowiodły, że są o wiele lepsze i szybsze sposoby, i o nich teraz będzie.

Kosa, co na kamień trafiła.

Pierwszym pomysłem na mechaniczne wycinanie krzaków było zastosowanie tarczy pilarskiej do kosy spalinowej. Już pierwsze użycia wykazały jak bardzo niebezpieczny jest to sprzęt gdy się pracuje w grupie, co jest przecież nieodłącznym standardem.

Otóż przy cięciu nisko nad ziemią, jeśli w zasięgu pracy tarczy pojawi się kamień lub szklana butla, a wiadomo, że zarośnięte pobocza kolejowe pełne są bachicznych pamiątek, następuje zarzucenie całej okolicy ostrymi odłamkami kaleczącymi innych pracujących. Niebezpieczeństwo czaiło się także w ogromnej bezwładności wirującego dysku, którego nie można szybko zatrzymać, zaś gdy pomocnik operującego kosą podczas odbioru krzaków nie zsynchronizował się z operatorem potrafiła się polać krew.

Słowo o owym pomocniku – bez odbierania wiechci nie ma możliwości prowadzenia prac, to tylko na reklamach pilarz sam wycina hektary młodych osik, w rzeczywistości jak się tnie robinie, ałycze czy tarniny cały czas ktoś musi materiał usuwać z pola pracy. Często operator stara się odepchnąć splątane gałęzie pracującym narzędziem, co przy dużej długości sztycy powoduje niekontrolowane zamachy wirującego ostrza i trącenie pomagiera jest murowane.

Bardzo szybko, może po miesiącu prób, właśnie ze względu na urazy i zagrożenie bezpieczeństwa cięcie tymi tarczami zostało zarzucone na GrKD.

Poniżej: jak ktoś uważnie czytał powyższy fragment, to wie co zdjęcie przedstawia.



Ktoś krzyknie: - To nie można było przeszkolić pracowników, aby nie stwarzali zagrożenia przez swe nieodpowiedzialne zachowania? Odpowiem: - Niestety, życie pokazało że nie.
Pracownikami do sprzątania terenu są najczęściej osoby sprawiające wrażenie brakującego ogniwa w ewolucji między małpami a ludźmi, którym długo można mówić o BHP, a one i tak po swojemu robić będą. Dlatego, skoro nie można było zmienić ludzi, dla bezpieczeństwa należało przejść na maszyny o mniejszym zasięgu rażenia, czyli pilarki łańcuchowe.

Niefunkcjonalna drwalska piła.

Mechanizacja piłowania zawitała na GrKD niby wcześnie, ale jednocześnie w sposób który ją na starcie źle zaprezentował. Taka mała dygresja – jeśli wprowadza się nowe, należy zadbać aby wjazd był efektowny i stwarzał długo mocne wrażenie że zmiana jest korzystna, bo inaczej przez długi czas będzie się za autorem racjonalizacji ciągnąć smrodek złośliwych komentarzy o chybionym pomyśle.

Została zakupiona piła spalinowa. Tradycyjna, dwuręczna, nawet dobra, duża, drwalska piła, tylko że... no właśnie, miała ona sobie radzić jedynie z dużymi drzewami, zaś do reszty nadal był przeznaczony sekator. Ponadto ktoś stwierdził, że w odróżnieniu od nożyc, piłą mogą pracować tylko niektórzy, a jak ich nie ma, to użycie jest zabronione. Tak więc tą piłą cięto jedynie sporadycznie, zaś sama praca wymagająca zaangażowania obu rąk pilarza, zatem powodująca konieczność dodawania drugiej osoby do przytrzymywania drzewek, też nie powalała wydajnością, co miało dowodzić że kupno kolejnych warczących sprzętów jest bezsensowne.

Jak zwykle w takich ewolucjach o zmianie zadecydował przypadek a dokładniej wypadek. Podczas ścinania gałęzi z drabiny pracownik, który pracując oburącz ciężką piłą zatem nie mając możliwości przytrzymywania się pnia, stracił równowagę i spadł dość mocno się turbując. Piła po tym wydarzeniu również posiadała poważne uszkodzenia, zatem zaszła konieczność zakupu nowej. Tutaj jednak rozsądek praktyków zasugerował, aby nabyć sprzęt lżejszy i przeznaczony do obsługi jedną ręką. Nabyta została pierwsza pilarka specjalistyczna do pracy w koronach drzew tzw. gałęziówka.

Terminator.

Już pierwsze użycia tego wynalazku wykazały że ten typ narzędzia to strzał w 10. W założeniach pilarka miała być używaną do cięcia gałęzi na wysokości, ale natychmiast okazała się równie przydatna jako w niebie, tak i na ziemi.

Lekka, zwinna, poręczna. Zajmuje tylko jedną dłoń, zatem operator drugą może popchnąć, podnieść, odrzucić cięty badyl. Słowem gałęziówka oszczędzała pracę pomocnika, a zatem nie było konieczności, aby kręcił się w pobliżu czyli zwiększało się bezpieczeństwo. Krótka prowadnica umożliwiająca precyzyjne operowanie – więc przycinanie pniaków przy samej ziemi. Maszyna leży wygodnie w dłoni, zatem operator, co jest bardzo ważne, śmiało może pracować w kuckach.

Z czasem okazało się że właściwie każdy średnio-myślący krasnal jest w stanie nauczyć się obsługiwać takie pilarki, zatem ich ilość w sześcioosobowej brygadzie wzrosła do trzech sztuk – stosunek jedna piła na dwóch pracowników jest to optimum i nie ma sensu go przekraczać, gdyż nie zapominajmy że jednak krzaki trzeba zebrać, załadować na drezynę, wywieźć etc. a do tego też rąk potrzeba.



Tak, szanowny Czytelniku, to właśnie ta niepozorna piłka zrobiła prawdziwą rewolucję na GrKD. To również dzięki niej wycinka ksztoli zwiększyła prędkość dwu, a nieraz nawet trzykrotnie. Człowiek wyposażony w ten sprzęt i zmotywowany przez brygadzistę porannym opierdolem stawał się cyborgiem – terminatorem z piłą zamiast jednej ręki którego misją była wyłącznie rzeź. Wiedziony prymitywnymi instynktami z mózgiem nastrojonym wyłącznie na chlastanie z przerażającą siłą parł nieustępliwie naprzód w swym śmiertelnym transie niszcząc wszystko co było rośliną na swej drodze i pozostawiając jedynie posypaną trocinami łysą ziemię. Jęk silnika pracującego na najwyższych obrotach wił się wśród lamentów ścinanych kłączy, chrzęst powalanych łodyg wtórował temu krwawemu rytuałowi niczym szczęk oręża w morderczej walce rycerzy, piana ściekająca z operatorskich kącików ust mieszająca się z fontannami drzewnej tkanki dopełniały całości sceny armagedonicznego spektaklu w teatrze eksterminacji. A gdy zamilkły motory i opadł tartaczny kurz na pobojowisku śród skapujących sokiem brzozowym kikutów drzew sparaliżowana strachem ludzkość ujrzała sylwetki 3 jeźdźców śmierci i ich drezynę.
Uch, ale się nakręciłem!...

Panowie! Taka jest prawda, że sukces zależy od optymalizacji metod by do wytworzenia produktu końcowego pracownik musiał zużyć jak najmniej czasu i energii. Ja się przekonałem, i pragnę przekonać Was, że inwestycja w właściwie dobrane narzędzia zwraca się bardzo szybko i jest inwestycją pewną.
Zaś, niestety, z inwestycjami w zasoby ludzkie różnie to bywa, ale zazwyczaj efekt oscyluje w widełkach między: źle i bardzo źle.

I o gospodarowaniu tymi zasobami będzie następny, ostatni odcinek serii o 62. tajemnicy wszechświata.

Pozdrawiam tych, którzy nie zwątpili i wytrwali w czytaniu do końca!
Zapisane

Bo ja tam jestem gwiazda
I ze mną jest jazda -
Wszak jam jest Jan Niezbendny.
Hal9
Mechanik
***
Długość toru:: 179 m

W terenie W terenie


« Odpowiedz #113 : 07 Marzec 2016, 21:18:06 »
0

To ja pisałem o kosiarce hydraulicznej. Nadal podtrzymuję swoją wizje że by się sprawdziła. Jednak jak wykazał Kucyk się nie sprawdzi bo nie ma miedzi ....

Sam w pracy zmagam się z krzaczorami, trawą i innym zielskiem. Znam problem niedostatku pieniędzy, nieodpowiedzialności załogi i niefrasobliwości naczelstwa. Do ogarnięcia jest kilka hektarów terenu.
Co roku kupujemy 1-2 kosy marki DEMON. Zakup porządnej maszyny w sferze marzeń bo droga .... Uratowałem od złomowania i naprawiłem C-360 więc sporo ręcznego koszenia odpadnie. Problemem jest kto nim będzie jeździł. Mam do dyspozycji pracowników przysyłanych z robót interwencyjnych itp. Niestety nie mogę im dać do ręki żadnego sprzętu bo strach. Moi pracownicy zwykle mają swoje obowiązki i nie mogę ich odrywać od tych prac. W zeszły tygodniu umyślałem sobie robić porządki na grobli. Efekt trzeba ruszyć dupcię zza biurka, ubrać robocze łachy wziąć pilarkę iść wyciąć, a interwencyjni posprzątali.

Wniosek ogólne dziadostwo i brak pieniędzy powoduje jeszcze większe dziadostwo i większe wydatki....

PS. Taka pilarka jest rewelacyjna do "machania" miałem McCollucha z USA:
http://olx.pl/oferta/pila-mcculloch-o-mocy-2-0-km-galeziowka-super-stan-CID628-IDcztY3.html
idealna do takich prac.
Zapisane
Vincent
Nowicjusz
*
Długość toru:: 38 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #114 : 07 Marzec 2016, 21:32:34 »
+1

Co roku kupujemy 1-2 kosy marki DEMON.

bogata firma, nas nie stać na kupowanie tanich rzeczy :-)
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3880 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #115 : 12 Marzec 2016, 23:13:00 »
+7

„Sprawne zarządzanie jest warunkiem powodzenia masowej eksterminacji.”

Te słowa Reinharda Heydricha były mottem zorganizowanej konferencji w Wannsee na której przedstawiciele wszystkich głównych resortów nazistowskich Niemiec zebrali się aby ustalić szczegóły techniczne ludobójstwa które miało doprowadzić do całkowitej eliminacji europejskiej ludności żydowskiej. Efektem tej iście niemieckiej solidności w planowaniu i szczegółowym opracowaniu logistyki było przeistoczenie się nieskoordynowanego mordowania związanego z aktualnymi działaniami wojsk w zorganizowany przemysł śmierci o gigantycznej wydajności który sprawnie, systematycznie i, co najważniejsze, planowo - zgodnie z założeniami zgładził 6 milionów Żydów.

Sprzęt i ludzie to narzędzia do wykonania przez zarządcę misji zwalczenia roślinności. O sprzęcie była mowa poprzednio – dobrze dobrany pod kątem zadań które ma się nim wykonać i optymalny pod względem właściwości zwiększa kilku czy kilkunastokrotnie wydajność pracy zmniejszając jednocześnie wysiłek pracowników. Niestety, to właśnie od tych ostatnich najwięcej zależy, bo ludzie są tylko ludźmi, a zatem istotami grzesznymi...

62. Tajemnica Wszechświata, czyli rzecz o mechanicznym zwalczaniu roślinności. Część 7. Ostatnia.

W działaniach prowadzonych dawniej na GrKD termin „zarządzanie pracą” nie istniał. Pisałem w poprzednich odcinkach, że robiło się akcje odkrzaczania chaotycznie, przy użyciu przypadkowego sprzętu i w nieskoordynowany sposób, zatem przynosiły one chaos w funkcjonowaniu kolei, oraz przypadkowy i mierny efekt. Próby wprowadzania konsekwentnych sposobów działania, a co ważniejsze eliminowania nieefektywnego wykorzystania czasu pracy spowodowały duży postęp, jednak tak naprawdę sukces zależał od przekonania ludzi do stosowania odpowiednich metod aby wprowadzanie zmian stało się nie nowością, a standardem.

Mówiąc wprost: jeśli zarządca chce mieć porządnie utrzymaną kolej, a dysponuje szczupłymi środkami finansowymi, musi wprowadzać metody mające na celu zapewnić dużą prędkość pracy i unikanie zbędnych ruchów. Czyli znów wracamy do Zgrozowego lean management’u – zasad szczupłego zarządzania.

Henry Ford a sprawa zielska.

Usuwanie roślinności to zawsze praca zespołowa. Jeśli człowiek w takiej drużynie wykonuje pracę samodzielnie, to pracuje swoim tempem. Porównam taką sytuację do rodziny kaczej pływającej swobodnie po stawie. Kręcą się to tu, to tam, różne ruchy wykonują, tu się ktoś zaduma, tam usiądzie, etc. Pracy takiego swobodnego pracownika nie można łatwo kontrolować, bo ktoś musiałby stać nad każdym z zawodników aby się nie zadumał, nie usiadł i by zagęszczał ruchy.

Praca taśmowa, to tak jakby małe kaczki na kwaknięcie kaczki-prezesa ustawiły się gęsiego i zaczęły płynąć. Płyną wszystkie równo, sprawnie i sprawiedliwnie, jednym tempem i w jedynie właściwym kierunku narzuconym przez lidera. A te które nie nadążają, bądź się wyłamują, zjada szczupak Antoni. To właśnie zauważył Ford że aby produkować wydajnie należy ludzi ustawić w łańcuch gdzie prędkość każdego ogniwa jest związana z szybkością pracy całego zespołu, co daje możliwość narzucenia każdemu tej prędkości. Patrząc z drugiej strony to linia będzie tak szybka jak jej najwolniejsze ogniwo, czyli łatwo stwierdzić kto opóźnia i nie potrzeba do tego nadzoru, gdyż sami pracownicy to widzą i sami nie będą dopuszczać do zastojów odpowiednio poganiając marudera.

Już słyszę te głosy jakoby Kucyk – krwiopijca niczym dawny burżuj chce eksploatować biedny lud pracujący wyzyskując ich ponad siły. W sumie tak jest bo skoro płacę, to mam prawo wymagać, ale przy okazji wrócę znów do pana F.
Wiecie czemu komuniści nienawidzili Henry’ego Forda? Bo wybił im z ręki argument. Otóż komunizm u swych podstaw miał doktrynę wedle której szczęście na Ziemi zapanuje gdy biedny robotnik powstanie z kolan i zdepcze bogaczy. Symbolem gnębienia robociarzy miał być powóz utożsamiany z jaśniepaństwem. A Ford sprawił że zwykły robotnik mógł kupić sobie samobieżny powóz – słynny model T. A czemu tak się stało? Bo Ford dążył do doskonałości w produkcji, by żaden wysiłek robotnika nie marnował się, co pozwalało generować zyski, temu robolowi dobrze płacić i produkować tanie samochody. Tak podwaliny komunizmu trafił szlag. I ja wychodzę z założenia, że za dobrą pracę można więcej płacić, bo firma zmniejszyć może nakłady, co generuje zwiększenie zysku, które to zwiększenie pracownicy mogą odczuć w postaci premii jeśli, oczywiście, zasłużą.

Niedbały robi dwa razy.

Proponuję w ramach gimnastyki o przeprowadzenie takiego ćwiczenia z zakresu logistyki, mianowicie przeanalizujmy pod kątem wykorzystania zasobów 2 scenariusze krzakobrania. Dla uproszczenia załóżmy, że będziemy krzaki na miejsce walenia w wał zwozić tym samym pojazdem jaki używany jest do transportu (eks)terminatorów, czyli Wuemcetą w dizlu.

Rozpatrzmy dwie wersje: 1. tradycyjną, z rozdziałem państwa od kościoła, czyli wycinki od zwożenia; i 2. zmodyfikowaną przez połączenie czynności.

Wersja 1. oddzielna:

1.   Ludzie się zbierają;
2.   Drezynka jedzie na miejsce, ludzie wysiadają i zaczynają robotę;
3.   Krzaki zostają ścięte;
4.   Drezynka wraca, fajrant;
5.   Ludzie się zbierają;
6.   Drezynka wyjeżdża, dojeżdża, ludzie wysiadają i zaczynają robotę;
7.   Pracownicy odrzucone wcześniej krzaki ładują i zwożą;
8.   Drezynka wraca, fajrant.

Wersja 2. sprzężona:

1.   Ludzie się zbierają;
2.   Drezynka jedzie na miejsce, ludzie wysiadają i zaczynają robotę;
3.   Krzaki zaczynają być cięte;
4.   Część pracowników ładuje krzaki i zwozi, reszta tnie dalej / szykuje towar pod załadunek;
5.   Drezynka wraca, fajrant.

O czasie dojazdu i paliwie nie ma co dywagować – wersja nr 2 jest oszczędniejsza, zwłaszcza dla dużych dystansów. Oczywiście oszczędność ta jest częściowo niwelowana spadającą wydajnością, bo jednak wywózka spowalnia samą wycinkę absorbując część siły roboczej, ale jest to niewielki spadek. Zaraz opowiem, dlaczego.

Czemu akurat kładę nacisk na „ludzie się zbierają”, „ludzie zaczynają robotę”? Bo każdy, kto zna ten moment z autopsji wie, że potrafi minąć godzina zanim się całe towarzystwo zmobilizuje, obudzi, popali... A to ktoś sobie przypomniał że jeszcze paliwo trzeba naszykować, piłę zatankować, łańcuch poostrzyć, znów ktoś wczorajszy niedojedzony pasztecik podlaski dupskiem po siedzeniu drezyny rozsmarował, a ktoś weń siadł, więc kręci się afera, któryś zapomniał reklamówki ze śniadaniem i musiał się wrócić, jakiś mundry marudzi że trzeba inaczej robić i on nie będzie w taką pogodę pracował... Tak, Panowie, start pracy to jeden z krytycznych momentów gdzie niepostrzeżenie traci się najważniejszą broń w tej walce – czas.

Druga sprawa to sam akt ścinania i ładowania. Jeśli gość ucina krzak i łapie go w rękę by odrzucić – wszak jest to konieczne, aby uzyskać dostęp do następnych, to jeśli go przekaże ładującemu, zaoszczędzi czas na odrzucenie, co w szczególności jest trudne w gąszczu. Nawet jak się badyle odrzuca, to pomocnik ma zabierać wiechcie natychmiast aby uniknąć pryzmowania i późniejszego szarpania ze splątanymi kłączami.

Jest jeszcze jedna słaba strona oddzielnego ścinania i wożenia: chwilowe nadmiary pracowników, wszak 6-iu nie będzie cały czas cięło dwoma piłami, a jak zwożenie jest, to po co sześciu do rozładunku? Zazwyczaj płowa robi jak się patrzy, a reszta patrzy jak się robi.

Kolejna zasada podstawowa dobrego ustawienia pracy: pracownik ma wykonywać tylko jedną czynność. Niech jeden tnie, drugi ładuje. Potem mogą się zmienić, ale np. w przeciągu godziny ten, który tnie – niech tylko tnie. Ten, który odbiera, niech wciąż tylko to robi. Ten, który nosi, niech drepcze cały czas – w te i na zad. Wtedy każde ogniwo wie, że jeśli spowolni, to cały łańcuch straci na prędkości. Ma to kolosalne znaczenie dla niezbyt zdyscyplinowanych pracowników, których pozostali sami opier... gdy tamci będą się spóźniać. Jak Henry Ford – taśma to podstawa.

Wykonywać wciąż te same czynności – to nawet największy głąb będzie mógł się nauczyć prostego działania. Tempo pracy narzucone przez lidera, tutaj pilarza - utrudniona jest bumelka. I tu znów powracam do bardzo ważnej, aczkolwiek drażliwej kwestii. Aby uzyskać dużą wydajność w tak nieskomplikowanych i powtarzalnych czynnościach jak cięcie zarośli ludzi należy ustawić tak, aby: 1. nie musieli myśleć zbyt wiele, 2. każdy musiał współpracować z innymi.

Perpetuum mobile.

Chciałbym teraz przybliżyć Czytelnikom optymalny, moim zdaniem, schemat pracy przy koszeniu terenu kolejowego aby poprzeć powyższe tezy.
W części 2 sagi o eksterminacji mechanicznej pisałem że aby łatwo i szybko kosić potrzeba czynić to na tyle często by nie było konieczności stosowania tarcz tnących do twardych badyli oraz by nie trzeba było grabić skoszonej rośliny.
Jeśli już mamy taką możliwość to proponuję taki sprawdzony wariant: Brygada składa się z pięciu ludzi i ma do dyspozycji 4 kosy, piłę gałęziówkę, samochód i poniżej opisany system pracy.

Zacznę od tyłu. Dlaczego samochód? Bo dojazd nim na miejsce sprzątania, zakładając oczywiście, że istnieje taka fizyczna możliwość, jest zawsze szybszy od bujania się drezyną. Szybszy, znaczy tańszy. O paliwie które żre Wmc/d już nie wspominam.
Dwa: drezyna jest niezastąpiona do prac torowych, zatem nie należy jej drogowcom zabierać, bo będą mieli pretekst aby zająć się czymś mniej ważnym (czytaj: poopierdalać), chyba że ten sprzęt jest niezbędny do dojazdu na miejsce cięcia, a i w tym przypadku należy się zastanowić czy w okolicy nie ma przypadkiem kilkunastu szpał do wymiany bądź rowu do odtworzenia.

Dlaczego gałęziówka? Bo może się trafić badyl do wycięcia czy gałąź do przycięcia, a założeniem jest że wszystkie prace porządkowe wykonujemy do końca aby się nie musieć wracać by poprawiać – vide ścinanie i zwożenie.

Dlaczego 4 kosy? Żeby 4 miało ciągle robotę, bo brak sprzętu to standardowa przyczyna wytłumaczenia bezczynności.

Dlaczego pięciu? Tutaj odpowiedź zmierza właśnie do sedna sensu właściwej organizacji.
Wyobraźmy sobie, że jest poranek i ekipa właśnie przyjechała na miejsce. Mamy czterech kosiarzy i jeszcze jedną osobę nazwijmy go „śmieciowym” – jest ona odpowiedzialna w pierwszej fazie za sprzątanie terenu przed koszącymi aby nie natrafiali głowicami na fajans. Oczywiście kosiarzami są najczęściej pracownicy, którzy stoją najwyżej w nieoficjalnej hierarchii, zatem łatwo wyobrazić sobie co się dzieje po przyjeździe: operatorzy spokojnie tankują kosy, nawijają żyłkę, zakładają i regulują uprzęże, czyszczą przyłbice, a w międzyczasie ślą joby popędzając śmieciowego aby wartko czyścił im przedpole.
Sam śmieciowy też ma świadomość że zanim zawarczą silniki musi zebrać syf z przynajmniej 10-20 metrów wzdłuż toru, zatem pracuje w podskokach.

Kosiarze przystępują do pracy rozstawiając się parami po obu stronach toru. Pozwala to na wykaszanie za jednym przejściem pasów o szerokości ok. 4m z każdej strony toru, jeśli powstaje taka konieczność że trzeba ciąć szerzej, to operatorzy odpowiednio dostosowują konfigurację cofając część zespołu aby kosić cały teren od granicy do granicy.

A śmieciowy jest już daleko w przodzie i napełnia kolejne worki które ustawia przy drodze. Gdy oczyści teren na długości powiedzmy 100m wraca śródtorzem wyrywając chwasty rosnące między szynami i pozostałe po zewnętrznej szyn stronie. Dla zdziwionych takim działaniem tłumaczę: próby koszenia w bezpośredniej bliskości przytwierdzeń szyn bardzo spowalniają pracę kosiarzy i powodują straty kilometrów żyłki tnącej.
Śmieciowy wracać musi również szybko, bo jeszcze musi pozbierać wory ze śmieciami, załadować je na auto które trzeba przeparkować „w przód” i znów udać się czyścić przedpole kosynierom.

Sami operatorzy pracują zazwyczaj bez zastrzeżeń, wszak prędkość koszenia jest u każdego podobna a właściwie zależy od jego umiejętności, a wiadomo że jakiś kalek się nie daje do takich prac. Straty czasu mogą powstać jedynie w przypadku przedłużających się odpoczynków, ale to trzeba wliczyć w koszty.
Po co to wszystko? Gdyż tak ustawiona robota sama się pilnuje. Taki jest mój pogląd na sprawę.

Szanowni Czytelnicy!

Na tym będę kończył moją pisaninę o pochwale mechanicznego zwalczania roślinności. Mam świadomość że bardzo wiele osób odbiera moje słowa sceptycznie – jeśli by to w czymś mogło pomóc, to te osoby serdecznie zapraszam do Piaseczna by osobiście przewieźć je po linii i zaprezentować efekty zmian, a następnie wyjaśnić wszelkie wątpliwości przy szklaneczce śliwowicy. Oczywiście, również tych którzy mają jakieś pytania do zadania z odległości gorąco zachęcam do rozmów, dyskusji i polemik na łamach tego zacnego - z przyjemnością będę starał się na nie odpowiedzieć.

Tak na koniec chciałem powiedzieć, że motywem do napisania tego cyklu było to, że z dzisiejszej perspektywy widzę, iż sam przez wiele lat szarpałem pozornie zamknięte drzwi podczas gdy życie pokazało, że otwierają się one do środka, zaś gdyby ktoś uświadomił by mnie że można inaczej, zaoszczędził bym wiele pracy. Cóż, człowiek uczy się na błędach.

Gorąco dziękuję wszystkim, którzy stracili dużą część swego życia na czytaniu moich postów o zielsku i piłach. I życzę Wam wszystkim: do zobaczenia gdzieś na wąskim, ale, oczywiście, szeroko (niczym na normalnym) wykoszonym torze!

Zapisane

Bo ja tam jestem gwiazda
I ze mną jest jazda -
Wszak jam jest Jan Niezbendny.
Vincent
Nowicjusz
*
Długość toru:: 38 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #116 : 14 Marzec 2016, 09:40:27 »
0

Metoda przedstawiona przez Kolegę sprawdzona w praktyce więc dyskutować ciężko - osobiście uważam ją w obecnej sytuacji geopolitycznej za jedyną słuszną do czasu powrotu starej dobrej chemii doglebowej.
Jedyny problem z wprowadzeniem tego w życie to ...życie. Zachowanie wysokiej organizacji pracy i systematyczności będzie trudne na większości kolei, a wręcz niemożliwe, gdyż zrywy wolontariackie cechuje spontaniczność, entuzjazm (gasnący w miarę upływu godzin przy krzakobraniu), i praktycznie brak organizacji i dyscypliny (czytaj "zrobię albo nie zrobię, nikt mi nie może kazać bo pójdę do domu").
Reasumując - przyjemnie mądrego praktyka posłuchać :-). Bo "mądrych" teorii to chyba każdy się już nasłuchał.
Zapisane
Kucyk
Minister
******
Długość toru:: 3880 m

W terenie W terenie


Bimbrownik wąskotorowy


« Odpowiedz #117 : 17 Kwiecień 2016, 14:58:11 »
+4

Wiosna przyszła do nas z dala.
Chwast na torze zap... rośnie szybko.


Tak w skrócie można określić to, co się dzieje zazwyczaj w drugiej połowie kwietnia na terenie kolejowym każdej wąskotorówki. Skoro zatem nadeszła pora na szykowanie oręża dla zwalczania chwasta, pomyślałem że napiszę kilka dodatkowych słów zarówno o chemii jak i o sprzęcie.

81. Gawęda infrastrukturalna, czyli test herbicydów doglebowych 2016.

Jak kiedyś już było to na tym zacnym opisywane, obecnie na potrzeby walki z zielskiem na torach mamy do dyspozycji prawie wyłącznie herbicydy nalistne. Co to oznacza?
Po pierwsze: żeby zadziałały należy najpierw pozwolić wyrosnąć roślinie,
po drugie: każda kropla która nie trafi na żywe zielsko tylko spadnie na ziemię jest stracona - nie zadziała.
O wiele lepsze były by substancje, które utrzymywałyby się w warstwie gleby i niszczyły kiełkujące badyle, lecz z różnych względów, o których będzie mowa później, bardzo trudno dziś zdobyć takie siuwaxy.

Chikara 25 WG

W roku 2015 testowany był na GrKD herbicyd doglebowy flazasulfuron – pochodna sulfonylomocznika o nazwie handlowej Chikara 25 WG. Swoją drogą to właśnie w podobnych związkach (np. tifensulfuronie czy metsulfuronie) upatruję ewentualną przyszłość walki z roślinnością na obszarach kolejowych, ale o tym napiszę za rok. Jak niektórzy pamiętają wyniki testu Chikary z 2015 r. trudno uznać za miarodajne w związku z suszą jaka panowała w sezonie wegetacyjnym, zatem aby móc odpowiedzieć na pytanie: czy ten sos jest skuteczny? znów dokonano naniesienia herbicydu na tor w pasie o szerokości 3,5m. Jednak teraz trochę zmieniono sposób aplikacji: mianowicie zastosowano właściwy dla preparatów doglebowych oprysk grubokroplisty, a dawkę standardową zwiększono o 1/3 do 265g/ha. Ogólnie na 15 km torów (5,25ha) zapodano 1400g Chikary rozrobionej w 950l H2O.
Aby mieć pogląd na to na co się prysnęło podaję niżej trochę ilustracji i kilka słów o formach życia na torze w chwili kładzenia herbicydu.

Poniżej: Dokładnie widać gdzie w zeszłym roku był aplikowane: wiosną flazasulfuron a jesienią MCPA i glifo.



Jednak obserwując teren dokładniej, widać że chwast zna twórczość Horacego – „nie wszystek umrę”.



Oczywiście na pierwszym miejscu coś skrzypi.



Mamy też kiełkujący pochuj...



...końowalię trzepną...



...i niezapierdalajkę.



Trudno jednak się dziwić – nawet producent Chikary nie twierdzi że nic nie wyrośnie przez rok. Zatem na te wschodzące zielsko zapodana została mikstura i teraz pozostaje czekać co będzie się działo.

Zeagran/Prewenter 340 SE

Dodatkowo rozpoczęto test terbutylazyny – kuzynki symazyny stosowanej niegdyś masowo na kolei a obecnie zakazanej przez Unię.

Dla tych którzy nie pamiętają o co chodziło kilka słów wyjaśnienia. Herbicydy triazynowe miały służyć zasadniczo do ochrony kukurydzy przed chwastem, jednak szybko okazało się że posiadają wspaniałe właściwości gdy trzeba pozbywać się zielonego także w innych przypadkach: działały nalistnie i doglebowo, zatem niszczyły i już rosnące, jak i kiełkujące chwasty, długo (atrazyna powyżej jednego, a symazyna trzech miesięcy) zalegały w glebie, a przede wszystkim miały wyjątkowo niską cenę. Przeto nie należy się dziwić iż zyskały ogromne zastosowanie pozarolnicze i były stosowane jako w niebie tak i na ziemi.
Nie wszystko jest jednak takie piękne. Do istotnych wad triazyn zaliczają się: podatność na wypłukiwanie ich z gleby powodująca poważne skażanie wód gruntowych i uodpornianie się na herbicyd zwalczanych gatunków, co z kolei powodowało że dopuszczalne dawki były indywidualnie przekraczane nawet kilkakrotnie, co znów dawało większe zasyfienie wód, lecz że ta chemia była tania, więc każdy miał to w głębokim poważaniu, znów sypał w baniak grubsze kreski, i tak w kółko Macieju.

Poniżej: Triazyny u część chwastów stymulują wzmacnianie odporności na truciznę.



W końcu się ekologi wściekły i zakazano triazyn bodajże w 2007. Jednak powstał problem: czym jednak qqrydzę chronić, wszak trzeba to robić?
Dopuszczono zatem nowy preparat triazynowy – terbutylazynę, dodatkowo ograniczając zawartość składnika aktywnego do 250g/l. Cenę również ustalono na poziomie zaporowym - zniechęcającym do chlapania na prawo i lewo zawiesiną, ale skoro Gmina Piaseczno wyraziła chęć sponsorowania doświadczenia, zaś inżynier-doradca gwarantował skuteczność, nie pozostało nic innego jak wypróbować na GrKD czy ten sos będzie dawał długotrwały efekt zahamowania wyrastania zielska jak to onegdaj symazyna czyniła.

Aby mieć porównanie naniesiono towares na prawe (i sprawiedliwe) pobocze linii kolejowej na długości całkowitej 12 km. Lewa strona pozostała niespryskana triazyną celem kontroli. Użyto produktu o nazwach handlowych Zeagran/Prewenter 340 SE - podaje dwie nazwy, bo na baniakach z przodu były naklejki z jedną, a z tyłu drugą.  Dawka została po kolejowemu wzmocniona i wyniosła 3 i 1/3 stężania rolniczego, czyli 6,67l/ha. Oprysk wykonano, podobnie jak przy Chikarze, grubą kroplą kładzioną na chwasty w początkowej fazie wzrostu. Teraz znów trzeba będzie poczekać do jesieni na rezultaty o których poinformuję.



W następnym odcinku gawędy opryskliwej opowiem o małym, niepozornym i często pomijanym elemencie, ale niesamowicie ważnym, gdy chce się zabiegi chemicznego zwalczania roślinności wykonywać sprawnie, skutecznie i bezpiecznie. Będzie to opowieść o rozpylaczach zwanych dyszami.

Wszystkich, którzy się odważyli doczytać do końca serdecznie pozdrawiam!
« Ostatnia zmiana: 17 Kwiecień 2016, 15:03:18 wysłane przez Kucyk » Zapisane

Bo ja tam jestem gwiazda
I ze mną jest jazda -
Wszak jam jest Jan Niezbendny.
Harry Potter
Dyrektor
*****
Długość toru:: 769 m

W terenie W terenie



« Odpowiedz #118 : 17 Kwiecień 2016, 16:19:14 »
0

Dałem radę Duży uśmiech Duży uśmiech Duży uśmiech także pozdrawiam Uśmiech Uśmiech Uśmiech
Zapisane

Jak się nie ma co się lubi,
To się lubi co się ma...ja mam Elf' y, Impulsy i inne "perełki"
Piottr_tt
Minister
******
Długość toru:: 1864 m

W terenie W terenie


WWW
« Odpowiedz #119 : 17 Kwiecień 2016, 19:59:46 »
+3

Herbicydowe gawędy Kucyka czytam zawsze z ogromną przyjemnością. Może by warto to jako książkę poskładać?
Albo choćby artykuł do Rynku Kolejowego?
Zapisane

Pozdrawiam, Piottr
Nowa galeria foto -  http://wedrownosc.flog.pl
Strony: 1 ... 4 5 [6] 7 8   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
theme for 750mm.pl based on bisdakworldgreen design by jpacs29
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!